Nasze suki warczą

InFidelis, fot. Bartek Muracki

"Odważne podejście do tematu muzyki tradycyjnej, opanowana technika instrumentalna, historyczne brzmienia, składają się na to, że płyta "Projekt.Kolberg" jest dziś jedną z najciekawszych pozycji w tym kręgu stylistycznym. InFidelis dobrze wiedzą, co robią" - napisała w recenzji albumu na Etnosystem.pl Kaśka Paluch. InFidelis to duet Marty Sołek i Heleny Matuszewskiej, znanej m.in. z zespołu Same Suki. Niedługo po premierze ich płyty, uzupełnionej filmem animowanym, poświęconej tradycyjnej muzyce polskiej, opracowanej na fidel płocką i sukę biłgorajską, pytamy Helenę i Martę czym właściwie jest "Projekt.Kolberg".


Jadwiga Marchwica: Wytłumaczcie - kim był Kolberg i dlaczego stal się patronem waszego projektu?
Marta Sołek, InFidelis: Oskar Kolberg był prawdziwym człowiekiem renesansu - kompozytorem, księgowym, podróżnikiem oraz pasjonatem kultury ludowej. Dzięki jego zbiorom etnograficznym zachował się obraz polskiej kultury ludowej końca XIX wieku. Przede wszystkim chodzi o monumentalną monografię, której objętość i długość tytułu przyprawiają o zawrót głowy. Mowa o ponad 80 tomowej księdze "Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce".

Helena Matuszewska, InFidelis: Gdyby nie jego zapiski, wiele z tych melodii nie przetrwałoby do dzisiaj i po prostu byśmy ich nie usłyszeli. Jego zbiory to dla nas niewyczerpane źródło inspiracji, cytatów i melodii. Nasz projekt to forma hołdu dla jego pracy, a jednocześnie punkt wyjścia do opowiadania o korzeniach własnym, współczesnym językiem.
 
{youtube}Z1JP0xTmxyg{/youtube}
 
W filmie "Kolekcjoner", który uzupełnia waszą muzyczną opowieść, Kolberg przedstawiony jest jako Kolekcjoner - czy uważacie, że dzisiejsi muzycy folkowi są też takimi kolekcjonerami? W ogóle - jest jeszcze pole do takiego kolekcjonowania?
M: Wszyscy jesteśmy kolekcjonerami. Kolekcjonujemy doświadczenia, wspomnienia, wrażenia, zapachy, obrazy, dźwięki i emocje. Wszystko zapisuje się na płycie w naszej głowie. 
 
H: Tak, dzisiejsi muzycy folkowi są jak Kolberg. Nadal jeżdżą po wsiach, zbierają, dokumentują, kopią w źródłach, uczą się grać i śpiewać od wiejskich muzykantów. Niestety, tradycja muzykowania na wsi zanika, starych mistrzów  z roku na rok ubywa. Fajnie, że coraz więcej mlodych ludzi ma ochotę się od nich uczyć, bo tylko dzięki temu ich muzyka przetrwa. Niekoniecznie trzeba też prowadzić badania terenowe.

Wy też tak szukałyście?
H: Nasz projekt i płytę oparłyśmy głównie o zbiory Kolberga, archiwalne nagrania Polskiego Radia, melodie zasłyszane w rodzinnych stronach i inne monografie polskiej muzyki ludowej.
 
Suka i fidel to instrumenty dziś znane chyba tylko z zespołów folkowych - jak wy na nie trafiłyście? 
M: Na sukę biłgorajską oraz fidel płocką natknęłam się podczas studiów na Akademii Muzycznej w Krakowie. Moja profesorka wiolonczeli grała z Marią Pomianowską i zaprosiła mnie na koncert. Zachwyciła mnie barwa tych instrumentów, ich surowość, prostota i jednocześnie jakaś pierwotna siła, która z nich biła. Kiedy na uczelni utworzono klasę fideli kolanowych, byłam pierwszą osobą, która się do niej zgłosiła. Tak zaczęła się moja historia z muzyką ludową.  
 
H: Ja trafiłam na sukę biłgorajską podczas pisania pracy magisterskiej o skrzypcach w muzyce góralskiej. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Zafascynowała mnie historia tego instrumentu, zapomnianego na ponad sto lat.

Właśnie - to dość nietypowe, żeby grać na instrumencie według opisów z książek...
H: Nie możemy być stuprocentowo pewni co, ani jak się na niej grało. Najprawdopodobniej suka była instrumentem akompaniującym. Towarzyszyła pieśniom czy balladom dziadowskim.

InFidelis ma pokazać te instrumenty w innym świetle?
H: Naszym założeniem w InFidelis jest przekraczanie tych narzuconych barier, ograniczeń technicznych. Chcemy, żeby suka i fidel brzmiały jak ludowe solistki - surowo, ale odważnie. Żeby zagrany na nich oberek brzmiał jak ogień. Chcemy wydobyć ich siłę, jednocześnie nie udając, że to klasyczne skrzypce czy wschodnie kemanche.
 
