#HALO507 – PANAMA CZĘŚĆ 9: CZASEM SŁOŃCE CZASEM DESZCZ (BOCAS DEL TORO)

W trakcie całej mojej podróży często trafiałem na hasła reklamowe: Bocas to Panama. Slogan miał rozwiewać wątpliwości, do jakiego kraju należy ten zakątek świata. Można je równie dobrze odwrócić: Panama to Bocas. Wszyscy, ale to wszyscy odwiedzający to państwo, wcześniej czy później trafiają właśnie tutaj. Bocas to Panama w pigułce: to wysokie fale i rajskie plaże, to szalone życie nocne, to leniwce i delfiny. Ale Bocas to również kapryśna pogoda; serwis i organizacja, które pozostawiają wiele do życzenia; a także coraz bardziej zatłoczony wabik na turystów. Z której strony by jednak nie patrzeć Bocas del Toro to absolutna jazda obowiązkowa na czas wakacji w Panamie.

PRAKTYCZNIE

Bocas del Toro to archipelag 10 głównych wysp i wielu malutkich wysepek znajdujących się na Morzu Karaibskim tuż przy pograniczu Panamy z Kostaryką. Zwiedzenie ich wszystkich jest oczywiście niewykonalne, ale spędzenie tutaj 3-4 dni da już właściwy posmak tego miejsca. Przy odrobinie szczęścia może to być smak słońca, rumu i fantastycznej zabawy.

Przystań na Isla Bastimentos

O świcie docieramy do naszego punktu docelowego: obskurnej miejscowości Almirante. Z tutejszego dworca musimy złapać taksówkę, za którą zapłacimy nie więcej niż 2 USD, aby dostać się do portu lub postoju taksówek wodnych. Każdego ranka wypływa stąd prom na Colón (główną wyspę archipelagu), za który zapłacimy kolejne 2 USD. Rejs trwa ok. 2 godzin, ale będzie uzależniony od warunków na morzu. Jeśli nie uda Wam się dostać na prom lub po prostu chcecie zaoszczędzić na czasie, to za 6 USD przez cały dzień możemy złapać łódkę/taksówkę wodną, która na tę samą trasę potrzebuje raptem 20-30 minut.

Już sam opis brzmi wyczerpująco, pomyślcie więc jak to się prezentuje w rzeczywistości. 10-godzinna podróż autobusem nawet w wygodnych warunkach należy do męczących, a co dopiero, gdy przewidziane są dodatkowe atrakcje. Po pierwsze, wspomniana już wcześniej klimatyzacja: to będzie jeden z nielicznych momentów w trakcie podróży po Panamie, kiedy polary, swetry i ciepłe koce będą więcej niż wskazane; przejazd odbywa się w arktycznych temperaturach. Po drugie, nie nastawiajcie się na działającą toaletę. Za potrzebą najlepiej pójść w trakcie jednego z dwóch dłuższych przystanków. No i wreszcie kwestia samego prowadzenia pojazdu. Trasa wiedzie także przez lasy i górską część kraju. To, w połączeniu z szalonym stylem jazdy, może niektórych pasażerów przyprawić o zawrót głowy. Na niektórych odcinkach autobusy podskakują jak szalone lub przechylają się to w jedną, to w drugą stronę. 

Po raz kolejny alternatywą może być transport oferowany przez prywatnych przewoźników: w zależności od tego, gdzie jesteście, możecie wyruszyć bardziej komfortowym mini-busem ze stolicy, Playa Venao/Pedasi czy Santa Catalina. Niektóre z nich kursują między konkretnymi hostelami.

Jeżeli dysponujecie mniej ograniczonym budżetem, to za ok. 200 USD (cena za lot w obie strony w najtańszej taryfie) dostaniecie się tu samolotem Air Panama. To jedyna linia lotnicza, którą traficie tutaj ze stolicy. Lot zajmuje około godzinę i oszczędza Wam transportu wodnego, lądujecie bowiem już na Isla Colón.

