KROKE: Wszystko czeka na odpowiedni moment [WYWIAD]

Mówią, że ćwierćwiecze istnienia na scenie zmusza do autorefleksji.
Pytanie tylko, czy czas jest w stanie cokolwiek zmienić,
jeśli energia wciąż pozostaje ta sama? 
KROKE na 25-lecie w specjalnym wywiadzie!


Emilia Klimasara, Etnosystem.pl: Spotykamy się przy okazji premiery waszego najnowszego albumu „Traveller”. No tak, od 25 lat w podróży… 
Tomasz Kukurba: I to nie tylko w sensie mobilnym. To również podróż w nasze interakcje. Każdy ma w sobie zupełnie inny świat muzyczny, oparty na własnych doświadczeniach i gdy pojawia się druga osoba, która ma zupełnie inny sposób patrzenia, wtedy ta korelacja tworzy wartość. Od 25 lat stawiamy na poznawanie siebie. Gdy zaczynamy grać razem, to potrafimy znaleźć nowe inspiracje, coś, czego nie znaleźlibyśmy grając samemu.

Tomasz Lato: To podróż w wielu aspektach – podróż naszego doświadczenia i podróż międzykulturowa. 

Tomasz Kukurba: Podróż przez różne klimaty muzyczne. 

Tomasz Lato: I jeszcze jedna kwestia – poznawanie ludzi. Przez 25 lat mieliśmy okazję poznać ich wielu. Pociąg, hotel, samolot, rozmowy po koncertach z ludźmi na początku nieznajomymi, a później przyjaciółmi... To na pewno ukształtowało nasze światopoglądy, które przemycamy przez muzykę. 

Kroke istniałoby bez podroży?
Tomasz Lato: Cechą charakterystyczną tego zawodu jest to, że trzeba podróżować!

Tomasz Kukurba: Może by istniało, ale nie takie. 

Tomasz Lato: Nie byłoby takie bogate. To tak jak z nagraniem ze studia i koncertem – zupełnie inne wrażenia otrzymujemy widząc muzyków na żywo, rozmawiając z nimi. 

Inaczej się gra się jednak dla publiczności zagranicznej…
Tomasz Kukurba: Dla każdej publiczności i w każdym miejscu gra się inaczej. To nie jest kwestia ani kultury, ani narodowości. 

Tomasz Lato: Jeżeli już mówimy o inności, to może ona wynikać tylko z innego nastroju, złego dnia, ogólnie – wpływu czynników zewnętrznych.

Tomasz Kukurba: Oczywiście, widać różnice kulturowe w odbiorze, ale energia jest jedna. 

Tomasz Lato: Nawiążę do sytuacji, gdy ogłoszono żałobę narodową w naszym kraju. Już nie pamiętam, po jakiej tragedii to było. Tak się zastanawiałem wtedy, czy odwoływanie koncertów jest odpowiednią formą żałoby. Artysta zawsze ma szansę, żeby na miejscu coś zaimprowizować, przearanżować repertuar na tyle, żeby był adekwatny do chwili. Mieliśmy wielokrotnie takie sytuacje. Pamiętam nasz koncert po tym, co stało się z World Trade Center. Wiele osób, które przyszły do nas po tym koncercie mówiły, że czuły, że nasza muzyka nawiązywała do tamtych wydarzeń.

Tomasz Kukurba: Choć pamiętam, że lata temu publiczność nie była tak otwarta w kontaktach z nami. 

Dlaczego?
Tomasz Lato: Czasy komunizmu. Wystarczy przejść przez Kraków i przypomnieć sobie, kto występował tu w latach 90. Ludzie w tamtym czasie nie bardzo chyba wiedzieli, o co w tym wszystkim chodzi. Zwłaszcza w naszym potraktowaniu muzyki folkowej i elementów etnicznych. Ludzie kojarzyli folk  z muzyką weselną i graniem pod nóżkę. 

