Anita Demianowicz: Nie boję się świata [WYWIAD]

Anita Demianowicz, fot. arch. prywatne

Rzuciła wszystko, żeby podążać za marzeniami - wbrew pozorom to nie wyświechtane hasło z kolejnej książki podróżniczej, ale skrócona wersja historii Anity Demianowicz. Jak mało który podróżnik, Anita nie zostawiła jednak swoich doświadczeń na odległym kontynencie - przywiozła je do Polski i postanowiła kontynuować. Tak zapoczątkowała spotkania Trampek, czyli podróżujących kobiet.

Anita Demianowicz udowodniła, że stwierdzenie "trzeba tylko chcieć" nie jest pustym frazesem. W 2012 roku wyjechała sama na pięć miesięcy do Ameryki Środkowej, w tym samym roku otrzymała wyróżnienie za Bloga Roku. Jest dziennikarzem i kobietą o niespożytej energii. Podczas "Trampek" chce pokazać kobietom, dlaczego powinny podróżować i nie ograniczać się wytycznymi "praca - dom".

Jadwiga Marchwica, Etnosystem.plCiężko uwierzyć, że któregoś dnia po prostu stwierdziłaś "Dość. Jadę!" i... pojechałaś za ocean.
Anita Demianowicz: Tak naprawdę to była dla mnie trudna decyzja. Psychicznie przygotowywałam się do tego, że tę podróż odbędę sama. Czytałam oczywiście o krajach, które chciałam odwiedzić, ale im dłużej szperałam w internecie, tym więcej znajdywałam informacji, jak niebezpieczne i niedostępne są to miejsca. Takie informacje nie zachęcają, a wręcz podsycają strach, więc wolałam ograniczyć swoją wiedzę na temat krajów do których się udawałam.

Trochę podróż w ciemno...
Zwłaszcza, że nie znałam języka. Ale właśnie dlatego zaczęłam od tygodniowego pobytu w szkole. Przez internet zarezerwowałam naukę języka hiszpańskiego, który wydał mi się najbardziej niezbędną "pomocą naukową" podczas pięciomiesięcznego pobytu w krajach Ameryki Łacińskiej, i to był mój pierwszy punkt podróży. Uznałam, że po tygodniu w gwatemalskim mieście Antigua, zadecyduję co chcę robić dalej i gdzie jechać. Jedno było pewne - koniec świata przeżyję w Tikál*.

Nie bałaś się, że samotność i nieznane miejsce utrudnią ci poznawanie krajów?
Ja nie jestem dobra w planowaniu, zwłaszcza na tak długi czas, jak pięć miesięcy. Zdałam się na los - liczyłam na to, że każdy dzień przyniesie coś nowego i ciekawego. Ktoś mi coś pokaże, poleci jakieś miejsce, zaproponuje wspólną wyprawę. Sztywne plany byłyby zaprzeczeniem tej podróży.

Wygląda na to, że to faktycznie była podróż marzeń.
Zawsze opowiadając o tej przygodzie mówię: Gwatemala mi się przyśniła. Jechać "gdzieś" chciałam od dawna, a bardzo nie chciałam, żeby to była popularna wśród turystów Azja. Ameryka Środkowa nie jest tak chętnie odwiedzana przez Polaków. W niektórych miejscach, do których docierałam, byłam w ogóle turystycznym zjawiskiem. Chciałam też, żeby był to region hiszpańskojęzyczny, bo od dawna chciałam się tego języka nauczyć, a to był dobry pretekst... A sama Gwatemala - chyba po prostu we mnie była. Czułam, że muszę tam pojechać.

Anita Demianowicz, fot. arch. prywatne

Na Gwatemali jednak nie poprzestałaś. Apetyt rośnie w miarę jedzenia?
Ameryka Środkowa mnie pochłonęła. Każdy kolejny region, do którego docierałam, budził moją fascynację. Do tego stopnia, że postanowiłam tam wrócić. Niedługo odwiedzę trzy kraje, które pominęłam przy pierwszej podróży - Panamę, Kostarykę i Nikaraguę. W dwóch pierwszych już pewnie nie będę mogła liczyć na spokój od turystów, ale liczę na to, że Nikaragua mnie zaskoczy.

Samotne podróże można pokochać albo znienawidzić. Ty chyba nie masz złych wspomnień z kilkumiesięcznej ze swojej wyprawy.
Przy podróżowaniu z kimś zawsze ma się ten luz psychiczny, że druga osoba może pomóc, zadbać, rozwiać wątpliwości. Bo po jakimś czasie, nawet szukanie noclegu,  czy pytanie o drogę zaczyna być męczące. Ja też mam taki problem, że dość często się gubię, co przy chęci odbywania dłuższych trekkingów mogło skończyć się tragicznie...

