Przygoda nie dla każdego

Natalia Brożko w Boliwii, fot. arch. autorki
W szesnaście miesięcy dookoła świata? Ale po co? Jak? Za co i kiedy? Jak tak można? A mieszkanie, praca, jakaś stabilizacja? Natalia Brożko z partnerem Fabianem w 2012 roku postawiła wszystko na jedną kartę - dosłownie. Sprzedali dobytek, rzucili pracę i pojechali dookoła świata. Natalia wróciła inna - dziś nie marzy o nowym telewizorze, ale żeby pojechać do Iranu, a kiedyś - zobaczyć żyrafy. Jeżeli chcecie zmienić swoje życie i dowiedzieć się, jak spełnić marzenia - zainspirujcie się historią Natalii.
 
Jadwiga Marchwica, Etnosystem.pl: Twoją książkę promują hasła “Bez pracy, bez domu, bez problemów”. Łatwo się mówi - rzucić pracę i ruszyć w podróż… Naprawdę tak było, czy za tym “szaleństwem” kryją się miesiące przygotowań i rozważań?
Natalia Brożko: To są takie hasła, ale decyzja była poważna. Od początku wiedzieliśmy, że jak zwolnimy się z pracy i podejmiemy te ostateczne kroki, to już nie będzie odwrotu. Trzeba się z tym liczyć. Dlugo się zastanawialiśmy, ale ostatecznie było tak, jak napisałam w książce. Wymówiliśmy mieszkanie, zwolniliśmy się z pracy, sprzedaliśmy meble i pojechaliśmy.
 
Ludzie generalnie dążą do stabilizacji - nie każdy gromadzi rzeczy, żeby się wzbogacić, raczej chodzi o jakieś poczucie bezpieczeństwa, zapuszczenie korzeni, które w życiu są ważne.
Dlatego to jest tak trudna decyzja i stosunkowo mało ludzi się na takie przygody decyduje. Nie ma się co oszukiwać - to również jest kwestia pieniędzy. Takiej podróży nie da się odbyć za darmo i trzeba to wcześniej zaplanować. Myślę jednak, że jest sporo osób, które mogłyby sobie na nią pozwolić, a jednak tego nie robią - bo właśnie nie ma do czego wracać, trzeba całe życie zaczynać od nowa. Po prostu - nie można mieć wszystkiego! Albo przeżywasz super przygodę, ale liczysz się z konsekwencjami, krokiem wstecz w karierze i debetem na koncie, albo dbasz o domowe ciepełko i korzystasz z rzeczy, które posiadasz, ale omija cię przygoda. Żeby pogodzić te dwie sytuacje trzeba by mieć nieograniczone środki finansowe.
 
Wydaje mi się też, że osoby, które mają tak duże zabezpieczenie nie charakteryzują się raczej tak rozbudowaną chęcią podróżowania. Przynajmniej nie w takim stylu…
Masz rację, w stu procentach się z tobą zgadzam! Spotkaliśmy podczas naszej podróży wiele ciekawych osób, niektórzy wędrowali z plecakami od wielu miesięcy. To raczej nie były osoby, które planowałyby po powrocie budowę domu i zakładanie ogródka… To jest typ człowieka, który ciągle jest w drodze, a taki stan spokoju w tej wiecznej podróży osiąga się przede wszystkim w głowie.
 
Od roku znowu mieszkasz w Niemczech - na chwilę zaczepiłaś się w jednym miejscu, ale czujesz w sobie gen “nomady”? Czekasz na moment, kiedy znowu zagna cię w świat?
Podróżowanie jest, jak narkotyk i z tego się nie wyrasta. Z Fabianem normalnie pracujemy zawodowo, ale jak tylko mamy wolną chwilę, weekend, albo wolne za nadgodziny - od razu wyjeżdżamy. Oczywiście na mniejszą skalę, ale żyjemy cały czas “na walizkach”. 
 
A jak to się ma do życia codziennego? Znajomi nie narzekają, że nie można się z wami umówić na obiad i do muzeum?
[śmiech] Nas to właściwie nie dotyczy z racji tego, że my tak wiele razy się przeprowadzaliśmy, że właściwie nie mamy “stacjonarnych” znajomych. Najmniej znajomych mamy w miejscu zamieszkania, jak teraz, w Kassel. Nasi znajomi mieszkają w różnych krajach, miastach, więc dobrze się składa, że na weekendy się przenosimy - to jest właśnie czas nie tylko na poznawanie świata, ale też na kontakt z ludźmi. 
 
