#halo507 – PANAMA CZĘŚĆ 4: WITAMY W MAŁYM MIAMI (Panama City)

Dla większości gringos przybywających do Panamy drogą lotniczą stolica tego kraju jest logicznym i koniecznym przystankiem na samym starcie podróży. Początki tego ośrodka miejskiego sięgają XVI wieku. W przeciągu 500 lat miasto przetrwało wiele wstrząsów, zarówno tych naturalnych, jak i historycznych, by ostatecznie objawić się nam w obecnej formie. Formie, którą możemy podziwiać już przy schodzeniu samolotu, kiedy ukazuje nam się wybrzeże Pacyfiku usiane licznymi, dumnie prężącymi się ku słońcu drapaczami chmur. Nie bez powodu Panama City nazywana jest często małym Miami. Warto jednak przyjrzeć się temu miejscu nieco bliżej niż z lotu ptaka…

PRAKTYCZNIE

Jak się tu dostać?

Panama należy do tych krajów regionu, które mają bogatą sieć połączeń bezpośrednich z wieloma państwami obu Ameryk, ale również Europy. 2018 rok był momentem eksperymentu, kiedy w trakcie wysokiego sezonu zainaugurowano bezpośrednie loty z Warszawy. Poza tym najwięksi gracze w Europie oferują loty z Niemiec, Holandii i Hiszpanii. Każdy lot w obie strony poniżej 2000 PLN należy uznać za bardzo dobrą okazję, zaś upolowanie biletów za ok. 2500 PLN nie powinno dostarczyć żadnych trudności. Podróż z Polski powinna zająć między 15 a 17 godzin, po czym znajdziecie się w strefie czasowej EST (GMT-5 hours). Warto wziąć to pod uwagę przy planowaniu pierwszego dnia na miejscu tak, aby zbytnio nie przeszarżować z agendą. Lekkie rozstrojenie organizmu i zmęczenie ze względu na zmianę czasu dotyka większość osób po przyjeździe.


Najlepszym czasem na odwiedziny Panamy jest okres przypadający na porę suchą, który mniej więcej pokrywa się z polską zimą (grudzień – marzec), zaznaczając jednak, że Karaiby (a zwłaszcza Bocas del Toro) potrafią być bardzo kapryśne i zmienne przez cały rok. Pozostałe miesiące to pora deszczowa, nie oznacza to oczywiście całodniowych ulew, ale krótsze opady deszczu są pewne każdego dnia.


Do Panamy nie jest wymagana wiza na pobyt do 6 miesięcy, przy wylocie z Polski bądź na wejście w Panamie możecie zostać poproszeni o okazanie biletu potwierdzającego Wasz wyjazd z Panamy przed upływem pół roku (nie musi to być bilet powrotny do Polski rzecz jasna), a także o udowodnienie, że posiadacie 500 USD w gotówce lub na koncie bankowym. Jeszcze na pokładzie samolotu zostanie Wam wręczona deklaracja do wypełnienia, którą należy przekazać celnikom na lotnisku. Służby graniczne mają też w zwyczaju pytać o adres Waszego pobytu, czy to hotelu czy mieszkania, do którego się udajecie. 


Panama City posiada dwa lotniska: głównym portem lotniczym jest Tocumen i to tutaj wylądujecie, podróżując z Europy. Drugim lotniskiem jest Albrook, który jest portem linii Air Panama obsługującej połączenia krajowe i z państwami ościennymi. Tocumen znajduje się 25 km od centrum miasta i dojazd poza godzinami szczytu powinien zająć pół godziny. W razie korków podróż niestety może potrwać nawet półtorej godziny. Koszt taksówki na tej trasie wynosi 20-25 USD, z kolei za Ubera powinniście zapłacić ok. 15 USD.

Jak się przemieszczać?

No właśnie, skoro już przy transporcie jesteśmy, to warto wspomnieć, że opcji jest sporo. Panama nie należy do miast przyjaznych dla pieszych: chodniki na Starym Mieście są bardzo wąskie, a w wielu miejscach brakuje oznaczonych przejść. Obowiązkowym miejscem na spacer jest Cinta Costera, czyli promenada przy Avenida de Balboa, która rozciąga się nad oceanem. W innych przypadkach nie unikniemy jednak przemieszczania się po Panama City na dwóch lub czterech kółkach. Zwłaszcza po zmroku lepiej unikać samotnych przechadzek i rozważyć pewniejsze opcje.