Zwłaszcza, że byłaś samotnie wędrującą kobietą, to chyba dodatkowo budzi obawy?
Wbrew pozorom, kobieta w podróży budzi rodzicielskie uczucia. Ja przez cały ten czas czułam się bezpieczna i otoczona opieką. Do grupy, czy nawet do dwójki podróżników, podchodzi się z większą rezerwą i nieufnością. Mnie zadawano dużo pytań i proponowano pomoc w podróży. To było bardzo miłe. Paradoksalnie, najwięcej ciekawości wzbudzałam wśród spotykanych kobiet.

Bały się o ciebie?
Raczej dziwiły się, dlaczego podróżuję bez męża. Oczywiście, pytały też o dzieci i w ogóle - dlaczego chcę być sama. Widać było, jak ta latynoska kultura "maczo" jest w nich głęboko zakorzeniona. Zwłaszcza Gwatemala podporządkowana jest tradycyjnym wartościom, więc spotykanym kobietom po prostu nie mieściło się to w głowach, że mając męża, podróżuję sama po świecie.

A mężczyźni?
Mężczyznom z Ameryki Środkowej biała kobieta będzie podobać się zawsze. Oczywiście, gdyby miała u swojego boku towarzysza, nie byliby aż tacy śmiali, ale widziałam, że żadna turystka nie pozostała niezauważona. Nie spotkałam się jednak z przejawami agresji, czy przełamywania jakiejś bariery cielesnej, ale igraszki słowne pod moim adresem były na porządku dziennym. Oczywiście, nie ma mowy o prowokowaniu ubiorem. W Gwatemali kobiety ubierają się bardzo tradycyjne, noszą długie spódnice i generalnie zakrywają ciało, więc biała obca kobieta tym bardziej nie powinna się wyróżniać strojem. Wystarczy, że wyróżnia się swoją samotnością i kolorem skóry.

Anita Demianowicz, fot. arch. prywatneAnita Demianowicz, fot. arch. prywatne

 Anita Demianowicz w Gdańsku - ul. Mariacka i Park Oliwski

Trudno jest się przestawić, żyjąc na co dzień w dość luźnych jednak stosunkach społecznych.
Ja popełniłam taki błąd, uprawiając poranny jogging w spodenkach do kolan. Patrzyli na mnie wszyscy i nie były to spojrzenia podziwu. Dopiero mój nauczyciel zwrócił mi uwagę na niestosowność takiego stroju. Kupiłam długie getry i więcej starałam się nie prowokować. Przy okazji nauczyłam się też, żeby w krajach z dominującą kulturą "maczo" nie patrzeć mężczyznom prosto w oczy, bo to jest równoznaczne z zachętą do nawiązania bliższej relacji.

Czyli taka podróż jest trudniejsza, ale nie niemożliwa.
Kobiety po prostu nie grzeszą przesadną wiarą w siebie, takim obyciem, zimną krwią. A przecież jesteśmy silnymi jednostkami! Ja przez kilka miesięcy uczyłam się, że bez męża nie zniknę i nie zagubię się bezpowrotnie, że braki w sile fizycznej wynagradza mi siła psychiczna, same chęci i spryt. 

Mówi się jednak, że kraje Ameryki Środkowej są bardzo niebezpieczne.
Tak, wszyscy mnie przed tym ostrzegali. Salvador, w którym właśnie byłam, jest ponoć na drugim miejscu w rankingu najniebezpieczniejszych krajów świata. Ja jednak tego tak nie odczułam. Mieszkańcy mówili mi "Nie idź tam, nie jedź tam sama. Nie podróżuj publicznym transportem. Korzystaj z autobusów turystycznych. Nie jedz tego, nie wychodź w nocy...". Ja wyszłam z założenia, że jeżeli ma mi się coś stać, to stanie mi się to nawet w Gdańsku, a nie chcę przecież przesiedzieć całego czasu w hotelu.

Igrałaś z ogniem?
Nie byłam lekkomyślna, ale też nie byłam płochliwa. W sumie miałam tylko jedną taką nieprzyjemną sytuację, po której wyzbyłam się nadmiernej ufności, zwłaszcza do mężczyzn, ale co najlepsze - sytuacja ta miała miejsce w ponoć bardzo bezpiecznej i spokojnej okolicy. Także nie ma reguł, ale oczywiście skłamałabym mówiąc, że Ameryka Środkowa jest bezpieczna.

