Joga śmiechu, czyli odpuść sobie myślenie

Odpuść sobie myślenie. W naszych głowach zawsze pojawia się jakaś myśl, z którą wchodzimy w reakcję prowadząc wewnętrzny dialog. Posłuchaj ciszy. Odpocznij. Praktykuj jogę, ona umożliwia zrelaksowanie się, nabranie spokoju i harmonii pomiędzy ciałem - umysłem – duszą. Nabierz dzięki niej równowagi, pokonaj stres… Wszystko pięknie, jednak gdzieś pomiędzy kolejnymi pozycjami - assanami -pojawiają się myśli będące pytaniami na temat samej jogi, która stając się coraz popularniejsza rodzi dyskusje, budzi wątpliwości, wprowadza zachwyt, powoli przenika różne dziedziny życia, zaczynając od sportu, dobrego samopoczucia, zdrowia, psychologii, a kończąc na wyznaniach wiary.

Myśl pierwsza – czym w rzeczywistości jest joga?

Czy filozofią, stylem życia, medycyną niekonwencjonalną, a może po prostu kolejną dyscypliną sportową? Odpowiedzi na pytania o istocie jogi mającej swoje źródło w Indiach szukałam w rozmowie z Deanem Lernerem, zachodnim joginem, nauczycielem i wieloletnim przewodniczącym Stowarzyszenia Jogi Iyengara w USA, który założył również The Center for Well-Being – studio jogi i holistyczny ośrodek zdrowia w Lermont. Na zaproszenie Krakowskiego Warsztatu Jogi przy współpracy ze Szkołą Jogi Sadhana poprowadził warsztaty dla nauczycieli tej aktywności w Polsce.

Agnieszka Lakner: Pomaga zwalczyć depresję, bóle głowy, bezsenność, przeciwdziała bólom kręgosłupa, odtruwa organizm, wzmacnia go zachowując od niezliczonej liczby chorób. Zdaje się, że przy takiej liczbie korzyści wynikających z praktykowania jogi nie potrzeba lekarzy?

Dean Lerner: Joga to naturalna terapia, która działa i naprawdę pomaga w utrzymaniu zdrowego organizmu oraz w leczeniu problemów zdrowotnych. Większość ludzi narzeka np. na bóle kolan, czy pleców dodając, że starzeją się. Jest to już rodzaj społecznej myśli, którą akceptują, tak jednak nie musi być. Joga zmienia sposób myślenia. Kiedy jesteśmy młodzi możemy imprezować każdego wieczora, ale z wiekiem zaczyna brakować nam energii, dzięki jodze możemy wygenerować w sobie nowe siły. Dodatkowo pomaga w utrzymaniu równowagi w codziennym życiu pełnym stresu. Trudnością tej terapii jest to, że trzeba ją stale stosować.

Medyczną stronę jogi poznał Pan dokładnie podróżując po Indiach.

Gdy pierwszy raz pojechałem do Indii, nabawiłem się wpierw dyzenterii [czerwonki – przyp. A.L], a później także żółtaczki. Traciłem całą swoją energię i jedyne co pomyślałem, gdy poznani w podróży znajomi postanowili kontynuować podróż zostawiając mnie, to „jak możecie tracić tyle energii, na machanie rękoma na pożegnanie?”

Nie poczuł się Pan pokonany? Osamotniony i chory w obcym, egzotycznym kraju, gdzie służba zdrowia na pewno do najlepszej nie należała?

Nie, nie myślałem o tym, że jestem chory. Czytałem wiele książek Mahatmy Gandhiego, który będąc w więzieniu chorował. Pisze o chorobie, jako o duchowym oczyszczeniu – to inny poziom chorowania. Czułem, że wyzdrowieję i kiedy tylko poczułem się lepiej przeniosłem się do New Delhi. Szukając książek o jodze, znalazłem dwa ważne dla mnie tytuły „Encyklopedia jogi” i „Światło jogi” Iyengara. Ta druga książka prezentowała assany wspomagające wątrobę. Mając żółtaczkę ćwiczyłem je - dzięki temu po trzech tygodniach moje ciało zregenerowało się. Wprawdzie poszedłem do lekarza, jednak po to, aby sprawdzić, na co choruję i by dowiedzieć się, że nie ma na to lekarstwa. Joga rzeczywiście pomaga, musisz jednak ją poznać, nauczyć się jej, by dobrze z niej korzystać. Nie jest tak, że leczy, ona pomaga w powrocie do zdrowia.

Pierwsze zetknięcie z Indiami wypada dość ciężko, czy były kolejne podróże do tego kraju?

