Dagadana: Instrumenty twojej walki mogą być różne i może to być miłość

Dagadana - fot. mat. prasowe
Ile to pracy i zachodu! I skąd wziąć pieniądze na to, by nagrać płytę z muzykami, z którymi nie można porozumieć się w żadnym mówionym języku? Zdecydowana większość zniechęciłaby się już na samym etapie planowania, ale dla zespołu Dagadana to zdecydowanie za mało, by nie wybrać się na Daleki Wschód i nie przełamać barier. Tych kulturowych, mentalnych, czy politycznych. Z Dagą Gregorowicz i Daną Vynnytską rozmawiamy na poważnie, o tym czy warto było przez cztery lata podróżować między Chinami i Polską oraz reakcji na wydarzenia na Majdanie. Ale też i trochę na żarty o tym, czy Polacy różnią się od Ukraińców i co z rumieńcem na twarzy podśpiewuje babcia Dagi.
 
Agnieszka Lakner, Etnosystem.pl: Można uznać, że wasz pomysł na nagranie płyty "Meridian 68" graniczył z szaleństwem. Poniekąd określacie ją jako "szaloną wizję". Na czym to szaleństwo dokładnie polegało?
Daga Gregorowicz: Każdy, komu mówiliśmy o tej płycie jeszcze przed nagraniem, najzwyczajniej w świecie chwytał się za głowę - ile to zachodu, ile pracy, aby wszystko się udało, skąd wziąć pieniądze? W swoich działaniach nie zastanawiamy się, czy coś przyniesie nam korzyść finansową, czy jak długo będziemy spłacać daną płytę. Nie ma dla nas żadnych ustępstw ani kompromisów, jeżeli chodzi o jakość nagrań, czy wizualną stronę płyty. Wszystko realizujemy tak, jakbyśmy mieli miliard dolarów. Na pewno mamy determinację za miliard dolarów.
 
Dana Vynnytska: W Chinach spotkało nas bardzo wiele przygód - na przykład Mikołaj podczas jednej z prób akustycznych bardzo niefortunnie zeskoczył ze sceny i musiał chodzić o kulach. Można byłoby się załamać, zapytać - po co to wszystko? Lepiej siedzieć w domu, wygodnie w foteliku i pić herbatkę. Jednak to, co przeżyliśmy podczas nagrywania płyty i dzięki czemu teraz rozmawiamy pokazuje nam, że warto było!
 
 
Na podróżach między Polską a Chinami spędziliście cztery lata, koncertując i nagrywając płytę. Jak to wszystko się zaczęło?
Dana: Pierwszy raz pojechaliśmy do Chin w czerwcu 2012 roku z okazji meczu otwarcia Euro, zagraliśmy wtedy w największej telewizji. Nie wiedzieliśmy, czego możemy się spodziewać i czego oczekiwać. Chiny są krajem interesującym i pociągającym, ale też – co sobie uświadomiliśmy jeszcze przed wyjazdem – jest to kraj zupełnie inny niż nasze kraje demokratyczne. Przed wylotem okazało się, że nie da się wyrobić wizy w Kijowie w ciągu jednego dnia, tak jak myślałam, ponieważ jadąc do Chin na koncerty, musieliśmy przejść przez cenzurę sprawdzającą teksty, które śpiewamy.
 
