Inxeba: piekąca rana na tożsamości

Inxeba. Rana. Zakazana ścieżka. Wszystkie te dopowiedzenia do tytułu są właściwe. "Inxeba" to film o ranie, która kształtuje. O wielkiej zmianie, o tradycji, która utrzymuje stare rody afrykańskie w mocy i sile. Ale to też ciche historie łez, wypierania się swojej tożsamości i tabu, które łamią życia.


Ukwaluka to tradycyjny, męski rytuał inicjacyjny, który jest praktykowany przez lud Xhosa żyjący w RPA. Dwa razy w roku, grupy nowicjuszy w późnym wieku nastoletnim opuszczają swoje społeczności i wybierają się do odosobnionych obozów, gdzie przeprowadza się na nich rytualne obrzezanie. Przez kilka tygodni zajmują się nimi szkolący ich młodzi mężczyźni, którzy również pochodzą z ich społeczności (khankathas). Po tym czasie chłopcy stają się pełnoprawnymi mężczyznami i spadają na nich wszelkie przywileje i odpowiedzialność dorosłych. Mimo że tradycja wciąż stanowi podstawę kultury Xhosa i jest uważana za kluczowy moment w życiu każdego mężczyzny, coraz częściej spotyka się z krytyką ze względów bezpieczeństwa i jej znaczenia. 


O rytuale w swojej książce "Długa droga do wolności" pisał sam Nelson Mandela. Z kolei reżysera "Inxeby", Johna Trengove, do skontrastowania historii tradycyjnej inicjacji i wątku homoseksualnego zainspirował Robert Mugabe - słynny polityk, premier a potem prezydent Zimbabwe. Według niego i innych afrykańskich przywódców panujących od wczesnych lat 90-tych, homoseksualizm to symptom zachodniej dekadencji, który zagraża "tradycyjnej" kulturze. Reżyser "Inxeby" postanowił na próbę, w sterylnych warunkach filmowych wprowadzić "wirus homoseksualizmu" do patriarchalnego organizmu i zaobserwować, jaka będzie jego reakcja. A te, Trengove mógł obserwować na żywo - już na planie. Na kolejne przyjdzie czas i pewnie nie raz "Inxeba" wzbudzi kontrowersje, dyskusje, sprzeciw. I dobrze - czyż nie po to jest sztuka, aby wiercić nam dziurę w brzuchu i zmuszać do myślenia?

"Inxeba" to film niesamowicie prawdziwy - w świat tradycyjnego społeczeństwa kultury Xhosa wchodzimy już od pierwszych ujęć. Wszyscy aktorzy na planie są autentycznymi Xhosa, mówiącymi od dziecka w tym języku i znającymi życie w tradycyjnych wioskach oraz przebieg całego rytuału ukwaluka. To nadaje obrazowi autentyczności, której nie da się wyrobić zewnętrznymi środkami. Lata researchu i poznawania ludzi opłaciły się - John Trengove daje nam, widzom na całym świecie, możliwość podejrzenia starej tajemnej tradycji. Ale też daje możliwość wyrobienia sobie opinii na temat zachowań wszystkich bohaterów. Od młodych i zadziornych nowicjuszy, przez nieco irytującego ale w gruncie rzeczy reprezentującego postęp Kwandę, szukającego akceptacji Xolaniego i wielu innych - silnych czarnych mężczyzn. Prawdziwych ojców i przywódców. Być może tak samo zagubionych i niepewnych, jak nowicjusze, a jednak idących przed siebie z podniesioną głową, dzięki oparciu w tradycji i szacunku do starszyzny.

Kiedy kończy się sens tradycji, a zaczyna się trzymanie na siłę starych przyzwyczajeń? Gdzie jest granica między szacunkiem a zatracaniem siebie? Czy można żyć w zgodzie ze swoimi pragnieniami jednocześnie nie raniąc rodziny, swojej społeczności, nie niszcząc kultury? I co jest gorsze - odbywanie tradycyjnych obrzędów z wizją niezłej imprezy, wypełnionej alkoholem i rozpustą, czy przełamanie tradycyjnego modelu rodziny? "Inxeba" pozostawia nas z tymi pytaniami, a ostatnie sceny jeszcze bardziej domagają się naszych przemyśleń. Jak żaden - ten film wymagał ode mnie moralnych rozważań. I szczerze mówiąc - dalej nie wiem. Niewątpliwie jednak rozwój zaczyna się tam, gdzie dialog. A bez przełamywania tabu, bez wywlekania trupów z szafy, bez wyciągania na światło dzienne spraw najtrudniejszych, ten dialog nie nastąpi nigdy. "Inxeba" to zatem być może najbardziej odważny i znaczący film naszych czasów.

Iśka Marchwica

INXEBA:
premiera w Polsce: 27 października 2017, Tongariro
wywiad Urucu Media z reżyserem Johnem Trengove - tutaj