Adam Strug: Jesteśmy wykorzenieni

Adam Strug - fot. mat. prasowe
Adam Strug jest muzykiem nietypowym - wyraźnie rozgranicza działalność śpiewaka tradycyjnego od kreacji autorskiej. Przed rokiem wydał z zespołem Kwadrofonik "Requiem ludowe", by chwilę później zaskoczyć swoją "dziwną płytą" - "Mysz" nagrał z Wojciechem Waglewskim. Nam opowiada nie tylko o kwestiach muzyki ludowej, rozumieniu folkloru i patrzeniu, jak zanika tradycja, ale także niechęci do PRLu i jego wszechobecnej brzydoty.

Jadwiga Marchwica, Etnosystem.pl: Dziś pierwszy marca, w niektórych krajach i kulturach to dzień rozpoczęcia wiosny - na przykład Bułgarzy rozpoczynają dziś kilkudniowe świętowanie. Dla pana ten czas przejścia jest ważny?
Adam Strug: W Warszawie jest śnieg, więc do wiosny jeszcze daleko… W obliczu pogodowych przemian odczuwam rodzaj egzystencjalnego lęku. W odradzającym się życiu jest zarazem coś śmiertelnego, a w następstwie pór roku, w nieuchronności zmian - miażdżącego. Świat jest tyleż piękny, co przerażający.
 
Rok temu wydał pan z zespołem Kwadrofonik "Requiem ludowe"... 
"Requiem ludowe" jest zdecydowanie płytą grupy Kwadrofonik. Co prawda byłem źródłem repertuarowym - podałem motywy muzyki tradycyjnej, które zespół opracował - ale mimo, że jestem jako śpiewak frontmenem tej całości, to Kwadrofonikowi w owym dziele należy się pierwszeństwo.
 
Premiera zbiegła się z okresem wielkanocnym, temat zresztą też można powiązać z tymi świętami - czy ten czas miał jakiś wpływ podczas pracy nad tym albumem?
Jest w obrzędowości, w tradycjach i pieśniach lirycznych naturalne odniesienie się do cyklu przemijania. Mnie najbardziej bardziej interesuje w tym warstwa liryczna.
 
 
Która, dodajmy, nie jest łatwa. Tradycje pieśni bożonarodzeniowych nie słabną, są obecne w popkulturze, życiu każdego z nas. Dlaczego tak piękne polskie pieśni, jakimi są pieśni wielkopostne i żałobne, nie trafiają do ogólnego obiegu?
To, że nie jest obecna wiąże się ze zmianą języka. Stara muzyka jest rodzajem języka. Wraz z odrzuceniem tradycyjnej obrzędowości, naturalnego śpiewu, na rzecz "antykultury masowej", czy też kultury amerykańskiej, kultura tradycyjna odkleja się od rzeczywistości. Z tym, że to nie ona jest przyczyną - przyczyną są zmiany społeczne, a w ślad za nimi także polityczne. To, że jej nie ma, że zanika, mnie nie dziwi, choć oczywiście bardzo martwi. Tradycyjne tropy muzyczne są zastępowane przez nienajlepszego sortu importy - to się dzieje zdecydowanie ze szkodą dla polskiej kultury i naszej indywidualnej wrażliwości. Ale czy ma sens polemizowanie z walcem historii? Tak to po prostu wygląda, nic z tym nie możemy zrobić, choć też nie potrafię patrzeć na ten proces okiem przyrodnika jedynie. Trzeba robić swoje poprzez własną pracę i - jeśli to możliwe - poprzez oddziaływanie na jak największą grupę ludzi.
 
Ten "walec historii" przypomina mi wielokrotnie podnoszony temat zmian w muzyce, kapelach ludowych. Pytanie, czy keybord albo gitara elektryczna ma prawo grać w takim zespole wraca co jakiś czas, jak bumerang.
To bardzo ciekawe zagadnienie. Jeśli chodzi o instrumentarium, takie zmiany zachodziły zawsze. Jednym z momentów, bardzo spektakularnych, było pojawienie się akordeonu. To jest instrument chowu niemieckiego, z lat 60. XIX wieku, który tak zawojował wyobraźnię instrumentalistów w Europie, że właściwie wyparł skrzypce, jako podstawowy instrument w składach tradycyjnych. Teraz jest podobnie i trudno z tym polemizować. Widziałem w zespołach kultur tak wyrafinowanych, jak arabska czy perska, muzyków korzystających z keybordów. I żeby było śmieszniej, w ogóle nie kolidowało to u nich z ich tradycyjnym sposobem śpiewania - poza skalami klawiaturowymi. Jak widać, istnieje więc takie przesunięcie, czyli kultywowanie tradycji za pomocą nowoczesnego sprzętu. 
 
