Rowerowy Dom Kultury: Granice granic


Granica od zawsze mnie fascynowała.
Ta fizyczna i metafizyczna bariera, która oddziela od siebie różne rzeczywistości.
Po tej stronie MY i nasz dobrze znany, oswojony świat, a po drugiej ONI – obcy, skryci w cieniu tajemnicy nieznanej kultury i języka.

Sama granica była dla mnie początkiem, miejscem startu, ale tak naprawdę liczyło się tylko to, co znajduje się poza nią. Marzyłam o dalekich podróżach, w miejsca odległe w czasie i przestrzeni. A gdy już tam docierałam, spotykałam ludzi, którzy wciąż pytali mnie o Polskę. Jaką mamy pogodę, w jakich domach mieszkamy, ile kosztuje polski chleb. Nie mogli pojąć moich zachwytów nad ich codziennym życiem, krajobrazem, który ich otaczał, jedzeniem, które dla mnie przyrządzali. Z ich punktu widzenia przecież to ja przybywałam z zewnątrz, zza ich GRANICY. To ja przynosiłam ze sobą tajemnicę, którą chcieli poznać.

A ja przecież nie miałam im nic do powiedzenia. Polska mnie nie interesowała. Była szarym, monotonnym widokiem za oknem pociągu, czy autobusu w drodze ku „prawdziwej przygodzie”. Była dniem codziennym, który męczył mnie rutyną i prozaicznymi obowiązkami, od których wciąż uciekałam. Czasem trzeba wyjechać bardzo daleko, żeby zobaczyć to, co ma się na wyciągnięcie ręki. W końcu i ja pojęłam tę prawdę. Długo to trwało i nie było jakiegoś epickiego momentu oświecenia. To był zagmatwany proces szukania drogi, która z dalekiego świata wreszcie zaprowadziła mnie z powrotem do domu – do Polski.

Gdy to zrozumiałam przyszedł czas na jeszcze jedną refleksję. Czym jest dla mnie podróż? Do tej pory była głównie zaspokajaniem swoich wewnętrznych potrzeb. Czasem była to desperacka ucieczka, czasem szczeniacki wybryk i chęć przygody, ciekawość lub po prostu czysta przyjemność doznawania czegoś nieznanego. Zawsze jednak była to dość egotyczna forma spełniania siebie. To ja byłam w centrum mojego własnego wszechświata, a wszyscy wokół byli dla mnie. I wtedy zaczęłam przywoływać w pamięci twarze ludzi, których spotkałam po drodze i którzy mimo że często żyli w skrajnej biedzie i tak chcieli mi coś dać, czymś mnie obdarować. Mógł to być skromny posiłek, miejsce na nocleg, dobre słowo. A co ja zostawiałam im w zamian? Niewiarygodnie mało: uśmiechałam się, robiłam zdjęcie i odchodziłam. Kolekcjonowałam ich w albumie swoich wspomnień, ale nie dawałam nic od siebie. Postanowiłam, więc teraz choć w małym stopniu i symbolicznie spróbować spłacić ten dług gościnności, a jednocześnie sprawdzić, czy w Polsce też są jeszcze jakieś tajemnice do odkrycia. Początkowo w swojej wielkiej naiwności nadal myślałam bowiem, że o kraju, w którym się urodziłam wiem już wszystko.

Tak narodziła się idea Rowerowego Domu Kultury, czyli podróży wokół granic Polski połączonej z warsztatami i spotkaniami w przygranicznych miejscowościach.

