Aneta i Damian - tym razem w Birmie

- Ah co to był za trekking! Nasz kolejny cel w Birmie - jezioro Inle. Wyczytaliśmy, że najlepiej dostać się tam na własnych nogach, z miejscowości Kalaw. Przejście zajmuje 2-3 dni, a szlak wiedzie przez góry. Po drodze mijacie przepiękne wioski zamieszkiwane przez różne plemiona - Aneta i Damian przesyłają kolejne wieści ze swojej podróży autostopem dookoła świata.
 
O ich przygodach między Kambodżą a Wietnamem poczytacie u nas tutaj.
Pierwszego dnia ruszyliśmy leniwie, bo dopiero około godziny 11. Po 10 kilometrach mocno zgłodnieliśmy i akurat przed naszymi oczyma ukazał się wielki drogowskaz z nazwą knajpy oddalonej o 300 m. Po drodze minęliśmy inną restaurację, pękającą w szwach od turystów. O nie! Pędem ruszyliśmy w kierunku naszej. Pusto, kameralnie i przyjemnie. Do tego ceny rewelacyjne. 2,50 zł za ogromny talerz smażonych nudli, z sałatką i rosołem. Płacąc rachunek właściciel zapytał, czy chcielibyśmy przejść się z nim na krótką wycieczkę po jego wiosce. No pewnie!
 
I ruszyliśmy.
 
W międzyczasie ten przesympatyczny Pan wyjaśnił nam jak wyglądają biznesy turystyczne w Birmie. Firma wycieczkowa otrzymuje średnio za trekking 20-30 dolarów od jednego klienta. W cenie jest przewodnik i posiłek. Nasz nowy znajomi niegdyś żywił takich turystów. Zgadnijcie ile otrzymywał za przygotowanie jedzenia dla 1 osoby? 1,70 zł. Tak. Taką marną kwotę. Zrezygnował. Nie dziwiliśmy się. Teraz spotyka się z ogromną falą hejtu i dlatego też jego knajpa świeci pustkami. Wszyscy przewodnicy zabierają swoich klientów do restauracji obok. A z czego wynikają tak niskie ceny w jego knajpie? Po prostu nie chce naciągać turystów. Niech płacą tyle ile lokalsi. Niesamowity człowiek.
 
Wsi spokojna, wsi wesoła i wsi piękna! Gdyby nie ten Pan, nigdy byśmy nie trafili do tego miejsca. Wioska w całości usiana jest przepięknymi kwiatami. W okolicy znajdują się bajeczne punkty widokowe. Cudna zabudowa, zwykłe sielskie życie (nie na pokaz dla turystów). Pragnęliśmy takiej autentyczności! Nasz znajomy powiedział, że przewodnicy zazwyczaj omijają to miejsce. Pędzą utartym szlakiem, żeby szybko zakończyć robotę. A szkoda. Dodatkowo dowiedzieliśmy się, że wszystkie pieniądze z biletów zakupionych przez turystów, czy to nad jezioro Inle, czy na Bagan, czy do Mandalay, trafiają do rządu. Nic z tego nie jest przeznaczane na renowację, infrastrukturę, czy zwyczajne wsparcie mieszkańców. No nie! Tak być nie może! W takim razie będziemy starać się unikać opłat, a w zamian za to wydamy pieniądze bezpośrednio wśród lokalnej społeczności. Na rękodzieło, ubrania, jedzenie, czy jakieś tam pamiątki.
 
Po pożegnaniu z naszym kolegą ruszyliśmy dalej. Przed nami jeszcze tyle kilometrów! Trasa bajeczna. Krajobraz całkowicie się zmienił. Opuściliśmy tropikalne klimaty i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znaleźliśmy się w otoczeniu polskich krajobrazów. Kolorowe pola. Ogołocone drzewa. Czasem tylko jakiś bambus, czy palma. W pewnym momencie odczuliśmy trasę w nogach. Na liczniku 28 kilometrów. Słońce nisko, temperatura zaczyna gwałtownie spadać... Wylądowaliśmy we wsi położonej przy głównej drodze. O! Na pewno znajdziemy tu coś do spania!
 
1 plecak zostawiliśmy w bazie wypadowej. Wiedzieliśmy, że amplitudy temperatur są tu ogromne i nie było sensu zabierać namiotu. Za dnia 35 stopni, nocą w okolicach zera. 
 
Chodzimy, pytamy. Gdzie tu można spać? Za każdym razem ta sama, mrożąca krew w żyłach odpowiedź. Nigdzie, tu nie można. A my nie możemy Was gościć, bo kary itp. Ale za 10 kilometrów macie kolejną wioskę, może tam będzie gdzie spać… Nogi odpadały nam po całodziennym wysiłku. Damian, patrz! Tam jest jakieś targowisko z drewnianymi podestami. Może tam się prześpimy? Temperatura zaczęła maleć co raz bardziej. To zły pomysł.
 
I nagle ukazała nam się świątynia! Szybciutko popędziliśmy w jej kierunku! Na miejscu mnich zamiatał ogródek. Pokazaliśmy mu gest spania i okazaliśmy ogromne zmęczenie. Odpowiedź: za 10 kilometrów jest wioska, spróbujcie tam. Moje oczy pokazały „Panie nie ma szans, nie dojdę, nie mam siły!”. Zadziałało. Mnich wskazał na budynek obok, jednak zaznaczył tylko „brrrrrr”. Okej, damy radę! I tak oto wylądowaliśmy w jadłodajni z drewnianym parkietem. Pan przyniósł nam bambusową matę, zawinęliśmy się w śpiwory i około godziny 18 zasnęliśmy. Damian mówił, że pierwszy raz chrapałam!
 
6 rano pobudka. Do budynku weszła gromada ludzi, zaraz to kolejni i kolejni! Cała wioska przybyła zostawić jedzenie mnichom. Szybkie zbieranie, pakowanie i uciekamy! Nawet nie chcę sobie wyobrażać jak bardzo musieli być zdziwieni naszym widokiem. Zresztą ich miny mówiły same za siebie. Temperatura nad ranem dawała w kość, ale za to jakie widoki! Bajeczne! I tak uszyliśmy. 5, 10, 15 kilometrów. Potem złapaliśmy stopa. Dzięki temu ominęliśmy zapłatę za bilet wstępu nad jezioro Inle. Lokalsi nie muszą płacić.
Szanowna Użytkowniczko, Szanowny Użytkowniku, zanim klikniesz „Przejdź do serwisu” lub zamkniesz to okno, prosimy o przeczytanie tej informacji. Prosimy w niej o Twoją dobrowolną zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz przekazujemy informacje o tzw. cookies i o przetwarzaniu przez nas Twoich danych osobowych. Klikając „Przejdź do serwisu” lub zamykając okno, zgadzasz się na poniższe. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres. Zgoda Jeśli chcesz zgodzić się na przetwarzanie przez Etnosystem.pl Twoich danych osobowych, które udostępniasz w historii przeglądania stron i aplikacji internetowych oraz danych lokalizacyjnych generowanych przez Twoje urządzenie, w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i w aplikacjach w celu ustalenia Twoich potencjalnych zainteresowań dla dostosowania reklamy i oferty) w tym na umieszczanie znaczników internetowych (cookies itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie takich znaczników, kliknij przycisk „Przejdź do serwisu” lub zamknij to okno. Jeśli nie chcesz wyrazić zgody kliknij „Zamknij”. Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Powyższa zgoda dotyczy przetwarzania Twoich danych osobowych do śledzenia statystyk Google Analytics czy wyświetlania Ci dedykowanych reklam.
Więcej informacji Przejdź do serwisu Zamknij