Nie wiem ile razy do tej pory byłem w Indiach, musiałbym policzyć… Pierwszą podróż odbyłem w 1983 lub 84 roku, czasem jestem dwa- trzy razy w roku…od tego czasu byłoby to około 60-80 razy. Pierwszy raz, gdy pojechałem na trzy tygodnie pomyślałem „nigdy tu nie wrócę!” (śmiech) Coś jednak weszło mi w krew i pomyślałem „może jednak tam wrócę?”. Dwa lata później znów byłem w Indiach (śmiech).

Co sprawia, że Pan wraca? Czym działają na Pana Indie?

Jest coś w Indiach, co odróżnia je od innych miejsc na świecie. Niezależnie od celu, w jakim tam jadę coś nowego za każdym razem rozkwita. W tym kraju musisz zmierzyć się z wieloma obrazami – z jednej strony widzisz luksusowy, pięciogwiazdkowy hotel, w którym masz wszystko, czego pragniesz. Przejdziesz przez ulicę i zobaczysz ludzi mieszkających w kartonach. Wiele rzeczy musisz wpuścić do swojego umysłu i na nie odpowiedzieć. Na tym polega silny wpływ Indii – w jaki sposób na to wszystko odpowiesz? Dziś wiele rzeczy się zmienia, miasta są unowocześniane. Kiedyś jadąc samochodem zobaczyłem billboard a na nim hasło: kosmiczny projekt, poniżej billboardu natomiast farmera z taczką i sianem.

Niezwykłym miejscem dla mnie są również Himalaje. Podczas trekkingu uderzyła mnie niezwykła moc przyrody. Wszystko wokół wyglądało surrealistycznie i dało efekt oczyszczenia duchowego. Każde miejsce na świecie ma swoją szczególną energię. Kraków również.

Czy wobec unowocześniania Wschodu, nadal jest to odległa, odmienna kultura w porównaniu z Zachodem?

Wschód i Zachód zbliżają się do siebie, stapiają. Nawet tutaj, w Krakowie, zachodzi proces unifikacji, np. znajdziesz takie same sklepy amerykańskie, które są w każdym mieście Ameryki.

Ten proces można zauważyć także poprzez dostosowywanie myśli i kultury Wschodu do potrzeb Zachodnich i vice-versa. Dla przykładu: parę lat temu zaproponowano, aby jogę zaliczyć do olimpijskich dyscyplin sportowych. Znajduje ona również swoje miejsce w ofercie wielu klubów fitness. Proponuje się ją podczas treningów sportowych. Czy wobec tego joga jest sportem, czy została dostosowana do zachodnich potrzeb?

W Indiach joga istnieje jako dyscyplina sportowa, ale to nie jest to, o co w niej chodzi, nie na tym polega. Zawody i rywalizacja podczas nich, porównywanie się z innymi to zachodnia idea, która wynika z naszej ludzkiej natury i stanowi część naszego ego. Jako sport dobra jest dla młodych ludzi, wzmacnia, uelastycznia mięśnie, utrzymuje w zdrowiu. Prawdziwa joga to praktyka duchowa, która nie jest tak prosta jak się wydaje. Przez dwa – trzy lata musisz się jej uczyć, aby uzyskać pierwszy poziom. Poziomy są dwa. Po osiągnięciu pierwszego musisz dalej się rozwijać studiując anatomię, filozofię, pozycje i jak nauczać innych. Później są testy. Trzeba naprawdę odczuwać pragnienie jogi i miłość do tego tematu. Nie możesz traktować jej na zasadzie – poćwiczę, nauczę się pozycji i będę uczyć innych, bo to popularne, czy modne. Joga to filozofia ruchu, ale gdy wykonujesz assany nie tylko ruszasz się fizycznie, to również czas medytacji i wyciszenia umysłu. W każdym razie, jak powiedział Bhagavad Gita, żaden wysiłek nie jest stracony, kiedy praktykujesz jogę, nawet jeśli nie jest to jej sto procent.

W Krakowie poprowadzi Pan zajęcia dla nauczycieli jogi. Czy ma Pan jakieś oczekiwania wobec uczestników warsztatów lub czego się spodziewać po polskich joginach?

Wydaje mi się, że joga - w porównaniu z Ameryką - jest w Polsce czymś nowym. Tutaj praktykują ją młode osoby, gdy w Stanach na moje zajęcia uczęszczają osoby i bardzo młode w wieku 14, 15 lat, jak i starsze mające 70 i 80 lat. Joga jest dla każdego, w każdym wieku i z każdą kondycją zdrowia. Chciałbym, aby była również dostępna dla ludzi, którzy mają problemy, np. z narkotykami, bo mogłaby im pomóc w odzyskaniu równowagi. Chciałbym także, aby była popularniejsza pomagając w zwalczaniu stresu, którego jest mnóstwo w naszym codziennym życiu.

Joga, fot. Agnieszka Lakner

Myśl druga – ile jogi jest w jodze?