Jeśli już się dostaniemy na którąś z wysp, to warto zastanowić się nad tym, gdzie będziemy nocować. Jak wspomniałem, serce Bocas del Toro bije w stolicy o nazwie (niespodzianka) Bocas znajdującej się na Isla Colón. Znajdziecie tu jedyny bankomat, sieć sklepów, restauracji i dyskotek, których próżno szukać w innym miejscu. Wybór miejsca noclegowego jest tak naprawdę prosty: impreza = Isla Colón, cisza i spokój = Isla Bastimentos. Chociaż jestem pod sporym wrażeniem tej drugiej, to polecam zainstalowanie się na czas pobytu w stolicy. I to nie ze względu na jej życie nocne. Po pierwsze, jest to najlepsza baza wypadowa: stąd zabierzecie się na kilkugodzinne lub całodniowe wycieczki w różne miejsca archipelagu i najłatwiej złapiecie transport wodny, jeśli będziecie chcieli wybrać się gdzieś na własną rękę. Po drugie, miejcie na uwadze, że Karaiby potrafią być naprawdę kapryśne pod względem pogodowym, a w ekstremalnych przypadkach warunki na morzu mogą sparaliżować transport między wyspami i ograniczyć go jedynie do kursującego z Colón promu. Oznacza to, że w przypadku oficjalnego zakazu, nie dostaniecie się w żadne inne miejsce albo utkniecie w nim dłużej niż zakładaliście.

Najtańszy nocleg w wieloosobowym pokoju to wydatek rzędu ok. 15 USD. Opcji hostelowych jest sporo, nie brakuje też bardziej luksusowych propozycji, zarówno na Colón jak i Bastimentos. Mieszkań czy domów udostępnianych przez Airbnb nie jest zbyt wiele i w sezonie może ich łatwo zabraknąć. A przypada on (tak jak w przypadku całego kraju) na czas naszej astrologicznej zimy. Nie daje to jednak gwarancji dobrej pogody. Dla przykładu, mój pierwszy pobyt w Bocas del Toro trwał niemal trzy tygodnie, a dni słonecznych było zaledwie kilka. Ulewy mogą ciągnąć się całymi dniami, odbierając czar całemu pobytowi. A to dlatego, że siłą rzeczy nasze aktywności uzależnione będą tylko od tego, co za oknem.

Atrakcji jest sporo: poczynając od surfowania i nurkowania, poprzez możliwość wynajęcia rowerów, a kończąc na parku linowym. Osobną kwestią pozostaje tutejsze życie nocne, tętniące niemal każdego dnia wzdłuż nabrzeża portowego Isla Colón. Jest wielobarwnie, intensywnie i dość hedonistycznie. Wszelkiego rodzaju używki są ogólnodostępne, zaś w tle będą nam przygrywać przede wszystkim latynoskie przeboje.

Nie mam szczególnych rekomendacji gastronomicznych. Zarówno na Colón jak i Bastimentos zjecie dosyć drogo, co nie oznacza, że wybitnie. W samym centrum Bocas jest kilka tańszych opcji, a po raz kolejny wybawieniem okazuje się tutejszy chińczyk. Tylko czy o to chodzi w przypadku wakacji na Karaibach? Najlepiej zjadłem na wycieczce, na której mieliśmy opłacony posiłek. Koniecznie zamawiajcie ryby lub owoce morza – są świeże i najczęściej należycie przyrządzone.

Po wyspie Colón możemy przemieszczać się taksówkami lub busami kursującymi w najbardziej atrakcyjne zakątki. Tutaj uczulam na wykupywanie biletów w obie strony lub upewnienie się, że ma się zagwarantowany transport powrotny. Jeśli udamy się w jakąś część Colón taksówką, licząc na łatwy powrót autobusem, możemy się srogo zawieść. Osoby z biletami w obie strony mają pierwszeństwo, a pozostali muszą cierpliwie czekać na wolne miejsca. Czasami dochodzi wręcz do dantejskich scen i lepiej tego uniknąć. 

Playa Red Frog

PODRÓŻNICZO

Co stanowi największy magnes przyciągający tutaj coraz liczniejsze rzesze turystów? Są nimi oczywiście rajskie plaże i niesamowite okoliczności przyrody. Bocas del Toro mogłoby śmiało brylować w rankingach na najbardziej rajskie miejsca na ziemi. W pełnym słońcu lazurowe wody Karaibów i ciągnące się wzdłuż jego wybrzeża palmy tworzą niesamowite okoliczności dla gringos uciekających przed zimnem i pluchą. Dlaczego piszę ‘mogłoby’? Bo, tak jak w przypadku całej Panamy, także tutaj trudno wyzbyć się przekonania, że to wszystko ma dużo większy potencjał, który jeszcze długo nie zostanie wykorzystany.

