Same Suki: tradycyjnie nietradycyjne

Same Suki - fot. arch. zespołu
Zasłynęły swoim nieco innym folkiem, soczystymi tekstami, surowym brzmieniem - Same Suki to pięć dziewczyn, które kochają muzykę. Ale łączy je coś jeszcze. Postanowiliśmy pogrzebać w suczej przeszłości i zapytaliśmy Suki o ich dzieciństwo, rodzinny dom, wspomnienia i zamiłowanie do muzyki tradycyjnej. Która z dziewczyn męczyła babcię, grając na garnkach, która mieszkała w zerówce, kto gotuje wegetariański rosół, a kto częstuje kameruńskim indykiem. I czy Sukom wypada jeść sushi? Poznajcie Same Suki - dla was wyciągamy z nich rodzinne tajemnice i najskrytsze wspomnienia!
 
Okolice domu rodzinnego Marty Sołek - fot. arch. MS
Okolice domu rodzinnego Marty Sołek - fot. arch. MS
 
Skąd pochodzisz - opowiedz o swoich rodzinnych stronach, co najlepiej zapamiętałaś, czy było jakieś szczególnie ważne miejsce.
HELENA MATUSZEWSKA: Pochodzę z wioski Rzepiska – Pawliki położonej na Polskim Spiszu. Mówiło się, że diabeł mówi u nas dobranoc, ponieważ to bardzo mała i położona na odludziu osada. Wychowałam się w drewnianym, góralskim domu. Z jednej strony widać było całe Tatry, a z drugiej - Pieniny. Dzieciństwo spędziłam biegając po lasach i łąkach, przytulając się do drzew. Lubiłam nadawać wszystkim miejscom własne nazwy. Najczęściej chodziłam na spacery "Drogą Umarłyk". Nazwa tej polnej drogi wzięła się stąd, że wsie Jurgów, Czarna Góra i Rzepiska nie miały swoich kościołów, należały do parafii Łapsze Wyżne. Tam też odprowadzano zmarłych. Stoją na niej dwie kapliczki. Ludowa tradycja głosi, że jedną z nich ufundowali zbójnicy mieszkający w pobliskiej osadzie Syski. Trawiły ich wyrzuty sumienia z powodu popełnionych kradzieży. 
 
MARTA SOŁEK: Moje rodzinne strony to podkrakowskie wzgórza, na jednym z takich wzgórz znajduje się mój dom, ponad stuletni, jeden z najstarszych w całej wsi. Brzmią w nim echa wielu pokoleń, nadal słychać w nim śmiech, tupot stóp, dźwięki fortepianu i śpiew mojej mamy, która całe lata śpiewała w filharmonii. Dom mój jest tak ogromny, iż kiedyś była w nim zerówka i jako dzieciak budziłam się, przechodziłam do drugiej części domu i byłam już na zajęciach :) Dlatego chodziłam do zerówki aż 3 lata i jak w końcu przyszły do zerówki dzieci w moim wieku to ja już wszystko umiałam i wiedziałam więc często Pani kazała mi prowadzić zajęcia:). Oj! Nikt mnie nie lubił - ale co mogłam poradzić - czułam się w zerówce jak w domu :). Za to na ogrodzie miałam zawodowy plac zabaw i wszystkie dzieciaki z okolicy przychodziły się do mnie bawić. 

JUSTYNA MELISZEK: Pochodzę z Krakowa, a właściwie z początku Krakowa :). Z jednej strony miałam bloki i trzepaki, a za ulicą pola, ogródki działkowe, górki, a nawet bunkry - idealne tereny do zabawy w podchody, co często robiłam jako dziecko ;).

PATRYCJA NAPIERAŁA: Moja rodzina pochodzi z różnych zakątków Polski, ja natomiast jestem rdzenną poznanianką :). Poznań jest mi szczególnie bliski, jest wiele miejsc, do których chętnie powracam, będąc w stolicy Wielkopolski. Jednakże najbardziej cennym dla mnie jest słynna "górka" na ratajach, na której powstawały pomysły na nowe zespoły, która zimą służyła do zjeżdżania na sankach, a latem można było grać na instrumentach całymi nocami. Na górce spotykałam się z przyjaciółmi, świętowałam sukces po zdanych sesjach egzaminacyjnych, tam też rozpakowałam swój pierwszy i jedyny profesjonalny bodhran, czy przeżywałam rozterki miłosne :).

