Smak, kolor i zapach Batumi

I tak właściwie wygląda Batumi, jednak zapominamy o tym, że miasto to jest nie tylko miastem portowym i nadmorskim kurortem, w którym można opalać się na kamienistej plaży, kąpać w ciepłym morzu i ewentualnie odbywać wycieczki motorówką. To przede wszystkim stolica autonomicznej republiki Adżary, która może zachwycić miłośników wypoczynku, dobrej kuchni, pieszych wędrówek, a nawet - fascynatów fauny.
 
“Batumi, ach Batumi, herbaciane pola Batumi…” - ten refren podśpiewują wszyscy, którzy tylko usłyszą nazwę gruzińskiego miasta Batumi. Piosenka Filipinek z lat 60. została niedawno odświeżona przez Natalię Lesz - w teledysku promującym Batumi widzimy jego nowoczesne budynki, tętniące życiem uliczki, a widoki na morze zapierają dech. 


Luksus kurortu - Batumi, jak z bajki
Już od wjazdu do miasta zachwyca jego nowoczesna architektura. Kilka lat temu tuż przy głównym deptaku powstało kilka charakterystycznych, bardzo wysokich i ekskluzywnych budynków, które są bardziej widoczne z drogi niż latarnia morska (!). To Wieża Alfabetu - jedyny na świecie “pomnik” poświęcony lokalnemu alfabetowi, strzelisty budynek Uniwersytetu Technicznego z charakterystycznym złotym kołem młyńskim oraz Porta Batumi Tower. Wszystkie te budowle, a także mniejszy choć fantazyjnie powyginany Radisson Blue, służą jako ekskluzywne hotele z basenami na najwyższych piętrach. Przeszklone i strzeliste, nadają Batumi charakteru rodem z Dubaju.

Wspomniana wieża z kołem młyńskim to projekt zatwierdzony przez kontrowersyjnego polityka Mikheila Saakashvili, który chciał zrobić w niej siedzibę… Uniwersytetu Technicznego. Budynek nawet funkcjonował chwilę w tym kształcie, ale po kilku latach zdecydowano go przekształcić na hotel (może poszło o kłótnie studentów, kto pierwszy w przerwie przejedzie się na kole młyńskim?). 
 
Nadmorski deptak ciągnie się właściwie wzdłuż całego Batumi - co bardziej wytrwali mogą więc przejść wzdłuż wybrzeża morskiego od stacji kolejowej i Centrum Muzycznego, aż do… Turcji! Już niedługo (dokładnie - za pięć kilometrów) deptak doprowadzi chętnych do tureckiej granicy. Być może spacer byłby to za długi, ale rowerem można bez problemu spróbować przebyć tę trasę. A wręcz warto - nowoczesny i wygodny deptak jest wyposażony w wyraźną czerwoną ścieżkę rowerową, pociągniętą specjalną farbą na której nie ślizgają się rowerowe opony. Trasa jest malownicza, prowadzi po płaskim podłożu, a po drodze można zobaczyć mnóstwo nowoczesnych atrakcji Batumi - od ruchomej instalacji “miłosnego pomnika” Ali i Nino obok widokowego młyńskiego koła, przez liczne mniejsze rzeźby i instalacje ustawione malowniczo na tle morza, wesołe miasteczko, tańczące fontanny, Aqua Park, aż po Nowy Bulwar z mini parkiem i słynną instalacją “Where” (idealną na grupowe zdjęcia).

Jeśli zmęczycie się spacerem - w każdym miejscu możecie zejść nad morze. Plaża jest kamienista, ale kamienie są małe i gładkie, więc nie przeszkadzają w leniuchowaniu. Można też wypożyczyć leżak, a woda jest oczywiście ciepła i przyjemna. Bardziej majętni i obeznani z żeglugą mogą też wypożyczyć motorówkę, lub załapać się na krótki rejs wzdłuż wybrzeża Gruzji.

Deptakiem można nawet dotrzeć do lotniska w Batumi! Jest to więc dość ważna trasa. Przy okazji, po drodze obejrzeć można zróżnicowaną zabudowę miasta - i wysokie bloki mieszkalne z kolorowymi balkonami, i bogate hotele, i mniejsze biedniejsze domki. Batumi w pigułce. 
 