Pan sam gra na akordeonie.
Nie był to jednak mój wybór - kiedy miałem sześć lat, w sierpniu ojciec przyniósł do domu akordeon, a we wrześniu zapisał mnie do szkoły muzycznej. Mam nadzieję jednak, że ten wybór nie szkodzi mojej muzyce. W twórczości autorskiej jestem eklektyczny, jak cała współczesność. W muzyce tradycyjnej zaś staram się zachować postawę jak najbardziej zachowawczą - i w doborze materiału i w sposobie wykonania.
 
 
Istotny w tym wykonawstwie jest pański głos - silny i charakterystyczny. Pracował pan nad tym brzmieniem w jakiś szczególny sposób?
Ten rodzaj śpiewania można nazwać tradycyjnym, plemiennym, lub naturalnym. Śpiew jest czynnością fizjologiczną - stąd określenie "naturalny", jest też czynnością zbiorową - stąd określenie "plemienny". To jest sytuacja, w której śpiewak jest jedynie instrumentem. To postawa odmienna od nowych obyczajów, w których sztuka wokalna służy autoprezentacji, autoekspresji śpiewającego. Tradycyjny śpiewak "służy" do tego, żeby opowiadać tę samą od wieków historię - o miłości, śmierci, nadziei, rozczarowaniu. W ten sposób jego sztuka odpowiada wspólnemu doświadczeniu egzystencjalnemu. 
 
Jest jakiś sposób, żeby tak śpiewać?
To jest śpiewanie naturalne - w sposób naturalny wydobywamy z siebie dźwięki, tyle ile fabryka dała i bozia ofiarowała talentu. Jest to rodzaj śpiewu pozbawiony amerykanoidalnych zdobień i manier tak zwanego śpiewu uczonego, za jaki od końca XVIII wieku uchodzi śpiew operowy. Każde etnograficzne plemię i każdy region ma właściwy sobie rodzaj śpiewu - proszę zwrócić uwagę, że tak samo jest u ptaków czy świerszczy. Podobnie jest z grupami ludzkimi. Jeśliby się wsłuchać w zbiory etnomuzykologiczne, okazuje się, że śpiewacy, śpiewaczki w jakiejś okolicy, na przykład białostocczyzny, lubelszczyzny czy radomszczyzny śpiewają bardzo podobnie w obrębie tych regionów. Jest to ni mniej ni więcej, tylko genetyczna cecha sposobu wydobywania dźwięku i zbiorowej muzycznej pamięci.
 
Śpiewacy z podłomżyńskiej wsi Mątwica z dwudziestodwuletnim Adamem Strugiem, fot. Alina Schramm
Śpiewacy z podłomżyńskiej wsi Mątwica z dwudziestodwuletnim Adamem Strugiem, fot. Alina Schramm
 
Pan miał okazję osobiście to sprawdzić - pojeździć po wsiach, posłuchać tych tradycyjnych śpiewaczek, niczym Kolberg?
Tu jest potrzebne sprostowanie - czasem w notatkach prasowych pojawia się informacja, że jestem etnomuzykologiem. Jestem, ale praktykiem, nie mam na to papieru uniwersyteckiego. Param się etnomuzykologią w tym sensie, że zbieram pieśni, odbyłem takich spotkań na wsi bardzo wiele. Zawodowo zajmuję się tym od dwudziestu pięciu lat, ale koncentruję się na jednym regionie, czyli na północno-wschodnim Mazowszu, a dokładnie wioskach drobnoszlacheckich i kurpiowskich w Łomżyńskiem. Te dwie grupy etnograficzne oddziela Narew. Badanie zależności między rytami muzycznymi obu plemion jest dla mnie niezwykle ciekawe i - że się tak wyrażę - muzycznie zapładniające. Podczas licznych podróży po Polsce zdarzało mi się poznać muzyków, tradycje ich regionów, nawet je rejestrować, ale nigdy nie wcielałem ich do swojego repertuaru, wychodząc z założenia, że jest to zupełnie inny muzyczny język. Na tym polega zachowawczość w kwestii muzyki tradycyjnej, ale też wydaje mi się, że jest to jedyny sposób, żeby zachować muzykę danego regionu. Nie jest dobrze, kiedy młodzi ludzie zaczynają partycypować w muzyce całego kraju, przeskakują z kwiatka na kwiatek. Skutkuje to tym, że koniec końców nie mówią biegle w żadnym z tych muzycznych języków. Konsekwencją może być, że nie będziemy mieć muzyki tradycyjnej polskiej jaką przekazywali nam nasi przodkowie, ale będziemy mieć do czynienia z nową jakością folkową.
 