Czy coś wam ocenzurowano?
Dana: Na szczęście nie, bo trzeba zaznaczyć, że nasza muzyka jest apolityczna. Śpiewamy o uniwersalnych rzeczach - miłości, relacjach międzyludzkich, o problemach filozoficznych. Dla człowieka żyjącego w XXI wieku, gdy sztuka współczesna czasami jest na tyle szalona, że samemu by się ją ocenzurowało, był to prawdziwy szok. Pomimo to Chiny na tyle nam się spodobały, że zaczęliśmy za nimi tęsknić, tak jak za naszymi rodzimymi krajami. W lipcu 2013 roku powróciliśmy do Chin, gdzie zagraliśmy koncert na wielkim festiwalu w Forbidden City, potem graliśmy w maleńkiej wiosce Malan, w której byliśmy pierwszymi obcokrajowcami. Gdy spotkaliśmy się z North Lab, zespołem muzyków z Chin (AIYS Song) i Mongoli (HASSIBAGEN) graliśmy wspólnie przez parę godzin. To było wielkie uniesienie artystyczne, miałam wrażenie, jakby wszystko na świecie, poza naszą muzyką, przestało istnieć. Czuliśmy tak wielką bliskość, że mieliśmy wrażenie, że czytamy w swoich myślach, a jeden utwór przechodzi w drugi. Później graliśmy też długi jam w mongolskiej knajpie w Hutongach i tak nam się spodobało to wspólne muzykowanie, że zagraliśmy koncerty dla Chińskiego Radia Ludowego CRI. Naturalnie powstało też pytanie: kiedy płyta? Zaczęliśmy, więc o tym marzyć.
 
Daga: W 2014 roku dostaliśmy się na Showcase na najważniejszych targach muzycznych Sound of The Xity (SOTX). Dla nas to było zielone światło, że możemy w tym kierunku coś zrobić. Aby polecieć do Chin, trzeba było mieć powód, a dostanie się na takie targi, to był numer jeden na podróż. To był bardzo intensywny czas, bo bardzo mało spaliśmy i każdą godzinę wykorzystywaliśmy na to, aby móc albo razem muzykować, albo pójść na wywiad albo zagrać dodatkowe koncerty.
 
Dana: Były dni, że mieliśmy napięty grafik i zaczynaliśmy próby już o 6:30 rano.
 
Jak odebraliście zupełnie odmienną, daleką i trudną w zrozumieniu kulturę i kraj, jakim są Chiny?
Daga: Na początku czuliśmy się, jak dziecko-odkrywca, na które codziennie, na każdym kroku czai się coś nieznanego, a wokół jest mnóstwo tajemniczych bodźców do odkrycia. Cieszyliśmy się z drobnych rzeczy, a kiedy trafiasz do zupełnie innej kulturowo przestrzeni, musisz się czasem tez przystopować, żeby nie wyglądać na kogoś nienormalnego. Chodzisz jak we śnie. Po kilku wizytach nasz sen zaczął przemieniać się w rzeczywistość - mamy już swoje ulubione knajpki i miejsca. Wiele krajów i ludzi można źle zrozumieć, jeżeli nie próbuje się z nimi rozmawiać i poznawać ich kulturę. Od sposobu przywitania się, czy różnych codziennych zasad savoir vivre, które mogą zupełnie inaczej wyglądać, każde zachowanie można uznać za niestosowne. I nagle okazuje się, że to nasze zachowanie jest nie na miejscu. Chiny mają tak bogatą tradycję, niesamowite zabytki, fantastyczne jedzenie i ciekawą kulturę osobistą, jeśli chodzi o ludzi zajmujących się sztuką, że czuliśmy się, jak w bajce. To jednak też kraj wielu zagrożeń i bolesnych spraw, które powodują, że niektórzy nigdy tam nie pojadą ze względu na nie szanowanie praw człowieka. Tę złą stronę Chin również widzieliśmy, ale skupiamy się jednak na ich plusach. 
 
Nie mieliście problemów z porozumieniem się z muzykami z North Lab? W końcu nie posługujecie się żadnym wspólnym językiem. To stawia pewne granice we współpracy?
Daga: Nie mogliśmy się dogadać w żadnym języku oprócz tego muzycznego. W momencie, gdy doszło do wymiany kulturowej, do tego twórczego spotkania, okazało się, że tych granic tak wiele między nami nie ma. Zaczęliśmy po prostu naturalnie ze sobą grać. North Lab grali podobne rzeczy, które pojawiały się u nas w głowach, a szkoda nam było czasu na tłumaczenie.
 
Mówisz, że wspólnym dla was językiem był język muzyczny, ale przecież samo zrozumienie chińskiej muzyki jest już też sporym wyzwaniem.
Dana: Była to dla nas tabula rasa –  to inne skale i inny muzyczny wyraz.
 