Oczywiście do najbardziej komfortowych i bezpiecznych należą oficjalne żółte taksówki, których jest tu co nie miara. Ważne jest jednak ustalenie ceny przed rozpoczęciem kursu, taksometrów bowiem brak, a biała twarz nie pomoże nam w otrzymaniu uczciwej stawki. Niestety wielokrotnie musiałem uczestniczyć w rytuale, kiedy to już rezygnowałem z przewozu, po czym okazywało się, że jednak zaproponowana przeze mnie kwota jest do zaakceptowania. Przykładowy koszt kursów: Stare Miasto – dworzec Albrook (4-5 USD), Stare Miasto – Punta Paitilla (3-4 USD), Stare Miasto – Parque Metropolitano (5-7 USD).


Najlepszą alternatywą dla taksówek i prowadzących je naciągaczy jest prężnie działający w mieście Uber. Przejazdy są tańsze czasem o połowę, a i auta są o wiele bardziej komfortowe.

Jest też oczywiście transport publiczny. Po całym mieście kursuje MetroBus – sieć nowoczesnych autobusów, które za pół lub ćwierć dolara przewiozą nas w wybrane, nawet odleglejsze rejony miasta, a także metro, które pozwoli uniknąć korków w godzinach szczytów. Aby skorzystać z tych opcji, należy zaopatrzyć się w jedną z kart miejskich. Najlepiej, jeśli kupicie Rapid Pass, która umożliwia korzystanie zarówno z autobusów, metra jak i pozwala się wydostać z dworca autobusowego Albrook. Jest on głównym terminalem dla autobusów kursujących w rozmaite zakątki kraju. Przed jego opuszczeniem musimy również odbić się kartą miejską (tak jak przy wejściu na przykład na stację metra). Jeśli jej nie posiadamy, obsługa dworca gotowa jest wspomóc nas swoją kartą, jednak za wielokrotność kwoty wyjściowej. Warto więc uniknąć niepotrzebnego wydatku.


Jako ciekawostkę należy uznać tzw. ‘diablos rojos’ (dosłownie czerwone diabły).  Są to stare autobusy szkolne ściągnięte tutaj ze Stanów Zjednoczonych, które zamiast przejść na emeryturę, zostały odmalowane wedle uznania właścicieli i po dziś stanowią ciekawy element miejskiego krajobrazu. Stanowią niejako uzupełnienie sieci MetroBus, której oferta nie odpowiada wystarczająco na zapotrzebowania mieszkańców. Pomimo niewątpliwego uroku, należy zwrócić jednak uwagę na ich opłakany stan techniczny i fatalny wpływ na jakość powietrza.

Jak przetrwać?

Oficjalnie walutą Panamy jest balboa, de facto płacimy w dolarach amerykańskich (przelicznik 1:1), co ułatwia nam kwestię wymiany waluty. Panama, tak miasto jak i kraj, nie należy do najtańszych miejsc na świecie. Po raz kolejny upada więc mit Ameryki Łacińskiej jako miejsca taniego, a duże wydatki nie kończą się na kupnie biletu lotniczego. Chciałbym zaznaczyć, że przez cały pobyt chciałem wypośrodkować moje doświadczenie: z jednej strony nie rozbijałem się po hotelach, z drugiej nie podróżowałem na stopa, ani nie pomieszkiwałem za półdarmo. W takim wydaniu Panama w kwestii cen widzi mi się jako nieco droższa Warszawa. To, co zaoszczędzimy na kosztach transportu wewnątrz kraju, wydamy za to na jedzenie i lokum.

Hosteli na Starym Mieście jest niewiele, warto więc zatroszczyć się o wcześniejszą rezerwację. Koszt łóżka w pokoju wieloosobowym to ok. 15 USD. Równie dobrą bazą wypadową jest biznesowa część miasta i tam też znajdziecie kilka tańszych opcji noclegowych. Warto też zerknąć na Airbnb, koszty będą podobne, a ofert raczej nie brakuje.

Za dobry obiad w historycznej części miasta zapłacicie już 10 USD. Pamiętajcie, że ceny w restauracjach podawane są bez podatku, więc zawsze wyjdzie trochę więcej niż wskazywałaby na to karta. Warto polować na ‘happy hours’ i pytać o dania/menu dnia. Jest to gwarancją świeżych produktów i pozwala cokolwiek przyoszczędzić.

