Adam Bielecki: czas idoli się skończył [WYWIAD]

Adam Bielecki - jeden z najbardziej rozpoznawalnych himalaistów młodego pokolenia. Zapaleniec od najmłodszych lat, wspinaczkowy partner tak znanych i cenionych himalaistów, jak Krzysztof Wielicki, Artur Hajzer i Denis Urubko.. Swoją pasją zaraził nawet własnego tatę. Chociaż ma dopiero 33. lata, jak sam przyznaje książką “Spod zamarzniętych powiek” zamyka pewien rozdział. Czy teraz już czuje się “profesjonalistą” i jak jego wrodzona niecierpliwość wpływa na kolejne plany wspinaczkowe?

Nie mam natury melancholika, postrzegam się raczej jako osobę prostolinijną i bezpośrednią. I ta książka jest chyba taka, jak ja. Dlatego ten fragment "po Broad Peaku" był dla mnie trudny

Iśka Marchwica, Etnosystem.pl: Nie wiem czy wiesz, że “Spod zamarzniętych powiek” można traktować jak codziennego trenera. Ja wertując twoją książkę tam i z powrotem trafiałam na różne hasła, jednym z nich było “Skoncentruj się”. Bardzo mi się spodobało, że opisując swoje różne przeżycia, wyprawy mówisz wprost do czytelnika. Masz już jakieś inne jeszcze opinie, pierwsze reakcje po premierze?

Adam Bielecki: Sam przede wszystkim się trochę uspokoiłem, bo wydanie książki wprawiło mnie w stan rozedrgania. Muszę przyznać, że proces pisania dużo mnie kosztował emocjonalnie, też dlatego, że nie do końca pewnie się czuję pisząc. Jest to dla mnie nowe doświadczenie i chociaż od lat czytam książki górskie i jestem zaznajomiony z tego typu literaturą, to taka praca była dla mnie wyzwaniem. Ale widzę, że książka się podoba, została dobrze przyjęta zarówno przez laików jak i w środowisku górskim, podoba mi się, jak została wydana, dobrze się też sprzedaje, więc chyba mogę być zadowolony [śmiech]. Chciałem, żeby ten tekst odzwierciedlał moją osobę, był autentyczny i myślę, że przy dużej pomocy współautora, Dominika Szczepańskiego i redaktora książki Pawła Sajewicza to się udało.

Przyznam szczerze - i nie jest to kurtuazja - że ciężko się od tej książki oderwać. Piszesz szczerym, żywym językiem i to jest chyba ogromna wartość “Spod zamarzniętych powiek”.

Tak samo staram się opowiadać o swoich doświadczeniach podczas prelekcji. Wynika to z tego, że bardzo dużo takich prelekcji w swoim życiu widziałem i jak mówiłem, bardzo też dużo książek przeczytałem. Chciałem uniknąć takiej typowej relacji - wstaliśmy o ósmej rano, wyszliśmy o dziesiątej, a wodę gotowaliśmy… i tak dalej. To nie jest coś, co chciałem w swojej książce przekazać i pokazać. Moim założeniem było dotarcie do różnych czytelników, tych którzy się na wspinaczce i górach znają, ale też tych, którzy chcą po prostu przeczytać coś fajnego i ciekawego. Żeby przy tej lekturze można się było zresetować i wejść w ten świat ośmiu tysięcy metrów nad poziomem morza.


Gran Paradiso – sierpień 2001, fot. Agnieszka Bielecka

Wspomniałeś o tym, jak książkę odebrało środowisko, ja oczywiście - jak pewnie sporo osób - pomyślałam o rozdziale poświęconemu wyprawie na Broad Peak. Część osób być może sięgnie po “Spod zamarzniętych powiek” szukając kolejnych informacji, może nawet sensacji związanej z tym zimowym osiągnięciem. Ten rozdział - i książki i twojego życia - był dla ciebie trudny do opisania? Bałeś się może oceny właśnie środowiska wspinaczy?