Z różnych książek podróżniczych straszą trochę opisy napadów gangów...
Gangi i przemyt narkotyków - to oczywiście istnieje, ale jest jakby poza naszym wzrokiem. To bieda, zwłaszcza w  tych nie-turystycznych miejscach krajów łacińskich, rzuca się w oczy i nie daje o sobie zapomnieć. Ale warto też zauważyć tych spokojnych, sympatycznych ludzi, którzy żyją w przepięknym otoczeniu przyrody i są niezwykle uprzejmi i pomocni.

Mówi się też, że turyści bywają naiwni pod tym względem. 
Faktycznie, przyjezdny nie ze wszystkiego zdaje sobie sprawę. Będąc w stolicy Salwadoru ze znajomym, który tam mieszka, robiłam zdjęcia - jak to zwykle w podróży... Dopiero po moim powrocie, ten kolega napisał, że w życiu nie bał się tak, jak wtedy podczas kilku minut, kiedy miałam aparat na wierzchu i kiedy ktokolwiek mógł nas obrabować. Wydaje mi się, że to też jest rodzaj samonapędzającej się psychozy strachu, której my - będąc w takim kraju przez chwilę - nie przejmujemy.

Jakie miejsca poleciłabyś naszym czytelniczkom (i czytelnikom!)?
W Ameryce Środkowej - przede wszystkim przepiękne i fascynujące ruiny świątyń Majów. Może nie wszystkie są tak samo ciekawe, ale ja zwiedziłam prawie wszystkie. Oczywiście gorąco polecam zobaczenie Tikal w Gwatemali. Podróż po tych krajach nie może się też obyć bez trekkingu na wulkany - szczególnie polecam Santa Maria w Gwatemali i Santa Ana w Salwadorze. W Hondurasie onieśmieli nas bajeczna i bujna przyroda w Parkach Narodowych. Oczywiście koniecznie próbujmy lokalnych potraw - w Salwadorze uwielbiałam juka frita, czyli smażoną na głębokim tłuszczu jukę oraz słynne pupusas, czyli tortielle z różnymi nadzieniami (mięsnym, fasolowym, z serem). Jednak największą ucztę miałam przedostatniego dnia, już w Meksyku jadłam chille en nogada, czyli paprykę nadziewaną mięsem, brzoskwiniami i jabłkami, polaną sosem orzechowym i posypaną ziarnami granatu.

Ale przede wszystkim polecam wszystkim spróbować samotnego podróżowania. Może nie tak daleko i na tak długo, jak ja to zrobiłam, ale chociażby w nasze polskie góry. Samotna podróż otwiera nas na innych ludzi i pozwala zrozumieć samego siebie.


Anita Demianowicz
organizuje I Spotkania Podróżujących Kobiet "Trampki", Gdańsk 28 lutego - 1 marca 2014. Więcej na www.trampki.travel.pl.

*Tikál to najprawdopodobniej dawna stolica państwa starożytnych Majów. Wyprawa Anity pokrywała się akurat z datą 21 grudnia 2012, kiedy to miał nastąpić "przepowiadany" przez Majów koniec świata.

fot. Anita Demianowicz dla Etnosystem.pl - kopiowanie bez zgody autorki i redakcji ZABRONIONE

Szanowna Użytkowniczko, Szanowny Użytkowniku, zanim klikniesz „Przejdź do serwisu” lub zamkniesz to okno, prosimy o przeczytanie tej informacji. Prosimy w niej o Twoją dobrowolną zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz przekazujemy informacje o tzw. cookies i o przetwarzaniu przez nas Twoich danych osobowych. Klikając „Przejdź do serwisu” lub zamykając okno, zgadzasz się na poniższe. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres. Zgoda Jeśli chcesz zgodzić się na przetwarzanie przez Etnosystem.pl Twoich danych osobowych, które udostępniasz w historii przeglądania stron i aplikacji internetowych oraz danych lokalizacyjnych generowanych przez Twoje urządzenie, w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i w aplikacjach w celu ustalenia Twoich potencjalnych zainteresowań dla dostosowania reklamy i oferty) w tym na umieszczanie znaczników internetowych (cookies itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie takich znaczników, kliknij przycisk „Przejdź do serwisu” lub zamknij to okno. Jeśli nie chcesz wyrazić zgody kliknij „Zamknij”. Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Powyższa zgoda dotyczy przetwarzania Twoich danych osobowych do śledzenia statystyk Google Analytics czy wyświetlania Ci dedykowanych reklam.
Więcej informacji Przejdź do serwisu Zamknij