Z Polski zabierzcie ze sobą przejściówkę do kontaktów, w Panamie wejścia są amerykańskie, tak jak w większości krajów regionu. Dla osób nocujących w hostelach obowiązkowym zakupem będzie też kłódka do szafek, w wielu miejscach pokoje nie są zamykane. Warto więc zatroszczyć się o to, żeby najcenniejsze rzeczy zostawiać w zamkniętej szafce. Zawsze powinniśmy mieć przy sobie dokument tożsamości, powszechną praktyką jest jednak posiadanie przy sobie kopii (strona ze zdjęciem plus pieczątka wjazdowa) bądź zdjęcia dokumentu w telefonie. Umówmy się, paszport to jedna z tych rzeczy, których zdecydowanie nie chcecie stracić. ‘W razie W’ sprawę ułatwi nieco fakt, że od niedawna w mieście funkcjonuje polska ambasada.

W większych miastach bez problemu wybierzemy pieniądze z bankomatu lub po prostu zapłacimy kartą. Gorzej sytuacja prezentuje się w mniejszych miejscowościach czy przy płaceniu za transport. Dlatego zawsze warto mieć przy sobie trochę gotówki. Przy wymianie waluty w Polsce lepiej zatroszczyć się o nominały poniżej 50 USD.

Na miejscu polecam zaopatrzyć się w lokalną kartę SIM. Nawet na krótki pobyt warto utrzymać łączność i mieć stały dostęp do sieci, choć akurat miejsc z ogólnodostępnym wifi raczej nie brakuje.

Jeśli już możemy zadzwonić, to warto zastanowić się, w jakim języku będziemy rozmawiać. I tu kolejny zawód, Panamczycy nie mówią zbyt dobrze po angielsku, co przy takiej ilości wpływów północnoamerykańskich jest dość zaskakujące. W najpopularniejszych miejscach w stolicy dogadamy się raczej bez problemu, ale zarówno wielkomiejska ulica jak i prowincja to raczej inna historia. Często zostanie nam zafundowana solidna dawka ‘spanglish’, czyli mieszanka języka angielskiego i hiszpańskiego.

W kwestii samego hiszpańskiego nikt, kto miał do czynienia z jego latynoskim wariantem, nie będzie zbytnio zaskoczony. Nie używamy drugiej osoby liczby mnogiej, do tego dodajemy sporo slangu zaczerpniętego z angielskiego (charakterystyczne chociażby dla Meksyku zawołanie ‘bro’/’brother’ można to usłyszeć bardzo często) i używamy form grzecznościowych. Panamski akcent nie należy do najprzyjemniejszych dla ucha, zwłaszcza ludność karaibska mówi dość niewyraźnie. Do moich ulubionych ciekawostek lingwistycznych zalicza się ‘x sopa’, czyli lokalny odpowiednik ‘que pasa?’ (co słychać?) oraz ‘mi polla’/’mi pollo’, co w Panamie znaczy kolejno moja dziewczyna/mój chłopak, ale w dosłownym tłumaczeniu oznacza ’mój kurczak’. To nie miejsce, żeby przytaczać najpopularniejsze panamskie przekleństwa, usłyszycie je dość szybko na ulicy.

Każdy wyjazd w ten region świata rodzi pytania o poziom bezpieczeństwa. Panama jest dumna z tego, że turyści mogą się tutaj czuć raczej bezpiecznie, a większość poważniejszych przestępstw jest traktowana z należytą powagą. Na starówce pełno jest mundurowych, którzy chętnie przestrzegą przed zbaczaniem w bardziej podejrzane uliczki. Bo w historycznym centrum jest to naprawdę proste. Graniczy ono bowiem z gorszymi dzielnicami, wystarczy pokonać kilka przecznic, aby znaleźć się w zupełnie innym świecie. W moim hostelu dostałem nawet mapę centrum z trzema kategoriami ulic: ‘bezpieczne’, ‘bezpieczne w ciągu dnia’ i ‘tutaj lepiej nie zaglądaj’. Kiedy tylko się ściemni, warto zadbać o bezpieczny transport i nie kusić za bardzo losu. Jako gringos jesteśmy najbardziej narażeni na pospolitą przestępczość o charakterze rabunkowym. Przez cały mój pobyt czułem się względnie bezpiecznie. Jedyne incydenty, których byłem świadkiem, miały miejsce na samym końcu mojej wizyty w Panama City. W dodatku nastąpiły tego samego dnia w kilkugodzinnym odstępie. Pierwszym była szarpanina policji ze złodziejem, który okradł turystów w barze obok, drugim wymiana ognia kilka ulic od mojego hostelu. To drugie wydarzenie było jednak odosobnione i najprawdopodobniej rozegrało się między lokalnymi grupami przestępczymi. Za najbardziej niebezpieczne miejsca w kraju uznaje się w pierwszej kolejności jednak pogranicze kolumbijskie, a także położone na drugim krańcu Kanału miasto Colón. Zbyt wielu turystów nie ma jednak większego interesu, aby wybierać się akurat w te rejony.