Jeśli jednak chcecie zostać w centrum, na deptak warto wybrać się wieczorem, kiedy już temperatury są znośne, a cała trasa, wszystkie rzeźby, instalacje, budynki - przepięknie kolorowo podświetlane. Wtedy skręćcie na Stary Bulwar i zatrzymajcie się na chwilę przy pokazie światła i muzyki z fontannami. Zaręczam, że zrobi się romantycznie i orzeźwiająco :).
 
Relaks w ogrodach świata
Batumi postrzegane jest jako kurort nadmorski, miasto dla “bogatych i uśmiechniętych”, miasto białych leżaków, drogich samochodów, ekskluzywnych sklepów, drogich restauracji… Skłamałabym, mówiąc, że tak nie jest. Jest - w wielu miejscach, tak jak i w wielu miastach innych krajów znajdziemy takie dzielnice, ulice, budynki. Droższe restauracje (choć na polską kieszeń i tak nie tak drogie) znajdziemy w samym centrum - właśnie bliżej bulwarów, nadmorskiego brzegu i pięciogwiazdkowych hoteli. Im dalej “w ląd” tym większa szansa na odkrycie “prawdziwego Batumi”. Takiego, gdzie ulica dwukierunkowa może nagle zmienić się w jednokierunkową z sześcioma pasami ruchu, gdzie na płotach wiszą ubrania na sprzedaż, gdzie chaczapuri robi się niemalże na ulicy. W Batumi jak w kalejdoskopie - trzeba mocno zamieszać, żeby odkryć wszystkie jego barwy!
 
Dlatego też, znad morza udajemy się nieco wyżej - do ogrodu botanicznego. Założony ponad sto lat temu jest jednym z największych w Europie (tak, Gruzini uważają się za część Europy) i na pewno zaspokoi niejednego miłośnika pieszych wycieczek. Położony na Mtsvane Kontskhi (Zielony Przylądek) został zainicjowany przez rosyjskiego badacza i botanika, który zauważył, że na wyżynie tej panuje specyficzny mikroklimat. Cały wiek wojen i rozwoju cywilizacji nie zniszczyły tego klimatu, dlatego do dziś w ogrodzie można oglądać rośliny z wielu zakątków świata. Ogród podzielony jest na sekcje (np. japońska, północno-amerykańska, grecka), które nie tylko fascynują roślinnością, ale także klimatem (ustawione rzeźby, ławki, zbudowane zakątki). Czasem ciężko zauważyć przejście z jednej sekcji do drugiej - te przenikają się tworząc jeden wielki świat flory, dający wytchnienie i odpoczynek. 
 
Ogród botaniczny to miejsce spotkań i sposób na wolną sobotę - mieszkańcy Batumi przyjeżdżają tu na cały dzień, zabierając ze sobą kosze piknikowe, koce, piłki, dzieci i zwierzęta. Zaszywają się w ulubionej alejce, tworzą własny świat pod jednym z drzew. I choć ogród odwiedzają setki ludzi dziennie, prawie się nie widzą - ogród położony jest na ogromnym, pagórkowatym, zróżnicowanym obszarze, dzięki czemu można naprawdę odciąć się od cywilizacji.
 
Opłata za wejście do ogrodu jest jednorazowa na cały dzień - 6 GEL (ok. 12 zł), można zamówić sobie wycieczkę z przewodnikiem (ok. 30 GEL - 60 zł) lub dołączyć się do grupy zwiedzającej ogród melexem (tylko co to za przyjemność? :)). Warto też znaleźć piękny taras widokowy przy głównej trasie (okolice styku sekcji nowozelandzkiej i australijskiej) i zapatrzeć się przez palmy na gładkie jak stół i spokojne Morze Czarne. Można poczuć się, jak na końcu świata…
 
Na ten koniec świata dojeżdżają miejskie autobusy (15 i 31) z centrum Batumi, a w informacji turystycznej można też dopytać o busiki, które zawiozą pod samo wejście, wspinając się na Zielony Przylądek wąską krętą drogą. Podróż z centrum Batumi trwa ok. pół godziny - ale nie śpijcie! Im wyżej wyjedziecie, tym piękniejsze widoki was czekają!

