Shannon: pracujemy zbyt ciężko, by nie doceniać innych

Shannon
- Mam wrażenie, że kiedyś wszystko odbywało się dużo spokojniej. I było znacznie mniej spolaryzowane. Mniejsze wydarzenia i festiwale tematyczne miały szansę przetrwać kilka kolejnych sezonów, bez konieczności zadłużania się i ostatecznego bankructwa. Teraz pozostają wydarzenia "jednorazowe" oraz na drugim krańcu "kolosy" pod szyldem największych koncernów - na których muzyka etniczna jest "niszą niszy" - przed premierą nowej płyty Shannon rozmawiamy o niesłabnącej popularności muzyki celtyckiej w Polsce, o czarze muzyki etnicznej, o tym jak zmieni się brzmienie nowego Shannon i czy zespół czuje oddech konkurencji na plecach.

Kaśka Paluch: Od czasu gdy muzyka celtycka osiągnęła popularność dzięki Clannad, Enyi, soundtrackowi do "Robin Hooda", faza na nią - przynajmniej w Polsce - zdaje się nie słabnąć. Co waszym zdaniem polskiego słuchacza tak mocno urzeka w tej muzyce?

Shannon (Maria Rumińska): Z muzyką, podobnie jak ze wszelką formą sztuki jest tak, że każdego może urzekać w niej kompletnie co innego. Odbiór sztuki jest wszakże subiektywny. I taki jest jej urok. Niektórzy poszukują w niej sposobu na odprężenie umysłu po intensywnej pracy, inni lubią dostać “kopa” energetycznego i pretekstu do zabawy. Część wpada w trans a część lubi gdy muzyka nieustannie zaskakuje i aranżacje się zmieniają. Jeszcze inni cenią sobie warstwę tekstową piosenek i skupiają się głównie na niej. Dlatego, na tak postawione pytanie możemy jedynie odpowiedzieć następująco: „Naszym zdaniem bardzo trudno jest udzielić jednoznacznej odpowiedzi.” I byłoby tak nawet gdyby zapytać osobno każdego z nas - sześciorga muzyków Shannon. Chociaż gramy w jednym zespole, różnimy się od siebie na tyle, że każdy odpowiedziałby całkiem inaczej. Nie jesteśmy w stanie “przyciąć” naszych wszystkich sprzeczności do jednej foremnej odpowiedzi.

Przypuszczam, że czar muzyki celtyckiej, tak generalnie, nie różni się od czaru każdego z pozostałych nurtów muzyki świata. Muzyka folkowa niesie ze sobą bardzo dużo prawdy ludu. Czystych emocji. Specyfiki danej kultury, cech unikalnych dla poszczególnych grup etnicznych. Melodie, które dzisiaj grają zespoły folkowe, kiedyś towarzyszyły prozaicznym czynnościom. Odzwierciedlały pory roku, ceremonie, cykle przyrody z pracami na roli, przekazywały legendy, służyły rozrywce, zastępowały radio, telewizor, psychiatrę, internet, serwisy randkowe, dyskoteki, sale koncertowe, smartfony, odtwarzacze plików. Muzykanci oraz pieśniarze byli nierozerwalną częścią społeczności. Teraz każdy ma mp3 w telefonie i słuchawki. Pełni to dokładnie tę samą funkcję. Jednak dzisiejsze dystansowanie się do siebie, pozorne “istnienie” w sieci sprawia, że coraz częściej sięgamy do elementów, które już od lat zostały zastąpione technologią. Staramy się “poczuć” więcej. Mnie bezpośrednio “dotykają” konkretne melodie i pieśni z Wysp - tak jak Bedlam Boys. Od pierwszego momentu wiedziałam, że ten rodzaj historii będzie idealnym odzwierciedleniem zdarzeń obecnych. Uwierzyłam w faktyczne istnienie Toma i Maudlin owe czterysta lat temu. Równie dobrze mógłby ktoś wymyślić tę piosenkę ostatnio. Wcale się nie zestarzała. Wydaje mi się, że między innymi na tym polega czar muzyki etnicznej.