Żeby mieć w sobie taką chęć podróżowania i pakowania się na wycieczkę w każdy weekend, zamiast odpoczywania na kanapie, trzeba mieć w sobie jakiegoś bakcyla… To studia związane z fascynacją Azją tak na ciebie wpłynęły?
I tak i nie. Zawsze dużo podróżowałam, oczywiście początkowo, jako dziecko i młoda uczennica w miarę możliwości moich rodziców. To właśnie z nimi jeździłam po Polsce, i nad morze, i w góry. Jak to się mówi - “Czym skorupka za młodu nasiąknie…”. Na studiach te podróżnicze zainteresowania się we mnie rozwinęły. Coś, co zasiali we mnie rodzice, jak byłam mała, dojrzało we mnie. Studia otworzyły przede mną nowe możliwości, nowe horyzonty - przede wszystkim w głowie. Wcześniej nie wyobrażałam sobie, że można tak po prostu pojechać do Azji - też dlatego, że nie było to w zasięgu moich możliwości - a w czasie studiów moja chęć i pasja podróżowania się pogłębiły i utwierdziły.

 
Twoje zainteresowanie Azją miało wpływ na to, że właśnie od Azji, od Tajlandii zaczęliście podróż dookoła świata?
Tylko częściowo, bardziej był to przypadek. Od dawna planowałam wspólny wyjazd z moimi rodzicami do Tajlandii - chciałam, żebyśmy we trójkę spędzili w tym kraju trzy tygodnie, poznali go, pozwiedzali. Wyjazd planowaliśmy już rok wcześniej, wszystko było załatwione, bilety kupione. W tym czasie pojawiła się myśl o podróży dookoła świata - Fabian uznał, że nasza wyprawa do Tajlandii to świetny pretekst i początek podróży. Zaproponował, że dokupi bilet dla siebie, spędzi z nami czas w Tajlandii, a kiedy rodzice wrócą do kraju - my ruszymy dalej. I tak zrobiliśmy!
 
Pretekst? Nie sądziłam, że potrzebny będzie pretekst…
Taki “pretekst” jest ogromnie potrzebny, pierwszy kamień, który uruchomi lawinę. Rozważanie i snucie planów to jedno, a podjęcie decyzji i uruchomienie konkretnych działań - to drugie. Trudno się zdecydować na podróż dookoła świata. Pojawiają się wątpliwości i przeciąganie decyzji w czasie. “A może jedźmy w styczniu, a może latem będzie lepsza pogoda?”. Człowiekowi potrzebny jest impuls - moja wycieczka do Tajlandii była zaplanowana i zaklepana od dawna i to był właśnie ten impuls.
 
Impuls wysłał was na półtora roku w nieznane. Patrzyłam na wykaz krajów - z jednej strony nie zwiedziliście całego świata, z drugiej widzę, że wcale nie ociągaliście się w tym podróżowaniu. Tu kilka dni, tam kilka dni…
Okazuje się, że półtora roku to niewiele czasu! Często znajomi pytają nas, czemu pominęliśmy Afrykę. Z jednej strony niewiele wiemy o tym kontynencie i trochę baliśmy się. Z drugiej - po prostu zabrakło nam czasu! Kiedy już się wpadnie w wir podróży i “płynie się z prądem”, ciężko jest panować nad czasem i przestrzenią. Spotykaliśmy różnych ludzi - mieszkańców, podróżników, którzy mówili nam “Jedźcie tam, tam zobaczycie coś niesamowitego!”, a chwilę później, ktoś inny kierował nas w inną stronę i też namawiał do odwiedzenia innego pięknego miejsca. Trzeba wybierać i ciągle brać siły na zamiary - a czas się kurczy. 
 
