Sona Jobarteh: Kora łączy pokolenia, nacje i kontynenty

Sona Jobarteh, fot. mat. prasowe

Sona Jobarteh z Gambii to instrumentalistka, piosenkarka, ale przede wszystkim przedstawicielka tradycji Griotów. Została kuratorką 11. edycji Brave Festival, która odbywa się pod hasłem "Griot". Jest odpowiedzialna za dobór artystów, którzy wystąpią podczas festiwalu – to zupełna nowość. Ale nowością może być też sama muzyka Griotów. Czym jest Kora, jak wygląda nauka kultury tradycyjnej w Gambii i co Sona pamięta z dzieciństwa - wypytaliśmy artystkę na chwilę przed Brave Festival.

Jadwiga Marchwica, Etnosystem.pl: Tegoroczny Brave Festival jest poświęcony kulturze Griotów. Nie znamy jej jednak zbyt dobrze.
Sona Jobareth, kuratorka 11. Brave Festival: Kultura Griotów jest kulturą bardzo starą, jej korzenie sięgają siedem wieków wstecz. Obejmuje kraje środkowej Afryki - Gambię, Senegal, Mali, Gwineę i Gwineę Bissau. Jest to kultura dziedziczna, przekazywana z pokolenia na pokolenie, którą zapoczątkowała konkretna rodzina w XIII wieku. Kultura Griotów jest kulturą królewską - dawniej to właśnie Grioci byli królewskimi doradcami.

Tradycje Griotów są bardzo stare, jaka jest więc twoja rola w ich kultywowaniu?
Grioci kultywują swoje wielowiekowe tradycje, starając się dopasować je do współczesnego świata. Takie jest też moje zadanie - staram się zbudować most między tym co antyczne, a tym co nowoczesne. Moim głównym celem, jest utrzymać tradycje żywe, przy jednoczesnym ich zmodernizowaniu, przekazywać je na ciągle nowy i nowoczesny sposób wciąż zmieniającemu się społeczeństwu.

Czy w twojej rodzinie muzyka Griotów, kultura jest ważna?
Oczywiście, moja rodzina przywiązje do tego ogromną wagę. Gram na korze, podobnie jak mój ojciec, tylko dlatego, że nasi przodkowie włożyli dużo wysiłku w przekazywanie tradycji Griotów kolejnym pokoleniom. Tylko im zawdzięczamy swoją wiedzę i dzięki nim wiemy jak przekazywać ją kolejnym pokoleniom. Jeżeli trafi się choć jedno pokolenie, które zaniecha przekazywania tych tradycji, będzie ono jak słabe ogniwo łańcucha, a nawet - jak rozerwany jego fragment. Kolejne pokolenie nie będzie już w stanie połączyć się ze swoimi przodkami i tą prastarą kulturą. To prosty i niebezpieczny sposób, żeby zupełnie przepadła.

Mówisz o przekazywaniu dziedzictwa między pokoleniami, w kręgu rodzinnym. Czy te tradycje widać też poza takimi rodzinami, jak twoja?
Kultura Griotów jest dziś obecna w codziennym życiu i właściwie towarzyszy nam cały czas. Zauważyłam też, że w niektórych krajach zwłaszcza zachodniej Afryki jest ona silniej widoczna, silniej zaznacza się w życiu, w rodzinie, niż w innych. Na przykład w Mali kultura Griotów jest tak ważna i tak dokładnie przekazana, że wielu muzyków wręcz pragnie w przyszłości być profesjonalnymi griockimi artystami. Z kolei w Gambii sytuacja jest odwrotna - kultura muzyczna boryka się tu z problemami, jest mało znana. Musimy włożyć sporo wysiłku w to, żeby ją przywrócić, ukorzenić na nowo i podtrzymać przy życiu w młodych pokoleniach. Bo uważam, że najważniejsze jest skupienie się właśnie na młodych - to oni muszą być podstawą, solidnym fundamentem dla przyszłych pokoleń, dla przyszłości silnej tradycji.

Czy ty byłaś właśnie takim "młodym pokoleniem do wychowania"? Pamiętasz, jak muzyka Griotów była obecna w twoim domu?
Miałam to szczęście, że byłam otoczona tradycyjną muzyką już od wczesnych lat. Moje najwcześniejsze muzyczne wspomnienia, to mój brat uczący się grać na Korze pod czujnym okiem ojca. To właśnie mój brat zachęcał mnie, żebym sama zaczęła grać na Korze - kiedy miałam trzy lata, brat uczył mnie prostych melodii. Więc kiedy myślę o dzieciństwie - słyszę dźwięk Kory, wiem, że to mój brat ćwiczy i powtarza te same melodie, żeby się ich dobrze nauczyć. A ponieważ nasz dom był otwarty dla muzyków, artystów, pamiętam też wiele nocy, kiedy zasypiałam przydźwiękach muzyki, a obok mój ojciec ze znajomymi grali, ćwiczyli, robili sobie sesje, improwizowali. Muzyka wypełniała nasz dom.