Wcale nie chodzi mi o to, żeby nad morzem ciągnęły się tutaj ekskluzywne kurorty. Jeśli komuś zależy na naprawdę komfortowych warunkach, to oczywiście je tutaj dostanie. Ci, którzy wolą bardziej hipisowskie i surferskie klimaty, również znajdą coś dla siebie. W mojej księdze zażaleń na Bocas wpisałbym raczej w pierwszej kolejności ogólne doświadczenie i klimat. Naciągają tutaj jak w każdym innym zakątku Ameryki Centralnej, ale w wielu miejscach nie czujemy się gościem ani klientem, a intruzem. Trafiłem do Bocas po dwóch miesiącach pobytu w Panamie, więc przeszedłem nad tym na porządek dzienny, ale regularnie wysłuchiwałem rozgoryczonych turystów lub własnych znajomych, kiedy zawitali tu ze mną w trakcie mojego drugiego podejścia do Bocas. No i to poczucie, że ci, którzy są odpowiedzialni za Twoje doświadczenie, ale i bezpieczeństwo, nie ogarniają zupełnie nic: biuro portu, jedyny na archipelagu szpital czy recepcjoniści w wielu miejscach to najlepsze przykłady silnego oporu przed jakąkolwiek refleksją i chęcią pomocy. 

Bezsprzecznie jednak natura jest tutaj czymś, czego Panamczycy nie byli w stanie tutaj zepsuć. Przez resztę tej części skupmy się na tym, co jednak świadczy o sile tego miejsca, zaczynając od Isla Colón. Wspominałem, że warto tu się zatrzymać na czas pobytu ze względów logistycznych i zwyczajnej wygody, ale ‘za’ przemawia również to, jak piękne jest to miejsce.

Miasteczko Bocas

Stolica prowincji to raptem kilka głównych ulic, które nie stanowią atrakcji samej w sobie, ale warto się tutaj przejść, zaopatrzyć w to i owo, poimprezować i po prostu zobaczyć, jak mieszka się na Karaibach w Panamie.

Playa Estrella

To jeden z najważniejszych punktów turystycznych na Colón. Dojazd lokalnym busem z centrum zajmuje 30-40 minut, ale z pewnością warto sobie zafundować tę całodniową wycieczkę. Na miejscu czeka na nas prawdziwie karaibski krajobraz wyjęty z folderów reklamowych. W wodzie znajdziemy wiele rozgwiazd, od których wzięła się nazwa tego miejsca. Pod żadnym pozorem nie wolno ich dotykać ani tym bardziej wyciągać z wody – grozi to ich śmiercią. Droga między przystankiem znajdującym się przy Bocas de Drago a główną zatoczką jest niezwykle urokliwa i sporo na niej spokojnych zakamarków, gdzie warto poplażować. Główna część Playa Estrella jest już o wiele bardziej gwarnym miejscem.

Playa Bluff

To mój absolutny numer 1 na Isla Colón. W odległości 15 minut autobusem od głównego placu Bocas zaczyna ciągnąć się wąska, ale przepiękna plaża o złocistym piasku i gigantycznych falach morskich. W wielu miejscach ustawione są znaki o niebezpiecznych prądach. Ja sam w tym miejscu wchodziłem jedynie nieco ponad kolana, w każdej chwili może tu nadejść fala, która dosłownie nas zmiecie. W kontrze do wzburzonego morza jest ogólny klimat całego pasa w tej części wyspy. Totalny luz, porozwieszane hamaki, trochę rowerzystów i nieco więcej surferów. W żadnym innym miejscu na wyspie beztroskie wpatrywanie się w wodę nie sprawiało mi takiej przyjemności.

Playa Bluff

Ta malutka wyspa znajdująca się kilka minut od Isla Colón może stanowić miłą odskocznię od zgiełku panującego na Bocas. Tutejszą plażę ukochali sobie zarówno Panamczycy jak i turyści z zagranicy. Cieszy się też sporym zainteresowaniem surferów. Jeżeli chodzi o same warunki do prucia po tutejszych falach, to zdecydowanie są one o wiele bardziej wymagające niż te nad Pacyfikiem. Warto wprawić się wcześniej w innym miejscu i następnie spróbować swoich sił w Bocas.

Isla Bastimentos

Miłośnicy ciszy i spokoju powinni zwrócić swoją motorówkę i uwagę w stronę tej właśnie wyspy. Ważne jest jednak to, jakie są nasze oczekiwania. Jeśli wolimy relaks w bardziej cywilizowanych warunkach, należy udać się w okolice Red Frog Beach. Jest to urokliwa plaża, której nazwa pochodzi od czerwonych żabek mieszkających w jej okolicach. Znajduje się tu jeden duży resort i kilka hosteli. Warto tu zajrzeć nie tylko ze względu na bazę noclegową. Jest tu dżungla, plaża, którą morze coraz skuteczniej sobie zawłaszcza, klimatyczna przystań i dość ochoczo pokazujące się leniwce.