Dwie dziewczyny, dwa rowery i mnóstwo kilogramów w sakwach. A przed nami ponad 3500 km linii granicznej. Spotkania, które zorganizowałyśmy miały bardzo różny przebieg, ale tematem przewodnim zawsze były granice i ich rola w naszym życiu. Pytałyśmy o te fizyczne bariery w naszym życiu i te mentalne, które istnieją tylko w naszych głowach, ale często dużo trudniej je przekroczyć. Rozmawialiśmy o zmieniających się granicach państw i konsekwencjach tych zmian. O granicach człowieczeństwa i granicach tolerancji. My dzieliłyśmy się swoimi doświadczeniami z podróży po świecie, ale przede wszystkim słuchałyśmy tego, co o granicy chcą nam powiedzieć ludzie, którzy żyją w tak bliskim jej sąsiedztwie. Mówili bardzo często o swoich obawach, lękach, a nawet pretensjach. Słuchałam i starałam się zrozumieć, choć czasami trudno mi było pogodzić się z tym, co słyszałam. Ale wiedziałam, że nie wolno mi nikogo oceniać, bo przychodzę z zewnątrz i jestem tylko obserwatorem. Mogę próbować postawić się w czyjejś sytuacji, ale tak naprawdę to tylko iluzja, bo jego życie nigdy nie będzie moim i na odwrót. Między nami zawsze będzie niewidzialna bariera. Pytanie tylko, czy mimo jej istnienia jesteśmy w stanie prowadzić dialog.

Po 11 tygodniach podróży i 32 warsztatach dotarłyśmy do miejsca, w którym zaczynałyśmy na początku kwietnia.

Czy teraz potrafię odpowiedzieć na pytanie jaka jest Polska? Nie, teraz już rozumiem, jak bardzo się myliłam sądząc, że wiem cokolwiek.

Polska jest skomplikowaną mozaiką, a na jej granicy wszystkie te pierwiastki i niuanse skupiają się jak w soczewce i tworzą zupełnie nową wartość. Każdy odcinek, każda miejscowość, każdy kilometr to inna historia. Ciągle szukam klucza do odczytania tej opowieści i ciągle zbieram kolejne fragmenty i odpryski tej rzeczywistości.

WSCHÓD
  • wsch2. Miejsce, w którym Bug wpływa do Polski. Niektórzy twierdzą, że tutaj kończy się Europa, a polscy pogranicznicy prowadzą tu nierówną wojnę z przemytnikami.
  • wsch3. Droga 816, zwana Nadburzanką biegnie od przejścia granicznego w Terespolu aż do przejścia w Zosinie.
  • wsch4. We Włodawie, która przed II wojną światową była żydowskim sztetlem po dawnych mieszkańcach został tylko budynek synagogi, kilkadziesiąt zbutwiałych książek i garść eksponatów w miejscowym muzeum.
  • wsch5. Sławatycze - słupki graniczne są tu naturalnym elementem krajobrazu.
  • wsch6. Granica to miejsce, w którym mieszają się kultury i religie. Obok siebie stoją cerkwie prawosławne i katolickie kościoły. Wydaje się, że współistnieją w pokojowej symbiozie. Ale ludzie, którzy się w nich modlą (do tego samego Boga) nie zawsze potrafią żyć obok siebie.
  • wsch7. Miejsce objawienia świętej ikony w pobliżu prawosławnego monastyru w Jabłecznej.
  • wsch8. Wschodnia granica pełna jest takich malowniczych, sielankowych wsi. Drewniane gospodarstwa, ukwiecone sady, a zaraz obok...
  • wsch9. obrazki, których na pewno nie znajdziecie w folderach turystycznych. Dwie rzeczywistości, które istnieją obok siebie, ale nigdy razem.
  • wsch10. Odgradzamy się od świata murami, płotami i granicami, które mają nas chronić przed obcymi, a tak na prawdę stają się pułapką. Boimy się obcych, a strach paraliżuje. Aby obcy przestał być przyczyną naszego strachu, musimy najpierw go poznać. Ale żeby go poznać musimy przestać się go bać. I tak zamyka się koło.

PÓŁNOC
  • pn1. Żuławy Wiślane. Turystyczne bungalowy i sklepy z pamiątkami tuszują trudną historię tych terenów i aktualne problemy mieszkańców, którzy przez centralną politykę państwa zostali zepchnięci na margines społeczeństwa.
  • pn2. Dotarcie do morza sprawiło, że przez chwilę poczułyśmy się jak dawni podróżnicy przemierzający handlowe szlaki całego świata.
  • pn3. Żadna luksusowa restauracja nie zapewnia takich widoków i doznań. A żadne wykwintne danie nie może się równać z naszym makaronem al dente z sosem słodko-kwaśnymz torebki przyrządzonym po całym dniu jazdy na rowerze.
  • pn4. Chciałyśmy jechać jak najbliżej linii granicznej, więc czasami musiałyśmy się mierzyć z takimi przeciwnościami jak bagna, pola buraków i piaszczyste leśne trakty.
  • pn5. Morze jest granicą niepodobną do żadnej innej. Nie pozwala tak łatwo zajrzeć w to, co znajduje się po drugiej stronie, ale dzięki temu łagodzi konflikty i staje się sprzymierzeńcem marzycieli.