Nie, bo też nie zbudowałem tej książki wokół wyprawy na Broad Peak. Broad Peak to jeden z dziesięciu rozdziałów mojej książki i opis samej wyprawy nie był trudny, bo wiem co widziałem, co przeżyłem, jak to wyglądało. Byłem tam. Trudniejsze, także emocjonalnie, było dla mnie opisanie tego co działo się po Broad Peaku. Ten fragment zajął mi faktycznie więcej czasu i powstał jako ostatni. Oczywiście mam świadomośc, że niektórzy czytelnicy w mojej książce będą szukać jakichś nowych informacji, sensacji czy rewelacji, ale jeśli tak to się rozczarują, bo ta książka nie jest o tym. To jest historia 20 lat  mojego wspinania, zakończona pierwszą samodzielnie zorganizowaną, wyreżyserowaną przeze mnie od początku do końca wyprawą na Nanga Parbat. Moim celem było pokazanie, jak chłopak z Tychów od marzenia o górach wysokich doszedł na najwyższe szczyty świata.

Trudność emocjonalna - dobrze, że sam o niej mówisz, bo to zwróciło moją uwagę. Opisujesz różne diabelnie ciężkie sytuacje w swojej wieloletniej karierze. Przeżycie lawiny, czy upadek w głąb szczeliny śnieżnej - to są sytuacje, które czytelnikowi jeżą włosy na głowie. Ale z twoich opisów wynika, że nie masz natury “rozpamiętywacza”, że jesteś raczej człowiekiem działania.

Nie mam w zwyczaju obnażania swoich emocji i opisywania ich, dlatego ten fragment "po Broad Peaku" był dla mnie trudny. Faktycznie nie mam natury melancholika, postrzegam się raczej jako osobę prostolinijną i bezpośrednią. I ta książka jest chyba taka, jak ja. Bezpośrednia i szczera.


Na szczycie Gaszerbrumu I

Myślisz, że takie podejście, które jak sądzę stosujesz też na co dzień, jest cenne w zawodzie wspinacza?

Być może. Nastawienie na cel i realizowanie go bez specjalnego analizowania i zamykania się w spirali myślenia niewątpliwie przyspiesza wiele procesów. W tym podejmowanie decyzji w górach.

Napisanie książki traktuje się często, jako zamknięcie pewnego rozdziału - u ciebie było tak samo?

Zdecydowanie tak, bo jak już wspominałem, ta książka to podsumowanie dwudziestu lat doświadczenia wspinaczkowego. Spotykam się z takim zarzutem “Masz 33. lata, to chyba trochę za wcześnie na takie podsumowania”. Trudno - ja tak tego nie widzę. To jest moja droga, w której właśnie w tym momencie widzę koniec jakiegoś etapu. Przez te dwadzieścia lat wspinałem się z różnymi himalaistami, zazwyczaj tam gdzie mogłem i tam, gdzie akurat organizowana była wyprawa. I z wyprawy na wyprawę, od jednego szczytu do drugiego moje doświadczenie i poczucie profesjonalizmu wzrastało, aż do tego momentu, w którym jestem teraz. Na zimowe Nanga Parbat sam dobrałem sobie partnera wspinaczkowego i sprzęt, sam byłem reżyserem i wykonawcą tej wyprawy. Myślę więc, że to był dobry moment na napisanie tej książki. Teraz w kwietniu planuję kolejną wyprawę, z własną ekipą i sądze, że to poniekąd będzie otwarcie nowego rozdziału.

"Jest to więc opowieść o ogromnej determinacji na nizinach i nadludzkim wysiłku w górach. Adam Bielecki prowadzi nas przez swoją historię bez upiększeń i wybielania - szczerze przyznaje się do popełniania głupich błędów, kiedy jest na to miejsce. Ale nie boi się też przyznać do sukcesu i uznać: zapracowałem na to."
Nadzieja, radość, szczęście, rozczarowanie, strach, rozpacz. Adam Bielecki "Spod zamarzniętych powiek" [RECENZJA]

Zdradzisz, gdzie się wybierasz?