Nie umiem natomiast jednoznacznie stwierdzić, że obecnie ten czy inny kierunek folku jest bardziej pożądany od pozostałych. Dostęp do muzyki jest tak ogromny, że popularność nurtu w dużym stopniu zależna jest od tego na jaki punkt świata patrzą w tym sezonie największe “wieloryby” w tym biznesie. Jaki będzie profil światowych targów muzycznych, jakie gwiazdy znajdą się na kultowych folkowych okładkach pism i którzy artyści zostaną dostrzeżeni przez wytwórnie, a co za tym, idzie jaki kierunek folku będzie w danym momencie najbardziej modny/wspierany/promowany/finansowany. Bezpośrednio przekłada się to na topowe folkowe festiwale, rozkład tras koncertowych artystów z egzotycznych krain, wywiady radiowe, artykuły w gazetach a za nimi na popularność danego “folku”. A gdy już ktoś ukocha sobie dany kierunek muzyczny, to często przez sentyment zostaje mu lojalnym na długie lata. Który to będzie - kwestia gustu. (Śmiech) Można rozkochać się we wszystkich! (Śmiech) Fakt oczarowania odbiorców nutą krain celtyckich - mnie akurat osobiście wcale nie dziwi. Chociaż zdaję sobie sprawę, że z równą mocą można pokochać tę muzykę co każdą inną. (Śmiech)

Można odnieść wrażenie, że skoro niesłabnącą popularnością cieszy się muzyka irlandzka, ceili czy inne imprezy tego typu, artyści nie muszą już dalej szukać, rozwijać się, tylko spokojnie osiąść na laurach. Zgodzicie się z tym?
Trudno nie dostrzec w tym pytaniu prowokacji. Aż mnie korci, żeby przekornie się zgodzić. (Śmiech) Ale tak na poważnie. Mam dokładnie odwrotne wrażenie. Im więcej wydarzeń, zespołów, płyt na półkach - tym większa we mnie potrzeba rozwoju i doskonalenia. Pokonywanie kolejnych stopni technicznych, instrumentalnych, muzycznych czy nawet promocyjnych i marketingowych jest stymulantem i elementem zmuszającym nas do ciągłego ruchu. W ciągu ostatnich kilku lat rynek zmienił się diametralnie. Mam wrażenie, że kiedyś wszystko odbywało się dużo spokojniej. I było znacznie mniej spolaryzowane. Mniejsze wydarzenia i festiwale tematyczne miały szansę przetrwać kilka kolejnych sezonów, bez konieczności zadłużania się i ostatecznego bankructwa. Teraz pozostają wydarzenia "jednorazowe" oraz na drugim krańcu "kolosy" pod szyldem największych koncernów - na których muzyka etniczna jest "niszą niszy". Z drugiej strony obecne czasy dają znacznie większe możliwości współpracy międzynarodowej - co ogromnie nas cieszy i z czego staramy się korzystać tak długo jak będzie nam dane. Granie z muzykiem z Irlandii jest dla Shannon spełnieniem marzeń. Można to porównać do wieloletniej tradycji zapraszania przez polskich jazzmanów do wspólnych projektów, muzyków słynnych na Świecie. Zawsze się tak działo, nie tyle po to, aby dodać sobie autentyczności ale głównie dlatego, że jeden rodzaj muzyki można grać na wiele różnych sposobów. Z naszej, shannonowej perspektywy, trudno znaleźć coś przyjemniejszego niż taka konfrontacja. Współoddziaływanie w obrębie jednego nurtu, wywodząc się z kilku odmiennych kultur i postrzegając nurt z odmiennych perspektyw. Uwielbiamy kolaboracje. I lubimy grać dobrymi muzykami, takimi jak Oisin. (Śmiech)



W Shannon lubicie też zahaczać o inne gatunki. Słuchając próbek nowej muzyki odniosłam wrażenie, że tym razem upraszczacie formę i robicie ukłon w kierunku szant.
Faktycznie tym razem na dwanaście utworów na płycie znajdzie się aż siedem piosenek. Jest to wynik naszego “współ-śpiewania”we trójkę: Marysi z Marcinem i Oisinem. I ukłon w stronę repertuaru bardziej pubowego. Swoją drogą Shannon śpiewa jednak po angielsku, więc odbiegamy wciąż od polskich szant, ale zważywszy na ich oryginalne inspiracje, przerabianie pieśni irlandzkich i brytyjskich można zaryzykować stwierdzenie, że jest to swoisty ukłon. Chociaż nie powiedziałabym, że upraszczamy formę... ale do tego faktycznie trzeba by posłuchać całego albumu (który jeszcze się nie ukazał). Staramy się jednak rozgraniczać nasze działania, trzymamy się w dalszym ciągu stwierdzenia, że “wykonujemy muzykę irlandzką”. Szanty zostawiamy specjalistom od szant. (Śmiech)

