To nie Skandynawia, to ogromne wyzwanie

Longyearbyen, fot. Ilona Wiśniewska

Spitsbergen - największa wyspa Norwegii, położona na Morzu Arktycznym. Średnia najwyższa temperatura do +4 stopnie Celsjusza, a najniższa -20. Ale bywa tu cieplej, niestety głównie bywa tu zimniej. Od kilku lat w jednym z najważniejszych miast, Longyearbyen mieszka Polka, reportażystka i pracownik muzeum, Ilona Wiśniewska. Wnikliwym okiem obserwuje życie wyspiarzy, jak i Norwegów, a nawet Rosjan w Murmańsku i innych lodowatych regionach. Dlaczego wybrała na dom miejsce, w którym kobiety prawie cały czas muszą chodzić w grubych swetrach i ciężkich butach, a o świeże warzywa trzeba specjalnie zabiegać?

Jadwiga Marchwica, Etnosystem.pl: Znasz serial "Przystanek Alaska"?

Ilona Wiśniewska: Nie, ale muszę go wreszcie obejrzeć, bo wszyscy moi znajomi mówią, że moja historia brzmi, jak scenariusz do "Przystanku Alaska". A ja z tego serialu pamiętam tylko czołówkę z łosiem! (śmiech)

Historia jest podobna, różnica polega na tym, że ciebie nikt nie wysłał i nie zmusił do przeprowadzki na Spitsbergen.

Absolutnie i nigdy nie winiłam nikogo za tę decyzję.

Ale chyba trudno odnaleźć się w tak diametralnie innej rzeczywistości.

Trudno, ale największą barierą jest język. Jeżeli ktoś zna choć trochę norweski, na pewno szybciej nawiąże kontakt z ludźmi. Ja z natury jestem dość nieśmiała i nie wiedziałam nawet jak i gdzie szukać ludzi, z którymi mogłabym się zaprzyjaźnić.

"BIAŁE. ZIMNA WYSPA SPITSBERGEN" - REPORTAŻE ILONY WIŚNIEWSKIEJ W FORMIE KSIĄŻKI

W Longyearbyen nie byłaś jednak sama.
Tak, po pierwszej wakacyjnej wizycie, wróciłam tu już na stałe do mojego partnera, Birgera Amundsena. Moja sytuacja była jednak podwójnie specyficzna – byłam przyjezdna i jednocześnie byłam dziewczyną redaktora naczelnego lokalnej gazety. Jego funkcja oczywiście warunkuje pewne zachowania i tworzy pewien dystans, który gwarantuje obiektywność. Siłą rzeczy, początkowo po miasteczku poruszałam się więc śladami Birgera, minęło trochę czasu zanim wydeptałam własne ścieżki.

Wyjeżdżając na Spitsbergen miałaś jakiś plan, cel?

Te kilka lat temu byłam w takim momencie swojego życia, że nie bardzo wiedziałam co mam robić dalej. Trochę chciałam zmienić dekoracje, a trochę spróbować czegoś nowego. A to miejsce wydawało się dobrym początkiem zmian.

Patrząc na zdjęcia to faktycznie spore wyzwanie. Ale też chyba wielka radość, w końcu samo miasteczko i Spitsbergen są przepiękne.

Piękno miasteczka jest kontrowersyjne, a krajobrazu bezdyskusyjne. Ilekroć zjeżdżam na rowerze z domu do pracy, zachwycam się górami, które majestatycznie królują nad Longyearbyen. Ten widok się nigdy nie nudzi. Życie tu może czasami nudzić, ale natura na Spitsbergenie jest tak spektakularna, na jaką wygląda na zdjęciach i dominuje we wszystkim.

Twoja codzienna praca w pewien sposób też się z nią łączy.

Tak, pracuję w muzeum, w laboratorium znalezisk archeologicznych z XVIII i XIX wieku. Zajmuję się więc głównie… przedmiotami codziennego użytku myśliwych sprzed wieków.

Przypomina to trochę klimat epoki lodowcowej, jakiegoś uwięzienia w przeszłości.

W pracy zajmuję się faktycznie tą niezbyt estetyczną częścią znalezisk, bo to głównie należące do myśliwych buty, materiały, przesiąknięte krwią i tłuszczem… Biorąc pod uwagę, że nie jem mięsa jest to dla mnie ciekawa lekcja pokory.

Obraz brudnego myśliwego nie bardzo przystaje do obrazka schludnego i delikatnego Skandynawa.

Bo Spitsbergen to nie Skandynawia, a Longyearbyen to miasto, które powstało na węglu, który na butach wnosiło się do domów. To nie jest miejsce, żeby być damą, chociaż w książce opowiadam historię Marceli, która zawsze chodziła na obcasach i wzbudzała tym ogromne zainteresowanie lokalnej ludności.

Samo Longyearbyen wygląda jednak na dość przyjemne miejsce.

Longyearbyen, czyli "miasto Longyeara", jest na swój sposób urocze, zwłaszcza jak się wie, że otaczają je kilometry niedostępnych gór i lodowców. W książce piszę, że jest jak plansza do Eurobusinessu. Jak pierwszy raz zobaczyłam je z góry, to miałam ochotę poprzestawiać hotele i oczywiście kupić Wiedeń albo Insbruck (śmiech).

Czy urok miasteczka wynagradza trudy życia podczas dnia lub nocy polarnej?