 
Batumi zaprasza w góry!
Batumi i rejon Adżary szczyci się tym i podkreśla bardzo mocno, że nie jest tylko miejscem do leniuchowania, ale także miejscem do zwiedzania. Jeśli więc lubicie łączyć góry z morzem - Batumi będzie dobrym pomysłem. Ale uwaga - żeby skorzystać z atrakcji “górskich” trzeba się trochę postarać! Taką atrakcją jest Mtirala National Park - drugie po Ogrodzie Botanicznym miejsce oddalone nieco od centrum Batumi (ponad 20 km), do którego można dojechać samochodem (co ciekawe - jeśli macie dobry samochód można wjechać daleko wgłąb parku aż pod centrum turystyczne - jadąc szlakiem, drogą szutrową, przecinając strumienie…) lub busem (z Batumi do Chakvi lub Kobuleti i potem taksówką - koszt takiego dojazdu w sumie to ok 40 GEL, przy czym bilet na busa to koszt… 1 GEL :)). Niedaleko centrum (Visitor’s Center) położony jest hotel - jeśli macie ochotę na kilka dni w parku, dojedźcie do Cahkvistavi busem (jedyny bezpośredni bus Batumi - Chakvistavi jeździ w poniedziałki i piątki o godz. 16) i zostańcie tu na kilka dni!
 
Sam Mtirala National Park to oaza zieleni i ścieżek turystycznych. Żeby obejść cały Park, trzeba by poświęcić więcej niż dzień - wystarczy jednak zaplanować sobie choćby krótką wycieczkę z uwzględnieniem przejażdżki gondolką nad potokiem, pięknego jeziorka, od którego bije przyjemny chłód, wizyty przy wodospadzie, czy - dla miłośników wrażeń - atrakcji w postaci parku linowego (tyrolki). Przejażdżka w profesjonalnej uprzęży nad lasem i potokiem to nie lada zabawa!
 
Mtirala oferuje odpoczynek na długie godziny - po kilku kilometrach marszu wytyczonymi ścieżkami w lesie, możemy zrobić piknik w przygotowanych do tego miejscach, zakwaterować się w schronisku, czy odwiedzić pszczelarzy. Zaplanować wycieczkę pomogą wam pracownicy parku, którzy czekają na odwiedzających przy centrum turystycznym. A posilicie się idąc od wioski Khala (bo jednak można do Parku dotrzeć nie tylko samochodem, ale też po prostu idąc cały ten dość długi odcinek) u Gruzinek, sprzedających po drodze miód i sery.
 
Czy warto? Warto. Mtirala nie jest takim Parkiem, jaki znamy z Tatr czy Beskidów. To nie góry, stawiające wyzwania i wymagające umiejętności trekkingowych. To raczej inne oblicze Gruzji i wypoczynku w Batumi. 

 
Spacerem po Batumi
Dla miłośników miasta, którzy nie lubią podróży busem i wolą mieć cywilizację pod ręką, Batumi też oczywiście ma szeroką ofertę. Od delfinarium z show delfinów (jeśli lubicie oglądać delfiny tańczące do “I Will Always Love You” :)), przez urokliwe małe uliczki obsadzone butikami, kawiarniami, winiarniami.
 
Batumi to miasto bardzo ciekawe, istny raj dla fotografa. Suszące się pranie i wietrzące się dywany obecne są na wszelkich balkonach, w oknach i sznurach rozpiętych między domami. Tuż pod rozpadającą się przybudówką, zobaczyć można nowoczesne okna i wystawę galerii mody. Przy uliczce ledwo mieszącej jeden samochód, mieści się ogromne nowoczesne Kino Apollo, a naprzeciwko - zarośnięty bluszczem dawny budynek teatru. 
 
Batumi to też miasto placów i skwerów - te reprezentatywne to Plac Europy z fontannami w ziemi i pomnikami, obsadzony wielkimi kamienicami w stylu secesyjnym, czy nowoczesna Piazza - dawniej miejsce spotkań bohemy i koncertów jazzowych, dziś siedziba droższych kawiarni i miejsce na eleganckie spotkania biznesowe. Tuż za parkanem tego placu znajdziemy małą ale piękną cerkiew - jeśli dopisze nam szczęście, zobaczymy młodsze i starsze Gruzinki z chustami na głowach, które nabożnie całują święte ikony, zapalają świece, ściskają ręce popa. Miejsce to jest tak czarownie oderwane od nowoczesnego świata zewnętrznego, że można zapomnieć o jego świętym charakterze. Bardzo rozmowny bezdomny dziadeczek przed wejściem przypomni nam jednak o założeniu na głowę chusty i nie fotografowaniu. To znak, że Batumi to jednak stare i - o dziwo - tradycyjne miasto.