Czy w ślad za zainteresowaniem instrumentem poszła fascynacja polską muzyką ludową, czy było odwrotnie?
M: Ja w pierwszej kolejności zafascynowałam się instrumentami, a dopiero potem, krok po kroku, odkrywałam piękno naszej muzyki ludowej.
 
H: Ja wychowałam się w Tatrach, z ojcem który kultywował romantyczną wizję życia na wsi. Czy chciałam czy nie, obwoził mnie po skansenach i karmił muzyką ludową z całego świata, głównie góralską i cygańską. Nieświadomie nasiąkałam tym wszystkim, aż w końcu z wykształconej klasycznie skrzypaczki stałam się muzykiem, który nie boi się poszukiwać u źródeł. 
 
W takim razie.... co w tej polskiej muzyce jest takiego, że tak mocno z nią trzymacie? Nie "żenicie" polskich pieśni z innymi wpływami. Czyżby polska ludowość miała nieznane nam jeszcze głębie i potencjał?
M: W polskich melodiach ludowych jest jakaś magiczna moc, echo przeszłości, które nam głęboko w duszach gra. Można przy nich wpaść w trans i zapomnieć się. W naszym projekcie łączymy te melodie z różnymi stylami muzycznymi, w jednym utworze pojawia kilka motywów z róznych regionów Polski. Nadajemy tradycyjnym melodiom indywidualny charakter, przekształcamy je, czasem są najważniejsze w utworze, a czasem służą tylko jako podkład do naszych kompozycji. Nie odgrywamy melodii biernie oraz wiernie, stąd też nasza nazwa – InFidelis, czyli NieWierne. 
 
 
Co chciałybyście osiągnąć Projektem Kolberg? Bo płyta nie jest oczywista dla wszystkich - chyba nie jesteśmy przyzwyczajeni do tak surowego przedstawienia folkloru...
H: Uważamy, że udało nam się odejść dość daleko od muzyki korzeni. Przy tworzeniu płyty wielokrotnie potykałyśmy się o własne palce oraz smyczki, łamiąc kolejne "fidelowe" tabu. Można śmiało powiedzieć,  że wypracowałyśmy własny styl grania oraz oryginalne brzmienie. Mimo, że gramy na tradycyjnych instrumentach to nawiązujemy do różnych gatunków muzycznych. Na płycie można znaleźć nawiązania do techno, bluesa, punku, metalu czy reggae. Oczywiście sporo też kompozycji bardzo oszczędnych i prostych. Pozwalamy naszym instrumentom warczeć, brzmieć surowo, ale sporo w tym popu [śmiech]. Nogami stoimy mocno w tradycji, ale ręce wyciągamy do współczesnego słuchacza. 
 
A tymi nogami - gdzie stoicie? Jeździcie po Polsce, żeby trochę "poczuć klimat"?
M: Ja od urodzenia mieszkam na podkrakowskiej wsi, ale nigdy nie miałam tam styczności z muzyką ludową. Dopiero teraz, gdy wyjrzałam za płot swojego ogródka, odkryłam jak dużo jest dookoła muzyki. Mało kto ją śpiewa w szerszym gronie, raczej tylko nuci sobie pod nosem, ale okazało się że w moim regionie pełno jest pieknych i nikomu nie znanych pieśni. Kocham też Kurpie, często gdy chcę uciec jadę w nadbużańskie puszcze szukając inspiracji.
 
H: Ja często wracam do swojego domu rodzinnego na Spiszu. Muzyka góralska nadal pozostaje moją największą fascynacją – tam gdzie mogę, przemycam jej motywy.
 
Pytam, bo sesja fotograficzna, która promuje Projekt, powstała w jakimś bardzo skansenowym miejscu.
M: Autorem zdjęć jest Bartek Muracki, a sesję robiliśmy w "Zamku" - alchemicznym, niesamowitym miejscu na warszawskim Kamionku. To kamienica, która przez sto lat przechodziła z rąk do rąk. Została wybudowana w 1914 roku, bardzo długo stała opuszczona i niszczała. Jej znakiem rozpoznawczym jest charakterystyczna wieżyczka, od której Zamek nosi swoją nazwę. Teraz odbywają się tam wystawy, różne akcje społeczne i koncerty, a obecny właściciel stara się w miarę możliwości remontować to zabytkowe miejsce.
 
Dlaczego warto poznawać nasze polskie korzenie?
H: Korzenie to odkrywanie swojej tożsamości, podróż wgłąb siebie, która pozwala nam pamiętać kim jesteśmy i skąd przybywamy. Im głębiej podążamy i więcej odkrywamy, tym bardziej okazuje się, że nasza kultura nie jest odseparowana. Jest mieszanką wielu wpływów i wielu kultur. Na przykład technika gry na suce biłgorajskiej i fideli płockiej, czyli technika paznokciowa, jest typowa dla instrumentów azjatyckich i bliskowschodnich. Ich brzmienie natomiast różni się diametralnie. Praca nad płytą "Projekt.Kolberg" uświadomiła nam, że kultura ludowa nie jest romantycznym mitem, ale żywym organizmem, który cały czas rozwija się, fermentuje i pączkuje.

Rozmawiała: Jadwiga Marchwica
Wywiad odbył się dzięki pomocy Karrot Komando - dziękujemy!