#halo507 – PANAMA CZĘŚĆ 2: 7 GRZECHÓW GŁÓWNYCH PANAMY

Zanim dokonamy przeglądu miejsc, w których udało mi się znaleźć, subiektywny ranking najbardziej irytujących zjawisk, sytuacji i tendencji dających się we znaki tak w codziennym życiu jak i w trakcie czysto turystycznego doświadczenia. Część z nich będzie mieć charakter żartobliwy, część warto wziąć jak najbardziej na serio. Rozczarowanie będzie mniejsze, a może uda Wam się pewnych rzeczy po prostu uniknąć.

Jak nie miksować piosenek, czyli życie muzyczne w Panamie

Zacznijmy od mniej poważnych (nomen omen) tonów, ale za to z grubej rury. Panamskie imprezy są oficjalnie najgorzej zmiksowanymi, na jakich kiedykolwiek byłem. Czasami zwyczajne odpalenie playlisty na tym czy owym programie miałoby większą wartość niż stawianie jakiegoś amatora DJ-ki za konsolą. To tyczy się też piosenek i miksów puszczanych w radio. W zasadzie popełniane są wszystkie kardynalne błędy: szatkowanie utworów i urywanie ich na przykład już po pierwszej zwrotce, wyciszanie w nieskończoność lub (autentyk) zatrzymywanie kawałka, chwila ciszy i następnie odpalenie kolejnego. Te koszmarki są oczywiście po prostu zabawne, dzięki tym sytuacjom nabrałem przekonania, że DJ-ka w Panamie może być zawsze jakimś planem B, ale chciałbym w miarę płynnie przejść do szerszego problemu.

Jako turyści zbytnio tego nie odczujecie, w najgorszym wypadku nie wykrzyczycie do końca ulubionej piosenki na imprezie, bo ktoś postanowi ją zmienić w połowie na kawałek pasujący jak pięść do nosa, ale oczekiwałem nieco więcej w kwestii oferty muzycznej serwowanej w Panamie. Brakuje tu festiwali i większych wydarzeń, które ograniczają się do kilku występów światowych gwiazd rocznie (zarówno zachodnich jak i latynoskich), a te, do których dochodzi, osiągają dość wybujałe sumy za wejściówki. Próżno tu szukać lokalnej odsłony Lollapaloozy czy Soundhearts, które mają swoje edycje w Ameryce Południowej.

Kaganek oświaty zdaje się nieść Danilo Perez, jazzman, zdobywca Grammy i założyciel fundacji wspierającej młode talenty muzyczne. Jest też właścicielem bardzo przyjemnego klubu muzycznego w samym sercu Starego Miasta. Wspiera też odbywający się na początku każdego roku Panama Jazz Festival cieszący się dość sporym zainteresowaniem miłośników tego typu muzyki.

Syberia na Karaibach, czyli wszechobecna klimatyzacja

Mój panamski znajomy zażartował kiedyś, że Panama jest jednym z najzimniejszych krajów na świecie. Miał na myśli nie to, co dzieje się na wolnym powietrzu, noce w wielu miejscach bywają wręcz upalne, ale to, co czeka nas po wkroczeniu do zamkniętych przestrzeni. Klimatyzacja podkręcona do poziomu turbo nie jest panamskim wynalazkiem. Ten sam grzech jest popełniany w Stanach Zjednoczonych czy na Kubie. Nie zmienia to faktu, że jest to niezwykle irytujące i trudno znaleźć wytłumaczenie tego zjawiska. 

O ile chwilowy wypad do sklepu, w którym panują polarne klimaty, może stanowić nawet miły przystanek na ochłodę, tak schody zaczynają się w przypadku restauracji, pomieszczeń biurowych i środków komunikacji. W niektórych lokalach różnica między temperaturą na zewnątrz i w środku wynosiła jakieś 15 stopni, co na pewno nikomu nie wychodzi na zdrowie. Prawdziwe kuriozum zostało jednak osiągnięte w przypadku autobusów długodystansowych, gdzie tak lokalni jak i turyści niejednokrotnie zabierają ze sobą polary czy koce (sic!). Przygotujcie się więc na to, że sweter częściej może się Wam przydać po powrocie do hotelu czy restauracji aniżeli w trakcie zwiedzania czy spaceru.