MAGDALENA WIECZOREK-DUCHEWICZ: Hmm, ja z Warszawy. Pałac Kultury i inne warszawskie pejzaże w tle :). Jako dziecko najwięcej czasu spędzałam na Bemowie, gdzie mieszkałam z rodzicami oraz na Mokotowie gdzie mieszkały moje babcie. Bemowo w czasach mojego dzieciństwa, nie było specjalnie atrakcyjne. Ot, po prostu blokowisko na końcu miasta. Mieszkaliśmy na ósmym piętrze.  Z mojego okna z jednej strony widać było pola kapusty i ziemniaków, które rozciągały się po horyzont, a z drugiej strony las i wysypisko śmieci na Radiowie.
 
Hela w wianku, fot. arch. HM
Hela w wianku, fot. arch. HM

Skąd pochodzisz "rodzinnie" - czy w historii rodziny są szczególnie ważne osoby? Czy w twoim domu obecne były elementy tradycyjne - na co dzień, na święta?
HELENA: Moja rodzina jest wielokulturowa i bardzo rozproszona po Polsce i świecie. Płynie we mnie krew nie tylko polska, ale też ukraińska, austriacka, żydowska, litewska, tatarska, rosyjska. Myślę że właśnie dlatego tak mocno fascynuje mnie muzyka korzeni z całego świata, nie tylko polska i wszędzie znajduję coś, co mocno porusza moją duszę.

MARTA: W mojej rodzinie pełno było tzw. aktywistów społecznych - dziadek wraz z babcią prowadzili harcerstwo, mama wiecznie angażowała się w organizowanie koncertów i przedstawień. Jednym z  punktów stałych w całym roku były jasełka które wystawiało się w kościele w czasie świąt Bożego Narodzenia. Mój dom zamieniał się wtedy w miejsce prób, zlatywało do nas pół wsi - dzieciaki wraz z rodzicami, my uczyliśmy się swoich ról, mamy szyły kostiumy, tatusiowe robili scenografię, moja mama uczyła nas kolęd oraz emisji głosu, każdy grał na tym co potrafił i jak potrafił najlepiej, a ja - jako że grałam na wiolonczeli - byłam naczelną basistką. To były fantastyczne czasy. Najlepiej wspominam jasełka w których byłam diabłem i byłam zakochana w herodzie :) Coś mi z tego diabła zostało do dziś :).

JUSTYNA: Pochodzę z Krakowa :) w rodzinie mamy równouprawnienie - nie ma osób szczególnie ważnych :).

PATRYCJA: Pochodzę z Poznania jednakże sporo czasu spędzałam w Drzeńsku Wielkim, rodzinnej wiosce mojej mamy w dawnym województwie zielonogórskim. Szczególnie ważną osobą w moim życiu był dziadek. Była to jedyna osoba w rodzinie, która miała cokolwiek do czynienia z muzyką. Dziadek grał na akordeonie, a ja byłam w nim bez kresu zakochana. Będąc małym brzdącem podgrywałam mu pięknie uderzając drewnianymi łyżkami we wszystkie zdobyte garnki i miski. Jak nas babcia już nie mogła słuchać to chodziliśmy do stodoły i graliśmy koncerty dla krów, kur i świń. Ależ to były występy :). Od zawsze babcia i wszystkie siostry i bracia mojej mamy wspierali mnie w moich garnkowo-miskowych rytmach i aż do dzisiaj bardzo mi kibicują :).