PODRÓŻNICZO

Panama City to miejsce, na którego zwiedzanie najlepiej przeznaczyć dwa dni. Można to rozłożyć na raty i część miejsc zobaczyć zaraz po przylocie, a część zostawić sobie przed samym powrotem, jeśli tylko nasz pobyt ogranicza się tylko do tego kraju. To, co najważniejsze, znajduje się w bliskiej odległości i wiąże się z reguły z krótkim spacerem. Oto przegląd najważniejszych atrakcji:

Casco Viejo (Casco Antiguo)

Panamskie Stare Miasto. To nie tutaj wszystko się zaczęło, ale właśnie ta część najlepiej świadczy o dawnej świetności tego miejsca. Najstarszą zabudowę znajdziemy w Panama Viejo, gdzie znajduje się dość skromny zespół ruin pamiętający założenie miasta. W wyniku pirackich napaści, ale także trzęsień ziemi i pożarów dzielnica ta ucierpiała tak bardzo, że Hiszpanie zdecydowali się na przeniesienie centrum w inne miejsce. I to właśnie tutaj znajdziemy o wiele lepiej zachowane przykłady pięknej zabudowy kolonialnej. Casco Viejo to przede wszystkim sieć urokliwych uliczek, budynki rządowe oraz 6 świątyń, w tym katedra (w trakcie mojego wyjazdu na początku 2018 roku znajdowała się w kapitalnym remoncie), a także kościół św. Jana ze słynnym złotym ołtarzem. 

Aktualnie jest to jednak jeden wielki plac budowy. W Panama City obok pięknie odrestaurowanych budynków przeznaczonych przede wszystkim do celów komercyjnych (hotele, restauracje, sklepy) stoją wołające o pomoc zapuszczone i brudne ruiny. Dlatego to, co najważniejsze jesteśmy w stanie obejrzeć w 2 godziny. Nie musimy specjalnie obmyślać trasy, gdziekolwiek byśmy nie zaczęli, w łatwy sposób obejrzymy wszystko, co centrum historyczne ma do zaoferowania.

Warto tu wpaść na obiad, ale także obłowić się w pamiątki. Są tu zarówno galerie, typowe sklepiki z souvenirami, jak również stoiska przy samym wybrzeżu prowadzone przez Indian Kuna. Kupić możemy panamskie kapelusze, tradycyjne tkaniny mola czy chociażby tablice rejestracyjne samochodów z panamskimi numerami.

Casco Viejo to również najlepsze miejsce, aby posmakować nocnego życia. Przez większość tygodnia w różnych miejscach organizowane są imprezy, których apogeum przypada rzecz jasna na piątek i sobotę. Również zwolennicy spokojniejszego spędzenia wieczoru będą zadowoleni ze względu na sporą ilość knajpek na dachach bądź tarasach z urokliwym widokiem na całe miasto.

Cinta Costera

Przy zejściu ze Starego Miasta łatwo trafimy do portu i słynnego ‘mercado de mariscos’, gdzie możemy się raczyć tym, co akurat wyłowiono z morza w jednej tamtejszych knajpek. Pozycją obowiązkową jest ceviche, czyli surowa ryba bądź owoce morza marynowane w sosie z cytrusów. W stolicy Panamy próbowałem go w 3 wariantach w 3 różnych miejscach i żadne nie zrobiło na mnie szczególnego wrażenia. Na targu jest dość mocne przebicie cenowe, ale możemy być spokojni o świeżość produktów.