Cieszycie się popularnością i rozpoznawalnością dzięki koncertom, ale macie też swoją stałą publiczność. Jak dotrzeć do szerszej, skoro telewizja czy radio raczej nie ugości zespołu muzyki irlandzkiej?
Nie ugości „za często”- chciałoby się powiedzieć, bo właśnie ostatnio nas ugoszczono:) [05.02.16 w TVP1 w programie “Świat się kręci”]. Ale fakt zaistnienia owego incydentu, nie zmienia tej fatalnej reguły, raczej stanowi od niej odstępstwo. Trudno jest dostać się do mediów o zasięgu ogólnokrajowym. Jest to prawda. Dotyczy to nie tylko muzyków odpowiedzialnych za egzotyczny (bo nie polski) folk, ale w ogóle większości artystów niezależnych. I niestety, odpowiedź na pytanie “Jak dotrzeć do szerokiej widowni” nie jest prosta - zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że sami do końca nie wiemy jak skutecznie działać na tym polu, bez konieczności wysokobudżetowej inwestycji. Nie uczono nas skutecznego marketingu w żadnej szkole - ani w ogólniakach ani w muzycznych. Takie nowe kierunki edukacji są od niedawna, nasz rynek również bywa bardzo zmienny a my sami obraliśmy sobie rolę wykonawców a nie sprzedawców. Częściowo gromadzenie fanów zahacza o tematykę czysto biznesową, często sprowadza się do bardzo cynicznych stwierdzeń… W dalszym ciągu to rozgryzamy. Każdy z muzyków Shannona działa na kilku muzycznych polach, staramy się wyciągać wnioski z nich wszystkich, łączyć doświadczenia, odkładać pieniądze na zimę. (Śmiech) Na pewno bardzo ważny jest internet i bezpośredni kontakt z fanami. Bez tego Shannon dawno by nie istniał. Czyli w naszym przypadku mówimy wciąż o inicjatywach tzw. “oddolnych”, z których jesteśmy dumni!

Jednak obserwujemy rosnące zainteresowanie folkiem czy etno, media coraz chętniej piszą o nowych zespołach folkowych obok na przykład indierockowych kapel. To dobry znak? Otwiera jakieś nowe możliwości?
To pytanie w zasadzie częściowo odpowiada na poprzednie, chociaż tam stwierdzono, że media niechętnie zaproszą muzyków nurtu irlandzkiego do siebie. A mimo to - teraz odnosimy się do stanowiska, że jednak chętnie piszą o etno... Postaram się więc odpowiedzieć również na taki wariant. Tak, jest to dobry znak. Czy otwiera nowe możliwości - to chyba musi się okazać z czasem. (Śmiech) Staramy się być dobrej myśli i faktycznie trzymamy kciuki za zwiększenie świadomości masowej w kwestii różnorodności i dostępu do znakomitej muzyki, o której istnieniu powszechnie nie wiadomo.

Czy obce jest wam zjawisko odczuwania "oddechu konkurencji na plecach" kiedy widzicie jak wiele nowych muzycznych projektów w sferze folkowej dziś powstaje?
To ciekawa kwestia. Ostatnio poruszaliśmy ją w szerszym gronie znajomych, muzyków z różnych kapel - nie tylko folkowych. Wszyscy stwierdziliśmy, ze zdziwieniem, że w ogóle nie mamy czasu na śledzenie szczegółowe większości nowych grup na rynku. Inaczej sytuacja wygląda, gdy spotykamy się podczas koncertów na festiwalach, czy przy okazji tras. Ale gdy jesteśmy w domach, mamy tak dużo zajęć związanych z efektywnym prowadzeniem własnych grup, że zwyczajnie nie starcza nam doby na wszystkie “marketingowe” działania. Każdy z nas musiałby mieć pracownika, rodem z dużych korporacji, odpowiedzialnego za “research sieciowy”, prowadzenie bazy danych dotyczących tendencji rynkowych, trendów i “targetowania” odbiorców. No i przypuszczalnie wtedy też nie mielibyśmy szans na stres, bo zarząd korporacji wydałby odpowiednie dyspozycje kierownikowi działu, który dałby znać managerowi, który rozmawiałby z liderem o czymś zupełnie nie związanym z ową rywalizacją, bo wszyscy mądrzy ludzie zajmujący się tym biznesem wiedzą, że “muzyk” nie jest od tego, żeby go stresować i aby się ścigał. Od tego są korporacyjni handlowcy i bizesmeni. My jesteśmy od “robienia swojej roboty”. (Śmiech) Poza tym wyższość offu nad komercją jest taka, że za ciężko wszyscy pracujemy aby nie doceniać wysiłków pozostałych zespołów na rynku. Częściej mamy tu do czynienia z wzajemnym szacunkiem i podziwem, niż zazdrością i wyścigiem. Więc niechaj powstaje jak najwięcej kapel folkowych!