Tomasz Kukurba: Wrzucali nas do tego worka, bo nie wiedzieli, że można coś robić pomiędzy workami. Nie słuchali zespołów, które wykorzystują elementy różnych kultur. My przecież nigdy nie staraliśmy się robić czystej muzyki cygańskiej, bałkańskiej, żydowskiej…

Wracając na moment do najnowszego albumu – jak wyglądało zbieranie materiału?
Tomasz Lato: Zbieranie materiału? Wyglądało tak, jak zwykle – przychodzimy do studia i zaczynamy kombinować (śmiech)!

Tomasz Kukurba: Każdy zabiera ze sobą to, co ma… Kombinujemy.

Tomasz Lato: Nie należymy do tych zespołów, które przychodzą z materiałem i w dwa lub trzy dni nagrywają całą płytę. To nie kwestia nieudolności – u nas to trochę lenistwo. Żeby zmusić nas do napisania czegoś od początku do końca, to chyba musielibyśmy być na studiach i dostawać za to zaliczenie (śmiech). Poza tym my wszyscy wspólnie aranżujemy, więc nawet jak ktoś rzuci temat, to podlega to ustaleniu funkcji, aranżacji, harmonii…

Tomasz Kukurba: My się bardzo inspirujemy nawzajem, w studio. Pewnie następowałoby to na próbach, ale styl życia, jego prędkość, nie pozwalają nam na nie. 

Tomasz Lato: Można mieć wizję czegoś, ale to jest wizja jednego człowieka, a połączenie tego z innymi pomysłami przynosi zupełnie coś nowego. I tu się właśnie zaczyna praca twórcza. 

Tomasz Kukurba: Która jest formą poszukiwania czegoś nowego, czyli „traveller”. 

Siedzimy na deskach sceny teatralnej. Podczas 25 lat grania pojawiało się tych scen pewnie całkiem sporo. Jest ona dla was czymś więcej niż tylko fragmentem fizycznej przestrzeni? Nadajecie jej znaczenie symboliczne?
Tomasz Kukurba: Z tego, co myślę teraz to tak – ma bardzo duże znaczenie. Uwielbiamy sceny, ale też miejsca kultu, w których zdarza nam się grać. Synagogi… Znowu nawiążę do tej energii… Wszedłem tutaj i od razu coś mi się skojarzyło, coś się przypomniało… Oxford! Graliśmy w jeszcze mniejszej sali niż ta. W sali, która była pierwszym teatrem w Europie… Niesamowite doświadczenie!

Tomasz Lato: Ja chyba najbardziej byłem związany z teatrami krakowskimi na przełomie lat 80. i 90. Wtedy jeszcze muzyka na żywo często się w nich pojawiała. 

Tomasz Kukurba: Gdy byłem w czwartej klasie podstawówki, miałem okazję dostąpić zaszczytu występowania jako aniołek w Teatrze Starym, w „Dziadach” Swinarskiego. To zostało we mnie jak wielka pieczątka. Kiedy tam wstępowałem i śpiewałem, miałem okazję poznać magię teatru. Ostatnio dowiedziałem się, że Grześ Turnau, którego muzykę tak uwielbiam i cenię, również występował w Teatrze Starym i może dlatego tak dobrze zrozumieliśmy się, gdy zaprosił mnie do współpracy przy swoich paru płytach. Czas spędzony w teatrze „od kuchni” zmienia człowieka na całe życie i dodaje w duszy nowe światy.

OTWARCIE NA DRUGIEGO CZŁOWIEKA - płytę "Traveller" Kroke recenzuje Kaśka Paluch 

Mówi się, że nie ma lepszej okazji do poznania człowieka niż podróż. Czy podobnie jest z graniem razem
Jerzy Bawoł: Tworzy się na każdym etapie życia. Na początku ta twórczość też jakaś była. Może bardziej tradycyjna, naiwna, inna… Na każdym etapie ma się inne doświadczenia. W którymś momencie to się zbiera, nawarstwia i eksploduje w postaci takiego a nie innego utworu.

