Emel Mathlouthi: Gołymi rękami dokopać się do wolności

"Jestem tymi, którzy są wolni i się nie boją. Jestem głosem tych, którzy nigdy się nie poddają"
- śpiewała ponad dekadę temu Emel Mathlouthi.
Poruszająca piosenka młodej tunezyjskiej artystki, stała się głosem, myślą i pieśnią przewodnią Arabskiej Wiosny,
a zwłaszcza protestów w samej Tunezji.


Chociaż Emel materiał na debiutanckie "Kelmti Horra" gromadziła wiele lat, jej głos i muzyka kojarzone są właśnie z protestami i buntem przeciwko dyktaturze. W tym roku Mathlouthi wróciła z nową płytą - "Ensen" nie skupia się już na rebelii... A przynajmniej - nie do końca. 

Iśka Marchwica, Etnosystem.pl: Zacznijmy od twojego pierwszego albumu. “Kelmti Horra” powstało w czasie Arabskiej Wiosny…
Emel Mathlouthi: Zacznijmy raczej od tego, że ten album nie powstał podczas Arabskiej Wiosny. Media mają taką wizję, że wszyscy byliśmy, jak bezwładne uśpione kukiełki, które obudziły się nagle po rewolucji.

Nie zaprzeczysz jednak, że polityka i sytuacja w twoim kraju i innych krajach arabskich wpłynęły na twoją muzykę, twoje teksty.
Sytuacja w krajach arabskich dotykała i wciąż dotyka każdego obywatela. Wszyscy byli w jakiś sposób zaangażowani, część podjęła się walki, ja byłam jedną z niewielu artystek, która walkę przeniosła do sfery sztuki. Moje pierwsze protest-songi powstały w 2004 roku. Utwory, które znalazły się na pierwszej płycie powstały w latach 2004-2009. Przez długi czas pracowałam nad nimi, rozwijałam i zmieniałam podczas koncertów, aż poczułam że są gotowe do nagrania i wersji studyjnej. Chciałam, żeby “Kelmti Horra” było albumem bogatym brzmieniowo i równocześnie o silnym przesłaniu. Praca nad albumem trwała długo, proces produkcji ruszył dopiero w 2010 roku, ale nie żałuję. Chciałam, żeby mój debiut, moje pierwsze oficjalne dzieło, jako artystki, było otwartym zdefiniowanym sprzeciwem przeciwko reżimowi. To było moją największą motywacja. Powiem szczerze, że nawet trochę byłam zawiedziona, że rewolucja przyszła wcześniej, niż premiera mojej płyty, bo w ten sposób trafiła ona po prostu do mainstreamu i stała się głosem “jednym z wielu”. Jestem jednak ogromnie dumna i bardzo się cieszę, że rewolucja i moja praca poszły w parze, a głos Arabskiej Wiosny rozszerzył się międzynarodowo także dzięki mojej muzyce.

To głos muzyczny, ale sporej rzeszy słuchaczy ciężko zrozumieć same słowa twoich utworów. Mogłabyś przybliżyć na przykład treść poruszającego “Ya Tounes Ya Meskina”?
To jeden z pierwszych protest-songów, jaki napisałam. To bardzo otwarty przekaz na temat dyktatury i walki o wolną przestrzeń w Tunezji. Ten utwór powstawał w czasach, gdy przytłaczał mnie smutek, kiedy patrzyłam na to, przez co przechodzi mój piękny kraj, pomimo tego, jak wspaniali ludzie w nim mieszkają i jakimi niezwykłymi skarbami może się poszczycić. To jednak historie sprzed ponad 12. lat…

...Które odbiły się szerokim echem i trafiły do naprawdę szerokiej publiczności! “Kelmti Horra” znalazło się w filmie “No Land’s Song”. Dlaczego zdecydowałaś się, żeby stać się częścią tego projektu?
To nie do końca było “zdecydowanie się”. Idea tego filmu mnie zafascynowała i pochłonęła od razu, ponieważ jestem ogromną fanką irańskiej muzyki i filmów, w ogóle sztuk wizualnych z tych regionów. To była dla mnie niepowtarzalna okazja, żeby pojechać do tego kraju i zanurzyć się w kulturę i sztukę Iranu. Ale też aspekt polityczny całego filmu i mojego w nim udziału był oczywiście dla mnie ważny - jest w mojej naturze, żeby stanąć po stronie uciśnionych i uciszanych kobiet. Fakt, że są to artystki wokalistki jak ja, jeszcze bardziej zbliżył mnie do nich i do sprawy, o którą walczą.

