Ethno Port 2017: Żeby kultura się nie homogenizowała

"Wszystko to po to, żeby kultura się nie homogenizowała, tylko zachowała swoją różnorodność" - słowa Macieja Rychłego stały się niejako hasłem przewodnim 10. Ethno Port Poznań.


Ethno Port Poznań to wydarzenie, które już od dekady zajmuje czołowe miejsce wśród polskich festiwali world music, nieustannie zachwycając wierną publiczność wysokim poziomem artystycznym oraz merytorycznym swojego programu. Ethno Port łączy w sobie festiwalową radość i upojenie koncertami, ale też nieskrępowanymi szaleństwami w klubie festiwalowym, z zaangażowaniem we współczesną sytuację społeczną i promocją działań na rzecz zachowania różnorodności kulturowej Polski i całego świata. To festiwal, który prawdziwie wspiera kulturę ludową – tak w jej wymiarach muzycznych, jak i społecznych.

Ducha festiwalu najlepiej opisały słowa prowadzącego muzyczne spotkania Macieja Rychłego, który tak umotywował swoje działania w ramach projektu w Szkocji: "Wszystko to po to, żeby kultura się nie homogenizowała, tylko zachowała swoją różnorodność". W tym roku, Ethno Port codziennie dostarczał mnóstwa powodów do celebrowania tej różnorodności. Każdy z nich miał swoje miejsce na scenie, a ich wspólna kompozycja każdego dnia przynosiła uczestnikowi całą gamę muzycznych doznań.

fot. Agnieszka Komór

Pierwszy dzień szeroko nakreślił ramy zainteresowań kulturowych festiwalu. Był to pierwszy dzień warsztatów z mistrzem fuzji hawajskiej slide guitar z sitarem – Debashishem Bhattacharyą, pierwszy festiwalowy koncert w wykonaniu Trio Petrakis - Lopez – Chemirani – zespołu czerpiącego inspiracje muzyczne z państw basenu Morza Śródziemnego oraz pierwsza impreza w klubie festiwalowym, z bogatą propozycją taneczną głównie polskiej muzyki tradycyjnej. Do tańca poprowadził nas poznański Dom Tańca.

Tłum uczestników, który pojawił się na dziedzińcu zamku podczas czwartkowej potańcówki nie rzedł ani nie tracił wigoru w dniach kolejnych, a Ethno Port spełniał obietnicę różnorodności. Każdego dnia można było zatopić się w jazzowych, eksperymentalnych, często melancholijnych brzmieniach, by potem wzlecieć i w dzikim szale roznieść parkiet, a po chwili znów opaść na ziemię i rozpłynąć w kojących dźwiękach muzyki. Piątkowa propozycja rozpoczęła się od występu Polmuzu oraz goszczącego na Ethno Porcie po raz kolejny Felixa Lajko. Trans, w który wprowadził słuchaczy improwizujący wokół tradycyjnych wielkopolskich melodii Polmuz, podtrzymany przez wirtuoza skrzypiec i węgierskiej cytry Lajko, wezbrał w słuchaczach i wybuchł nieposkromionym tańcem podczas koncertu joikującej muzycznej szamanki Mari Boine. Taką energię zdołał ukoić i skierować do głębi duszy malijski jeli, Ballaké Sissoko. Ze sceny mówił po francusku, a więc ograniczało to możliwość zrozumienia go przez wielu słuchaczy. Tym pozostało pozwolić mówić muzyce i, kołysząc się w takt subtelnych dźwięków zachodnioafrykańskiej harfy, wpaść w półsen.

Sobotni cykl koncertowy rozpoczął się występem Maniuchy i Ksawerego. Muzyczny minimalizm pozostawiał mnóstwo przestrzeni dźwięcznemu głosowi śpiewaczki i wkomponowującemu się w meandry melodii kontrabasowi. To był magiczny, pełen skupienia koncert, który wyciszał i wzruszał, poruszając bardzo czułe melodyczne struny. Z tęsknego zawieszenia w przestrzeni muzycznej wybił żwawością wyrazu zespół Mosaik – weteran występów na Ethno Porcie, a koncert barwnej Ivy Bittowej z zespołem Čikori z głosu artystki wydobył stada ptaków, które wzleciały ze sceny w publiczność, a Iva podążyła razem z nimi.