Daga: Zrozumienie chińskiej muzyki, wydawało się ciężkie i dziwne w odbiorze. Kiedy jednak zaczęliśmy wszystko rozpisywać w systemie nutowym i próbowaliśmy zaaranżować po swojemu, odkryliśmy jej piękno. W ten sposób przetłumaczyliśmy ją sobie na nasz język,  tak powstało "Kangding Qingge", które śpiewamy po chińsku. Dopiero, gdy to nagraliśmy, dowiedzieliśmy się, że jest to jeden z najważniejszych chińskich utworów ludowych, który nawet został wysłany w kosmos przez NASA. Śpiewał go też Placido Domingo.
 
Zastanawiam się, ile czasu zajęło wam nauczenie się jej tekstu, zwłaszcza gdy wezmę się pod uwagę, że język chiński w dużej mierze zależy od intonacji?
Dana: Nauczenie się śpiewu w języku, który ma swoje, ciekawe fonemy jest bardzo trudne, najlepiej wyuczyć się tekstu na pamięć.
 
Daga: Parę osób czuwało nad tym, abyśmy w miarę rzetelnie oddały tekst. Jednak podczas śpiewu tony zanikają, a ta piosenka jest akurat na tyle popularna, że wszyscy Chińczycy znają jej tekst i domyślają się z kontekstu, jakie jest jego znaczenie. Zdajemy sobie sprawę z tego, że nie jest to doskonale zaśpiewane pięknym językiem chińskim, ale to też ma swój urok. Kiedy Dana śpiewa w Polsce z ukraińskim akcentem, jest to przyjmowane, jako urocze, ja z kolei śpiewam na Ukrainie z polskim akcentem, więc wiemy, że to działa także na plus.
 
Czy słowiański materiał zawarty na płycie znacie z tradycji kultywowanych w waszych rodzinach?
Dana: Pochodzę z rodziny, w której zawsze się śpiewa i to właśnie z domu wywodzi się moja potrzeba i chęć śpiewania. Wszystkie wydarzenia rodzinne odbywały się ze wspólnym śpiewem przy stole. Kiedy moi dziadkowie żyli, spotykaliśmy się w ten sposób, co niedzielę. Babcia lepiła pierogi ruskie, na Ukrainie znane jako warenki, i zawsze przy tym wspólnie śpiewaliśmy.
 
Daga: W mojej rodzinie wielkiej tradycji przekazywania utworów nie było. Najzwyczajniej w świecie śpiewało się na przykład przy wspólnym gotowaniu. Od dziecka uwielbiałam opowieści moich dziadków o tym, jak to było kiedyś. Babcia śpiewała mi nie tylko piosenki tradycyjne, ale też te z młodości i przedwojenne, kiedy chodziła na potańcówki, kiedy poznała mojego dziadka. Czerwieniąc się śpiewała też pod nosem piosenki kabaretowe, te dowcipne.
 
Wykorzystujecie tradycyjne pieśni z regionu łemkowszczyzny, Wielkopolski czy Podola. Jak do nich docieracie?
Daga: Nie kierujemy się zasadą, że teraz będziemy szukać materiału na płytę. To wszystko dzieje się w całkiem naturalny sposób. Niektóre pieśni przekazywane są nam przez naszych dziadków, czy rodziców, niektóre jednak bierzemy z nagrań archiwalnych, czy zapisów nutowych. Największą radością jest ten ludzki czynnik, kiedy mamy możliwość spotkania z mistrzem – babcią, dziadkiem, czy wiejskim muzykantem. Na płycie znalazła się piosenka "Rano rano raniusieńko", którą nauczyła mnie pani Anna Chuda z Biskupiny, z Posadowa na warsztatach w Starej Krowi i mimo, że podczas tych warsztatów pani Ania przekazała nam bardzo wiele piosenek, to tę jedną od razu słyszałam przerobioną przez nasz zespół. Nie zamykamy się tylko i wyłącznie na muzykę świata, czego dowodem jest nasza płyta z poezją Różewicza. Czujemy się swobodnie w różnych gatunkach i stylach, a każda płyta jest zapisem danego czasu.
 
