Koty, rozpusta i maski, czyli karnawał na świecie

W Wenecji rozpoczął, jeden z najsłynniejszych karnawałów świata (obok tego w Rio de Janeiro). Ale ani Brazylia, ani Włochy nie mają monopolu na tę formę zabawy. Uliczne zabawy karnawałowe przygotowywane z nie mniejszym rozmachem możecie zobaczyć nawet w miejscach, których z pozoru byście o to nie podejrzewali. Także w Polsce. Co zatem wybierzecie: maski, sambę czy kota w beczce?

Terminem karnawał określa się sezon zimowych imprez, pochodów, maskarad i innych zabaw, które służą do rozładowania energii przed okresem Wielkiego Postu, kiedy to Chrześcijanie bawić się już nie mogą i oczekują na Wielkanoc. W języku polskim na tego typu zabawy mówiło się zapusty, bo słowo "karnawał" pochodzi od włoskiego "carne vale", które - w wolnym tłumaczeniu, znaczy "żegnaj mięso!". Karnawałowe zabawy mają związek z pogańskimi kultami płodności, zwłaszcza w społeczeństwach rolniczych. Znacie zapewne powiedzenie, że im wyżej się będzie skakać, tym dorodniejsze zboże wyrośnie? Otóż dawniej wierzono w to bardzo głęboko i między innymi z tego powodu taniec pełni w okresie karnawału kluczową rolę.

Jednym z najsłynniejszych polskich karnawałów, są kaszubskie zapusty. Na Kaszubach karnawał oznacza przede wszystkim zabawę, taniec i dużą ilość alkoholu i równie sporą ilość jedzenia - jakby należało najeść się przed Wielkim Postem czekającym wierzącą ludność. W związku z tym kaszubski karnawał ma swoje specyficzne potrawy, przede wszystkim bardzo tłuste. Królowały placki ziemniaczane, pączki, faworki i bliny. To propozycje dla wegetarian. Mięsożerni spożywali krëpe, bùlwe i slëdze - tych ostatnich jedzono całe beczki (nie należały do najdroższego produktu we wsi). I tak, z karnawału kaszubskiego toczono się do Wielkanocy, kiedy to znowu można było sobie konkretnie podejść.



Zapusty obchodzi się też na Kujawach. W tym roku korowód grup zapustnych ulicami Włocławka przejdzie po raz 23, w niedzielę 19 lutego. Będą przebierańcy, maszkary zwierzęce, będzie się odpędzać zimę i przywoływać wiosnę. Jedzeniem, tańcem i głośną muzyką, co serdecznie polecamy.

Mimo, iż Polacy nie gęsi, swój karnawał mają, z tym słowem kojarzą się jednak przede wszystkim dwa miasta - wspomniane już Rio de Janeiro i Wenecja. Do brazylijskiego karnawału ludność lokalna przygotowuje się cały rok. Wielka parada trwa kilka dni. A wszystko zaczęło się z liturgicznego cyklu Kościoła, celebracji rzeczy przyziemnych zanim nadejdzie okres pokuty i postu. Twierdzi się, że brazylijska impreza jest odpowiednikiem greckich Dionizji i sądzimy, że rozmachem i brakiem umiaru Rio de Janeiro bardzo zbliża się do wielkich starożytnych, wyuzdanych imprez. Uczestnicy parady są poprzebierani, ale głównie - rozebrani. Nagie kobiety w pióropuszach tańczą brazylijską sambę, a przez ulice Rio de Janeiro przejeżdżają wielkie kukły, za którymi toczy się ogromny tłum. Wszędzie słychać głośną muzykę i bębny. To musi być mocno emocjonujące wrażenie. Choć ostatnio brazylijski karnawał krytykuje się za zbytnią rozrzutność (musi to wszystko pochłaniać niepoliczalną dla nas ilość pieniędzy), podczas gdy w Rio de Janeiro nie brakuje dzielnic biedy, w których ludzie żyją w skrajnym ubóstwie. Więcej dowiecie się z tego interesującego dokumentu:

Swój karnawał mają też mieszkańcy Londynu. Notthing Hill Carnival to coroczny, dwudniowy festiwal, odbywający się w dzielnicy Notting Hill od 1959 roku. Imprezę zapoczątkowali karaibscy imigranci, którzy marzyli ponoć o stworzeniu święta jednoczącego mieszkańców z Karaibów, przebywających w Notting Hill. Prędko lokalna impreza zaczęła wychodzić "do ludzi". Dziś parada karnawałowa może osiągać pięć kilometrów. Jest oczywiście muzyka, kostiumy i tańce, zwłaszcza do etnicznych rytmów przy instrumentach z Trynidadu i Tobago. W 2007 roku zjedzono tam ponoć 30 tys. kolb kukurydzy, wypito 5 milionów ciepłych napojów i 25 tys. butelek rumu (ciekawe co bardziej rozgrzało). Naliczono też 150 tys. pióropuszy. Ładnie.

Fastelavn to z kolei karnawał nordycki, obchodzony na dwa miesiące przed Niedzielą wielkanocną. Dość drastyczną tradycją związaną z fastelavnem była zabawa sla katten af tonden - w "kota w beczce". Pierwotnie zawieszano na drzewie beczkę z żywym, czarnym, boguduchawinnym kotem i rozbijano ją kijami. Żeby było ciekawiej, czasem przewiązywano sobie oczy lub zbijano beczkę z siodła na koniu. Po rozbiciu beczki (musiało odpaść dno) kotka zazwyczaj zabijano, co miało zapobiec rozprzestrzenieniu się zarazy. Na szczęście w połowie XVIII wieku zaczęto zauważać, że zabawa niczym się od maltetowania zwierząt nie różni (Peter Rammel w 1729 roku pisał nawet "O, gdybym ja był wolny, a wy byliście myszami"). Dwa wieki koty musiały czekać, aż do beczki zaczęto wsadzać ich martwych towarzyszy, a jeszcze dłużej, aż ktoś wpadł na pomysł by zwierzę zastąpić kukłą. Inną zabawą Fastelavnu było tzw. rwanie gęsi. Ale o tym może kiedy indziej...

Żeby nie pozostawić Was z wrażeniem topornego duńskiego karnawału, na koniec wspomnimy o charakterystycznej dla tego okresu potrawie, czyli o słodkich bułkach, tzw. Fastelavnsboller. Mniam. Dziś Fastelavn wygląda tak (w beczce nie ma kota!)

Na koniec główny bohater artykułu, czyli karnawał w Wenecji. Impreza właśnie ruszyła, zainaugurowana tradycyjnym Lotem Anioła - z dzwonnicy bazyliki świętego Marka, na linach zjeżdza młoda wenecjanka, wybrana najpiękniejszą uczestniczką karnawału w poprzednim roku. W tym roku była to Giulia Selero. Bawiono się ponoć przednio, mimo sporego mrozu i opadów śniegu.

To, z czym wenecki karnawał kojarzy się przede wszystkim, to maski. Wytwarzane są przez prawdziwych artystów i nierzadko stanowią niezwykłe dzieła sztuki. Wszystko po to, by w Wenecji każdy mógł się bawić incognito. Teraz, kiedy wenecki karnawał już się rozpoczął, na włoskie ulice wystąpią artyści, muzycy, kuglarze, nie zabraknie spektakli teatralnych i tańca. A wszystko to aż do Środy Popielcowej, która stanowi wyraźną granicę zabaw i początek postu. Teraz, kiedy znamy już formy karnawałów na świecie... który Wy wybieracie?