Ulubione miejsce tak lokalsów jak i turystów na przejażdżkę rowerową, jogging czy najzwyczajniejszy spacer zaczyna się właśnie za ‘mercado de mariscos’: to deptak, który prowadzi nas do nowoczesnej części miasta wzdłuż Avenida de Balboa. Znajdziemy tu jedynie obwoźne stanowiska z napojami i przekąskami i to nie o każdej porze dnia. W trakcie kolejnych 2 godzin możemy cieszyć oko nowoczesną zabudową z apartamentowcami, hotelami i biurami międzynarodowych korporacji.

Kanał Panamski

Miejsce, którego nie sposób pominąć w takim zestawieniu, choć bardziej ze względu na jego znaczenie niż sam urok czy atmosferę. Nie ma bowiem zbyt wiele przesady, jeśli powiemy, że istotność Panamy we współczesnej historii sprowadza się właśnie do tego miejsca. 

Przy jednej ze śluz Kanału (Miraflores) wyrosło nowoczesne muzeum, do którego wstęp będzie nas kosztował 15 USD. Tutaj należy się już udać transportem publicznym, najtaniej autobusem z dworca Albrook. Gdy dojedziemy na miejsce, naszym oczom ukaże się budynek, w którym znajdziemy punkt widokowy, gdzie można zobaczyć przepływające statki, interaktywną ekspozycję i kino, gdzie regularnie wyświetlany jest krótki film na temat historii oraz znaczenia tego miejsca.

Podejrzewam, że gdybym znajdował się w Panama City nieco krócej, rozważałbym odpuszczenie sobie tej atrakcji. Komentarze zwiedzających są z reguły zbliżone i sprowadzają się do faktu odhaczenia kolejnego punktu wycieczki, powodów do zachwytów bowiem brak.

Parque Natural Metropolitano

Mały las tropikalny w centrum miasta? Dlaczego nie, zwłaszcza, jeśli wstęp to zaledwie 4 USD. Miejski park nie jest oczywiście żadną alternatywą dla dżungli, jednak miłośnicy fauny i flory podanej w bardzo przystępnej formie powinni być usatysfakcjonowani. Znajduje się tu kilka tras spacerowych (nie nazywałbym tego trekkingiem), gdzie przy większej dawce szczęścia można trafić na leniwce, małpki oraz tukany. Gwarancji na to rzecz jasna nie mamy, nie jest to ani zoo, ani zamknięty rezerwat.

Gwarantowane są za to widoki na miasto, które możemy sobie również zafundować z innego miejsca: Cerro Ancón – wzgórza z powiewającą na nim dumnie flagą Panamy. W oba miejsca warto wybrać się o poranku lub popołudniu tak, aby tutejsze upały nie dały się nam zbytnio we znaki.

PRYWATNIE

Przy okazji moich krótszych lub dłuższych pobytów w Panama City zatrzymywałem się na Starym Mieście. Z czasem stało się moim ulubioną dzielnicą stolicy, chociaż dla takiego piechura jak ja, jawi się jako bardzo klaustrofobiczne miejsce. Szybko poznałem jego topografię na pamięć i odkryłem każdy jego zakamarek.

Chociaż miasto robi wrażenie zarówno w momencie lądowania jak i przejazdu przez nowoczesne centrum w drodze z lotniska, to już przy wjeździe do części historycznej mój entuzjazm nieco opadł. Początki w wyjazdach w pojedynkę nigdy nie są proste, a w tym wypadku było to też wyrwanie się z mojej strefy komfortu, nie wiedząc, czy moja decyzja warta była całego tego ryzyka. To też moment, kiedy ludzie pytają najwięcej o pierwsze wrażenia. A tak naprawdę, jeśli podróż przebiegła sprawnie, to nie ma zbyt wiele do opowiadania: trzeba się odpowiednio zainstalować (chociaż mój pierwszy pobyt w mieście był przewidziany na zaledwie 2 tygodnie), nawiązać pierwsze, najczęściej powierzchowne znajomości i powoli odkrywać to, co miasto ma do zaoferowania.

Było nie było, przyjechałem tu jednak do pracy w start-up’ie w regularnym wymiarze godzin, a więc podejście ‘hej przygodo’ mogłem na razie schować do kieszeni. Już po pierwszej wizycie w biurze znajdującym się w hangarze obok baru (i to w trakcie remontu) stwierdziłem, że będzie mi się tu podobało. Zrozumiałem też, że kilka koszul, jakie zabrałem z Polski, będzie tylko zalegać w mojej walizce. Dress-code’u brak, między biurkami spaceruje sobie czyjś pies korzystający z polityki otwartych drzwi dla pupili wszelkiej maści, a po pracy (lub na jej koniec) korzysta się z oferty baru prowadzonego przez Wenezuelczyków, którzy mogą do woli narzekać na Chaveza i Maduro. Nawet wysiadający kilka razy w tygodniu prąd nadawał całemu temu przedsięwzięciu jakiś urok i autentyczność, której naprawdę mi brakowało od dłuższego czasu. 

