Beskid Makowski: Lubomir

Trzy pasma beskidzkie od dawna wywołują spory geograficzne wśród miłośników tych terenów oraz zdobywców Korony Gór Polski: Beskid Makowski, Beskid Wyspowy i Beskid Żywiecki. W zależności, kto na mapę patrzy przypisuje różne fragmenty i wzgórza różnym pasmom.

Przyjmując najbardziej ogólną topografię Jerzego Kondrackiego, po obejrzeniu różnych map i skonfrontowaniu wiadomości książkowych z naocznymi, przyjmujemy tu, że najwyższym szczytem polskiej części Beskidu Makowskiego jest Lubomir (904 m.n.p.m.), a Beskid Makowski oddzielony jest od innych pasm korytami i dolinami rzek Skawy (oddziela od Beskidu Małego), Krzyworzeki i Raby (od Wyspowego). Ta ostatnia stanowi dla nas najbardziej wyraźną granicę, dzięki której widzimy Lubomir po stronie makowskiej, a Łysinę – wyspowej.

W Beskid Makowski można się wybrać z kilku najpopularniejszych turystycznie miasteczek: Wadowic, Kalwarii Zebrzydowskiej i Suchej Beskidzkiej. Ważną historycznie jest też Lanckorona, której zamek stanowił bazę konfederatów barskich w XVIII w. Położone najbliżej „centrum wydarzeń” są Kasinka Mała, Pcim i Lubień. Wycieczka na szczyty Beskidu Makowskiego może jednak bez problemu objąć miasta, wsie i wzgórza Beskidu Wyspowego i Małego.

W drodze na Lubomir

Czerwonym szlakiem na Lubomir
Na Lubomir (904 mnpm) możemy wyjść z wielu stron, a czas wycieczki zależy od naszych chęci i pogody:
– czarny szlak z Pcimia
– żółty szlak z Lubnia
– czerwony szlak z Myślenic
– zielony szlak z Myślenic (przez Chełm i Stróże), który łączy się z czerwonym
– zielony szlak z wiśniowej
– czerwony szlak z Kasiny Wielkiej przez Węglówkę

Trzy pierwsze trasy spotykają się w Schronisku na Kudłaczach, a następnie przechodzą przez Łysinę na Lubomir. Zajmują ok. 3 h marszu w jedną stronę, najdłuższym jest szlak z Myślenic – ok. 6 h. Szlak z Wiśniowej, przechodzący przez Lipnik, większość czasu prowadzi nas ulicami i między domami, w zależności od tempa marszu też zajmie ok. 2-3 h. Czerwony szlak z Kasiny Wielkiej jest podobnież długi – prowadzi przez Dzielec i Przełęcz Wielkie Drogi. Stosunkowo maszerujemy tu lasami pokonując kolejne beskidzkie wzniesienia – może to być dobra opcja na wycieczkę krajoznawczą. Ci, którym zależy na czasie i skondensowaniu wrażeń polecam rozpoczęcie wycieczki w Węglówce, na Przełęczy Jaworzyce.

Jeden z nielicznych i ładniejszych widoków ze szlaku

Dojazd do Węglówki jest dość dobrze oznakowany dla zmotoryzowanych: jadąc od Mszany Dolnej skręcamy w drogę 968 (kierunek Lubień) i kierujemy się na Kasinkę Małą (znaki pokazują zjazd na Kasinkę i na Węglówkę). Jadąc od Lubnia skręcamy w drogę 968, w Kierunku na Kasiinkę Małą, Kasinę Wielką i Mszanę Dolną. W Kasince przy kościele odbijamy w prawo na Węglówkę, po kilku minutach jazdy zobaczymy nieco zdewastowany znak na Kasinę Wielką (prosto) i Węglówkę (w lewo). Tu wyostrzamy wzrok, po kolejnych kilku minutach zobaczymy asfaltową drogę wchodzącą w las, na tym rozwidleniu zobaczymy też znak szlaku czerwonego. Drogą dojedziemy pod gorę do parkingu na Przełęczy Jaworzyce, gdzie w sezonie otwarta jest budka z napojami. 

Turyści pieszo-autobusowi będą mieli trochę utrudnione zadanie. Zarówno do Kasinki Małej, jak i do Węglówki dojeżdżają busy, musimy się jednak liczyć z długim czekaniem, lub marszem do większej miejscowości. W Węglówce przystanek znajduje się przy skrzyżowaniu z Kościołem, stamtąd czeka nas jeszcze marsz do skrzyżowania ze szlakiem a następnie – asfaltową drogą w lesie do Przełęczy. 

Dojście z przełęczy na szczyt Lubomira, czyli pod bramy Obserwatorium Astronomicznego nie powinno zająć więcej niż godzinę. Brak widoków na szczycie rekompensują widoki po drodze – z dwóch zakrętów rozciąga się fenomenalny widok na Beskidy Wyspowy, Makowski i jaki kto jeszcze wypatrzy.

Uroki beskidzkiej przyrody

Po pierwszych minutach marszu asfaltową szeroką drogą trafiamy na osiedle domków jednorodzinnych – tu urzeknie nas klimat beskidzkiego życia, z kurami, krowami i kotami. Szlak jest świetnie widoczny – czerwone oznaczenia widnieją na co drugim drzewie. Szlak przeznaczony jest zarówno dla pieszych, jak i rowerowych turystów. Droga jest utwardzona kamyczkami i użytkowana zapewne przez pracowników Obserwatorium.