Każdy, kto weźmie do ręki “W 16 miesięcy dookoła świata” zauważy, że ten czas wypełniony mieliście po brzegi. Trzeba było kombinować, załatwiać, przemieszczać się, pochłaniać wiedzę… Powiedz szczerze - to może zmęczyć!
To prawda i to jest pewnie kolejny powód, dla którego nie każdy decyduje się na takie podróże. Podróżowanie, to nie urlop wypoczynkowy - podróżowanie to specyficzny styl życia, który czasami męczy. Żyjesz na walizkach, chcesz czy nie chcesz - przyjmujesz ogromną ilość informacji i chyba każdy podróżnik ma swoją granicę bólu. Naszą granicą bólu i portfela było półtora roku - po tym czasie cieszyliśmy się, że wracamy do domu. Cieszyliśmy się z wizji wprowadzki do jakiegoś mieszkania, możliwości wyspania się i odpoczynku.
 
Organizacja i pieniądze - to kwestie, która zawsze zastanawiają, kiedy czyta się o wyczynach podróżników. Jak się zabezpieczyć finansowo, jak zaplanować tak długi czas w kompletnie nieznanych miejscach?
Jeżeli chodzi o pieniądze, to odłożyliśmy je wcześniej i zdecydowaliśmy, że nie będziemy szukać pracy po drodze. Ja mam polski paszport, a Fabian - niemiecki. Wiedzieliśmy, że w różnych krajach będziemy mieć różne prawa i nie chcieliśmy narażać się na jakieś kłopoty, lub na sytuację, w której jedno z nas będzie pracować i zbierać fundusze na dalszą podróż, a drugie - będzie tylko czekać. Zarabianie w podróży to jednak bardzo dobry sposób, często wybierany przez podróżników. Na swojej drodze można zatrzymać się na jakiś czas i dorobić na kolejne etapy wyprawy. To też na pewno jest przygoda. Jeśli chodzi o organizację, o której wspomniałaś, to oczywiście nie da się zaplanować dokładnie półtora roku w podróży dookoła świata. Zaplanowany mieliśmy porządnie czas w Tajlandii, który spędziliśmy z moimi rodzicami. A potem… jechaliśmy trochę za dobrą pogodą [śmiech]. Znaleźliśmy taką mapę, która dokładnie pokazuje jak przesuwa się dobry front, gdzie kiedy następuje pora deszczowa, czy zimna - i tak planowaliśmy podróż, żeby zawsze być w tym dobrym, ciepłym miejscu. Nie mieliśmy odpowiednich ubrań i ekwipunku na podróżowanie w każdych warunkach - w takiej sytuacji lepiej trzymać się słońca i wyższych temperatur. Uważam też, że dokładne planowanie, to strata czasu. Trzeba patrzeć i słuchać - gdzieś zauważysz znak na ciekawe miejsce, ktoś coś podpowie i już wiesz, w którym kierunku chcesz podążać.
 
Podróżowanie po całym świecie w dość krótkim - jakby nie było - odstępie czasu chyba otwiera oczy na to, jak bardzo ten świat jest zróżnicowany. 
To był czasami spory przeskok, ale nigdy nie mieliśmy obaw przed zmianą kraju. Te zmiany przychodziły naturalnie, choć każdy kraj zostawiał coś w naszej pamięci. Postrzeganie kolejnych miejsc było więc już przefiltrowane przez różne doświadczenia. Kiedy po dłuższym czasie spędzonym w Azji wjechaliśmy do Australii, uderzyła w nas pustka. Po zatłoczonych azjatyckich miastach wydawało nam się, że Australia jest praktycznie niezamieszkana! Drugą kwestią są ceny - jeżdżąc tak długo po świecie liczysz każdy grosz, cena posiłku warunkuje, czy go zjesz, czy możesz sobie na niego pozwolić. W Azji jadaliśmy w garkuchniach za półdarmo, a w Australii na jedzenie trzeba było wydać dużo pieniędzy. Z kolei w Ameryce Środkowej uderzyło nas to, jak bardzo jest głośna! W pierwszych dniach myślałam, że mi głowa wybuchnie! Panama dudni klaksonami, głosami przekrzykujących się sprzedawców, muzyką. Ale oczywiście - nie narzekam, bo przecież po to podróżujemy, żeby odkrywać i poznawać.
 