No i właśnie - nowe zespoły powstają, ale prawie nikt nie sięga po muzykę irlandzką. To znaczy, że formuła się wyczerpała czy że większą uwagę wolimy zwracać na rodzime tradycje?
Muszę odnieść się do początkowych wywodów, w których starałam się “scalić” różne odnogi muzyki etnicznej; celtyckiej, afrykańskiej i jakiejkolwiek innej w ogólnie rozumiany “folk”, czy “muzykę świata” do których zaliczamy się wraz z kapelami muzyki polskiej. Mnogość dostępnej muzyki sprawia, że każda z nich, na swój sposób jest popularna - zależy to od kręgu ludzi w którym się obracamy. Szczęśliwie, z mojego punktu widzenia, dzieje się obecnie tak, że wśród słuchaczy przeważają miłośnicy “muzyki świata” ogólnie, nad fanatykami muzyki poszczególnych krain etnicznych. I równie mocno cieszy mnie obecnie panująca moda na muzykę Polską, bo w końcu jeśli nie my przede wszystkim będziemy ją grali i dbali o jej przetrwanie, to nie wiem kto. Jest to zwrot w naszym kraju ze wszech miar słuszny i pożądany. I mam wrażenie, że pojawił się w ostatniej chwili. Jeszcze dekada, dwie później i byłby większy kłopot z jej odtwarzaniem. Zwłaszcza, że potrzeba bardzo wielu zespołów, kapel i ich wzajemnego zderzania się, konfrontowania aby można było mówić o faktycznym “życiu nurtu” - a właśnie rozkwit takiej interakcji teraz możemy obserwować w Polsce. I dlatego nie zdaje mi się aby jakakolwiek “formuła” była w stanie się wyczerpać. Bo nie mówimy tu o trendzie na długość spódnic w nadchodzącym sezonie, tylko o wieloletniej tradycji muzycznej z najróżniejszych krain kulturowych, a jako taka - tradycja nie jest “wyczerpywalna”. Jedynie czas robi swój porządek z zespołami. I po tym, czy daną muzykę grają jeden sezon czy trzy, widzimy, dla kogo jest to tylko “formuła”, dla kogo bardziej “etap” a dla kogo ważna część życia. My, jako “offowcy” przede wszystkim kierujemy się tym co nam się podoba - dlatego, między innymi, miewamy sezony grubsze i chudsze. Taka cena naszej niezależności i wolności robienia tego co się kocha. (Śmiech)
Szanowna Użytkowniczko, Szanowny Użytkowniku, zanim klikniesz „Przejdź do serwisu” lub zamkniesz to okno, prosimy o przeczytanie tej informacji. Prosimy w niej o Twoją dobrowolną zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz przekazujemy informacje o tzw. cookies i o przetwarzaniu przez nas Twoich danych osobowych. Klikając „Przejdź do serwisu” lub zamykając okno, zgadzasz się na poniższe. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres. Zgoda Jeśli chcesz zgodzić się na przetwarzanie przez Etnosystem.pl Twoich danych osobowych, które udostępniasz w historii przeglądania stron i aplikacji internetowych oraz danych lokalizacyjnych generowanych przez Twoje urządzenie, w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i w aplikacjach w celu ustalenia Twoich potencjalnych zainteresowań dla dostosowania reklamy i oferty) w tym na umieszczanie znaczników internetowych (cookies itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie takich znaczników, kliknij przycisk „Przejdź do serwisu” lub zamknij to okno. Jeśli nie chcesz wyrazić zgody kliknij „Zamknij”. Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Powyższa zgoda dotyczy przetwarzania Twoich danych osobowych do śledzenia statystyk Google Analytics czy wyświetlania Ci dedykowanych reklam.
Więcej informacji Przejdź do serwisu Zamknij