O wiele więcej wsparcia otrzymałem bezpośrednio od firmy, w której byłem stażystą, niż od lokalnego biura AIESEC. Przypisany jako mój opiekun Wenezuelczyk wybierał się żeby mnie poznać jak sójka za morze, a kiedy w końcu udało nam się zgadać, miałem niedoparte wrażenie, że więcej w tym wszystkim poczucia obowiązku niż szczerych chęci. Żeby było jasne, komitet po stronie polskiej był bardzo wspierający, a ja po prawdzie nie oczekiwałem zbyt wiele pomocy na miejscu chociażby ze względu na fakt, że nie pierwszy raz wyjechałem tak daleko i na tak długo.

Sieć hosteli, dla której pracowałem, tuż przed moim wyjazdem wyszła z fantastyczną propozycją. Jako że w kontrakcie gwarantowali wikt i opierunek, a w Panama City jeszcze nie posiadali hostelu, w którym mógłbym się zatrzymać, zaproponowano mi objazd po każdej z ich lokalizacji w Panamie przez najbliższe trzy miesiące. Moja praca mogła być wykonywana tak naprawdę z każdego miejsca, więc szybko przystałem na możliwość połączenia stażu z wycieczką po kraju. Słowem, już na początku wszystko rysowało się w pozytywnych barwach.

Przyznam się bez bicia, że jednak z początku, po powrocie z biura do hostelu w każdą noc towarzyszyło mi sporo rozterek. Wiedziałem, że będzie dobrze; chciałem jednak jak najszybciej przeskoczyć ten czas aklimatyzacji i bycia wciąż jedną nogą w swoim starym, ułożonym życiu. Piszę o tym trochę, żeby zmotywować każdego, kto pomimo ogromnych chęci waha się nad podjęciem takiego przedsięwzięcia. Nie wiem, komu jest łatwiej: studentom lub świeżo upieczonym absolwentom, którzy będą mieć więcej energii i chęci zaznania wszelkich wrażeń czy osoby z pewnym doświadczeniem zawodowym, które będą mieć jasno określone oczekiwania i plany związane z takim wyjazdem. Wiem za to jedno: niezależnie od tego warto! I podpisuję się pod tym wszystkimi kończynami. A opcji jest mnóstwo, niezależnie od naszego wieku. Jak wspomniałem, w moim przypadku AIESEC dał mi tę szansę ze względu na to, że mieściłem się jeszcze w przedziale wiekowym, w jakim można wysyłać aplikacje, ale na tym świat się nie kończy. Jest chociażby workaway.info dający szansę na sfinansowanie przynajmniej części naszego pobytu, programy w pełni opłacanych przez uczestników wolontariatów (czego akurat zwolennikiem nie jestem) czy projekty na zasadzie Work&Travel. Ważniejsze będzie więc Wasze samozaparcie przyprawione szczyptą wiary we własne możliwości. Gdybym miał podjąć decyzję o takim wyjeździe, zrobiłbym to samo. A dlaczego? O tym przy okazji kolejnych wpisów…

FOTO

1 Charakterystyczna żółta taksówka na Av. Central na Starym Mieście

2 Konwent Santo Domingo

3 Kościół San Francisco

4-6 Nowoczesna część Panama City

7 Katedra w Casco Viejo w trakcie renowacji

8 Casco Viejo i przykład kontrastów w tutejszej zabudowie

9-9a Street Art na Starym Mieście

10 Diablo rojo – jedna z naszych opcji komunikacyjnych w Panama City

11-12 Obchody Święta Niepodległości na Starym Mieście: Panamki prezentujące tradycyjne suknie, tzw. Polleras

13-14 Obchody Święta Niepodległości na Starym Mieście: rdzenna ludność indiańska

15-18 Kanał Panamski

Rafał Maćkowski

Cookies make it easier for us to provide you with our services. With the usage of our services you permit us to use cookies.
Ok Decline