MAGDA: Jako dziecko sporo czasu spędzałam z babciami. U babci Helenki było kakao z pianką i szarlotka jakiej nikt już teraz zrobić nie potrafi. Nieopodal mieszkania babci były ogródki pracownicze. Często tam chodziłyśmy. Babcia miała swoją działeczkę, uprawiała na niej kwiaty i warzywa a ja się tam bawiłam. Z czasem spędzonym u babci Helenki kojarzy mi się jeszcze stukot starej maszyny do szycia. Babcia była krawcową i ciągle też coś szyła, poprawiała, przerabiała... Słuchała Polskiego Radia, najchętniej wtedy, gdy szła muzyka źródeł. Wtedy śpiewała razem z radiem :). Nauczyła mnie robić wycinanki z papieru i miała czarnego kota.
Moja druga babcia, Danusia była wielką elegantką, miała niesamowitą biżuterię i kolekcję kryształów. Jeździła po świecie w czasach, gdy to było prawie nie możliwe. Była nawet w Indiach. Czas z nią spędzało się na słuchaniu jej opowieści o podróżach i przygodach. Pamiętam, że na wszelkie święta, imieniny, urodziny itp. do babci Helenki schodziło się mnóstwo ludzi - cała rodzina, znajomi. Wszyscy śpiewali, zaczynało się od repertuaru okazjonalnego (kolędy, czy piosenki urodzinowe, zależnie od okazji) a potem szło już wszystko co się komu podobało. Dużo piosenek ludowych ale też i arie operowe, pieśni patriotyczne, "Marsze Mokotowa" itp. Jeśli chodzi o elementy tradycyjne to nie byliśmy chyba jakoś specjalnie oryginalni w obchodzeniu świąt.
 
Wykopki, fot. arch. HM
Wykopki, fot. arch. HM
 
Czy kultywujesz dziś jakieś specjalne tradycje - te ogólne ale też typowo rodzinne?
HELENA: Jestem wegetarianką, więc tradycyjnie nie jadam mięsa. Lubię zmiany i kiedy tylko wpadam w jakieś skostniałe nawyki staram się to po jakimś czasie modyfikować, zmieniać. Nie lubię wpadania w kieraty, szufladki i schematy. Może dlatego nie kultywuję żadnych specjalnych tradycji.

MARTA: Przyznaję że nie kultywuję szczególnie tradycji rodzinnych, jestem wolnym duchem, lubię zmieniać miejsce, otoczenie, lubię poznawać różne tradycje, rytuały, ale do niczego się nie przywiązuję.

JUSTYNA: W mojej rodzinie obchodzi się święta. Jesteśmy ze sobą bardzo blisko. Okres Świąt to dla nas tradycja rodzinna - czasem, który spędzamy razem, przy stole, zajadając tradycyjne potrawy, które przyrządzamy wspólnie oraz biesiadując.

PATRYCJA: Obchodzę święta w gronie najbliższych. Bardzo ważną kwestią jest dla mnie po prostu spędzenie z nimi tego czasu. Jak w każdej rodzinie, tak i u nas do tradycji należy ubieranie choinki czy dzielenie się opłatkiem - bez względu na wyznawaną wiarę - raczej chodzi o symbolikę. Bardzo ważnym elementem jest również wspólne śpiewanie kolęd, spacery czy po prostu rozmowa. Często też śpiewaniu towarzyszy gra na instrumentach, a także wspólne zabawy, bez względu na wiek. Z pewnością jednym z najważniejszych momentów dla nas jest tzw. "przemowa" głowy rodziny (osoby najstarszej), rozpoczynająca wspólne świętowanie i podsumowanie czasu poprzedzającego święta.

MAGDA: Szczerze powiedziawszy poza słuchaniem muzyki źródeł nie kultywuje jakichś szczególnych tradycji. Babcie odeszły z tego świata, więzy rodzinne rozluźniły się. Ja nie czuję się katoliczką, więc nie przykładam specjalnie wagi do obchodzenia świąt w wymiarze religijnym. W okresie świąt odpoczywam. Sympatyzuję bardziej z tradycjami pogańskimi, takimi jak np. topienie marzanny. Ma to dla mnie wymiar symboliczny, pozbycia się tego co już mi mentalnie niepotrzebne. Na co dzień prowadzę dość niezrytualizowany tryb życia, nie mam specjalnych zwyczajów. Każdy dzień u mnie wygląda inaczej, bo wykonuję wolny zawód.
 