Mniej ujarzmiona część to okolice miasteczka Old Bank. Jednych urzeknie jego autentyczność, innych odstraszy dość podejrzana aura (w tej części dochodzi do napadów na turystów dużo częściej niż w innych miejscach). Osobną kwestią pozostaje Wizzard Beach – miejsc ukochane przez surferów, dla miłośników plażowania pozostanie sporym rozczarowaniem. Nie ufajcie znakowi głoszącemu, że z Old Bank to zaledwie 20 minut wędrówki. Idzie się dwa razy dłużej, a przy każdym deszczu trasa zamienia się w paskudne bajoro. Zaś sama plaża absolutnie nie rekompensuje tego wysiłku czekającymi na nas widokami.

Niezależnie od tego, w które miejsce się wybierzecie, pamiętajcie, że lepiej zaopatrzyć się we wszystko co niezbędne jeszcze na Colón. Sklepików jest tutaj dosłownie kilka, a ceny są bardzo nieprzystępne.

Isla Zapatilla

Mój wyjazd w okolice wyspy Zapatillas był wypadem wręcz idealnym. Przy słonecznej pogodzie (a na taką akurat trafiliśmy) każde doświadczenie jest tu podkręcone do maksimum tego, czego należy się spodziewać po Karaibach. 

Wycieczka w klasycznym wariancie z transportem z Bocas i posiłkiem to wydatek rzędu 30-35 USD. Ale odwiedziny w tym miejscu są warte każdej ceny. Trasa rozpoczyna się od zajrzenia do zatoki delfinów, które dość ochoczo wynurzają się z wody, by następnie udać się na główny punkt wycieczki: Isla Zapatillas. To bajkowe miejsce z białą piaszczystą plażą i dżunglą w samym jego sercu. Wróciłem stąd absolutnie oczarowany. Nasza wycieczka miała jeszcze dwa punkty: nurkowanie przy tutejszej rafie, a także odwiedziny wyspy leniwców. Ze zwierzętami w naturalnym środowisku zawsze jest loteria, ale zawsze warto spróbować szczęścia. 

PRYWATNIE

W trakcie mojego stażu Bocas del Toro zostało przewidziane jako deser mojego tułania się po Panamie. Paradoksalnie ten trzeci przystanek miał jednak najmniej wspólnego z błogimi wakacjami, co zrekompensował mi w znacznej mierze drugi pobyt w tym miejscu, gdy do Panamy zjechali już moi przyjaciele, z którymi spędziłem tutaj niemal tydzień.

Za pierwszym razem komplikacji i zwyczajnych uprzykrzeń było tu co niemiara. Zacznijmy od tego, że mój przyjazd przypadł na koniec sztormów na Morzu Karaibskim, co zaowocowało wyłączeniem transportu między wyspami archipelagu. Ja miałem znaleźć się docelowo na Bastimentos, ale na weekend utknąłem w Bocas, bo nie miałem żadnej możliwości przemieszczenia się w inne miejsce. Zaowocowało to jednak największym zrządzeniem losu, jeżeli chodzi o zawarte przeze mnie panamskie znajomości. Wszyscy w trakcie mojego przybycia do Bocas w jakiś sposób gdzieś utknęli, byli uzależnieni od promu lub musieli nieco przearanżować swój plan. W pierwszej reakcji doprowadzało to każdego do sporej frustracji, ale gdyby nie kaprysy Karaibów, nigdy nie poznałbym tylu fantastycznych ludzi w tak krótkim czasie. 

Zaczęło się już na promie, którym (jak się okazało) płynęła także poznana przeze mnie krajanka z Pedasi. Mimo, że wyjechała nieco przede mną utknęła w Almirante (czego zupełnie jej nie zazdrościłem) i była zmuszona czekać na najbliższy wolny transport. W hostelu, w którym musiała nocować, poznała za to wesołą międzynarodową (panamsko-francusko-kolumbijską) grupkę, razem z którą przyszło jej świętować przypadające w tym czasie urodziny. Część z tego towarzystwa stała się także moimi kompanami na najbliższe dni. Z kolei w kolejce do recepcji w hostelu Bocas poznałem przesympatyczną Holenderkę, która wspomniała, że nas (Polaków) jest tu więcej i tak dzięki niej trafiłem na kolejną dwójkę rodaków, tym razem parę, która tak jak ja dopiero tutaj trafiła. Zabawne jest to, że na początku stycznia wszyscy podróżowaliśmy tym samym promem, nie wiedząc o swoim istnieniu, a obecnie z częścią z tych osób jesteśmy w regularnym kontakcie i zdążyliśmy się już zobaczyć w różnych innych miejscach. Jakby towarzystwa na ten weekend mi brakowało, pierwszej nocy wsiąknąłem nieco w grupkę reprezentującą moją ulubioną nację, czyli Kanadyjczyków. Szybko się zbrataliśmy, wymienialiśmy wrażenia i rzecz jasna podegustowaliśmy tutejszy rum. Zresztą, co zrobić, gdy za oknem ściana deszczu. Kiedy w końcu dotarłem do Bastimentos, brzmiałem jak rasowy alkoholik. Moja chrypa była wypadkową dwóch nocnych maratonów i nieprzyjemnej aury, której końca nie było widać.

