Robert Gondek: Trekking pod eskortą [WYWIAD]

fot. Robert Gondek
Robert Gondek od kilku lat zwiedza Afrykę i choć mówi, że kontynent jest zbyt zróżnicowany i niezwykły, żeby go poznać, to dzięki swoim górskim wyprawom zobaczył naprawdę sporo. Od Tanzanii, przez Namibię po Gabon. Z gór o wysokości 1000 mnpm na najwyższe szczyty świata. Jak organizuje się trekking pod obstawą żołnierzy i gdzie żyją najpiękniejsze zwierzęta w Afryce, rozmawiamy z Robertem Gondkiem - realizatorem projektu "W drodze na najwyższe szczyty Afryki".
 
Jadwiga Marchwica, Etnosystem.pl: Twój projekt to "W drodze na najwyższe szczyty Afryki" - wiemy jednak, że Afryka jest bardzo zróżnicowana. Jaki był dotychczas najtrudniejszy szczyt w twojej podróży? 
Robert Gondek: Najtrudniejsza z gór, którą miałem okazję zdobywać, to ugandyjska Margherita Peak znajdująca się w górach Rwenzori. Co ciekawe, była to najtrudniejsza wspinaczka w jednocześnie najładniejszych afrykańskich górach w jakich byłem. Jej trudność to po pierwsze wysokość – 5109 m n.p.m., co może przysporzyć problemów przy nieodpowiedniej aklimatyzacji. Po drugie konieczność dwukrotnego pokonania lodowca znajdującego się u podnóża właściwego wierzchołka góry. Problem polegał na tym, że lodowiec bardzo szybko topnieje w promieniach równikowego słońca, co powoduje odpadanie jego fragmentów i uwalnianie się pojedynczych kamieni. Lodowiec jest usiany bardzo dużą ilością mniejszych i większych szczelin. Szliśmy asekurując się liną, w rakach, z czekanami i w kaskach, przeskakując przez szczeliny albo klucząc pomiędzy nimi, jak w labiryncie. Nie czuliśmy się pewnie.

Przed wyjazdem spodziewaliśmy się też, że w górach Rwenzori towarzyszyć nam będzie deszcz, mgła, błoto i nie będzie żadnej widoczności. Tak wynikało z większości relacji, które znaleźliśmy. Sprzyjało nam jednak szczęście. Przez 7 dni nie spadła ani kropla deszczu, a bagna, przez które mieliśmy przechodzić w woderach były na tyle suche, że ani razu ich nie włożyliśmy. No i dzięki fantastycznej pogodzie widoki były rewelacyjne.
 
fot. Robert Gondek
Uganda: Rwenzori Mountains
 
Drugim, tym razem zaskakująco trudnym trekkingiem było podejście na Pico de Sao Tome na Wyspach Św. Tomasza i Książęcej (2024 m n.p.m.). To góra w gęstym lesie deszczowym. Trafiliśmy tam w porze deszczowej i przez dwa dni zmagaliśmy się nie tylko z podejściem, ale przede wszystkim nieustannym deszczem, mgłą, błotem, śliskimi korzeniami i osuwiskami. Brzmi to może dziwnie, ale trekking naprawdę nie należał do prostych.
 
Zacząłeś ambitnie, od chyba najwyższej góry Afryki. Dlaczego potem projekt zarzuciłeś? I ostatecznie - co spowodowało że pięć lat później zdobywałeś górę za górą?
Tak, początek to rzeczywiście od razu Kilimandżaro. Wyjeżdżając w 2008 roku do Tanzanii nie myślałem o tym, że będę wracał na kontynent afrykański po to żeby chodzić po górach. To był mój drugi pobyt w Afryce (pierwszy był 2000 roku w RPA). Bardzo mi się spodobało. Ale miejsc na świecie, które chciałem i wciąż chcę odwiedzić jest więcej niż czasu, który mam na to. Mimo wszystko do Afryki wróciłem w 2009 roku. Odwiedziłem RPA i Namibię. Znów bardzo mi się podobało. Później zrobiłem sobie przerwę. Odwiedziłem Nepal. Byłem w Indiach i w kilku innych miejscach. A później pomyślałem, że czas wrócić do Afryki. Wróciłem w góry w 2012 roku. Wybrałem Kenię i Ugandę. Później byłem w Rwandzie, Burundi i kolejnych krajach i na kolejnych górach. Średnio dwa razy w roku.
 