Poznań, fot. PN
Poznań, fot. PN
 
Szczególne miejsce, w którym mieszkasz lub byłaś - co polecasz, co warto odwiedzić zobaczyć, może przeżyć "nieprzewodnikowego"?
HELENA: Oprócz gór, które do końca życia pozostaną dla mnie najukochańszą krainą, uwielbiam Morze Północne. Latem można tam zaobserwować niesamowite zjawisko – świecące glony. To jedno z najbardziej magicznych przeżyć w moim życiu, jak pływanie w brokacie albo w gwiazdach. Trudno to opisać, więc polecam się wybrać!

MARTA: Mam parę swoich ukochanych miejsc do których wracam, nie chcę ich zdradzać gdyż są to moje miejsca, takie w których nie ma hałasu, ludzi, zgiełku. Jest tylko cisza i bezczas. Jednym z takich miejsc są kurpiowskie lasy i nadbużańskie łąki.

JUSTYNA: Mieszkam w Warszawie, a jak już wspomniałam, pochodzę Krakowa - nic dodać nic ująć :).

PATRYCJA: Od prawie dziesięciu lat mieszkam w Warszawie, a tydzień temu stałam się oficjalnie warszawianką. Miasto to jest bardzo barwne i  różnorodne, zarówno pod względem kulturowym jak i przyrodniczym. Szczególnie polecam wypoczynek w Kampinoskim Parku Narodowym, który oferuje przede wszystkim odpoczynek od zgiełku miasta. Z kolei w Poznaniu polecam odwiedzić festiwal Ethnoport, który zrzesza co roku ciekawych artystów i oferuje warsztaty instrumentalne. Moim zdaniem, Polska to jedyny w swoim rodzaju kraj, w którym mamy wszystko, od morza przez jeziora aż po góry :).
Sama za tegoroczny cel obrałam sobie zamki polskie, które mnie fascynują. Tradycją się stało, że co roku jeżdżę do Biebrzańskiego Parku Narodowego. Najlepiej wybrać się tam na przełomie kwietnia i maja kiedy ptaki migrują i obierają sobie ten teren jako miejsce odpoczynku i żerowisko. Biebrzańska flora budzi się do życia, bagna przybierają złoty kolor a łosie wróciły już z lasów po zimie. Natura właśnie wtedy, jak nigdy daje się podglądać i podsłuchiwać :).

MAGDA: Mieszkam teraz w Laskach pod Warszawą, nieopodal Puszczy Kampinoskiej. Las jest dla mnie ważnym miejscem, kiedy mam chwilę staram się go odwiedzać. Z takich ważnych dla mnie miejsc polecam też Puszczę Białowieską, szczególnie w okresie rykowiska. Gody jeleni to niesamowity spektakl dźwiękowy. Jeśli weźmiemy ze sobą noktowizor to można też zobaczyć walki byków. Trzeba się tylko przygotować na spędzenie kilku wieczornych godzin w lesie.
 
Same Suki, fot. arch. zespołu
 
Jedzenie - masz w swoim menu coś nietypowego, a może jesteś mistrzem jakiejś potrawy, napoju?
HELENA: Jestem wegetarianką i od kilku lat niezmienne przepadam za wegańskim blogiem Jadłonomia. Stałam się mistrzynią wegetariańskiego rosołu, który wymaga spokoju i bardzo długiego gotowania. 
 
MARTA: Jestem absolutną fanką sushi, mogę je jeść zawsze, wszędzie i w każdej ilości - zupełnie nie wzruszają mnie ciastka bądź też słodycze, nie lubię też za długo stać przy garach także to danie zdecydowanie na śniadanie, obiad i kolację :).

JUSTYNA: Indyk w sosie arachidowym (bardzo ostro przyprawiony) - przepis i krem arachidowy przywieziony od mojej rodziny z Kamerunu.

