Increase Size Decrease Size Reset font to default

Etnosystem.pl

etno, world music, kultura i sztuka

« »

Powrót całuśnego Turka

Tarkan, niegdyś jeden z "towarów" eksportowych Turcji o najsilniejszym potencjale, bożyszcze tłumów, całuśny gwiazdor orientalnego popu, dziś jest już nieco zapomniany.

Czytaj

Ukryte piękno Bratysławy

Podczas, gdy Wiedeń, Praga i Budapeszt odwiedzane są masowo, Bratysława - czwarta stolica naszych najbliższych południowych sąsiadów - traktowana jest po macoszemu, z przymrużeniem oka. "Najbrzydsza stolica Europy" - często słyszymy. Jak widać, to nie do końca prawda...

Czytaj

Tradycja i etniczna różnorodność

W Zakopanem zakończył się 42. Międzynarodowy Festiwal Folkloru Ziem Górskich. Etnosystem.pl patronował medialnie festiwalowi. Zobaczcie relacje i fotorelacje z tygodniowego święta górali świata.

Czytaj

Kinga Baranowska na K2

Trwa wyprawa ekipy Kingi Baranowskiej na K2. Ostatnimi wieściami z bazy była niestety przykra informacji o śmierci jednego ze wspinaczy, ski-tourowca ekstremalnego Frederika Ericssona ze Szwecji.

Czytaj


Festival Colours of Ostrava (Czechy)
środa, 07 stycznia 2009 11:22
Spis treści
Festival Colours of Ostrava (Czechy)
Překrásný ženy – Piękne kobiety
Wszystkie strony

Cały świat i wszystkie rodzaje deszczu w jednym mieście czyli Festival Colours of Ostrava - 10 – 13 lipca 2008

 

Festiwale, festiwale – chciałoby się westchnąć. Jak wiadomo festiwal, to ostatnio każda większa impreza podczas której usłyszeć możemy koncert więcej niż jednego wykonawcy, napić się piwa, kupić balonik dla dziecka, a przede wszystkim zdobyć cenne gadżety, jak opaski na rękę lub smyczki z plakietkami, obwieszczające wszem i wobec, że jesteśmy dumnymi uczestnikami tegoż znamienitego wydarzenia. Festiwale stały się w ostatnich latach nieodmiennym elementem życia kulturalnego nie tylko w miesiącach letnich, ale w ogóle przez cały rok, co może cieszyć lub męczyć, w zależności od tego co aktualnie jest głównym okupantem teatrów, placów, pól i klubów miasta. W Polsce pozycje festiwalowe wyrastają jak grzyby po deszczu, gdzie się nie obejrzymy, tam spada nam z nieba jakaś gwiazda. Jednak poza granicami nadwiślańskiego kraju tego typu wydarzenia norma od co najmniej kilku lat. Przykładem na to może być właśnie Colours Of Ostrava, nad którym pozwolę sobie wydać rozmarzone westchnienie.

tekst: Jadwiga Marchwica
foto: Kaśka Paluch

Ahoj! - Witajcie!

Pierwszy głęboki ukłon w stronę miejsca festiwalu i samego miasta. Sama Ostrawa, położona niedaleko polskiej granicy, to miasto przyjazne turystom – zwłaszcza tak zakręconym jak festiwalowicze. Nasi zachodni sąsiedzi zaskoczyli nas miło nie tylko spokojną atmosferą, bijącą z murów miasta, ale także niezwykłą uprzejmością, jaką zdają się cechować Czesi (bo też ilu z nas, mieszkańców większych polskich miast, bezinteresownie podchodzi do zagubionego turysty, z obłędem w oczach szukającego na mapie przystanku wymienionego na rozkładzie jazdy, żeby mu pomóc i doradzić?). Sam festiwal odbywał się zasadniczo w dwóch miejscach Ostrawy: w centrum miasta, przy tzw. Černej louce, oraz w okolicy ostrawskiego zamku (Hradu). Ponadto w kilku punktach miasta znajdowały się osobne „sceny”, usytuowane jednak w ścisłym centrum (jak klub Templ przy ulicy Stodolni, czy Scena – Kościół przy Ceskobratrskiej). Pomimo wrażenia, że festiwal jest zbyt rozstrzelony po całym mieście, zainteresowani konkretnymi koncertami słuchacze docierali na miejsce bez większych problemów, szybko odnajdując się wśród małych uliczek miasta. Niestety, jak to na tego typu imprezach bywa, często koncert na jednej ze scen mógł być powodem do zrezygnowania z uczestnictwa w koncercie na scenie po drugiej stronie terenu festiwalowego, ale przecież wszyscy wiemy ze sztuka dobrej zabawy w takim wypadku, to sztuka umiejętnej selekcji i wyboru. Albo szybkiego marszu.

01
Poprzednie  Set 1/2  Dalej
01
02
03
07
08
09
11

Příští zastavka... czyli czeski film

Dotarcie do Pawilonu A (w którym odbywała się wymiana biletów na opaski festiwalowe, odbiór akredytacji, zaznaczenie swojej obecności i inne tego typu imprezy, a do którego przyciągała nas po części muzyka dobiegająca zza Pawilonu) okazało się zadaniem dość prostym w porównaniu z próbą porozumienia się z pracującymi przy festiwalu Czechami. To właściwie jedyny minus, jaki muszę postawić imprezie. Niemożność oparcia się na międzynarodowym języku, jakim jest angielski, była niekiedy frustrująca. Po czesku został zatem napisany cały program, łącznie z charakterystyką zespołów (ubolewam także nad opisem jedynie artystów zagranicznych, o muzykach czeskich nie mogłam się dowiedzieć niczego z festiwalowego przewodniczka), mapka (łącznie z legendą), po czesku także mówią i myślą pracownicy. I choć dla polskich gości nie jest to jeszcze tragedią, to jak radzą sobie Niemcy, Francuzi, Węgrzy? Czas to poprawić.

Zwróćmy się jednak w stronę samych przeżyć duchowych, których nie brakowało. Przyznaję z bólem serca, że niedane mi było uczestniczyć w pierwszych dwóch dniach festiwalu, podczas których świetne ponoć koncerty dali: Jan Garbarek z zespołem, Dandy Warhol, izraelskie Noa czy bułgarski Irfan. W piątek odbyły się także pierwsze koncerty Ingi Lilijeström i Recyclera, oraz – co ciekawe i zasługujące na specjalną uwagę - panele dyskusyjne o Izraelu (obejrzeć można było także filmy na temat izraelskiej kultury i historii) oraz pierwsze warsztaty taneczne (taniec orientalny, salsa, flamenco, hip-hop, a w kolejnych dniach także taniec afrykański).

 



Poprawiony: piątek, 11 grudnia 2009 08:12
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Newsletter

Etnonews co tydzień do kawy.

Imię:

Email:

Twoje konto

Pogoda

 


.