Jeszcze nie, ale podczas Festiwalu Karawana w Rybniku na pewno już będziecie wiedzieć, z jaką górą będę się zmagał w kwietniu i w maju.

Mówisz, że dopiero teraz czujesz się “profesjonalnym wspinaczem”, a ja zerkam na wykaz twoich przejść, przeglądam zdjęcia w książce, wertuję listę nazwisk absolutnych legend himalaizmu, z którymi się wspinałeś i z którymi zdobywałeś najwyższe szczyty świata i zastanawiam się, jak to możliwe? Czym w takim razie jest ten “profesjonalizm”?

To są dwa aspekty “profesjonalizmu”. Jeden to umiejętności i doświadczenie górskie. Sądzę, że ten rodzaj profesjonalizmu przejawiam już od kilku lat.  Drugi aspekt, o którym teraz mówię i nad którym pracuję to są zagadnienia logistyczne. Samodzielne przygotowanie wyprawy, zorganizowanie zaplecza finansowego, dobór sprzętu, trasy, ekipy. Różnica jest bardzo prosta - kiedyś wspinałem się tam, gdzie mogłem, dziś wspinam się tam, gdzie chcę.


Latem się udało, czas spróbować zimą

Wybrałeś drogę bycia “outsiderem” w świecie wspinaczkowym - to trudniejsza droga? Środowisko dajcie ci to odczuć?

Chyba nie wybrałem takiej drogi, raczej bycie outsiderem wybrało mnie… [śmiech] Może kiedyś bardziej czułem ostracyzm ze względu na prowadzenie wyjazdów komercyjnych, ale obecnie już nie. Czuję się częścią polskiego środowiska wspinaczkowego jakkolwiek zróżnicowane by ono nie było.

Czuję, że czas idoli się skończył, że teraz tworzę własną historię.

Przygoda z górami to nie tylko aktywna wspinaczka ale też poszerzanie wiedzy i karmienie swojej pasji odpowiednią literaturą. Masz jakieś książki, autorów którzy cię ukształtowali, inspirowali - nie tylko podczas pisania “Spod zamarzniętych powiek” ale przede wszystkim w twojej wspinaczkowej pasji?

W dzieciństwie książki górskie pochłaniałem wręcz masowo, więc musiałbym wymienić naprawdę wiele tytułów. Te najważniejsze to na przykład “Komin Pokutników” Długosza, “Mój pionowy świat” Kukuczki, “Każdemu jego Everest” Falco-Dąsala, “Moje Góry” Waltera Bonattiego czy “Niepotrzebne zwycięstwa” Lionela Teraya. A z książkami wiązały się oczywiście konkretne postacie - Wojtek Kurtyka, Wanda Rutkiewicz, Artur Hajzer, Maciek Berbeka, Andrzej Czok, Tadek Piotrowski, Andrzej Zyga Heinrich i wielu innych. Każda z tych postaci, każde przejście było dla mnie poniekąd inspiracją. Ale czuję, że czas idoli się skończył, że teraz tworzę własną historię i choć czerpię z doświadczenia tych, którzy byli przede mną, to staram się nie powielać ich dokonań. Nie chcę  tylko iść ich śladami ale też zostawiać własne.

I zbierasz materiał na kolejną książkę…

Jak napisałem pracę magisterską to powiedziałem mojej ówczesnej dziewczynie, a teraz żonie, że jak mi wpadnie do głowy, żeby robić doktorat, to ma mnie mocno kopnąć w tyłek [śmiech]. Wtedy nie sądziłem, że zdecyduję się na pisanie książki.To, że ona powstała jest dla mnie zaskoczeniem  [śmiech]. A kiedy ktoś pyta mnie, kiedy następna książka odpowiadam, że za kolejne dwadzieścia lat.

Rozmawiała: Iśka Marchwica

zdjęcia: archiwum Adama Bieleckiego