Za dnia można się wybrać nieco dalej - chociaż Batumi uważane jest za miasto bezpieczne i spokojnie, to lepiej nie zgubić się po zmroku w gąszczu prostopadłych uliczek, podpisanych czasem wyłącznie w alfabecie gruzińskim. Dlatego z samego rama wyruszamy na targowisko w pobliżu dworca autobusowego (przy ulicach Shavsheti / Mayakovsky). To tutaj poznacie zapachy i smaki Gruzji - od siekanych na miejscu mięsiw, przez aromatyczne sery, przyprawy, po słodkie przysmaki - tklapi (suszony sok owocowy w formie wielkiego naleśnika) i churchkela (orzechy włoskie zatopione w soku owocowym  - również suszone, wyglądają jak kiełbaski!). Owoce, kawa, pamiątki, figurki… jak to na targu - tu znajdziemy wszystko.
 
Jeśli zaś marzą wam się zakupy bardziej pamiątkowe - zajrzyjcie do któregoś ze sklepów w centrum, lub poszukajcie mniejszych, na uboczu. W Batumi kupicie gruzińskie pamiątki porcelanowe - talerzyki, miseczki - po bardzo okazyjnych cenach (mała miseczka - ok 5 GEL, czyli 10 zł) oraz biżuterię. Spacerując nieco dalej i uciekając od turystów natrafimy na sklepy tańsze i bardziej tradycyjne, a jeśli mówicie po rosyjsku - na pewno spędzicie u miłych Gruzinów długi czas wybierając odpowiednie pamiątki.

 
Batumi dla fanów historii, kultury i… wina
Miłośnicy ruinek, zamków i historii również znajdą tu coś dla siebie. Batumi zachęca do odwiedzenia starożytnej fortecy Gonio - ruiny dawnego zamku zachowały się bardzo dobrze i od lat przyciągają fascynatów rzymskiej mitologii. Ponoć to tutaj król Kolchidy Ajetes pochował swojego poćwiartowanego przez Medeę syna. Kapłanka Hekate poświęciła swego brata, aby zatrzymać pościg, który gonił ją i jej ukochanego Jazona. Działo się to w mitycznych czasach Argonautów i do dziś nie wiadomo, czy Gonio jest naprawdę grobowcem małego syna Ajetesa. Podobnie, jak nie wiadomo, czy to tu spoczywa “trzynasty Apostoł” Maciej - Gruzini nie pozwalają na tego typu wykopaliska i jest to jedynie przypuszczenie. Pewnym natomiast jest, że Gonio dowodzi, jak stara jest tradycja produkcji wina w Gruzji - to tu znaleziono szczątki najstarszych (z kiedykolwiek odnalezionych) dzbanów do produkcji wina. 

Choć Gonio z zewnątrz wygląda skromnie, to po przekroczeniu bramy i kasy (wstęp: 3 lari, czynne codziennie oprócz poniedziałków), zachwyci nas ogromna przestrzeń ruin fortecy. Dziś to właściwie ogród otoczony starymi murami (o długości niemal kilometra i wysokości 5 metrów z kamiennymi schodami), ze stanowiskami archeologicznymi i kilkoma starymi grobowcami. W Gonio znajdziemy też informacje o drugiej fortecy - Khikhani - położonej wysoko w górach, prawie na wschodniej granicy z Turcją. Charakter "gruzińskiego Machu Picchu" na pewno przyciągnie niejednego fascynata historii i wspinaczki!
 
Jadąc dalej szlakiem historii, pojedźmy aż do mostu Makhuntseti - to długa wycieczka bo aż 54 kilometry za Batumi, jednak warto podjechać tu, żeby zobaczyć jeden ze słynnych kamiennych mostów Adżary. Ten jest jednym z najstarszych i do dziś nie wiadomo, jak setki lat temu go zbudowano (trzymałby się pewnie do dziś, gdyby nie liczni turyści, dlatego w 2008 roku most został w pełni zrekonstruowany). Po wyczerpującej trasie, po drugiej stronie mostu można zjeść lunch w lokalnej knajpce. Jeśli zapłacicie banknotem 50 lari - historia zatoczy koło. Na banknocie tym widnieje wizerunek królowej Tamary - pierwszej kobiety, która została królem kraju (jak nasza Jadwiga). To właśnie na okres jej panowania przypada czas powstawania kamiennych mostów w Gruzji.

