Już pierwsze dźwięki „Etno Machiny” burzą stereotypowe myślenie o lirze korbowej jako o prostym, ludowym artefakcie. Joachim Mencel udowadnia, że przy subtelnym wsparciu technologii, ten archaiczny instrument potrafi wygenerować niemal nieskończoną paletę brzmień. Największe zaskoczenie budzi warstwa rytmiczna – rzadko spodziewamy się tak gęstej pulsacji po instrumencie kojarzonym głównie z linią melodyczną i burdonem.
Mencel wprowadza do polskiej tradycji odważny sonoryzm, pokazując, że nie jest ona zamkniętą na nowości, zakurzoną puszką. Autor z rozmachem buduje rozległe, często dysonujące struktury, w których słychać dalekie podróże liry: od Bałkanów, przez Ukrainę, aż po Europę Środkową.
Warto zwrócić uwagę na obecne na płycie orientalne interwały. Nawiązują one do hipotezy o mauretańskich korzeniach instrumentu, który miał trafić do Europy już w VII–IX wieku. To właśnie ta wschodnia aura sprawia, że lira w rękach Mencla wchodzi w rolę europejskiego sitaru – instrumentu zdolnego do budowania mistycznych, wielowarstwowych światów, w których tradycja spotyka się z nowoczesną maszyną dźwiękową. To fascynujący dowód na to, że jeden instrument, potraktowany z taką wyobraźnią, może stać się kompletnym, samowystarczalnym kosmosem.
Kaśka Paluch