Marcin Kydryński: chciałbym, żeby czytelnik doświadczał zachwytu na krawędzi bólu

marcin kydryński
Emil Cioran mówił, że książkom wagi przydają namiętność i choroba, przyda się też talent twórcy. Marcin Kydryński, dla niektórych przede wszystkim prowadzący „Siestę” w radiowej Trójce, dla innych fotografik, jeszcze innych podróżnik i pisarz, w swojej „Bieli” spełnił wszystkie warunki (choć skromnie ocenę tego trzeciego filaru oddaje czytelnikom). Rozmawiamy o samotności w podróży, powrotach, intensywnym przeżywaniu rzeczywistości. A także, oczywiście, o muzyce.

Kaśka Paluch: Opisy w książce są bardzo dokładne, bezpośrednie. I fizjologiczne. Wyraźne do tego stopnia, że łatwo samemu, czytając, poczuć lepkość upału czy gorączkę. Dlatego właśnie zdecydował się pan na tę bezpośredniość?
Marcin Kydryński: Lubiłbym, żeby czytelnik był w tych miejscach razem ze mną. Czuł tę podróż w kościach, na swojej brudnej skórze, męczył się i łkał. Ale też doświadczał zachwytu na krawędzi bólu, silnego olśnienia. Afryka jest ogromnie zmysłowa. To nie Szwajcaria.

Gdy czytałam rozdział z chorobą, malarią i tyfusem, zajęła mnie jedna myśl: czy w tej chwili nie żałował pan, że jest w dżungli zupełnie sam? Co w samotnym podróżowaniu jest tak pociągającego, że wygrywa ze strachem o bezpieczeństwo?
Chwilami „Biel” mówi językiem intymnego dziennika. Co czułem na krawędzi życia i śmierci w tamtych dniach w Kongu, starałem się przywołać możliwie najdokładniej w rozdziale „Socambo”. Emil Cioran pisał, że książkom przydają wagi namiętność i choroba. Dodawał wszelako, że wypada mieć też odrobinę talentu. Dwa pierwsze warunki spełniłem. Trzeci pozostawiam ocenie czytelnika. Wie pani, podróżowanie, którego celem jest lepsze zrozumienie świata, wysiłek poznania drugiego człowieka, codzienne ćwiczenia z empatii a także, bagatela, intymne fotografowanie – zmusza do samotności. W tłumie zatraca się uważność. Nawet wędrówka we dwoje kieruje nasze skupienie w niewłaściwą stronę. A ono powinno koncentrować się na owocnym przeżywaniu rzeczywistości. Na dialogu z „innym”, a nie na zamknięciu we własnym, dobrze znanym gronie.
Marcin Kydryński o "Bieli" mówi z pewnym zakłopotaniem: "autobiografia". Ja po sesji z niemal 700-stronicowym albumem widzę w "Bieli" przede wszystkim opowieść o Afryce, o 25-letnim związku tak bliskim i tak intensywnym, że tylko przez ten fakt opisywanie kontynentu można pomylić z opisywaniem życia - recenzja "Bieli" na Etnosystem.pl
Jest w pana pisaniu o wypadku autobusowym, o ubraniach oblepionych fragmentami ciał innych, o przemywaniu się brudną wodą, coś poruszającego, ale stoickiego jednocześnie. Jakby każdą z tych sytuacji, trudności i niedogodności, przyjmował pan jako coś, z czym należy się po prostu pogodzić. Tymczasem ja przez część lektury zadawałam sobie pytania: "nie bał się że zachoruje? ja bym zwariowała ze strachu, że się czymś zarażę". To znaczy, że Afryka nie jest miejscem dla mnie?
Być może w ogóle podróż, pojmowana jako otwarta konfrontacja z wszystkim, co współczesny świat niesie ze sobą, nie jest dla pani. Ale nie ma w tym niczego złego. Jesteśmy przecież wszyscy tak cudownie od siebie odmienni. Może będzie dla pani pocieszeniem wyznanie, że i ja często nie mam najmniejszej ochoty ruszyć się z sofy na mojej farmie. Leżę i czytam książki. Wędruję w umysłach mądrzejszych ode mnie i to też fascynująca, potrzebna podróż.