Tomasz Kukurba: Zaczęliśmy grać, bo to była odskocznia. Bałkańskie, cygańskie klimaty na imprezach w liceum. A imprezy lubiliśmy. W pewnym momencie stwierdziliśmy, że warto wyjść z tym na ulicę. Od razu okazało się, że stworzyło to bazę, z której przeskoczyliśmy do improwizacji, do wyrzucenia z siebie światów muzycznych, które mamy. Od samego początku zaczęliśmy improwizować. My nikogo nie pytaliśmy, co mamy robić. Zaczęliśmy grać wspólną muzykę, ponieważ czuliśmy wspólną potrzebę wyrażania emocji właśnie w improwizacji. 

Tomasz Lato: Nasze podejście było od początku twórcze. Braliśmy sobie temat i to był punkt wyjścia, a potem sobie improwizowaliśmy. Nie improwizowaliśmy po skalach jazzowych, tylko po etnicznych. Teraz – można powiedzieć – improwizujemy już po skalach Kroke. 

Musieliście kiedykolwiek postawić na jedną kartę?
Tomasz Kukurba: Tak, ja miałem pytanie o to, co robić. Musiałem zagrać dyplom – zacząć ćwiczyć, miałem już angaż w Orkiestrze Kameralnej Sinfonietta Cracovia i graliśmy już w Kroke. Miałem poważny dylemat, co zrobić. Zrezygnowałem z Synfonietty – postawiłem na dyplom i Kroke. 

Tomasz Lato: W Przypadku Jurka to było zrezygnowanie z uczenia w Korei. W moim – szczęśliwie się złożyło – zostałem wyrzucony z Sinfonietty Cracovia. Przesunęły się próby, nie mogłem w nich uczestniczyć, a nie zostało to przychylnie odebrane. I wybrałem Kroke. 

Długie analizy czy impuls?
Tomasz Lato: Zauważyliśmy, co się dzieje, jak gramy na ulicach Krakowa, w lokalach na Kazimierzu. Co się dzieje wśród publiczności, że to nie granie do kotleta, że coś w tym jest. I zrozumieliśmy, że jak weźmiemy się za to na poważnie, to może coś z tego wyjdzie i kiedyś połączymy naszą pracę z tym, co kochamy.

Tomasz Kukurba: U mnie nie było żadnej kalkulacji. Serce poszło od razu. W Kroke miałem okazję dawać coś od siebie. Dla mnie nie było żadnego pytania. 


Czego wam życzyć?
Tomasz Kukurba: Publiczności, tej energii, która od niej płynie. Bo bez ludzi, dla których się gra, nie ma sensu tego robić. 

Jerzy Bawoł: To brzmi jak banał – i to nie jest kwestia próżności: dopóki artyści mają odbiorcę, możliwość współistnienia z nim, do tego momentu jest energia. 

Tomasz Lato: My mamy dołka tylko z jednego powodu – bo wiemy, że gdyby była jakakolwiek forma dotarcia do szerszej publiczności, to z pewnością dużo więcej ludzi mogłoby przychodzić na nasze koncerty i nas słuchać. Naprawdę, jest duże grono ludzi, którzy nas nie znają i nie mogą nas słuchać. 

Jerzy Bawoł: Z jednej strony to grono nie jest bardzo duże, ale mamy za to oddaną publiczność.

Tomasz Lato: 25 lat to już długi okres. W tym czasie każdy zespół powinien być na tyle znany, że są albo ci, którzy go lubią, albo ci, którzy go nie lubią. A u nas jest mnóstwo ludzi, którzy dowiadują się o Kroke przez przypadek. A potem zarzucają nam: – Dlaczego my o was nie wiedzieliśmy wcześniej? 

Jerzy Bawoł: Ale… wszystko też czeka na odpowiedni moment….

Rozmawiała: Emilia Klimasara, kwiecień 2017
zdjęcia: Jarosław Florek dla Etnosystem.pl

KOPIOWANIE TEKSTU I / LUB ZDJĘĆ BEZ WIEDZY I ZGODY AUTORÓW ORAZ REDAKCJI ETNOSYSTEM.PL - ZABRONIONE!