Któregoś dnia jechałem z taksówkarzem, który w miejscu lusterka wstecznego miał zamontowany smartfon, na którym oglądał teledysk do piosenki o wdzięcznym tytule „Bum bum tam tam”, a całą tylną szybę miał zasłoniętą subwooferami. I jakoś dojechaliśmy.

Szybcy i wściekli, czyli jazda po panamsku

W pewnym momencie tak przywykłem do tego, że każdorazowe zamknięcie za sobą drzwi taksówki niesie pewne ryzyko uszczerbku na zdrowiu, że niektóre sytuacje przestawały mnie zaskakiwać. Któregoś dnia jechałem z taksówkarzem, który w miejscu lusterka wstecznego miał zamontowany smartfon, na którym oglądał teledysk do piosenki o wdzięcznym tytule „Bum bum tam tam”, a całą tylną szybę miał zasłoniętą subwooferami. I jakoś dojechaliśmy. I takich scenek można by wymieniać i wymieniać.

Zastanawiam się, po co w ogóle montuje się kierunkowskazy w autach wysyłanych do Panamy – to najrzadziej używana część całego wyposażenia. Panamczycy prowadzą jak szaleni i wynajmowanie auta w tym kraju jest dość wariackim posunięciem. Lokalni odnajdują jakąś metodę w tym szaleństwie, są zawsze na granicy stłuczki, ale nigdy w trakcie 4-miesięcznego pobytu nie byłem świadkiem żadnego wypadku. 

Poza Panamą panuje prawo silniejszego, im dalej od miasta, tym bardziej wzrasta ilość pick-upów i SUV-ów. Dochodzą jeszcze do tego autobusy. Część kraju to jednak góry, a jazda przez nie zawsze dostarcza mocnych wrażeń: busy chwieją się, bujają, przyprawiając wielu pasażerów o zawrót głowy. Może stąd ta klimatyzacja? Dzięki niej można nieco ostudzić emocje w trakcie tego rollercoastera.

Ani fast, ani food, czyli kuchnia panamska

To chyba mój największy prywatny zawód od pierwszego do ostatniego dnia w Panamie. Jestem typem turysty, dla którego zwiedzanie to też próbowanie lokalnych przysmaków i szukanie nowych doznań kulinarnych. Także tutaj nie jest to problem tego konkretnego miejsca, a raczej całego regionu Ameryki Centralnej. W Panamie nie jest tak łatwo zjeść dobrze: to nie Meksyk ani Kolumbia, gdzie można zjeść fantastyczne rzeczy na ulicy, to nie kraj andyjski z niezliczoną ilością uprawianych owoców i warzyw, wreszcie to nie Argentyna i Chile, gdzie wyborna sztuka mięsa idzie w parze z dobrym winem.

Znajcie moje zdziwienie, kiedy w pierwszej rozmowie z lokalnymi na pytanie: „Jakie danie narodowe polecilibyście mi w szczególności?” jako odpowiedź dostałem: „Kurczak z ryżem”. Jest kilka potraw, które należałoby spróbować (vide ‘sancocho’), ale obędzie się bez większego kulinarnego doznawania. Skoro moim ulubionym miejscem na lunch w Panama City była peruwiańska restauracja, to mówi to chyba samo za siebie.

Panamczycy regularnie wypełniają bary (nie takiej znowu) szybkiej obsługi, czego konsekwencje można zaobserwować na ulicach, mijając kolejnych ociężałych lokalsów. A jeśli nie sięgają po śmieciowe jedzenie w knajpkach, to przygotowują je w domu. Obowiązkowo wszystko w głębokim tłuszczu i w oparciu o produkty o wyjątkowo paskudnym składzie. Dobre odżywanie się w wielu miejscach poza stolicą będzie pewnym wyczynem, jeśli niekoniecznie chcecie stołować się w najlepszych restauracjach.