Po spacerze - po drugiej stronie ulicy możecie wspiąć się po niepozornych schodkach. Miniecie brzydki budynek, liczne Gruzinki z miodem (tam gdzie one, tam jakaś atrakcja!) i dotrzecie do żelaznych schodków które zaprowadzą was wprost pod wodospad Makhuntseti. Nikt się tu naturalnym pomnikiem nie przejmuje - liczni turyści kąpią się w sadzawce pod wodospadem i robią sobie dość ryzykowne zdjęcia na śliskich kamieniach. Wodospad daje przyjemną bryzę - to zawsze cieszy, podczas gruzińskich upałów.
 
Najbardziej jednak cieszy kieliszek wina. Droga do Batumi długa, więc zatrzymujemy się w Acharistskali, gdzie funkcjonuje jedyna otwarta dla zewnętrznych licznych gości winiarnia z restauracją (chociaż Gruzja to ojczyzna wina, tu trzeba znać winiarską rodzinę, żeby wprosić się na degustację i zwiedzanie małej przydomowej winniczki). Adjarian Wine House to oaza spokoju na trasie - przyjemna restauracja ze stołami pod baldachimami, hamakami i miłym ogrodem. Oczywiście znajduje się tu także winnica, sklep z winami i mini-muzeum w piwnicy. A jeśli dobrze traficie - posiłek i degustację umilą wam gruzińscy muzycy. Główny śpiewak przejmie wtedy rolę Tamady - przewodniczącego biesiady, który nie tylko będzie intonował pieśni ale także wznosił tradycyjne toasty.
Panowie! Jeśli traficie na taką tradycyjną ucztę, możecie być pewni, że Tamada przekaże wam róg z winem, poprosi o wygłoszenie toastu i wypicia wina do dna :) 
 
Gruzińskie chaczapuri!
Każdy kto był w Gruzji, nawet jeśli było to “tylko Batumi” wie, że Gruzja to jedzenie. Pyszne, kolorowe, bogate. Jako wegetarianka omijałam Gruzję w swoich rozważaniach podróżniczych, obawiając się że padnę tam z głodu… W jakimż ogromnym błędzie byłam! Gruzja to pyszne jedzenie dla jaroszy!

Chaczapuri - to oczywiście podstawa. Placek może być podawany różnorako i z różnym nadzieniem. Standardem jest kozi ser, ale są tez chaczapuri z pastą fasolkową (pycha!) oraz specjalna górska odmiana z regionu Svaneti - kubdari. Sam zaś rejon Adżara ma swoje chaczapuri - w przeciwieństwie do tego “pizzowego” (na zdjęciu), chaczapuri z Batumi ma kształt łódki (bo Adżara kojarzyła się zawsze ze statkami, przemysłem rybnym i podróżami morskimi), na gorący ser wylewa się żółtko jajka, które miesza się z kawałkiem masła. Wszystko razem jest niebywale sycące, ale niezbyt tłuste za to przepyszne! Gruzini jedzą adżara-chaczapuri rękami pomagając sobie suchymi wypieczonymi (w piecu opalanym drewnem) kawałkami ciasta (proces tworzenia - na filmie!).

Dodatkiem do wszelkich dań, zwłaszcza gulaszy (np. pysznej potrawki z fasoli podawanej w garnczku czenaki - lobio) i mięsa są bułeczki chvishtari - kukurydziane grube placki z nadzieniem z sera koziego.
 
Ciasto kukurydziane to także twarde okrągłe chlebki - mchadi. Niesłone więc idealne, jako dodatek np. do ryb (w Batumi to wręcz obowiązek, żeby spróbować panierowanych sardynek albo muli).
 
Sycącym daniem jest też bogaty makaron sinori - podawany w glinianej misie zalany jest gęstym sosem z koziego sera i masłem.
 