ZACHÓD
  • zach1. Każda podróż to spotkania "przy drodze". Te najbardziej spontaniczne, które często stają się tymi najważniejszymi, bo nie doszło by do nich w żadnych innych okolicznościach. Podróż pozwala się otworzyć na drugiego człowieka i jego opowieść.
  • zach2. Cmentarz wojenny 1 Armii Wojska Polskiego w Siekierkach. Prawie 2000 białych betonowych krzyży upamiętniający tych, którzy zginęli w czasie forsowania Odry w kwietniu 1945 roku.
  • zach3. W pobliskich lasach można też spotkać samotne mogiły: polskie, rosyjskie, niemieckie i drzewa, które były niemymi świadkami tych wszystkich śmierci.
  • zach4. Czelin - 27 lutego 1945 r. żołnierze 6 Samodzielnego Batalionu Pontonowo-Mostowego Wojska Polskiego postawili tutaj pierwszy słup graniczny na zachodniej granicy Polski.
  • zach5. Gubin - jedno z wielu miast, które przecina nie tylko koryto rzeki, ale także granica państwa. Odbudowa mostu w Gubinie była symbolicznym połączeniem dwóch krajów, które miały odtąd "żyć ze sobą w zgodzie". Łatwiej jednak zbudować most na rzece niż mosty w ludzkich głowach.
  • zach6. Czasami granica między patriotyzmem a nacjonalizmem jest bardzo cienka. Tak cienka, że łatwo ją ukryć pod flagami i narodowymi symbolami.
  • zach7. Bogatynia - miasto, które żyje w cieniu potwora. Kopalnia i elektrownia z jednej strony dają zatrudnienie tysiącom mieszkańców, z drugiej zaś zatruwają im życie trującymi wyziewami mimo nowoczesnych filtrów na olbrzymich kominach.
  • zach8. Rozbite niemieckie nagrobki, zaniedbane cmentarze i rozgrabione pałace na tzw. ziemiach odzyskanych to zemsta za II wojnę światową. Odwet wzięty na architekturze.

POŁUDNIE
  • pd1. Droga do schroniska na Przehybie (1175 m n.p.m.) dość szybko okazała się naszą "drogą przez mękę", którą w większości musiałyśmy pokonać pchając nasze obładowane rowery.
  • pd2. W dół teoretycznie powinno być łatwiej... ale nie wtedy jeśli zdecydujemy się na szlak pieszy albo taki przeznaczony dla rowerów MTB.
  • pd3. Szlak prowadzący wzdłuż granicy polsko-ukraińskiej wprost do trójstyku, czyli miejsca gdzie krzyżują się granice 3 państw.
  • pd4. Szlak ze Świnicy na Kasprowy Wierch i jednocześnie linia graniczna między Polską a Słowacją.
  • pd5. Żegiestów - miejsce, gdzie można mieć w ogródku furtkę "za granicę" i jednocześnie mieć zupełnie zamknięty umysł i serce na przybyszy spoza tej granicy.
  • pd6. Lasówka - pozostałości po dawnych gospodarzach tych terenów. Takie przydrożne figury jeszcze dziś padają ofiarą "poszukiwaczy skarbów", którzy szukają zakopanego pod nimi niemieckiego złota.
  • pd7. Większość młodych mieszkańców przygranicznych miejscowości marzy o ucieczce i lepszym życiu w dużych miastach. Ci, którzy wyjadą zazwyczaj już nie wracają. Mówią, że nie ma do czego.
Tekst: Ula Ziober, Rowerowy Dom Kultury
Zdjęcia: Rowerowy Dom Kultury, kopiowanie bez zgody i wiedzy autorek oraz Etnosystem.pl - ZABRONIONE!