Kraj dopiero uczy się przyjmować turystów i wielu lokalnych nie zrozumiało jeszcze, że z twarzą pełną znużenia czy pretensji nie mogą liczyć na sowity napiwek.

Cała nieprzyjemność po naszej stronie, czyli serwis w Panamie

Panama jako kolejny słoneczny kraj Ameryki Łacińskiej z uśmiechniętymi ludźmi na każdym kroku? Nic bardziej mylnego. Panamczycy są dużo bardziej stonowani, szczególnie w stolicy podchodzą do ludzi z rezerwą, żeby nie powiedzieć oschle. Kraj dopiero uczy się przyjmować turystów i wielu lokalnych nie zrozumiało jeszcze, że z twarzą pełną znużenia czy pretensji nie mogą liczyć na sowity napiwek. W Panamie niejednokrotnie doświadczyłem jednego z najgorszych serwisów w życiu. Chodzi zarówno o samo podejście do człowieka jak i często brak pomyślunku (patrz: serwowanie pierwszego i drugiego dania w tym samym czasie). Najczęściej jak już ktoś się do Ciebie uśmiecha i dba o Twoje doświadczenie jako klienta, okazuje się być emigrantem z Kolumbii lub Wenezueli, których jest tu całe mnóstwo. 

Sprawy mają się trochę inaczej na prowincji. Co prawda kolejny raz wizyta w sklepie czy knajpce nie będzie najbardziej wykwintnym doświadczeniem Waszego życia, ale nieco większy luz w połączeniu ze zwyczajną ciekawością kim też jest ten biały człowiek, który tu zawitał, podbija wszystko o kilka punktów. Władze Panamy organizują wręcz szkolenia dotyczące świadczenia usług dla turystów, co świadczy o tym, że problem jest i kraj zaczyna zdawać sobie z tego sprawę. Będzie to jednak dla mnie niewyjaśniony fenomen, jak też Panamczycy uchowali się z takim podejściem, mając za miedzą Kostarykańczyków i Kolumbijczyków, a także coraz większą ilość turystów zjeżdżającą tu rokrocznie.

Fajerwerki w ciągu dnia, czyli co my właściwie świętujemy?

Miałem tę sposobność, żeby uczestniczyć w kilku panamskich uroczystościach, obchodzonych tak na poziomie krajowym jak i lokalnym. Samo przeżycie jest oczywiście unikatowe i uznałem to wręcz za przywilej. Jednak totalnym kuriozum było dla mnie puszczanie sztucznych ogni w ciągu dnia. Efekt wizualny żaden, natomiast hałasu co nie miara. To oczywiście kolejny smaczek i anegdotka, ale kogokolwiek nie spytasz, skąd taka praktyka, nie będzie w stanie odpowiedzieć. Co więcej, w przypadku święta narodowego (lub raczej całej serii świąt, która paraliżuje kraj w listopadzie), wiele osób nie będzie w stanie wyjaśnić, co tak naprawdę celebrują. 

Właśnie od tej błahej kwestii chciałem przejść do poważniejszego problemu: braku określonej tożsamości. Panama jest krajem, który przez wiele lat borykał się z obcymi wpływami: hiszpańskimi, kolumbijskimi i amerykańskimi. Jest wiele miejsc w Ameryce Łacińskiej, które funkcjonują w zbiorowej tożsamości z wielu różnych względów: czy to ze względu na tradycje i obrządki, kuchnię czy muzykę. Panama nie jest jednym z nich, nawet kapelusze panamskie co do pochodzenia nie są stąd, a z Ekwadoru. Ponownie jest to problem całego regionu Ameryki Centralnej, ale to, co część nacji nadrabia chociażby uśmiechem i pozytywnym nastawieniem (casus Kostaryki), tutaj nie jest rekompensowane w żaden sposób.