Wszystkie te pyszności podawane są w towarzystwie warzyw - jako przystawkę należy wziąć bakłażany (podawane z musem z orzechów i kolendry) lub phkhali - kuleczki ze szpinaku, bakłażanów, orzechów… i co jeszcze kucharzowi przyjdzie do głowy. Zawsze na stole znajdzie się też sałatka ze świeżych pomidorów z ogórkami - świetny “odtłuszczacz” do chaczapuri - oraz pieczone ziemniaczki.
 
Osoby, które jedzą mięso na pewno muszą spróbować pierożków khinkali, które należy wziąć za “nóżkę” do ręki, odwrócić płaską stroną do góry, nadgryźć, wysiorbać rosołek i potem już jeść ze smakiem. Sztukę tę szybko opanowują smakosze tego specjału.
 
Do obiadu oczywiście pijemy wino - białe lub czerwone, wszystkie gruzińskie wina są dobre, pamiętajmy jednak, że wina słodkie, są w Gruzji bardzo słodkie. Jeśli nie mamy ochoty na alkohol - zamówmy “lemoniadę”, a właściwie oranżadę. Gruzińskie lemoniady obecne są w każdej restauracji i kawiarni, w smakach gruszkowym, anyżkowym i innych - warto poprosić do butelki także wodę, bo ten napój również jest bardzo słodki.

Natomiast po posiłku warto ocucić się aromatyczną kawą - w Batumi popularnym sposobem podawania jest “po turecku” (mocna kawa w małej filiżance, bardzo słodka, z dużą ilością fusów na dnie). Do kawy - oczywiście baklava, czyli ciastko z miazgą orzechowo-miodową. Bardzo słodkie, bardzo pożywne, bardzo zaklejające…

 
Jak to wszystko zrobić, czyli komunikacja i dojazdy
Jak widzicie - trzy dni w Batumi to cały wór atrakcji i doznań. A starałam się bardzo streścić swoje opowiadanie! Wiem, jednak, że to co interesuje nas najbardziej to “konkrety”.
 
Jak tam się dostać? 
Do Gruzji najlepiej dolecieć tanimi liniami lotniczymi WizzAir! Bilety są tanie, samoloty godne polecenia i punktualne. Obsługa przemiła i profesjonalna, a lotnisko w Kutaisi, do którego dotrzemy jest kameralne i nowoczesne (nie bójcie się wylotu o 5 rano do Polski - można w strefie bezcłowej przespać się na szerokich kanapach parapetowych - genialny pomysł). Jeśli więc boicie się wielkich zagranicznych hal (jak ja) Kutaisi będzie idealnym punktem docelowym.
Lot trwa ok. 3,5 godziny (pamiętajcie o zmianie czasu - w czasie letnim dwie, a w zimowym trzy godziny do przodu!)
 
Z Kutaisi do Batumi (niecałe 150 km) możemy dojechać: wynajętym wcześniej samochodem (opcja dość droga), “taksówką” - kierowcy stoją przed lotniskiem podczas każdego przylotu i łapią turystów, jak kwaterarze w Zakopanem (opcja też może być nietania, bo kierowcy czasem wykorzystują nieznajomość cen turysty), busem (marszrutka) - opcja najpewniejsza (ok 20 lari od osoby do samego Batumi). Jeśli wolicie przyoszczędzić lub pokombinować - spod lotniska możecie dojechać do centrum Kutaisi (ok. 7 lari) i stamtąd taniej niż spod lotniska do Batumi. Ewentualnie - wyjść z lotniska i dojść do głównej drogi przelotowej i łapać marszrutkę “na kciuka” - cena takiego złapanego busa może być nawet o połowę tańsza niż tego spod lotniska (ale ile poczekacie… tego nie wiadomo!). Oczywiście - jeśli jesteście odważni, możecie też łapać stopa. Trzeba jednak pamiętać, że droga do Batumi zajmuje ok 2-2,5 godziny (zależy jak szalony i szybki będzie wasz kierowca).
 
Jak się tam poruszać?
Mieszkańcy Batumi są świadomi istnienia komunikacji miejskiej, ale niechętnie z niej korzystają, jeśli nie muszą. Komunikacja, jak w każdy mieście - miewa lepsze i gorsze przystanki i autobusy. Niektóre są nowe, inne ledwo jadą, na niektórych przystankach znajdziecie elektroniczne tablice informacyjne, na innych - naderwaną kartkę z rozkładem. 
Informacje o ich trasach znajdziecie na www.batauto.ge.