Nie powiedziałabym, że to są trudy… Żyje się normalnie, tylko że słońce jest cały czas nad horyzontem i jest jasno albo go nie ma i jest ciemno. Ja mam w mieszkaniu grube zasłony, więc latem w nocy robię sobie noc (śmiech). Trzeba oczywiście pilnować godzin i normalnego trybu życia, żeby nie przesadzić w jedna czy drugą stronę.

Czy te warunki wpływają na usposobienie mieszkańców Spitsbergenu?

Nie bardzo… Chyba są spokojniejsi, bo cóż… nie mają na to wpływu i godzą się na to, co jest.

Można powiedzieć, że mieszkańcy Spitsbergenu są otwarci?

Tak, ale to nie jest raj do którego się przyjeżdża i wszyscy tam na człowieka czekają z otwartymi ramionami. Trzeba sobie zasłużyć na akceptację, bo tu rotacja ludzi jest tak duża, że nie sposób zainteresować się każdym. W Longyearbyen nie ma bezrobocia czy biedy, bo wszystko jest bardzo drogie i bez pracy, nie ma szans na przeżycie. Przyjeżdża więc dużo osób, ale sporo też wyjeżdża po jakimś czasie, bo nie zdołało się utrzymać.

Na Spitsbergenie znalazło się też kilku Polaków.

I tworzymy zgraną grupę nie dlatego, że jesteśmy z Polski, a dlatego, że się lubimy.

Zdarzają się jakieś słowa uprzedzenia do Polaków?

Spitsbergen to nie Norwegia. Tutaj każdy jest skądś i pracuje na siebie i własną opinię.

Co jest najtrudniejsze na Spitsbergenie?

Tęsknota za normalnym światem, która pojawia się i znika.

Będąc teraz w Polsce, w związku z promocją książki "Białe…" łapiesz na tym, że czegoś ci brakuje, co jest tam?

Dzisiaj… dzisiaj jest strasznie duszno (śmiech). Tego faktycznie brakuje trochę – powietrza, wiatru od morza. Będąc w Polsce nie myślę o Spitsbergenie. To jest zupełnie inny odległy świat.

Zorza polarna nad Longyearbyen, film Jøran Solnes Skaar

{youtube}748X-idIHng{/youtube}

Co przeciętny turysta robi na Spitsbergenie?
To zależy od pory roku. W głównym sezonie turystycznym, czyli na wiosnę, głównie jeździ się skuterami i psimi zaprzęgami. Z kolei latem większość aktywności odbywa się na morzu – pływa się łodziami, ale też chodzi po górach na dłuższe czy krótsze wycieczki. Przy czym w przypadku gór trzeba pamiętać o wzięciu…

Przewodnika?

Nie, strzelby. Na szlaku można spotkać niedźwiedzia polarnego. Oczywiście nie wolno go zastrzelić, tylko wystraszyć, strzelając w powietrze. Jeżeli jednak zwierzę będzie nam bezpośrednio zagrażać - prawdopodobnie trzeba je będzie zabić w obronie własnej. To się jednak zdarza bardzo rzadko i wiąże ze śledztwem gubernatora Svalbardu.

Poza tą dość niezwykłą informacją… powinniśmy wiedzieć coś jeszcze, wybierając się w góry Spitsbergenu?

Turyści na pewno nie mogą chodzić wszędzie, tak jak mieszkańcy wyspy. Należy więc dokładnie sprawdzić gdzie i kiedy możemy chodzić.

Masz ulubione spitsbergeńskie przysmaki?

Najczęściej i najwięcej je się mięsa renifera i wieloryba. Ale ja nie jem mięsa więc to nie jest mój przysmak (śmiech). Jem czasem ryby, ale głównie warzywa, takie jakie są, czyli po długiej podróży.

Faktycznie życie na Spitsbergenie to wyzwanie!

I inspiracja. Właśnie zabieram się do pracy nad drugą książką – tym razem o północy Norwegii i półwyspie kolskim.

Książka "Białe. Zimna wyspa Spitsbergen" ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarne 6 sierpnia 2014 roku, w serii "Reportaż".

Rozmawiała: Jadwiga Marchwica; 11 sierpnia 2014 r.

Fot. Ilona Wiśniewska

Szanowna Użytkowniczko, Szanowny Użytkowniku, zanim klikniesz „Przejdź do serwisu” lub zamkniesz to okno, prosimy o przeczytanie tej informacji. Prosimy w niej o Twoją dobrowolną zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz przekazujemy informacje o tzw. cookies i o przetwarzaniu przez nas Twoich danych osobowych. Klikając „Przejdź do serwisu” lub zamykając okno, zgadzasz się na poniższe. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres. Zgoda Jeśli chcesz zgodzić się na przetwarzanie przez Etnosystem.pl Twoich danych osobowych, które udostępniasz w historii przeglądania stron i aplikacji internetowych oraz danych lokalizacyjnych generowanych przez Twoje urządzenie, w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i w aplikacjach w celu ustalenia Twoich potencjalnych zainteresowań dla dostosowania reklamy i oferty) w tym na umieszczanie znaczników internetowych (cookies itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie takich znaczników, kliknij przycisk „Przejdź do serwisu” lub zamknij to okno. Jeśli nie chcesz wyrazić zgody kliknij „Zamknij”. Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Powyższa zgoda dotyczy przetwarzania Twoich danych osobowych do śledzenia statystyk Google Analytics czy wyświetlania Ci dedykowanych reklam.
Więcej informacji Przejdź do serwisu Zamknij