Playa Estrella

Na Bastimentos o wiele bardziej bratałem się z przyjeżdżającymi w to miejsce turystami niż z samą, niemal w całości panamską załogą. Trochę było nam w wielu kwestiach nie po drodze, chociaż ogromnym zaskoczeniem było dla mnie bardzo ciepłe pożegnanie, jakie mi zgotowano ostatniego dnia. Moją faworytką z całego składu była Panamka, która wylądowała w moim pokoju na sam koniec mojego pobytu. Okazało się, że ktoś jednak w tym kraju może złapać fale, na których ja sam nadaję. Przekrój naszych tematów był naprawdę spory, a to, że moja współlokatorka nie szczędziła krytyki swojemu krajowi, tylko nabijało jej dodatkowych punktów.

Po raz kolejny lepszymi od Panamczyków kompanami do bitki i szklanki okazali się Wenezuelczycy i Kolumbijczycy. Ci drudzy są trochę takimi Polakami Ameryki Łacińskiej: dużo emigrują (głównie w celach zarobkowych), mają opinię dobrych pracowników, choć jednocześnie walczą z wieloma negatywnymi stereotypami. Nie biorą się rzecz jasna znikąd, ale dobrze konfrontować nasze wyobrażenia wywołane kultowym „Narcos” z tym, jak to faktycznie wygląda po latach. 

Pobyt z moimi znajomymi był w zasadzie inny pod każdym względem. Pogoda bardzo nam dopisała, wiedziałem, co mniej więcej warto zobaczyć i jak to wszystko w miarę pospinać. Nie obeszło się jednak bez wpadek, bo przecież Panama nie byłaby sobą, gdyby nie uprzykrzyła nam trochę długo wyczekiwanego urlopu. Moi przyjaciele umieli jednak wychwycić jedno: jeśli nawet ja traciłem panowanie nad sobą, to było to już zbyt wiele nawet jak na panamską rzeczywistość.

Miasteczko Old Bank (Isla Bastimentos)


W obu przypadkach wracałem z Bocas z pewną nutką melancholii. Za pierwszym razem, bo kończył się mój staż i cała ta szalona przygoda, za drugim, bo był to już finisz całego moje pobytu w Panamie. I chociaż tak jak każdy mój przystanek w tym kraju miał swoje blaski i cienie, to skoro zaowocował kilkoma nowymi znajomościami, przepięknymi zdjęciami i paroma przezabawnymi historiami, to bilans wychodzi jednak na plus, nie sądzicie?

Miasto Bocas (Isla Colón) 

 

Szanowna Użytkowniczko, Szanowny Użytkowniku, zanim klikniesz „Przejdź do serwisu” lub zamkniesz to okno, prosimy o przeczytanie tej informacji. Prosimy w niej o Twoją dobrowolną zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz przekazujemy informacje o tzw. cookies i o przetwarzaniu przez nas Twoich danych osobowych. Klikając „Przejdź do serwisu” lub zamykając okno, zgadzasz się na poniższe. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres. Zgoda Jeśli chcesz zgodzić się na przetwarzanie przez Etnosystem.pl Twoich danych osobowych, które udostępniasz w historii przeglądania stron i aplikacji internetowych oraz danych lokalizacyjnych generowanych przez Twoje urządzenie, w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i w aplikacjach w celu ustalenia Twoich potencjalnych zainteresowań dla dostosowania reklamy i oferty) w tym na umieszczanie znaczników internetowych (cookies itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie takich znaczników, kliknij przycisk „Przejdź do serwisu” lub zamknij to okno. Jeśli nie chcesz wyrazić zgody kliknij „Zamknij”. Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Powyższa zgoda dotyczy przetwarzania Twoich danych osobowych do śledzenia statystyk Google Analytics czy wyświetlania Ci dedykowanych reklam.
Więcej informacji Przejdź do serwisu Zamknij