Wielkie rozczarowanie. Tulia "Tulia" [RECENZJA]

Przyznam, że na fenomen zespołu Tulia i ja się dałam złapać, choć w środowisku etnomuzykologicznym zdania są, eufemistycznie rzecz ujmując, podzielone. Spieszę jednak z wyjaśnieniem, a może tłumaczeniem. „Nieznajomy” z repertuaru Dawida Podsiadło w wykonaniu Tulii chwycił mnie, bo sam utwór jest piękny i dramatyczny, a tę roztrzęsioną emocjonalność barwa białego głosu i subtelne zmiany harmoniczne w aranżacji jeszcze potęgowały. Do tego wymowny, kontrastowy teledysk z surową polską zimą w tle i już, mamy efekt, który potrafi przyciągnąć. Przy całej jednak sympatii do tego efektu, nie wolno tracić z oczu faktu, że Tulia i „Nieznajomy” to nie jest muzyka folkowa. Bo z folklorem czy folkiem Tulia ma tyle samo wspólnego co zespół Gregorian ze śpiewem gregoriańskim: wykorzystuje jego stylistykę do wykonania coverów. I to wszystko.

Tyle o „Nieznajomym”. „Enjoy the silence” Depeche Mode, którym Tulia wcześniej zaistniały w szerokiej świadomości odbiorców, ja sama traktowałam jako ciekawostkę. I również ze sporym entuzjazmem, bo uwielbiam kiedy dziewczyny i chłopaki z zespołów folklorystycznych i w tradycyjnych ludowych strojach spuszczają trochę pary i angażują się w szeroko rozumiane popkulturowe klimaty. Nie przypuszczałam jednak, że za internetową popularnością tego i opisanego wyżej filmiku w takim tempie pójdzie płyta, która jest - wybaczcie bezpośredniość - niepotrzebna. 

Przyznaję, brawa za błyskawiczną reakcję i wykorzystanie popularności, ten debiut jednak może zespół Tulia ustawić na długo i trudno będzie dziewczynom wyjść do wymagającej publiczności, rzeczywiście zainteresowanej muzyką tradycyjną. Słowem, będą się kojarzyć jako cover band. A to nie jest szczególnie nobilitujące dla artysty. Mimo tego nawet, że autorskie single na płycie są - ale brzmią dokładnie tak samo jak reszta.

Jednocześnie trudno będzie tym utrzymać uwagę obecnych odbiorców na dłużej. Choć nawet teraz, prawdę mówiąc, nie wiem dla kogo jest płyta, której właśnie słucham. Na pewno nie dla miłośników folkloru, bo tym nawet parę dziesiątek tradycyjnych instrumentów występujących tu i wykorzystanych w ładnych, grzecznych aranżacjach nie pomoże. Choć mamy bialy głos czy lirę korbową, utwory na płycie nadal pozostają coverami, w dodatku dobieranymi według niezrozumiałego klucza. O.N.A., Maanam, Dawid Podsiadło, Ania Dąbrowska, Metallica… czuję się w targecie, bo mam ponad 30 lat i wszystkich tych wykonawców znam, lubię nawet, ale jednocześnie czuję, że celowane jest gdzieś ponad moją głowę. 

Krąży mi po głowie myśl, że ktoś postanowił z działalności, która budziła uśmiech i zadowolenie na YouTube, zrobić płytę, ale ponieważ wszystko działo się szybko, nie było czasu na zastanowienie się nad dalszym ciągiem. Pod przykrywką popularnego „etno” Tulia serwuje nam zestaw popowych, nieautorskich piosenek, zaśpiewanych na jedno kopyto, z akompaniamentem muzycznym interesującym bardziej niż sama sfera wokalna, która instrumenty jednak skutecznie zacienia. Ale mimo tego białego głosu i tradycyjnego instrumentarium, kolorowych strojów, to nadal pozostaje zaśpiewanym uniosono utworem z jakimiś "przeszkadzajkami" w tle. I nie jest to po prostu ciekawe, ani z perspektywy fana popu, ani z perspektywy miłośnika muzyki tradycyjnej. Tylko "Krakowski spleen" zdradza jakąś indywidualność, bo ingerencja w oryginał jest na tyle poważna, że z utworu udało się wyciągnąć nową jakość, jakiś pazur, coś, czego brakuje przez większość czasu spędzonego z płytą.

Może dowiodę teraz, że żyję w swoim mikro świecie, w którym odbiorca jest coraz bardziej wymagający i uświadomiony w temacie muzyki. Zespoły prezentujące folklor autentyczny czy nowy folklor potrafią osiągnąć zawrotną popularność bliską zespołów popowych bez uciekania się do wyśpiewania jednym głosem popularnych piosenek i żal, że Tulia - z ich ogromnym potencjałem - zdają się ten fakt ignorować. 

Kaśka Paluch

Cookies make it easier for us to provide you with our services. With the usage of our services you permit us to use cookies.
Ok Decline