fot. Robert Gondek
Tanzania: Kilimandżaro – widok z Mount Meru
 
Na koncie masz dużo zdobytych szczytów... Ale też kilka nie zdobytych - z takimi też na pewno wiążą się ciekawe wspomnienia.
Najciekawsze wspomnienie wiąże się z Gabonem. Otóż do Gabonu pojechałem razem z Mariuszem Jachimczukiem. Naszym celem było zweryfikowanie informacji, która góra jest najwyższa w tym kraju. Źródła podają dwie sprzeczne ze sobą informacje. Mieszkańcy Gabonu uczą się w szkołach, że najwyższą górą jest Mount Iboundji i ma ponad 1500 m n.p.m. Ale ostatnie pomiary wskazują, że najwyższą górą w Gabonie jest Mont Bengoue i ma około 1070 m n.p.m. Pojechaliśmy sprawdzić te informacje. Weszliśmy na Mount Iboundji. Ta górą nie ma więcej niż 1000 m n.p.m. Na Mont Bengoue nie weszliśmy. Nie dostaliśmy pozwolenia. Nikt nie dostał pozwolenia od ponad 15 lat, kiedy w rejonie góry w tajemniczych okolicznościach zaginął kanadyjski ornitolog Roy Baker. Żeby stwierdzić, czy Mont Bengoue jest wyższa - musimy wrócić. Ale jak zdobyć pozwolenie - wciąż nie wiemy.
 
fot. Robert Gondek
Gabon: Goryl nizinny w parku Lekedi
 
Na zdjęciu z Zambii stoisz z karabinem w otoczeniu mieszkańców tego regionu. Nasuwa się pytanie - czy podczas tych wypraw bywa niebezpiecznie? Czy trafiasz na tereny zwaśnione, partyzanckie?
Karabiny to w sumie dosyć popularne przedmioty podczas afrykańskich trekkingów. W drodze na najwyższy szczyt Zambii towarzyszył mi malawijski policjant. Tam nie było niebezpiecznie, ale wędrowałem po górach na granicy Malawi i Zambii i to była obowiązkowa obstawa. Obowiązkowa obstawa towarzyszy mi również w Rwandzie. Dziesięciu uzbrojonych po zęby żołnierzy towarzyszyło mi aż na sam szczyt. Idą zawsze z turystami, bo władze Rwandy chcą zapewnić poczucie bezpieczeństwa turystom wchodzącym na Karisimbi na granicy z DR Kongo. Z uzbrojonym scoutem wchodziłem również ostatnio na Ras Dashen w Etiopii - również nie miałem wyboru. Tu również nie było niebezpieczeństwa.
 
fot. Robert Gondek
Zambia: W górach Mafinga Hills
 
Na pewno miałeś częsty kontakt z mieszkańcami - tłumaczyłeś im, dlaczego chodzisz po afrykańskich górach?
O moim projekcie opowiadam zawsze. Pokazuję zdjęcia z innych podróży, z innych gór. Reakcją jest przede wszystkim zaskoczenie i zaciekawienie. A czasem po prostu ze względu na całkowitą różnicę w postrzeganiu świata i spraw życia codziennego zadają mi pytanie "W zasadzie po co jeździsz po Afryce i po górach. Nie masz ważniejszych rzeczy do roboty?". Ciężko to wytłumaczyć. Nasze światy różnią się bardzo. Ale w większości przypadków spotykam się z życzliwością i chęcią pomocy. Bardzo często bezinteresownej. A czasem z chęcią zarobienia na moim pobycie. Co wcale nie jest negatywne. Bo podróżując staram się docenić chęć pomocy, zaradność i jeśli ktoś rzeczywiście mi pomaga, cieszę się że ja też mogę pomóc, korzystając z tej pomocy i płacąc za tą usługę.
 
fot. Robert Gondek
Wyspy Św. Tomasza i Książęca
 
W takim razie - który z tych licznych afrykańskich krajów jest ci teraz najbliższy?
Każdy z krajów, w których byłem jest na swój sposób inny, ciekawy, pasjonujący. Ale chyba najważniejszymi i najciekawszymi do tej pory były Tanzania i Namibia. Może dlatego, że to były jedne z pierwszych. Może dlatego, że byłem w nich już odpowiednio 3 i 2 razy. Na pewno dlatego, że są niezwykle różnorodne i ich zwiedzanie odbywa się inaczej. Namibię warto zwiedzić na własną rękę, na przykład wynajętym na miejscu samochodem. W przypadku Tanzanii bardziej optymalne jest skorzystanie z usług miejscowych agencji turystycznych, których jest wręcz niezliczona liczba. Otrzymujemy przeważnie świetny serwis. Jaki? W zasadzie wszystko, o czym marzymy. Dzikie zwierzaki na wyciągnięcie ręki, przepiękne krajobrazy w licznych parkach narodowych, pyszne jedzenie, przewodnika, transport itd. W Tanzanii w ciągu paru godzin możemy przedostać się z Parku Narodowego Serengeti pełnego słoni, lwów, czy lampartów i stanąć u podnóża Kilimandżaro. Kolejnego dnia możemy ruszyć na górę na wysokość prawie 6000 m n.p.m. żeby zobaczyć afrykański lodowiec. A po tygodniu możemy zażywać kąpieli słonecznych na przepięknych plażach Zanzibaru. W międzyczasie możemy odwiedzić liczne plemiona zamieszkujące Tanzanię, na przykład Masajów, Kuria, czy Sonjo. To właśnie ta różnorodność powoduje, że Tanzania jest jednym z najbardziej popularnych kierunków afrykańskich podróży.
 
