Nie trzeba zamykać oczu. Angela Gaber Trio „Dobre Duchy” [RECENZJA]

Projekt Angeli Gaber – Angela Gaber Trio – albumem „Dobre duchy” wynosi temat muzyki tradycyjnej na nowy poziom. Duchowy właśnie.

 Coraz częściej (co mnie osobiście cieszy) świeże propozycje z polskiej, szeroko pojętej, sceny world music zacierają i przekraczają granice między konkretnymi stylistykami, a także muzycznymi regionami. Funkcjonuje to wszystko zdaje się w taki właśnie sposób w jaki ogólnie rozumiana muzyka folkowa powinna funkcjonować. Stwierdzenie o tym, że dźwięk nie zna granicy geograficznej, będę powtarzać przy każdej okazji do znudzenia, bo właśnie poprzez zrozumienie tego zjawiska powstają takie brzmienia i dzieła, jak u Angeli Gaber. Podstawa jest wyrazista – mamy muzykę tradycyjną z Polski i też słyszę tu kazachskie echa (ponieważ przed zmianą składu był to pomysł polsko-kazachski). A na ich temat szereg wariacji, na „Dobrych duchach” przede wszystkim akustyczno-bluesowych. Wygrywanych na bębnie obręczowym, gitarach (także elektrycznych), grzechotkach i rozmaitych perkusjonaliach, niekoniecznie kojarzonych z tradycją muzyczną wymienionych regionów. Instrumentarium jest bogate, jak na trzy osoby, różnorodność inspiracji również, a jednak muzyka Angela Gaber Trio brzmi bardzo minimalistycznie.  

Z miejsca skojarzyłam kompozycje z oddechem i przestrzenią gór, by później przypomnieć sobie, że muzycy spotkali się w Bieszczadach, więc wszystko się zgadza. Korespondujące ze sobą pojedyncze, transowe dźwięki gitary elektrycznej i, na przykład, djembe, o didgeridoo nie wspomnę, tworzą charakterystyczną miksturę brzmieniową, mającą w sobie coś jednocześnie atawistycznego i alternatywnego. Dodatkowo niesamowitego (w pierwotnym znaczeniu tego słowa) i baśniowego sznytu dodaje głos Angeli, a zwłaszcza to, co robi z nim w trakcie utworów – od teatralnego szeptu po śpiewokrzyk. Wyrazistą technikę wokalistki uwydatnia dodatkowo jej prezentacja w oszczędnym akompaniamencie – na przykład samych bębnów. Ale też nie brak fragmentów wykonanych pełnym głosem, przypominających klimat najlepszej polskiej piosenki alternatywnej. Nie trzeba nawet zamykać oczu, by wyobrazić sobie ciemne smreczyny i migocące nad wodą rusałki. Zresztą, kilka sonorystycznych zabiegów zastosowanych w muzyce na „Dobrych duchach” imituje właśnie na przykład skrzypienie drzew, co może być tylko moją interpretacją, ale jednak zawsze.  Z odpowiednią klasą i umiarem skomponowane utwory, wykonane selektywnie, z właściwą dozą „powietrza” utwory, to atuty „Dobrych duchów”. Umiejscowienie w takiej scenografii dźwiękowej baśniowych historii to już z kolei gwarancja sukcesu, na który ten album z całą pewnością zasługuje. 

Kaśka Paluch 

Angela Gaber Trio „Dobre Duchy”, 16 października 2015, wyd. własne

Angela gaber, folk

Podróże, muzyka, książki, filmy
wywiady, artykuły, recenzje

Znajdź nas