 
"Meridian 68" jest też bardzo osobista, zwłaszcza dla Dany. Kiedy ją nagrywaliście na Ukrainie rozpoczęła się rewolucja. Czy "Plewy kacza po Tysyni", ulubiona piosenka jednej z pierwszych ofiar, stała się waszą odpowiedzią na wydarzenia, które działy się na Majdanie?
Daga: Kiedy wybuchła rewolucja na Majdanie zespół na chwilę przestał istnieć, zawiesiliśmy swoją działalność, bo nie byliśmy w stanie grać koncertów. Dana była roztrzęsiona, a ja nie wiedziałam, jak ją podnieść na duchu.
 
Dana: Wchodziliśmy do studia w kwietniu 2014, po najgorszych wydarzeniach na kijowskim Majdanie. Przeżyliśmy to bardzo emocjonalnie i przez długi czas nie mogłam myśleć ani o koncertach, ani o śpiewaniu. Gdy Krym został zaanektowany zrozumiałam, że to, co męczy cię w środku, nie jest dobrym sposobem walki ze złem. Kiedy jestem na scenie i mam przed sobą mikrofon, mogę przekazywać nie tylko treści artystyczne, ale też te ważne dla mnie i mojego narodu. Na koncertach opowiadałam o rosyjskiej propagandzie, jak ważne jest dla nas wsparcie, które otrzymaliśmy od Polaków we wszystkich płaszczyznach, za które dziękujemy. Chciałabym by ludzie byli mądrzy i nie poddawali się prowokacjom mediów i innych instrumentów. "U poli bereza" – niby liryczny, ale o wojennej historii utwór, gdy syn wraca do matki z wojny, ma też ważne przesłanie traumy, którą człowiek przynosi z wojny po wszystkich przeżyciach. To bardzo aktualny dla mnie temat. Instrumenty twojej walki mogą być przeróżne, moim jest miłość.
 
Daga: Razem z Ukraińskim Konsulatem Honorowym w Poznaniu współorganizowałam akcję pomocy Ukraińcom. Dana przestała myśleć o wojnie i zauważyła, że swoje myśli i żal może przerodzić w pomoc. Zaczęła więc organizować podobne akcje we Wrocławiu – odwiedzała w szpitalu rannych żołnierzy, którzy przyjeżdżali do Wrocławia, rozmawiała z nimi, podtrzymywała ich na duchu. Utwór nagrywaliśmy w czasie, gdy sprawa Majdanu była jeszcze bardzo świeża. Czuliśmy naprawdę głęboką potrzeba zareagowania i wyrzucenia z siebie tego przeraźliwego bólu. W Chinach, zagraliśmy ten utwór chłopakom z zespołu i wytłumaczyliśmy im, co się dzieje na Ukrainie. Zaczęli płakać, a nagrywając go byli bardzo rozdygotani. Te emocje słychać. Teraz nie mówi się o tym, że na Ukrainie, gdzie stale nie ma pokoju, codziennie giną ludzie. Na początku były to pojedyncze osoby, których imiona i nazwiska można było wymienić, a nad ich losem każdy mógł się pochylić i oddać im cześć. Teraz giną tysiące ludzi, a media na całym świecie o tym zapominają. Na koncertach prosimy więc o chwilę zadumy i o modlitwę oraz o to, abyśmy nigdy nie dotknęli takiej totalnej znieczulicy.
 
 
Czy jako polsko-ukraiński zespół, który łączy oba kraje wspólną słowiańską tradycją, jesteście w stanie wskazać różnice pomiędzy Polakami a Ukraińcami?
Daga: Mnie te różnice już się trochę zatarły… Niezwykła dla mnie jest melodyka języka ukraińskiego, która wprowadza dużo delikatności w brzmieniu muzyki. Jest dużo utworów ukraińskich, w których słychać lament i żal, być może też takie utwory wybieramy. Dana zauważyła, że Polacy nawet w tych ludowych pieśniach, potrafią cieszyć się z małych rzeczy. Chociaż jest bieda, człowiek zawsze znajdzie jasną stronę sytuacji. Piosenka "Jestem sobie starobzina" właśnie o tym opowiada. W Polsce człowiek bardziej skupia się, na tym, co ma – dziurawy samochód, czy rodzinę.
 