Czuję się nieco rozgrzeszony, myśląc w ten sposób, ponieważ miałem to szczęście, że udało mi się to wrażenie skonfrontować nie tylko z przyjezdnymi Latynosami, ale również samymi lokalsami. Znajoma Panamka posunęła się wręcz do smutnej diagnozy, że Panamczyk to patriota bez narodu. Im bardziej studiowałem historię tego kraju i częściej konfrontowałem się z różnymi zjawiskami, które miały tam miejsce, tym więcej uzasadnień potrafię odnaleźć. Nie zmienia to jednak faktu, że większość z nas odwiedza ten rejon zupełnie przelotnie i nie będzie się raczej bawić w dawanie drugiej szansy bądź doszukiwanie się czegokolwiek na siłę.

Wróciłem jednak z Panamy z wrażeniem, że jej obywatelom brakuje zaplecza i pomysłu na to, jak osłodzić innym pobyt w tym kraju i odpowiednio go wypromować.

Kraj niewykorzystanych szans

Wynikową tego, o czym wspomniałem wyżej, jest to, że Panamczycy nie wiedzą za bardzo co począć ze swoim krajem. Ma on do zaoferowania naprawdę wiele, w pewnym aspektach posiada wręcz strategiczną przewagę: unikatowe na świecie położenie, prężne centrum biznesowe, dobrą sieć połączeń ze światem i wiele pięknych miejsc do odwiedzenia. Często jednak brak pomyślunku, mentalność czy zwyczajne luki w rozwoju kraju psują ogólne dobre wrażenie.

Dla jednych będzie to pewien plus: odwiedzić miejsce, które jeszcze nie jest usiane siecią kurortów i stanowi nieoszlifowany diament, będzie czymś wręcz pożądanym. Nie powiem, cenię sobie pewną dzikość tego zakątka świata, która z drugiej strony łączy się z dość wysokim poziomem bezpieczeństwa jak na tutejsze realia. Wróciłem jednak z Panamy z wrażeniem, że jej obywatelom brakuje zaplecza i pomysłu na to, jak osłodzić innym pobyt w tym kraju i odpowiednio go wypromować. Są miejsca o wiele bardziej zacofane i ubogie, skąd ludzie wracają wręcz uradowani ze względu na samo doświadczenie (chociażby o Gwatemali słyszałem w samych superlatywach). Panama nie może wychodzić z założenia, że jej piękne miejsca obronią się same. To wymaga właściwej otoczki, organizacji i pewnej atencji dla przyjezdnych. I za to będę trzymać kciuki, wierząc, że to wszystko jest do nadrobienia w przeciągu najbliższych lat.

Rafał Maćkowski

 
fot, Piękny, niestety popadający w ruinę przykład architektury kolonialnej w Panama City przy Avenida Central
Szanowna Użytkowniczko, Szanowny Użytkowniku, zanim klikniesz „Przejdź do serwisu” lub zamkniesz to okno, prosimy o przeczytanie tej informacji. Prosimy w niej o Twoją dobrowolną zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz przekazujemy informacje o tzw. cookies i o przetwarzaniu przez nas Twoich danych osobowych. Klikając „Przejdź do serwisu” lub zamykając okno, zgadzasz się na poniższe. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres. Zgoda Jeśli chcesz zgodzić się na przetwarzanie przez Etnosystem.pl Twoich danych osobowych, które udostępniasz w historii przeglądania stron i aplikacji internetowych oraz danych lokalizacyjnych generowanych przez Twoje urządzenie, w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i w aplikacjach w celu ustalenia Twoich potencjalnych zainteresowań dla dostosowania reklamy i oferty) w tym na umieszczanie znaczników internetowych (cookies itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie takich znaczników, kliknij przycisk „Przejdź do serwisu” lub zamknij to okno. Jeśli nie chcesz wyrazić zgody kliknij „Zamknij”. Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Powyższa zgoda dotyczy przetwarzania Twoich danych osobowych do śledzenia statystyk Google Analytics czy wyświetlania Ci dedykowanych reklam.
Więcej informacji Przejdź do serwisu Zamknij