Marcin Kydryński Biel

Jak wyglądają powroty ze świata tak odległego do tutejszego, do pracy, do Polski? To chyba musi być szokującym dla organizmu i psychiki doznaniem.
Teraz, kiedy głównie jeżdżę z ludźmi na fotograficzne, przyjemne ekspedycje – owszem. Bo to szczęśliwe, relaksujące przygody. Powroty do rutyny codzienności bywają bolesne. Ale powroty wcześniejsze, po wielotygodniowych, czasem paromiesięcznych samotnych wędrówkach bywały wytęsknione. Nie powiem, że chciałem zatrzymać się na dłużej w Somalii, czy w Liberii.

Stosunkowo niewiele pisze pan o muzyce. Wyjazdy do Afryki nie były pretekstem do jej bliskiego poznania? Tak długiego czasu tam spędzonego pozazdrościłby każdy etnomuzykolog.
Nie jestem nim. Nie przepadam za tak zwaną muzyką „korzeni”. Choć pamiętam olśnienia z wnętrza puszczy, fujarki, chóralne śpiewy ludu Twa. Jeśli trafiła pani kiedyś na moją „Siestę”, to wie pani, że bliżej mi do muzyki etnicznej przefiltrowanej przez spotkania z europejską harmonią i jazzową ciekawością każdego kolejnego dźwięku. Fragmenty „Bieli” o muzyce, te w „Gramofonie Denysa” i zwłaszcza we „Wzorze z Fezu” są może krótkie, ale ogromnie dla mnie ważne.

Czy dziś może pan powiedzieć, że Afryka zmieniła pana, jako człowieka, ukształtowała być może? Gdyby nie te podróże, dziś byłby pan kimś innym?
Każde doświadczenie kształtuje nas, zmienia. Jakże zatem pominąć dwadzieścia pięć lat doznań tak intensywnych, częstokroć ostatecznych? Bez tych wędrówek miałbym zapewne mniej pokory, zapewne uległbym pokusie łatwego osądzania. Może jednak poświęciłbym ten czas na coś prawdziwie wartościowego, zrobił więcej dla innych? Moje podróże to był przecież prawdziwy popis egoizmu.

Luźne pytanie na koniec: jako, że muzyka afrykańska dominuje w katalogach world music, pustynny blues zdobywa popularność na światowych festiwalach, pan – jako znawca – czego z muzyki afrykańskiej słucha najchętniej, jaki zespół, płyta, utwór, najlepiej pana zdaniem oddaje ducha i złożoność Afryki?
Wielbię muzykę z Wysp Zielonego Przylądka. Ma w sobie tę tęskną nutę, melancholię, która współbrzmi z frazą spod szopenowskich wierzb. Ale jednocześnie niesie ze sobą tak wiele zmysłowości, światła. W gronie najważniejszych dla mnie artystów jest Angelique Kidjo z Beninu, Richard Bona z Kamerunu i Paulo Flores z Angoli. Oni właśnie łączą w swojej muzyce tak wiele światów. Ten tradycyjny, z wnętrza kontynentu spotykają z jazzem, z pulsem kubańskim, z klasyczną europejską harmonią. I oni właśnie, poprzez swoją otwartość, ciekawość odmiennych kultur, różnorodność wpływów, wydają mi się symboliczni dla Afryki na jej dzisiejszym etapie.


Marcin Kydryński "Biel"

fot 1: Krzysztof Jarosz dla Edipresse Książka
fot 2: Archiwum Marcina Kydryńskiego
Szanowna Użytkowniczko, Szanowny Użytkowniku, zanim klikniesz „Przejdź do serwisu” lub zamkniesz to okno, prosimy o przeczytanie tej informacji. Prosimy w niej o Twoją dobrowolną zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz przekazujemy informacje o tzw. cookies i o przetwarzaniu przez nas Twoich danych osobowych. Klikając „Przejdź do serwisu” lub zamykając okno, zgadzasz się na poniższe. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres. Zgoda Jeśli chcesz zgodzić się na przetwarzanie przez Etnosystem.pl Twoich danych osobowych, które udostępniasz w historii przeglądania stron i aplikacji internetowych oraz danych lokalizacyjnych generowanych przez Twoje urządzenie, w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i w aplikacjach w celu ustalenia Twoich potencjalnych zainteresowań dla dostosowania reklamy i oferty) w tym na umieszczanie znaczników internetowych (cookies itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie takich znaczników, kliknij przycisk „Przejdź do serwisu” lub zamknij to okno. Jeśli nie chcesz wyrazić zgody kliknij „Zamknij”. Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Powyższa zgoda dotyczy przetwarzania Twoich danych osobowych do śledzenia statystyk Google Analytics czy wyświetlania Ci dedykowanych reklam.
Więcej informacji Przejdź do serwisu Zamknij