Dana: Mamy bardzo dużo wspólnego i nigdy nie czułam się w Polsce, jak zagranicą. Nie da się ukryć, że rzeczywiście macie o wiele lepsze drogi, czy więcej Starbucksów na kilometr kwadratowy, ale pod względem mentalnym jesteśmy sobie bardzo bliscy. Cenię sobie przede wszystkim polski humor - to, że Polacy potrafią się z siebie pośmiać. Ukraińcy są bardziej szczerzy i naiwni, jak dzieci. Jesteśmy bardzo uczuciowym narodem i bardzo fajnym – to powiem bez żadnych skromności. Jestem dumna ze swojego narodu, szczególnie po wydarzeniach na Majdanie.
 
Wizualna strona płyty została przygotowana przez Olgę Kravchenko – ukraińską ikonopisakę. Jaka symbolika kryje się za grafiką dołączoną do płyty?
Daga: Bardzo chcieliśmy, aby Ola Krawchenko wykonała jedną pracę przedstawiającą Słowiankę, a drugą Azjatkę - Mongołkę albo Chinkę. Inspiracją były ludowe stroje weselne. Efektem są dwie prace na okładce płyty i krajobrazy – słowiański, czyli jezioro, rybak łowiący ryby, szuwary i mongolski z wojownikiem na koniu, jurtami, ptakami. Ten ukraiński i mongolski step był też często dla nas wspólnym mianownikiem, bo gdy śpiewaliśmy i tłumaczyliśmy, o czym jest jakaś piosenka, chłopaki mieli na to swoją odpowiedź. W piosence "U poli bereza" gardłowy śpiew i poezja, którą napisała mongolska żona naszego przyjaciela opowiada właśnie o wielkim przywódcy koni, który pojawia się na stepie.
 
Dana: Ola, tak jak ja, wygrała stypendium polskiego Ministra Kultury 2008 roku, więc mogłyśmy poznać się bliżej. Jej styl jest zbliżony do ikon, a tworzone przez nią obrazy znajdują się w prywatnych kolekcjach na całym świecie. Jesteśmy fankami jej twórczości, więc bardzo cieszymy się z tej współpracy.
 
Przypomnijmy na koniec, że zapowiadana chińska premiera płyty będzie miała miejsce w październiku.
Daga: Tak, gramy na największym festiwalu muzyki świata w Chinach na Shanghai World Music Festival i wyruszamy w trasę.

Rozmawiała: Agnieszka Lakner
 
Szanowna Użytkowniczko, Szanowny Użytkowniku, zanim klikniesz „Przejdź do serwisu” lub zamkniesz to okno, prosimy o przeczytanie tej informacji. Prosimy w niej o Twoją dobrowolną zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz przekazujemy informacje o tzw. cookies i o przetwarzaniu przez nas Twoich danych osobowych. Klikając „Przejdź do serwisu” lub zamykając okno, zgadzasz się na poniższe. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres. Zgoda Jeśli chcesz zgodzić się na przetwarzanie przez Etnosystem.pl Twoich danych osobowych, które udostępniasz w historii przeglądania stron i aplikacji internetowych oraz danych lokalizacyjnych generowanych przez Twoje urządzenie, w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i w aplikacjach w celu ustalenia Twoich potencjalnych zainteresowań dla dostosowania reklamy i oferty) w tym na umieszczanie znaczników internetowych (cookies itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie takich znaczników, kliknij przycisk „Przejdź do serwisu” lub zamknij to okno. Jeśli nie chcesz wyrazić zgody kliknij „Zamknij”. Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Powyższa zgoda dotyczy przetwarzania Twoich danych osobowych do śledzenia statystyk Google Analytics czy wyświetlania Ci dedykowanych reklam.
Więcej informacji Przejdź do serwisu Zamknij