Increase Size Decrease Size Reset font to default

Etnosystem.pl

etno, world music, kultura i sztuka

« »

Indonezja: zapiski z podróży

Bajkowe Bali, Jawa, Borneo czy Sumatra. Edyta i Łukasz Parzuchowscy przemierzyli Indonezję, wrażenia ze swojej podróży utrwalając na fotografiach i dzienniku podróży. Zapraszamy do lektury relacji z wyprawy.

Czytaj

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu

W starożytności powiedzenie "wszystkie drogi prowadzą do Rzymu" miało sens dosłowny. Dzisiaj wciąż nie traci ono na znaczeniu – wielu mieszkańców tego miasta uważa, że drogi życiowe prowadza nas tak, by choć raz w życiu odwiedzić to miejsce.

Czytaj

Kraków na Rozstajach

W Krakowie trwa festiwal Rozstaje, któremu Etnosystem.pl patronuje medialnie. Muzyka folk i worldbeat z różnych zakątków globu, warsztaty taneczne i instrumentalne - serce Małopolski tętni ludowością.

Czytaj

Cały świat w jednym mieście

Czeska Ostrava przez kilka lipcowych dni tętni muzyką całego świata. Gwiazdy rocka, folk-rocka i world music, szaleństwo The Cranberries, ekstaza z Afro Celt Sound System przy akompaniamencie burz i ulew. Po prostu: Colours of Ostrava.

Czytaj


afektywni

Gramy tak, jak się nam podoba
poniedziałek, 23 lutego 2009 17:33
Rozmowa z DVA

 

Sample Image

DVA to czeski duet, który swoją twórczość określa, jako „folklor nieistniejącego narodu”. Bára  i Jan Kratochvíl tworzą we własnej kuchni, a język jakim się posługują jest międzynarodowym zlepkiem. Tuż przed koncertem w Katowicach spróbowaliśmy dowiedzieć się czegoś więcej na temat specyficznych Czechów.


Jadwiga Marchwica: Jak jest historia waszego duetu? Czy zawsze wiązaliście przyszłość z muzyką?

DVA: Trzy lata temu byliśmy związani z kilkoma grupami muzycznymi oraz niezależną grupą teatralną, do której należy osoby z innego środowiska. Ale niestety wiele z tych osób przeprowadziło się do innych miast, wiec zgranie się w czasie (na próby, koncerty) stawało się coraz trudniejsze. Więc uznaliśmy, że najprościej będzie tworzyć muzykę tylko w dwie osoby.  Kupiliśmy looper i zaczęliśmy robić muzykę we dwójkę.

A zatem, jak myślcie, co było najważniejszym krokiem w karierze duetu DVA?

Chyba właśnie zakup loopera. I podjęcie decyzji, że będziemy coś tworzyć tylko we dwójkę. Istotna była także nasza podróż poślubna – małą, rozklekotaną Skodą 120 zwiedziliśmy Litwę i Łotwę. No i założenie profilu na Myspace

Myspace faktycznie zbliża artystów do odbiorców. Ale tutaj znajdują się "zaszufladkowane". Z waszego profilu dowiadujemy się, iż wykonujecie  "muzykę eksperymentalną / electro / muzykę akustyczną". Co gracie tak naprawdę?


To proste – gramy to, co lubimy.

Czy nagranie albumu o dystrybucji międzynarodowej  ["Fonók" ukazało się 30 września 2008, nakładem Indies Scope – przyp. red.] było od początku waszym celem?


W ciągu pierwszego roku istnienia DVA nagraliśmy w sumie trzy albumy dla naszego domowego Label Home Table: "Kapitan Demo", "Live soundtrack Cabinet dr. Caligari" i "Ringing to mobile phones". Ten ostatni jest obecnie dostępny w sieci, poprzez label Surreal Madrid. Ngrywanie kolejnych albumów nie ma chyba specjalnego, z góry wyznaczonego celu.

Tworzenie muzyki w duecie nie było od początku waszym zajęciem, najpierw udzielaliście się w kręgach teatralnych i filmowych. Jak byście określili waszą współpracę z teatrem DNO?
 
Cała nasza "artystyczna praca" rozpoczęła się właśnie w teatrze DNO. Jest to niezależny, "koczowniczy" teatr kukiełkowy, który działa w naszym mieście. Koncerty i przedstawienia zaczęliśmy organizować w 2001 roku. Ale już w 2005 niektórzy członkowie skończyli studia i rozpoczęli "dorosłe" życie i pracę w innych miastach i branżach. Teraz tworzymy… przez skype’a :-)

Czy praca przy DNO dała zatem jakieś rezultaty w waszej późniejszej twórczości muzycznej?