Twój brat uczył cię gry na Korze, ale wiedział, że jest to instrument zarezerwowany dla mężczyzn...
Ja się nad tym nie zastanawiałam - to nie była jakaś intencjonalna decyzja. Zresztą - mój brat, mężczyzna właściwie podjął ją za mnie. Nie przełamałam więc siłą tradycji, ona się po prostu zmieniła, dostosowała do nowych czasów. Moja rodzina zawsze się z tego cieszyła i pozytywnie reagowała na moje postępy w nauce. Zwłaszcza moja babcia była szczęśliwa, że podążam za swoją rodową tradycją. Pierwszy raz na scenie wystąpiłam w wieku czterech lat, był rok 1987, a ja zagrałam w London Jazz Café.

Kora musiała cię niezwykle zauroczyć, skoro już w tak młodym wieku zaczęłaś występować.
Kora jest niezwykłym silnym instrumentem i pewnie już wtedy to poczułam. Kora stała się symbolem muzyki Mandingów, chociaż nie została wynaleziona w czasie panowania tej dynastii, w XIII wieku. Szybko stała się jednak reprezentatywnym instrumentem tradycyjnym - zarówno w kraju, jak i poza nim. Kora jest wyjątkowa, ponieważ potrafi się wpasować właściwie w każdy styl muzyczny, więc muzycy z całego świata mogą na niej grać i czują, że dzięki niej przekazują swoje osobiste uczucia. Dzięki temu właśnie, Kora stała się najsłynniejszym i najczęściej wykorzystywanym instrumentem, pochodzącym z tradycji Griotów. Ja również uwielbiam grać na tym instrumencie. Jej dźwiękiem mogę przekazać tak wiele ludziom, którzy nie mają pojęcia o kulturze, z której się wywodzi. Kora ma siłę, żeby komunikować ze sobą ludzi z różnych pokoleń, nacji i kontynentów. Dlatego uważam, że zasługuje na szacunek i uwielbienie, jakim od lat jest obdarzana.

Mówiłaś o rożnym różnych emocjach, jakie można przez Korę przekazywać. Ale jak każdy instrument tradycyjny, pewnie i ona ma swoje specyficzne skale i melodie, które się na niej wykonuje?
Oczywiście, istnieje specjalny repertuar przypasowany do Kory. Ale tak naprawdę, ten repertuar Kora dzieli z innym instrumentami Griotów - Balafonem i Kontingo. Najstarszym z nich, jest Kontingo, jego tradycja sięga jeszcze imperium Mali [XIII-XVII wiek - dop. red]. Jego repertuar był przekazywany z pokolenia na pokolenie i przetrwał aż do dzisiejszych czasów. Kiedy wynaleziono Korę, ok. XVIII wieku, repertuar Kontingo automatycznie przeniesiono na nowy instrument. Podobnie było z repertuarem Balafonu. Ale Kora ma też swój repertuar, stworzony specjalnie na potrzeby tego instrumentu. Pieśni te pochodzą z regionu senegambijskiego, z zachodniej Afryki - to zrozumiałe, bo właśnie stamtąd pochodzi Kora.

Tradycje kultury Griotów przekazujesz nie tylko w obrębie swojej rodziny - założyłaś w tym celu szkołę.
Szkoła Amadu Bansang Jobarteh School of Music (ABJ Music School) powstała w Gambii i jej głównym celem jest nauka dzieci historii, kultury i muzyki tradycyjnych instrumentów z regionów Afryki objętych dawniej imperium Mandingów. Szkoła ma wyjątkowy program, który opracowałam bardzo skrupulatnie, starając się dostosować zdobywanie wiedzy, jej trudność i złożoność, do rozwoju dzieci. Chcę, aby wiedzę historyczną, muzyczną i kulturową zdobywały stopniowo, żeby utrwalała się ona i aby była ona zrozumiała. Zarządzanie szkołą nie jest łatwe - mamy więcej chętnych, niż jesteśmy w stanie przyjąć ze względów finansowych. Ale mam nadzieję, że z biegiem czasu się to unormuje i będziemy mogli przyjmować wszystkich zainteresowanych. Kilka tygodni temu kończyliśmy rok szkolny i z tej okazji odbywały się różne koncerty. Szczególnie urzekł mnie koncert grupy Djiembe - grupa składała się z dziesięciu chłopców w wieku ośmiu do czternastu lat, którzy wykonali piętnastominutową pieśń, dokładając do prezentacji taniec i śpiew. Takie momenty wynagradzają całą ciężką pracę - byłam z nich ogromnie dumna i widziałam, że moja misja ma sens.

Koncertujesz, uczysz, szerzysz informacje o Griotach na całym świecie... co dalej?
Dalej... dalej chcę robić to samo! Chcę, żeby muzyka, o której mówię i którą wykonuję docierała do publiczności na całym świecie. Chcę rozwinąć i poszerzyć działalność szkoły w Gambii, chcę przyjąć więcej uczniów i przekazywać im wiedzę o ich kulturze. Chciałabym też, żeby ta szkoła służyła nie tylko uczniom z Afryki, ale całego świata.

Rozmawiała: Jadwiga Marchwica
Sona Jobareth przyjechała do Polski w ramach 11. Brave Festival - jest kuratorką festiwalu i jednym z głównych gości