Wspominasz różne sytuacje i miejsca, w książce też niektórym miejscom poświęcasz więcej uwagi… Czy z tych szesnastu miesięcy coś szczególnie zapadło ci w pamięć? Masz już jakieś ulubione miejsce?
Każdy nas o to pyta…. [śmiech]. Ale muszę cię rozczarować - nie mam ulubionego miejsca na ziemi, bo nie da się tych miejsc porównać. Co innego podobało mi się w zatłoczonej Azji, a co innego w pustej Australii. Tu zachwycił nas świat zwierząt i nieskończona bezbrzeżna pustka. Bywały dni, kiedy jadąc setki kilometrów samochodem nie spotkaliśmy po drodze nikogo! W Indonezji byliśmy na ceremonii pogrzebowej, która przerosła nasze wszelkie wyobrażenia i do końca życia tego nie zapomnimy! Zabijanie świni, bawołu, dary, ofiary, krzyki, ryki, wszędzie krew… A wszystko to w otoczeniu muzyki i wielkiej imprezy, bo zmarłego trzeba godnie odprowadzić w zaświaty. Zachwyciła nas Kolumbia i Boliwia oraz niebywały magiczny klimat puszczy amazońskiej. Każde z tych spektakularnych wydarzeń z innych powodów zapadło nam w pamięć, ale na pewno nie wpłynęło na jednoznaczny osąd całego kraju. Nie mam ulubionego kraju, nie byłabym w stanie wybrać. 
 
We wstępie do książki pojawia się informacja, że pomysł na podróżowanie wziął się.... z chęci zobaczenia żyraf na wolności! 
[śmiech] No właśnie! Tę sytuację skomentuję w kolejnej książce - bo faktycznie objechałam cały świat, a akurat żyraf nie widziałam! Ale…. podobno nie można wszystkich marzeń spełniać od razu - coś musi zostać na później! Chociaż w moim przypadku - marzenia się zmieniają i ciągle mam nowe. To, że jedno się nie spełni nie znaczy, że nie pojawi się następne!
 
Ostatnio też, z racji swojego obecnego miejsca zamieszkania, eksplorujesz Niemcy.
Uważam, że Niemcy są bardzo ciekawym krajem pod względem turystycznym. Mieszkając w Berlinie niewiele tego kraju poznałam, tylko najbliższą okolicę stolicy. Teraz nadrabiam, bo Kassel leży dokładnie w środku, więc wszędzie mamy blisko. Nie zdawałam sobie sprawy, że w Niemczech jest tyle zabytków! Drezno, Weimar, Lipsk - to piękne miejsca i naprawdę niedaleko Polski. Warto poznać naszych sąsiadów. 
 
Urlop spędziłaś jednak trochę dalej…
Tak, urlop spędziliśmy w Bhutanie, o czym marzyłam od dawna. Przymusowo odwiedziliśmy też Indie. Turystyka indywidualna w Bhutanie nie istnieje. Musieliśmy skorzystać ze zorganizowanej przez biuro podróży wycieczki, której program obejmował kilka dni w Indiach, kraju graniczącym z Bhutanem. Indie znam z poprzednich wojaży i przyznam, że ich nie lubię. Niestety również Bhutan mnie troszkę rozczarował. Spodziewałam się kraju dziewiczego i mistycznego, a zastałam przyzwoicie rozwinięte królestwo. Każdy mnich w zakonie mamrocze pod nosem formułki, a jednoczenie pisze SMS-y na najnowszym iPhonie… W górach często nie ma toalety, ale zasięg komórkowy jest wszędzie! Z jednej strony Bhutan to biedne państwo, a z drugiej - widać ogromny postęp w miastach i rozwój turystyki.
 
Wydaje mi się, że tę dziewiczość, której szukasz, można odnaleźć w Ameryce Południowej. Wydawało mi się, że Peru takie jest…
W Ameryce Południowej może tak, ale na pewno nie w Peru! W Peru, zwłaszcza na Szlaku Inków, turyści wchodzą sobie wręcz na głowę. Spokojniej jest w Kolumbii i Boliwii, podobnie jest chyba też w Wenezueli i Gujanach oraz Surinamie - ale tam nie dotarliśmy, więc pewności nie mam. 
 