W ofertach niektórych biur podróży można znaleźć kuszące propozycje „wakacji z jogą” - turnusy w luksusowych hotelach bywają wręcz ofertami najdroższymi. W teorii kłóci się zdecydowanie zestawienie ekskluzywnych rezydencji z ascetyczną filozofią Wschodu. Słowo „joga” coraz częściej staje się chwytem marketingowym, sama praktyka ulega komercjalizacji, a my wpadamy w sidła biznesu. Można ją również połączyć z innymi formami aktywności, np. z tańcem lub podporządkować ją dla konkretnych potrzeb, np. sesji egzaminacyjnej. Warsztaty jogi dla studentów mają przygotować ciało i umysł do wzmożonego wysiłku związanego z przygotowaniem do egzaminów. Szczególnie zastanowiły mnie wśród różnych „jogistycznych ofert” zajęcia z jogi śmiechu, które wcale nie polegają na zjedzeniu tabliczki czekolady a potem uśmianiu się do łez. Nie są to również assany wykonywane w sposób dowcipny czy z szerokim uśmiechem na ustach albo, co gorsza, śmianiu się z ćwiczących. Grupa osób spotyka się, aby po prostu pośmiać się wykonując proste ćwiczenia. O to, czym jest joga śmiechu zapytałam Jacka Golańskiego – psychologa prowadzącego warsztaty w Sopocie, który na ten temat natknął się w podróży autostopowej w 2004 roku, kiedy grupa Holendrów zaproponowała mu udział w warsztatach. Chociaż odmówił, joga śmiechu powróciła do niego w Niemczech w postaci książki autorstwa jej wynalazcy.

Czy nazwa „joga śmiechu” jest chwytem marketingowym?

Niestety nazwa Joga Śmiechu jest anty-chwytem marketingowym, gdyż w Polsce kojarzy się z sektą. Bardzo długo zastanawiałem się, jaką nazwę wybrać i zdecydowałem się na „joga” ze względu na szacunek jej "wynalazcy" i najbardziej aktywnego propagatora doktora Madan’a Kataria. Dobre jest to, że zajęcia są egzotyczne i nazwa jest zagadkowa. Tak jak Pani - ludzie starają się dociec dlaczego joga, a to otwiera mi drogę do klarownego wyjaśnienia charakteru zajęć.

Wydaje mi się, że joga śmiechu to po prostu rodzaj terapii osadzony w zachodniej psychologii?

To nie rodzaj terapii to forma prewencji. Co ciekawe oryginalny powód, na jaki powołuje się Kataria, to dbałość o fizyczność nie psychikę, jeśli ktoś poczuje się radośnie - to mamy pozytywny efekt uboczny.

Zastanawia mnie miejsce jogi śmiechu wśród różnych ścieżek jogi, czy mają ze sobą coś wspólnego - poza pracą mięśni, oddechem, rezultatem dla naszego zdrowia?

Joga śmiechu i inne ścieżki jogi mają wspólny kraj pochodzenia, nazwę, i kilka ćwiczeń - ale to ostatnie to tylko dlatego że joga śmiechu czerpie z wszystkiego z czego da się czerpać. (śmiech) Gdyby była wymyślona w Europie nazywałaby się aerobikiem śmiechu.

Czy dobrze mi się wydaje, że joga śmiechu nie będzie miała kontekstu filozoficznego, elementu medytacji?

Dobrze się Pani wydaje. (śmiech)

Czy naprawdę w naszym współczesnym świecie potrzebujemy warsztatów śmiechu? Czy już trudno nam się beztrosko śmiać? ;

Normy społeczne nakazujące, albo ograniczające to, ile powinniśmy się śmiać są dość stare, więc w ten sposób na pytanie nie odpowiem. Czy nam i naszym przodkom trudno się beztrosko śmiać? Na szczęście nie, przy czym śmiechu w zasadzie nie da się przedawkować, więc zawsze warto śmiać się więcej. Do tego, to co dzieję się na jodze śmiechu, jest troszeczkę odmienne od codziennego chichrania z przyjaciółmi, jest bardziej rozciągnięte w czasie, a przez co wpływa na wydolność. Jak - wspominany już aerobik (śmiech).

Myśl trzecia – czy joga sprzeniewierza się religii, szczególnie katolickiej?

Agata Urbanik prowadzi zajęcia z hatha jogi w „Klubie 1906” w Parku Jordana i w Ośrodku Spa Dr Ireny Eris na Wzgórzach Dylewskich. Od kilkunastu lat praktykuje i rozwija ścieżkę Hatha Joga, która jej zdaniem jest otwarta dla wszystkich, niezależnie od wieku, płci i wyznania. Jest to metoda, która umożliwia optymalne wykorzystanie zasobów energii, które są w człowieku, a nad którymi Zachód nie zastanawia się. Jest to również dla niej sposób na rozwój duchowy i znalezienie wszystkich odpowiedzi na otaczający nas świat w naszym wnętrzu.