fot. Robert Gondek
Tanzania: Hipopotam w Parku Narodowym Serengeti

Obserwując twoje dokonania mam wrażenie, że słynne trudności z podróżowaniem po Afryce to mit i że warto jednak ją poznać.
Afryka to nie jest jedno miejsce. Każdy kraj jest inny. Każdy region jest inny. Zupełnie inny. Inni są ludzie, zwyczaje, kultura, historia, podejście do życia, do turystów, do pieniędzy, krajobrazy, zwierzęta. Absolutnie wszystko. Nie da się poznać Afryki. Nawet kraju. Szczególnie podczas kilku lub kilkunastodniowego pobytu. Ale warto poznawać te różnice. Warto się przekonać, jak podejście mieszkańców Afryki do życia, do materialnych dóbr różni się od naszego. Warto zobaczyć, jak niewiele czasem trzeba, aby być szczęśliwym. Nie jest do tego konieczny dobry telewizor, lepszy samochód, ciągły dostęp do Internetu.

Co jeszcze? Przepiękna, absolutnie unikalna przyroda. Niezwykle różnorodna i jakże inna od naszej. Przykładowo w Tanzanii w zasadzie nie ma problemu z podróżowaniem. Większość turystów podróżuje w formie zorganizowanej na safari. Są niezłe autobusy dalekobieżne. Są tanie linie lotnicze. Ale chcąc dotrzeć w mniej oczywiste miejsce, trzeba poczekać na przeładowane dala dala. Ciężko podróżuje się po Gabonie. Wciąż jest tam mało asfaltowych dróg. Większość to typowe pomarańczowe, laterytowe afrykańskie szutry. Trzeba też pamiętać o porach deszczowych, podczas których w wiele miejsc jest bardzo utrudniony dostęp.
 
fot. Robert Gondek
Botswana: Zimorodek malachitowy
 
Czy zdarzyły ci się momenty, kiedy żałowałeś swojego pomysłu?
Nie. Nigdy nie żałowałem mojego pomysłu. Z każdym kolejnym wyjazdem jestem coraz bardziej zachwycony kontynentem afrykańskim. I chcę wyjeżdżać coraz częściej, na dłużej, w kolejne miejsca. Nawet jeśli czasem jest ciężej to wiem, że nagrodą będzie coś wyjątkowego.
 
fot. Robert Gondek
Rwanda: widok z drogi na Karisimbi
 
Niedawno wróciłeś z Etiopii - jakie na świeżo masz wrażenia z tej wyprawy?
17 stycznia wróciłem z mojej 10 podróży na kontynent afrykański. Odwiedziłem Etiopię. Było rewelacyjnie. Głównym celem było zdobycie kolejnej góry - Ras Dashen, 4543 m n.p.m. Udało się. Dzięki temu zobaczyłem przepiękne góry Semien. Teraz już nie wiem, czy ładniej było w górach w Ugandzie, czy w Etiopii. To po prostu trzeba zobaczyć. Odwiedziłem też najniżej położone miejsca w Etiopii, czyli depresję Danakilską. Zobaczyłem niezwykle kolorowy Dallol. Miałem też okazję wejść na wulkan Erta Ale, w kraterze które bulgocze jezioro lawy. Niezapomniany widok!
 
fot. Robert Gondek
Etiopia: Góry Semien
Robert Gondek - podróżnik, fotograf i miłośnik Afryki.
Autor licznych pokazów podróżniczych nagradzanych przez publiczność i jury podczas festiwali w Łodzi, Środzie Wielkopolskiej i Poznaniu. Swoje teksty publikował w magazynach Podróże, Poznaj Świat, NPM, czy All Inclusive.
Organizuje wyprawy na afrykański kontynent. Uczy się języka Swahili.
Prowadzi projekt "W drodze na najwyższe szczyty Afryki", mający na celu zdobycie najwyższych szczytów w każdym afrykańskim kraju.
Prowadzi strony internetowe www.szczytyafryki.pl oraz www.facebook.pl/SzczytyAfryki.
 
fot. Robert Gondek
Robert Gondek w Namibii
 
Zobacz wszystkie zdjęcia Roberta Gondka:


Rozmawiała: Jadwiga Marchwica, Etnosystem.pl
Zdjęcia: Robert Gondek,  kopiowanie bez zgody autora i redakcji Etnosystem.pl - ZABRONIONE