Tak, graliśmy przecież muzykę do przedstawień teatralnych, z czego część była czystą improwizacją. To bardzo kształtuje brzmienie i podejście do muzyki.


Najpierw był teatr, potem zaistnieliście także w kinematografii. Jak zaczęła się wasza przygoda z tworzeniem muzyki do filmów niemych?

Latem 2006 roku, na jednym z festiwali teatralnych, na którym trzymaliśmy pieczę nad programem,  teatr DNO posiadał własne stanowisko. Któregoś dnia jedna z grup teatralnych oznajmiła, że nie są w stanie wystąpić z powodu choroby. Taka wyrwa w programie stanowiła dla nas nie lada problem. Zastanawialiśmy się co zrobić, aż ktoś stwierdził, że mamy do wykorzystania rzutnik i jakiś komputer. Tak powstał pomysł zagrania do filmu niemego. Znaleźliśmy jedyny wolny film niemy w internecie – jego tytuł brzmiał "Cabinet of dr. Caligari". Żadne z nas nigdy wcześniej go nie widziało. W nocy (oczywiście była pełnia księżyca) odbył się nasz pierwszy, całkowicie improwizowany koncert do filmu niemego. Teraz już raczej nie improwizujemy. Tworzymy oprawę muzyczną do "Dr. Caligari" i innych filmów krótkometrażowych Georgesa Méliésa. Tworzenie tego typu soundtracków to nasz absolutny konik, ale lubimy tworzyć także "muzykę dla samej muzyki".

Teraz waszym głównym polem artystycznym jest projekt DVA. A dla was osobiście? Czy stanowi on istotną częścią waszego życia?

Oczywiście! 1/3 doby to sen, 1/3 – DVA, a pozostała 1/3 – inne, "nie artystyczne" zajęcia [śmiech].

W opisach waszej działalności istotne miejsce zajmuje "folklor nieistniejącego Narodu". To dość nietypowe określenie brzmienia zespołu! Jak wyobrażacie sobie ten Naród?


Ludzie ci mówią czterema językami: uniwersalnym językiem północnym, ugrofińskim, uniwersalnym bałtyckim oraz romantycznym językiem romańskim. Natomiast narodową używką jest kofeina. To niektóre z danych o tym Narodzie… Nie pracujemy natomiast nad jakiś specyficznym „brzmieniem folkloru”.

A czy w związku z tym staracie się czerpać inspirację, wzorce z jakiegoś konkretnego folkoru muzycznego?

To oczywiste, że nie interesujemy się jedynie tradycyjnym folkorem "Narodów Nieistniejących". Facet z Cassio na weselu, dziesięcioletni hip-hopowiec robiący beatbox na urodziny swojej mamy, grupa black metalowa w wiejskim pubie – to wszystko jest dla nas rodzajem współczesnego folkoru. I takie rzeczy najbardziej nas interesują. Natomiast jeżeli chodzi o nasze rodzinne strony, to lubimy muzykę folkową z Moraw – tam gdzie Czechy stykają się ze Słowacją.

Wasz duet formalnie działa dopiero od dwóch lat, a już sporo zrobiliście. Jakie są plany na najbliższe miesiące?

W tym roku chcemy wydać sumptem naszego Label Home Table album CDR, który zawierać będzie nasze soundtracki (do filmów niemych, przedstawień teatralnych i gier komputerowych). Planujemy wydać także krążek z muzyką "użyteczną": "Music for travel to work by bike". W tym momencie pracujemy także nad oprawą muzyczną dla jednego teatru kukiełkowego w Trondeheim.
 
W takim razie trzymam kciuki i życzę powodzenia! Mam nadzieję, że i sobotni koncert w Katowicach będzie udany.
 
Polska nie jest nam obca – żyjemy 40 km od granicy, nasze pierwsze kasety "oryginalnych wczesnych lat 90" pochodzą z Placu Targowego w Kłodzku! W kwietniu 2006 pojechaliśmy na mini-trasę z czeską grupą elektro Midilidi. Zagraliśmy wtedy w Przemyślu, Poznaniu i Warszawie. I te koncerty wspominamy bardzo dobrze!


22 lutego 2009
rozmawiała: Jadwiga Marchwica

Sample Image

 

 

Poprawiony: wtorek, 30 czerwca 2009 22:54
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Newsletter

Etnonews co tydzień do kawy.

Imię:

Email:

Kup sobie książkę!

Twoje konto

Pogoda


.