Podejście nie jest zbyt męczące, choć pod koniec nachylenie jest widoczne i odczuwalne – na szczycie czekają ławeczki i piknikowe wiaty. drogę na szczyt umilają i czynią ciekawszą (wiedzie przez większość czasu przez las) plansze „Ścieżki edukacyjnej” – dowiemy się z nich, jak przez lata rozwijała się wiedza astronomiczna.

Czas wejścia czerwonym szlakiem z Przełęczy Jaworzyce, przy Węglówce: 1 h (tam i z powrotem: ok. 2 h).


Etnografia Beskidu Makowskiego

Beskid Makowski to tereny, na których podobnie jak w innych częściach Beskidów, kwitło rolnictwo i hodowla bydła. W XIX w. rozwijało się tu także hutnictwo. Po odzyskaniu przez Polskę terenów Beskidu Makowskiego (po upadku Austro-Węgier) I i II Wojna Światowa ponownie wkroczyła na łagodne zbocza. Walczyła tu brygada kawalerii gen. Maczka, ukrywała się partyzantka Armii Krajowej. Amatorów zabytków historycznych zachęcam do odwiedzenia Kalwarii i Suchej Beskidzkiej – ti zachowały się drewniane kościółki i renesansowy zamek.

Beskid Makowski zamieszkują w sumie dwie grupy etnograficzne: Krakowiacy zachodni (na północy) i Kliszacy (dolina Raby, okolice Tokarni i Krzczonowa). Pierwszych zaliczamy do tzw. Podgórzan, drudzy to grupa w swoich korzeniach zbliżona bardziej do Zagórzan, z „domieszką” Krakowiaków nizinnych. Mieszkańcy Beskidu Makowskiego nie są zatem „czystej krwi” góralami.

Kliszacy nie mieli łatwego życia – przez długi czas pogardzano nimi i nazywano „gaciorzami”. Dziś określenie to zachowało się wyłącznie w skansenach, w przeciwieństwie do owych „gaci” – lnianych wystrzępionych spodni, które Kliszacy naszali. Mieszkańcy budowali swoje domostwa dłuższą ścianą do drogi, która zazwyczaj prowadziła wzdłuż rzeki. Domy pokrywano dachem czterospadowym, a przed nimi ustawiano „podgródki” – zabezpieczenie przed wodą deszczową i z wylewających rzek. Domostwa, podobnie jak w innych częściach Polski, dzielono na izby białą i czarną. Pierwsza, reprezentatywna służyła m.in. do przechowywania odświętnych strojów, w drugiej cała rodzina spała, jadła i żyła.

Obserwatorium astronomiczne na Lubomirze

Lubomir, chociaż najwyższy w Beskidzie Makowskim, jest szczytem dość łagodnym i łatwym do osiągnięcia. Niewątpliwie największą jego atrackją jest umieszczone tu w w 1921 roku obserwatorium astronomiczne. Jest to to przeniesiona na początku XX wieku z Krakowa jednostka, której położenie uwarunkowały warunki atmosferyczne i stosunkowo niewielka odległość od coraz intensywniej rozwijającej się metropolii. Budynek, który możemy oglądać dziś, to Obserwatorium Astronomiczne im. Tadeusza Banachiewicza, które zastąpiło przedwojenną stację obserwacyjną Obserwatorium Krakowskiego.

W momencie powstawania stacji wysokość góry szacowano na 912 mnpm, nosiła ona nazwę Łysiny i najczęściej wychodzono na nią z pobliskich miejscowości (Mszany Dolnej, Chabówki, Kasiny Wielkiej) lub wyjeżdżano wozem przez przełęcz Jaworzyce. Szczyt zmienił nazwę w momencie przekazania terenów na rzecz obserwatorium. Właściciel ziemi, książę Kazimierz Lubomirski ofiarował naukowcom lasy i leśniczówkę – od jego nazwiska nazwano szczyt Lubomirem, a Łysiną niższe wzgórze w pobliżu.

Obserwatorium Astronomiczne na Lubomirze zaczęło działać jesienią 1922 roku, trzy lata później odkryto tu pierwszą kometę przy użyciu lunety Merza. Drugą kometę zauważył pomocnik stacji, mieszkaniec wsi Węglówka, w 1936 roku. Beskidczanin, Władysław Lis, odkrył kometę gołym okiem, równocześnie z pracujący wiele kilometrów dalej Japończykiem Sigeru Kaho i Stefanem Kozikiem. Odkryte na Lubomirze komety stanowią centralny punkt herbu gminy wiśniowa.

Podczas II Wojny Światowej obserwatorium zostało niemalże doszczętnie zniszczone i ograbione przez hitlerowców – Władysław Lis ukrył jedno radio w lesie. Obok ocalałego chronometru jest to jedyny sprzęt zachowany z 20 lat działalności stacji. Obserwatorium Na Lubomirze zaczęto odbudowywać dopiero w 2003 roku – częściowo działa i jest otwarte dla zwiedzających od 2007 roku.

tekst: Jadwiga Marchwica
zdjęcia: Kaśka Paluch

Beskid makowski, lubomir

Podróże, muzyka, książki, filmy
wywiady, artykuły, recenzje

Znajdź nas