Jaka jest różnica pomiędzy folkiem a tradycją?
To, co folkowe jedynie posiłkuje się muzyką tradycyjną. Muzyka tradycyjna jest wartością samą w sobie. Twórcy folkowi wybierają smaczki, żeby stworzyć własną sceniczną kreację, a w muzyce tradycyjnej śpiewak jest - tu się powtórzę - jedynie instrumentem. Śpiewak opowiadając od wieków tę samą historię, opowiada ją w owym dawnym, muzycznym języku. 
 
Pan w swojej muzyce autorskiej odwołuje się do różnych kultur - poszerza te muzyczne granice. 
Mam dwa skrzydła - w muzyce tradycyjnej zajmuję się wyłącznie muzyką polską, a w niej wyłącznie muzyką północno-mazowiecką. Terytorialnie, zakres moich zainteresowań ogranicza się do dwóch-trzech parafii zaledwie. W autorskiej muzyce robię to, co mi przyjdzie do głowy. I niewątpliwie na moje piosenki mają wpływ muzyczne lektury z innych stron świata.
 
 
Janusz Prusinowski powiedział mi jakiś czas temu w wywiadzie, że żeby sięgać po inne kultury, najpierw trzeba bardzo dobrze poznać swoje korzenie, swojego narodu.
I ta kolejność, o której mówi Janusz, jest właściwa - najpierw uczymy się rodzimego języka. Gdyby potraktować muzykę jak język - sprawa stałaby się bardziej oczywista. Muzyka nie jest tłem rzeczywistości, tylko jej istotną składową. Jest miarą kultury i kulturowej żywotności danej grupy. W muzyce i innych językach mamy idiomy, których się przetłumaczyć nie da, albo z wielkim trudem. W tym zagadnieniu jestem bardziej zachowawczy niż Janusz, bo uważam, że nie ma czegoś takiego, jak "człowieczeństwo" - są konkretni ludzie. Podobnie z muzyka polską. Oczywiście jest coś takiego, jak "muzyka polska", ale wyraża się ona w nieskończonej ilości muzycznych idiomów. To nie jest jakiś abstrakt, który można sobie wydestylować. Dlatego praktykując muzykę tradycyjną trzeba zachować rygor samoograniczenia. Po co? By dotrzeć do prawdy pierwowzoru.
 
Rok temu, niemal równolegle ze wspomnianym "Requiem ludowym" wydał pan autorską płytę - "Mysz". Odbiera pan ten materiał, jako "folklor miejski"?
"Mysz" jest płytą… dziwną. Piosenki tam zawarte to muzyka mojego autorstwa, teksty w połowie moje, w połowie polskich poetów, a tytułowa "Mysz" to tekst Lindsey’a w tłumaczeniu Roberta Sillera. Ma to związek z folklorem miejskim w tym sensie, że to są szemrane piosenki - o stosunkach damsko-męskich, o trudnych momentach w życiu i tak dalej. Produkcja muzyczna przypadła Wojciechowi Waglewskiemu, który opakował ten materiał we właściwą jego wrażliwości stylistykę. Istotne znaczenie dla brzmienia miały jego gitary, a dla formy - cel, jakim była prezentacja piosenek w radiu. Miały być krótkie i komunikatywne, żeby trafiały pod strzechy via rozgłośnie radiowe.
 
 
Z różnych względów jest pan określany, jako "eksplorator korzeni" - korzeni muzycznych Polski, ale też tradycji. Bardzo mnie ciekawi, jak wyglądają korzenie Adama Struga.
Jestem, jak cała współczesność, maksymalnie wykorzeniony. Wychowywałem się na północno-wschodnim Mazowszu, gdzie się nie urodziłem. Potem, jako bardzo młody człowiek trafiłem do liceum w Warszawie, wiec genetycznie i geograficznie jestem kundlem. Wykorzeniony jestem też w tym sensie, że starszyzna, w której się wychowywałem, wymarła. Powroty w krainę dzieciństwa, to są powroty na cmentarz. Zazdroszczę moim przyjaciołom, którzy wracają do swoich Zamościów, Półtusków, Kielc i którzy chodzą po tych miejscach uśmiechnięci i z dobrym wspomnieniem. Ja przyjeżdżam w strony, które mnie ukształtowały, które miały na mnie wpływ także muzycznie i z miejsca popadam w melancholię. Dlatego, że tych ludzi już nie ma, te miejsca się zmieniły, nic tego czasu nie wróci, a jeszcze nakłada się na to ówczesna sytuacja Polski.