Mówiłaś, że chcesz dalej podróżować - pewnie już nie na taką ogólnoświatową skalę, ale jednak. Inspirujesz się książkami, muzyką?
Poniekąd, choć pragnienie bardziej bierze się z serca niż jest podbudowane literaturą i sztuką [śmiech]. Ostatnio mocno zastanawiam się nad Iranem. Ogromnie chciałabym tam pojechać, ale jest to kraj, przed którym czuję respekt. Poszerzam moją wiedzę na jego temat, muszę wiedzieć, jakie jest tam prawo, jak będę traktowana, jako kobieta etc. W takim wypadku lubię sięgać po książki podróżnicze, w których autor opisuje swoje przeżycia, wrażenia. Widzę, że podróżnicy bardzo chwalą sobie Iran, Pakistan i Afganistan. Również chciałabym je kiedyś zobaczyć, mimo że uchodzą za niebezpieczne.
 
Wokół Iranu roztacza się aura niepewności - nie znamy tak dobrze kultury i tradycji muzułmańskich, żeby wchodzić w to społeczeństwo bez obaw. 
Dlatego też najpierw chcę się więcej dowiedzieć na ten temat, sprawdzić, zanim zabiorę się za organizację. W Malezji, która też jest krajem muzułmańskim nie mieliśmy żadnych problemów. Wydaje mi się, że przyjezdni nie są traktowani przez Malezyjczyków tak samo, jak oni traktują siebie nawzajem. Takie mam doświadczenia z tego kraju, ale oczywiście nie wiem, jak będzie to wyglądać w Iranie.
 
Podróżowanie samotne - czyli nie ze zorganizowaną grupą - to zawsze pewna obawa o niespodziewane wypadki, problemy.
My takich nie mieliśmy. Na szczęście nie chorowaliśmy, nikt nas nie okradł, nikt nas nie napadł - może mieliśmy szczęście, a może świat nie jest taki straszny. Straszono mnie, że w Ameryce Południowej panuje kult macho, ale nigdy nie spotkałam się, jako kobieta, z dyskryminacją. Odnoszono się do mnie tak samo przyjaźnie, jak do Fabiana.
 
Czy myślisz, że istnieje jakiś klucz do dobrego podróżowania?
Otwartość i szacunek. Sprawy kulturowe są ważne - warto wiedzieć, gdzie jedziemy i jakie panują w tym miejscu zwyczaje, żeby kogoś nie urazić i samemu nie narażać się na nieprzyjemne sytuacje. A doświadczenie przychodzi z czasem. Ja po półtora roku podróżowania jestem dziś na pewno bardziej tolerancyjna. Podróże zawsze otwierają oczy na świat i drugiego człowieka, a Polacy nie są tolerancyjni i otwarci - tego można się nauczyć właśnie w podróży.

Rozmawiała: Jadwiga Marchwica
Zdjęcia: archiwum Natalii Brożko

Na zdjęciach:
01 - Stupa w Tajlandii
02 - Tajlandia - Wyjatkowo dluga szyja
03 - Pogrzeb w Indonezji
04 - Na meczu Radwanskiej w Australii
05 - Australia - Great Ocean Road
06 - Wielkie glazy w Australii
07 - Z polska flaga w Boliwii
08 - Idealnie skrojone mundurki na Fidzi
09 - Yellowstone w USA
10 - Wyspa Tubasenika w Panamie
Szanowna Użytkowniczko, Szanowny Użytkowniku, zanim klikniesz „Przejdź do serwisu” lub zamkniesz to okno, prosimy o przeczytanie tej informacji. Prosimy w niej o Twoją dobrowolną zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz przekazujemy informacje o tzw. cookies i o przetwarzaniu przez nas Twoich danych osobowych. Klikając „Przejdź do serwisu” lub zamykając okno, zgadzasz się na poniższe. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres. Zgoda Jeśli chcesz zgodzić się na przetwarzanie przez Etnosystem.pl Twoich danych osobowych, które udostępniasz w historii przeglądania stron i aplikacji internetowych oraz danych lokalizacyjnych generowanych przez Twoje urządzenie, w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i w aplikacjach w celu ustalenia Twoich potencjalnych zainteresowań dla dostosowania reklamy i oferty) w tym na umieszczanie znaczników internetowych (cookies itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie takich znaczników, kliknij przycisk „Przejdź do serwisu” lub zamknij to okno. Jeśli nie chcesz wyrazić zgody kliknij „Zamknij”. Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Powyższa zgoda dotyczy przetwarzania Twoich danych osobowych do śledzenia statystyk Google Analytics czy wyświetlania Ci dedykowanych reklam.
Więcej informacji Przejdź do serwisu Zamknij