Twój pierwszy album jest bardzo mroczny, słychać na nim inspiracje zespołami trip-hopowymi, obciążenie sytuacją swojego kraju. A jak było w przypadku "Ensen" - jaki jest "temat przewodni" tego albumu"?
Tematów jest wiele - od krytyki społecznej, przez niezgodę na nietolerancję, wojny, bezdomność, aż po badanie siebie, pytania o swoją tożsamość, sprawdzanie barier fizycznych i psychicznych. Ostatecznie, wydaje mi się, że "Ensen" traktuje o złożoności ludzkiej natury - mrokach i blaskach naszych dusz, sile i delikatności, bólu i radości. "Ensen" to też pozytywny przekaz - ludzkość to nie tylko przemoc i nienawiść, to także zdolność tworzenia piękna, chociażby w sztuce. Moja druga płyta to dla mnie złożony artystyczy manifest, dlatego chciałam zestawić na niej różne cechy, które ostatecznie nas łączą i tworzą nasze człowieczeństwo. Bo to ono właśnie sprawia, że wciąż o siebie walczymy i dbamy o siebie nawzajem.

Któraś z piosenek jest dla ciebie szczególnie ważna?
Tak - "Shkun Ena", która z czasem i ku mojemu zaskoczeniu rozwinęła się w epicką formę symfoniczną. Kiedyś bardzo lubiłam tak komponować, składać jedną piosenkę z kilku różnych części. Na "Ensen" jest dużo mniej takich utworów, dlatego "Shkun Ena" jest dla mnie wyjątkowe. To także jeden z pierwszych utworów, które napisałam, żeby wyrazić swoje zagubienie wobec życia pod jarzmem dyktatury. Mówi o tym, jak trudno w takiej rzeczywistości jest określić swoją tożsamość, kim naprawdę jesteś... Ostatecznie, to właśnie muzyka i sztuka pomagają nam pozbierać fragmenty naszej osobowości i stworzyć siebie na nowo, może nawet w lepszej, bardziej kompletnej wersji. Przekaz utworu odbił się na jego kształcie i procesie powstawania. Część partii jest bardzo niemelodyjna, ciężko je było zaaranżować. To było ogromne wyzwanie, żeby ze skrawków moich pomysłów stworzyć logiczną całość. Uważam, że "Shkun Ena" jest moją najciekawszą produkcją.

Z jednej strony, zostałaś zaproszona do wykonania “Kelmti Horra” podczas ceremonii wręczenia Pokojowej Nagrody, z drugiej - Tunezja zbanowała twoją muzykę w radio i telewizji. Twój własny kraj zamyka ci usta…
Czuję się z tym koszmarnie. Nawet dziś, po tylu latach, mam ogromne trudności z tym, żeby wystąpić w Tunezji, chociaż jestem znana i mam swoją rzeszę słuchaczy. To ogromnie frustrujące, bo jako artysta czujesz się kompletny dopiero wtedy, gdy możesz wystąpić dla swoich rodaków. To jak pochwalenie się swoja praca, swoimi osiągnięciami przed rodzicami, którzy cię docenią. Chcę pokazać ludziom na całym świecie, ale też w moim kraju, kim jestem, co robię, przedstawić szeroki wachlarz moich artystycznych inspiracji i dokonań. Wiem, że aktualnie jest taki obrazek mnie, śpiewającej podczas zaszczytnej ceremonii Pokojowej Nagrody Nobla, ale zapewniam - to nie jestem cała ja! Jeszcze się przekonacie… [śmiech]. Tego lata szykuję wielki powrót i zaskoczenie - mam nadzieję, że wszystko się uda!

Czy postrzegasz sie dalej jako buntowniczkę? Jesteś dalej tą dziewczyną, która śpiewała “Kelmti Horra” w tłumie, na ulicy, podczas protestów?
Przeżywam obecnie zupełnie nowe historie w swoim życiu, poszłam dalej. Oczywiście, dalej jestem tą nieustraszoną buntowniczką, gdzieś w środku czuję, że to to część mojej natury. Żeby robić to, co robię, po prostu musisz być niezwykle silny i pewny siebie. Bo wokół pojawia się mnóstwo osób, które chcą cię uciszyć, ściągnąć do podziemia, zamknąć usta. A ty musisz stać, być nieugiętym jak ta skała, wskazywać innym drogę, torować własnymi rękami tunel do zmian, wolności, nawet jeśli musisz gołymi rękami kopać głęboko i ranić się do krwi. Moja inspiracja tkwi we mnie, ale też jest wszędzie wokół mnie. Mam nadzieję, że będzie mi jeszcze długo oświetlać drogę, żebym mogła dać światu jak najwięcej.

Rozmawiała: Iśka Marchwica

Zdjęcia: Julie Goldstone-Koch, mat. prasowe Emel Mathlouthi, KOPIOWANIE TEKSTU LUB ZDJĘĆ BEZ ZGODY I WIEDZY REDAKCJI ETNOSYSTEM.PL ZABRONIONE!

Album "Ensen" Emel Mathlouthi ukazał się 24. lutego 2017 roku

fot. Julie Goldstone-Koch. mat. prasowe