Bardziej popularnym środkiem transportu są busiki, które można łapać w każdym miejscu miasta - uwaga jednak. Busiki często mają tablice informacyjne tylko po gruzińsku, warto więc wcześniej się przygotować do takiej eskapady.
Bilety na busy i autobusy kosztują 0,40 GEL.
 
Jeśli potrzebujecie zajechać gdzieś dalej i szybciej - możecie wziąć taksówkę - cena to niecały 1 GEL za kilometr. 
 
Najlepiej jednak poruszać się rowerem. W Batumi dobrze funkcjonuje miejska wypożyczalnia rowerowa - rower bierze się z dowolnej stacji i oddaje na innej. Cena za jeden dzień to 4 GEL (ok. 8 zł), za 10 dni - 10 GEL, a za rok (!) - 20 GEL. W Batumi zazwyczaj jest ciepło więc… warto spróbować!
 
Co jeść i robić?
Na to pytanie już powinniście znać odpowiedź. Ale jeśli na miejscu się pogubicie w ilości opcji - odwiedźcie Informację Turystyczną. Nowoczesne centra informacyjne widoczne są z daleka i tam na pewno dostaniecie pakiet informacji, łącznie z broszurami i mapkami. 
 
Gdzie spać?
Departament Turystyki zdecydowanie sugeruje zabezpieczyć sobie nocleg przed przyjazdem na booking.com - tam znajdziecie sprawdzone miejsca noclegowe, od hosteli po ekskluzywne hotele, od kwater prywatnych po domki w lesie. Jeśli jednak nie zapewnicie sobie noclegu wcześniej (a nie znacie gruzińskiego i na ulicy nie zauważycie szyldu “wolne pokoje”) - znów udajcie się do Informacji. Pracownicy pomogą wam znaleźć dobry nocleg, za który poręczą i który pozwoli wam odpocząć po dniu wrażeń.
 
W Batumi w wielu miejscach znajdziecie WiFi - w restauracjach wystarczy poprosić o hasło, w niektórych miejscach otwarte są hotspoty. Zawsze więc możecie wejść na świetnie przygotowaną stronę Departamentu Turystyki www.gobatumi.com - tam znajdziecie w języku angielskim wszystkie potrzebne informacje, porady, wykazy, cen, odnośniki do potrzebnych stron.
 

Redakcja Etnosystem.pl dziękuje za zaproszenie do Batumi Departamentowi Turystyki Adżary - www.gobatumi.comwww.facebook.com/visitbatumi,
a także firmie Wizzair - www.wizzair.com - za zasponsorowanie przelotu do i z Batumi.

Autorka szczególnie dziękuje firmie KOKO - www.kokobykoko.com - za przekazanie przepięknej sukienki (Colourfolk), idealnej na letnie spacery po mieście :)
 
 
Tekst, zdjęcia i wideo: Iśka Marchwica
Edycja zdjęć i montaż filmu: Kaśka Paluch
 
Szanowna Użytkowniczko, Szanowny Użytkowniku, zanim klikniesz „Przejdź do serwisu” lub zamkniesz to okno, prosimy o przeczytanie tej informacji. Prosimy w niej o Twoją dobrowolną zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz przekazujemy informacje o tzw. cookies i o przetwarzaniu przez nas Twoich danych osobowych. Klikając „Przejdź do serwisu” lub zamykając okno, zgadzasz się na poniższe. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres. Zgoda Jeśli chcesz zgodzić się na przetwarzanie przez Etnosystem.pl Twoich danych osobowych, które udostępniasz w historii przeglądania stron i aplikacji internetowych oraz danych lokalizacyjnych generowanych przez Twoje urządzenie, w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i w aplikacjach w celu ustalenia Twoich potencjalnych zainteresowań dla dostosowania reklamy i oferty) w tym na umieszczanie znaczników internetowych (cookies itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie takich znaczników, kliknij przycisk „Przejdź do serwisu” lub zamknij to okno. Jeśli nie chcesz wyrazić zgody kliknij „Zamknij”. Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Powyższa zgoda dotyczy przetwarzania Twoich danych osobowych do śledzenia statystyk Google Analytics czy wyświetlania Ci dedykowanych reklam.
Więcej informacji Przejdź do serwisu Zamknij