Swojego syna zapisała do szkoły katolickiej prowadzonej przez siostrę zakonną. Ta po rozeznaniu zawodowym matki ucznia, zdziwiła się, że dziecko ma uczęszczać do szkoły katolickiej. Pani Agata zaś marzy o tym, aby w szkołach wprowadzono jogę na lekcjach wychowania fizycznego, co pomoże w leczeniu częstych wad postawy u dzieci, ADHD i pomoże w lepszej koncentracji. To również sposób na kreatywne myślenie, tworzenie od nowa oraz pozbycie się agresji w stosunku do własnego ciała, którą wzmaga zachodni sposób uprawiania sportu. Wystarczy skojarzyć okrzyki trenerów na siłowni, typu Dawaj! Ciśnij! Walcz!

Wiele osób jednak obawia się jogi ze względu na stosunek Kościoła katolickiego, który według publicznej opinii tego zakazuje. Pani Agata dodaje również, że często zwraca się uwagę na kult ciała jakiemu ulegamy. Jakie niebezpieczeństwo niesie ze sobą praktykowanie jogi zapytałam w Dominikańskim Centrum Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych: Zdania na temat jogi będą zawsze podzielone, gdyż jest to temat bardzo złożony. Praktykowanie jogi nie jest sprzeniewierzeniem się wobec wiary, nie rozpatruje się tego w kontekście grzechu ani kultu ciała. Najważniejszym i największym niebezpieczeństwem, które niesie ze sobą joga dla katolika jest zmiana wyznania. Wpływa na to z jednej strony indoktrynacja nauczycieli jogi, wplatanie kontekstu filozoficznego i medytacji, która jest istotnym elementem praktyki, z drugiej strony sami podświadomie reagujemy. Ćwiczenia oddechowe prowadzą do zmiany w świadomości, rozluźnienia organizmu i myśli, że przecież tak nam lepiej. Im bardziej drążymy temat, tym wzrasta ryzyko podjęcia decyzji o zmianie wyznania na hinduizm czy buddyzm. Co ciekawe, hinduscy katolicy nie stosują jogi w swoim życiu. Kościół nie zakazuje, natomiast odradza i uczula, aby być uważnym. Wszelkie próby przystosowania jogi do katolicyzmu, typu wplatanie w medytację wersetów z Biblii, zakładają kontekst filozoficzny i religijny, a granica pomiędzy religią a filozofią bywa cienka. Wprowadzenie jogi do szkół może spowodować uśpienie czujności i zapomnienie o właściwej istocie jogi.

Myśl czwarta i ostatnia – znaleźć swoją ścieżkę i podążać nią świadomie.

Wśród wielu ścieżek jogi możemy sobie wybrać tę najbardziej nam odpowiadającą. Wydaje się również, że współcześnie mamy możliwość wybierać z niej te elementy, które dostosowane są do naszych potrzeb. Najważniejsze jednak w tym wszystkim jest to, aby wybierać świadomie i pamiętać gdzie i w jaki sposób joga się narodziła. Żywię również nadzieję, ze wchód i zachód kulturowo nie zbliżą się do siebie na tyle, by stopić się w jedno.

tekst i zdjęcia: Agnieszka Lakner

Deanowi Lernerowi, Jackowi Golańskiemu, Agacie Urbanik i Dominikańskiemu Centrum Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych, a także organizatorom warsztatów z Deanem Lernerem (Krakowskiej Szkole Jogi i Nataszy Moszkowicz) dziękuję za rozmowę.

Szanowna Użytkowniczko, Szanowny Użytkowniku, zanim klikniesz „Przejdź do serwisu” lub zamkniesz to okno, prosimy o przeczytanie tej informacji. Prosimy w niej o Twoją dobrowolną zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz przekazujemy informacje o tzw. cookies i o przetwarzaniu przez nas Twoich danych osobowych. Klikając „Przejdź do serwisu” lub zamykając okno, zgadzasz się na poniższe. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres. Zgoda Jeśli chcesz zgodzić się na przetwarzanie przez Etnosystem.pl Twoich danych osobowych, które udostępniasz w historii przeglądania stron i aplikacji internetowych oraz danych lokalizacyjnych generowanych przez Twoje urządzenie, w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i w aplikacjach w celu ustalenia Twoich potencjalnych zainteresowań dla dostosowania reklamy i oferty) w tym na umieszczanie znaczników internetowych (cookies itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie takich znaczników, kliknij przycisk „Przejdź do serwisu” lub zamknij to okno. Jeśli nie chcesz wyrazić zgody kliknij „Zamknij”. Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Powyższa zgoda dotyczy przetwarzania Twoich danych osobowych do śledzenia statystyk Google Analytics czy wyświetlania Ci dedykowanych reklam.
Więcej informacji Przejdź do serwisu Zamknij