PATRYCJA: Na to pytanie mogłabym odpowiedzieć pisząc książkę ;). Postaram się jednak napisać krótko. Od trzech lat jestem wegetarianką i nigdy nie czułam się lepiej, zarówno pod względem zdrowotnym jak i psychicznym. Po pierwsze dieta wegetariańska zmotywowała mnie do poszukiwań nowych smaków i przyrządzania niebanalnych potraw, a po drugie dzięki niej mogę przemawiać językiem zwierząt. Podobno przyrządzam wyśmienite zupy. Napisałam "podobno", ponieważ trudno jest mi siebie samą ocenić :). Osobiście mogę się pochwalić bardzo dobrym i zdrowym dressingiem, jaki przyrządzam do sałatek. Opiera się głównie na cytrynie, pulpie pomidorowej, imbirze, czosnku, oliwie, occie balsamicznym, przyprawach itd. Zainteresowanym mogę przepis podać na priv :). Przepis zaczerpnięty od przyjaciółki z zespołu i zmodyfikowany wedle własnego smaku :). Generalnie mam trzy pasje w życiu: muzyka, fotografia i gotowanie. Muzyka oprócz pasji jest moim zawodem, fotografia jest odizolowaniem się od świata, a gotowanie - prawdziwym wyżyciem!!!

MAGDA: Lubię piec ciasta. Moją specjalnością docenianą nie tylko przez tradycjonalistów jest keks oraz sernik. Przepisy znam od mojej mamy. Wydaje mi się, że są one dość zwyczajne, ale proszę bardzo.

Przepis na sernik:
Składniki:
Pół kilo sera twarogowego (najlepiej śmietanowego)
4 jajka
¾ szklanki cukru
1 opakowanie budyniu waniliowego (40 gram, można go zastąpić mąką ziemniaczaną)
pół kostki masła
zapach waniliowy
skórka pomarańczowa.
 
Żółtka trzeba oddzielić od białek, połączyć z cukrem, serem, budyniem i zapachem waniliowym. 
Rozpuścić w rondelku masło na wolnym ogniu i połączyć  z wcześniej zmieszanymi składnikami. 
Potem ubić białka na sztywną pianę i dodawać do przygotowanej masy na przemian ze skórką pomarańczową.
Tak przygotowane ciasto wlewam do blachy wyłożonej papierem do pieczenia i wstawiam do nagrzanego (do 180 stopni) piekarnika na około 40 minut.
Ciasto sprawdzam patyczkiem czy już się nie ciągnie.
 
PATRYCJA: Ok, dość tego przesłuchania. Mój kot właśnie dał mi do zrozumienia, że on jest ważniejszy niż wszystkie pasje świata. Usiadł na klawiaturze, także game over! [śmiech]

pytała: Iśka Marchwica
zdjęcia: prywatne Marta Sołek, Helena Matuszewska, Magda Wieczorek, Patrycja Napierała, Same Suki
fot. zespołu: Bartek Muracki 
Szanowna Użytkowniczko, Szanowny Użytkowniku, zanim klikniesz „Przejdź do serwisu” lub zamkniesz to okno, prosimy o przeczytanie tej informacji. Prosimy w niej o Twoją dobrowolną zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz przekazujemy informacje o tzw. cookies i o przetwarzaniu przez nas Twoich danych osobowych. Klikając „Przejdź do serwisu” lub zamykając okno, zgadzasz się na poniższe. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres. Zgoda Jeśli chcesz zgodzić się na przetwarzanie przez Etnosystem.pl Twoich danych osobowych, które udostępniasz w historii przeglądania stron i aplikacji internetowych oraz danych lokalizacyjnych generowanych przez Twoje urządzenie, w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i w aplikacjach w celu ustalenia Twoich potencjalnych zainteresowań dla dostosowania reklamy i oferty) w tym na umieszczanie znaczników internetowych (cookies itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie takich znaczników, kliknij przycisk „Przejdź do serwisu” lub zamknij to okno. Jeśli nie chcesz wyrazić zgody kliknij „Zamknij”. Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Powyższa zgoda dotyczy przetwarzania Twoich danych osobowych do śledzenia statystyk Google Analytics czy wyświetlania Ci dedykowanych reklam.
Więcej informacji Przejdź do serwisu Zamknij