To była komuna, którą wspominam jak najgorzej - dzisiejsze apologie tamtego systemu i jego "bohaterów" wydają mi się kompletnie nietrafione. To był koszmar. Ludzie tworzyli, płodzili, budowali - to prawda, ale w sferze piękna to była kompletna klęska. Koszmarna socrealistyczna architektura, paskudna muzyka, przekaz kulturowy właściwie sowiecki, jeśli już coś tam przeciekło, to była kontrkultura amerykańska. W tej sytuacji, jedyne dobre wspomnienie, to idylla z dzieciństwa to rodzinna wieś mojej matki w Łomżyńskiem. Dziś to ówczesne rozdwojenie odbieram, jako wykorzenienie. Eksperyment sowieckiego socrealizmu na wschodzie Europy był wykorzenieniem narodów poddanych zbrodniczemu eksperymentowi, wyzuciem z kultury tradycyjnej, zerwaniem więzi społecznych, dewastacją wszystkiego, nawet systemu ekologicznego we wszystkich jego przejawach. Zniszczyli wszystko co mogli. Nic więc dziwnego, że czuję się bardziej wykorzeniony, niż zakorzeniony. Co więcej, wydaje mi się, że wszyscy jesteśmy wykorzenieni. Dajmy na to Rewolucja Francuska - nie tylko zniszczyła świat feudalny, ale przede wszystkim naruszyła konstrukt kulturowy. Może się nam sposób życia minionych pokoleń podobać, albo nie, ale jest faktem, że rewolucje natury ludzkiej nie są w stanie zmienić. Za to nieodmiennie uderzają w kulturę, czyli tworzony przez wieki gmach wspólnych doświadczeń i piękna, jako postulatu etycznego. Drugim takim koszmarem na wschodzie Europy był komunizm, który - można powiedzieć - jest kulturowym HIVem. Narody naznaczone tym czymś chodzą po dziś dzień jak pijane. Pijane we mgle. 
 
Istotna była też zmiana - przeniesienie ludności wiejskiej do miast, do bloków, wszystko się wymieszało.
Efekt był taki, że pokolenie urodzone tuż po wojnie świadomie porzuciło rodzimą kulturę na rzecz importu amerykańskiego. Dlaczego? Żeby zapomnieć o koszmarnej biedzie, żeby wyrwać się ze wsi. Bo wieś, wiejskie pochodzenie było dla nich czymś wstydliwym, czymś, co się źle kojarzy, obciachem po prostu. Miałem szczęście, że trafiłem tam, gdzie trafiłem, że miałem wokół siebie tę, a nie inną starszyznę, że oni śpiewali naprawdę piękne rzeczy i że byli to ludzie mocno przed-rewolucyjni. Muzycznie ukształtowało mnie pokolenie urodzonych przed I Wojną Światową. To oni zrobili mi muzyczne "kuku".
 
I z jakiegoś powodu jednak wraca pan do tych tradycji. 
W sposób naturalny, po prostu pamiętam. Mam pamięć muzyczną, która czasem jest przekleństwem. Przyklejają mi się różne melodie, nawet jakieś przeboje z lat 70. Ni stąd ni zowąd wracają do mnie na jawie i we śnie. Niektórzy mają łeb do interesów, inni mają pamięć muzyczną. Czasem zastanawiam się, czy wolałbym mieć łeb do interesów czy pamięć muzyczną - i szczerze mówiąc… nie wiem! (śmiech)

Rozmawiała: Jadwiga Marchwica

Najbliższe koncerty Adama Struga:
11 marca 2016, Festiwal Ethniesy 2016, Bydgoszcz
17 marca 2016, klub Stodoła, Warszawa
 
 
Szanowna Użytkowniczko, Szanowny Użytkowniku, zanim klikniesz „Przejdź do serwisu” lub zamkniesz to okno, prosimy o przeczytanie tej informacji. Prosimy w niej o Twoją dobrowolną zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz przekazujemy informacje o tzw. cookies i o przetwarzaniu przez nas Twoich danych osobowych. Klikając „Przejdź do serwisu” lub zamykając okno, zgadzasz się na poniższe. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres. Zgoda Jeśli chcesz zgodzić się na przetwarzanie przez Etnosystem.pl Twoich danych osobowych, które udostępniasz w historii przeglądania stron i aplikacji internetowych oraz danych lokalizacyjnych generowanych przez Twoje urządzenie, w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i w aplikacjach w celu ustalenia Twoich potencjalnych zainteresowań dla dostosowania reklamy i oferty) w tym na umieszczanie znaczników internetowych (cookies itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie takich znaczników, kliknij przycisk „Przejdź do serwisu” lub zamknij to okno. Jeśli nie chcesz wyrazić zgody kliknij „Zamknij”. Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Powyższa zgoda dotyczy przetwarzania Twoich danych osobowych do śledzenia statystyk Google Analytics czy wyświetlania Ci dedykowanych reklam.
Więcej informacji Przejdź do serwisu Zamknij