Uzdrawiające promieniowanie [RECENZJA]

Historia jakich wiele. Młoda dziewczyna po prywatnych perturbacjach ucieka do dalekiego kraju, żeby robiąc coś dla innych uzdrowić siebie. I morał, jaki powtarza się w każdej tego typu historii - nie uzdrowisz siebie, samemu będąc chorym. Zacznij od siebie, a dopiero potem weź się za naprawianie świata. Banalnie proste? A jeśli na przeszkodzie staje promieniowanie jądrowe, duchy zmarłych w katastrofie i uparta stara Japonka?


Kiedy kilka lat temu trafiłam na poruszający film Doris Dörrie "Hanami, kwiat wiśni", moje spojrzenie na Japonię znacząco się zmieniło. W mieszkańcach tego niezwykłego kraju dostrzegłam nostalgię, delikatność, elegancję i głęboko skrywane emocje. Pod warstwą makijażu gejszy, pod zakrywającą szczelnie twarz charakteryzacją tancerzy butoh, pod drogimi garniturami i urządzonymi ze smakiem i dystansem mieszkaniami. Doris Dörrie pokazała nam Japonię z perspektywy wnikliwego obserwatora, obcego, który wnika w tkankę japońskiej rodziny, który rozrywa maski i zagląda do środka. Po ośmiu latach od swojego hitowego "Hanami", Dörrie wraca z zapierającym dech "Fukushima, moja miłość". I tym razem nie daje Japończykom szansy ukryć się za elegancją i wpajanym przez pokolenia chłodem. Czarno-biały film aż kipi emocjami.

Młoda Niemka Marie do Japonii, ucieka po miłosnych perturbacjach. Zagubiona, niepewna siebie, w świecie zbierającym się po katastrofie elektrowni jądrowej, trzęsieniu ziemi i tajfunie usiłuje odbudować swoją osobowość. Już od pierwszych scen filmu wiemy, że plan ten spali na panewce. Marie (Rosalie Thomass) ma rozbiegany wzrok, a w stroju klauna, którym ma rozbawić starszych mieszkańców przytułku dla wysiedleńców ze Strefy 0, wygląda po prostu żałośnie. Przemianę Marie aktorka zresztą świetnie oddała - przez cały film aż napinamy się i męczymy jej niepewnymi ruchami, czającym się gdzieś w kącikach oczu płaczem, skrywaną w głębi złością. Gdy Marie poznaje Satomi - starszą, upartą Japonkę, chodzącą o lasce i wyróżniającą się spośród rezydentów przytułku jakąś elegancją i hardością - jej postawa obronna się wzmaga. Tym sposobem Dörrie oddała w najprostszy sposób najważniejszą prawdę o ludzkim postępowaniu. Im bardziej ktoś pokazuje nam błąd, im bardziej zmusza do zmiany zachowania i wyjścia ze swojej strefy komfortu, tym bardziej się najeżamy. Decyzja, czy podejmiemy walkę i rozwalimy od wewnątrz swoje uprzedzenia, zależy tylko od nas.

Historia Marie momentami jest komiczna. Postawna blond Niemka wśród drobnych delikatnych Japończyków wygląda kuriozalnie, a w zniszczonym filigranowym domu Satomi, zdaje się być Alicją w Krainie Czarów. Za wysoka, niezgrabna, zbyt nerwowa i niecierpliwa. Dni spędzone na sprzątaniu zrujnowanego domostwa uczą ją pokory, a kontakt z prawdziwą gejszą - elegancką i zdystansowaną (w roli Satomi - Kaori Momoi, którą znamy doskonale z roli Mamy w "Wyznaniach Gejszy") nie tyle uczy, co pomaga opanować wewnętrzne rozedrganie. Z czasem nauki Satomi udzielają się też widzowi. W końcu - czyż w naszym europejskim świecie nie oddaliśmy się zbytniemu rozleniwieniu obyczajów, nie odrzuciliśmy szacunku do rytuałów na rzecz wątpliwej wygody, zgody z naturą i przeszłością na rzecz pogoni za przyszłością?

Główne bohaterki "Fukushimy" to nie jedyne elementy filmu, które wciągają widza w wyciszony świat. Dörrie świadomie odebrała swojemu obrazowi kolory, za to nasyciła go minimalistyczną fortepianową muzyką Ulriki Haage. Dzięki tym prostym zabiegom skupiamy się na tym, co najważniejsze. Na przebłyskach porozumienia w spojrzeniach, na jednostajnym krajobrazie. Ceremonię picia herbaty - powolnego i uważnego - reżyserka przeniosła na swój film. Nie zadręcza nas długimi ujęciami i wymuszonym artyzmem. Pokazuje świat takim, jakim powinniśmy go widzieć - bez zbędnych bodźców.

"Fukushima, moja miłość" to rozciągnięty w czasie obraz. A właściwie - zdanie. Plama, informacja, która stopniowo do nas dociera. "Życie tęsknotą, to życie z duchem" - mówi Satomi. I chociaż rytuały "przeciw duchom" wydawać by nam się mogło zabobonami, to w końcu dostrzegamy w nich logikę. Tę straszną prawdę w nieco bardziej dosadny i przerażający sposób pokazuje tajski horror "Shutter - widmo" (2004). Niezamknięta przeszłość nigdy nie pozwoli nam przeżywać w pełni teraźniejszości a tym bardziej - zrobić kroku w przyszłość. I chociaż zrozumienie i wybaczenie przychodzi z trudem, a może i z bólem - to jedyny sposób na odzyskanie swojego życia. Bo najtrudniej jest stanąć oko w oko nie z żywiołem, nie z duchem, nie ze zniszczonym domem, ale z własnym strachem i słabością.

Iśka Marchwica

"Fukushima, moja miłość" (Grüße aus Fukushima)
scenariusz i reżyseria: Doris Dörrie
w rolach głównych: Rosalie Thimass, Kaori Momoi
premiera: 13 lutego 2016 (świat) / 3 lutego 2017 (Polska - dystrybucja Aurora Films) 

Szanowna Użytkowniczko, Szanowny Użytkowniku, zanim klikniesz „Przejdź do serwisu” lub zamkniesz to okno, prosimy o przeczytanie tej informacji. Prosimy w niej o Twoją dobrowolną zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz przekazujemy informacje o tzw. cookies i o przetwarzaniu przez nas Twoich danych osobowych. Klikając „Przejdź do serwisu” lub zamykając okno, zgadzasz się na poniższe. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres. Zgoda Jeśli chcesz zgodzić się na przetwarzanie przez Etnosystem.pl Twoich danych osobowych, które udostępniasz w historii przeglądania stron i aplikacji internetowych oraz danych lokalizacyjnych generowanych przez Twoje urządzenie, w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i w aplikacjach w celu ustalenia Twoich potencjalnych zainteresowań dla dostosowania reklamy i oferty) w tym na umieszczanie znaczników internetowych (cookies itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie takich znaczników, kliknij przycisk „Przejdź do serwisu” lub zamknij to okno. Jeśli nie chcesz wyrazić zgody kliknij „Zamknij”. Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Powyższa zgoda dotyczy przetwarzania Twoich danych osobowych do śledzenia statystyk Google Analytics czy wyświetlania Ci dedykowanych reklam.
Więcej informacji Przejdź do serwisu Zamknij