fot. Agnieszka Komór

Wieczorne koncerty to prawdziwy tygiel wrażeń – roztańczona i rozentuzjazmowana publiczność nie dała zejść ze sceny znanemu nie od dziś uczestnikom Ethno Portu ukraińskiemu zespołowi Dakhabrakha, podobnie reagowała na koncert Driss El Maloumi, który precyzją i niesamowitym radosnym show w wykonaniu artystów wzbudzał salwy śmiechu i wybuchy oklasków. Po koncercie przyszedł czas na Los Piranas – uczciwie zostaliśmy ostrzeżeni, że ich psychodeliczna muzyka działa jak narkotyk. I rzeczywiście…

W ostatnim dniu Ethno Portu mogliśmy podziwiać efekty trzydniowego wspólnego muzykowania Debashisha Bhattacharyi ze wspaniałym skrzypkiem Kapeli MaliszówKacprem Maliszem. Opracowania kompozycji mistrza chaturangi oraz tradycyjnego repertuaru ludowego młodego skrzypka, jak również spokój i humor Bhattacharyi została przyjęta z wielkim entuzjazmem. Przyszedł czas na melancholijny koncert zespołu Adam Strug Kompania, a później na plenerowe rumuńskie wesele w wykonaniu Taraf de Haïdouks. Energia sięgnęła granic możliwości podczas koncertu Danyèla Waro. Artysta grający "bluesa Reunionu" skocznym rytmem i przesłaniem pokojowej walki o wolność wprawiał w ekstazę. O ile na początku koncertu było widać ludzi siedzących, tak w drugiej jego połowie odepchnięte pod ściany krzesła stały puste – wszyscy dawali się ponieść muzycznemu katharsis.

W ramach festiwalu miały miejsce trzy cykle warsztatowe: warsztaty rytmiczne Republiki Rytmu, nie-tylko-muzyczne trzydniowe warsztaty mistrzowskie dla muzyków prowadzone przez Debashisha Bhattacharyę oraz niezwykle inspirujące wykłady Macieja Rychłego: "Kazania o swobodnych dźwiękach". Te trzy cykle wspaniale uzupełniały się nawzajem, pozwalając uczestnikom doświadczyć muzyki poprzez różnorodne rytmy, skale, filozofie oraz poznaniu jej oblicza w ujęciu kognitywnym.
Mottem tegorocznego cyklu spotkań wokół obecnej sytuacji społecznej, w tym kryzysu uchodźczego i zagrożeń środowiska naturalnego, stała się myśl Alberta Einsteina: "Świat nie zostanie zniszczony przez tych, którzy czynią zło, tylko przez tych, którzy patrzą na to bezczynnie". W ramach tego cyklu można było porozmawiać z Janiną Ochojską czy Arturem Domosławskim. Ważne rozmowy uzupełniane były projekcjami filmów, których temat zasadzał się wokół poruszanych przez organizatorów festiwalu problemów społecznych.

fot. Agnieszka Komór

Ethno Port jest festiwalem żywym, otwartym nie tylko na różnorodność kulturową, ale i wiekową. Każdego dnia w ramach cyklu Małe Ethno najmłodsi uczestnicy wydarzenia mogli rozwijać swoje umiejętności manualne, społeczne i kulturowe w bogatym festiwalowym cyklu edukacyjnym, który budował kulturową wrażliwość dziecka (np. przybliżając młodemu odbiorcy problemy uchodźstwa dzięki spotkaniem nad książką "Wędrówki Nabu" Jarosława Mikołajewskiego), zachęcał do ochrony środowiska (budowa instrumentów recyklingowych, uprawa ogródka), przybliżał bajki i opowieści mniejszości kulturowych. Efekt tak atrakcyjnego programu dla dzieci? Pojawiające się na koncertach wraz z rodzicami całe gromady młodych i otwartych słuchaczy. Moim zdaniem taka dbałość o młode pokolenie to kolejny stopień do zrealizowania marzenia Macieja Rychłego o heterogeniczny, wolny od uprzedzeń świat zamieszkiwany przez świadomych obywateli.

tekst: Anna Sitko
zdjęcia: Agnieszka Komór

KOPIOWANIE TEKSTU / ZDJĘĆ BEZ WIEDZY I ZGODY AUTORÓW ORAZ REDAKCJI ETNOSYSTEM.PL - ZABRONIONE!