Wyjątkowo (nie)nudne podróżowanie

Ostatnio dużo czasu spędzam w pociągach. I w autobusach. I na przystankach. I w oczekiwaniu na opóźnione samoloty. Oraz w oczekiwaniu na przekazanie przesyłek. Wszędzie czekam stoję, jadę. Prowadzę taki zawieszony tryb życia, w którym jeszcze nie ma cię “tam” a już nie ma cię “tu”. I naprawdę uważałam, że tracę dużo czasu.

Ponoć ludzie inteligentni się nie nudzą. Ale właśnie dlatego ludzie inteligentni (tak - to ja!) zazwyczaj mają sporo zajęć. I przeciążone głowy. Planując kolejne trasy, wyjazdy na prelekcje i warsztaty i patrząc z niechęcią na rosnący czas opóźnienia pociągu myślałam, że może nadrobię lektury książkowe, albo chociaż pooglądam zaległe seriale. Ale do tego po pierwsze potrzebne jest skupienie - a czytanie sto razy tego samego zdania, przy jednoczesnym zerkaniu za okno pociągu, czy już dojechaliśmy czy nie, nie jest fajne - a przy tym drugim - dobry sprzęt, internet i w ogóle za dużo zachodu.

Każdy, kto podróżuje - i mówię tu też, a może przede wszystkim o podróżach zawodowych, do i z pracy, dojazdach przejazdach i niespodziewanych utknięciach między przesiadkami - przyzna, że im mniej sprzętu do opieki tym lepiej. I im mniej konieczności ładowania i pilnowania baterii telefonu, tabletu, czytnika - tym lepiej. Czy więc można w tych niezbyt atrakcyjnych warunkach polskich PKS-ów i pociągów nie tracić czasu? Faktycznie, realnie skorzystać? A może tak się czegoś pouczyć? Już widzę te skrzywione miny. Niepotrzebnie. Nauka nie musi być długa, wymagająca, kojarzyć się ze stosami książek i wytężaniem mózgu do granic. Powiem tylko: SuperMemo.

Podczas warsztatów coachingowych tłumaczę moim słuchaczom, żeby stawiać sobie cele realizowalne. Czyli nie mówmy sobie: “Za rok pojadę do Peru!”. Bo jeśli nie pojadę, to złapię doła i tyle z mojego celu. Powiedzmy sobie “Nauczę się trochę hiszpańskiego!” - i to wymarzone Peru stanie się trochę bliższe. Ja właśnie taki cel sobie postawiłam i oczywiście - plan spalił na panewce. Nie miałam ani czasu ani kasy na regularne lekcje, a przy tej ilości pracy - na myśl o dwóch godzinach tygodniowo wieczorami w sali… Robiło mi się słabo. I z pomocą przyszło SuperMemo.com. Prosta platforma e-learningowa i aplikacja, dzięki której zaczęłam się realnie uczyć języka i która codziennie zachęca do spędzenia kilku chwil na realizacji swojego marzenia.

Nie będę wam tłumaczyć, jak działa SuperMemo - częściowo zrobiła to Kaśka, rozpoczynając naukę norweskiego. Ja z kolei za kilka tygodni pokażę wam, jak fajnie działa aplikacja SuperMemo z kursem języka hiszpańskiego. Aplikacja jest banalnie prosta, intuicyjna i wciąga lepiej, niż kultowy wąż czy inne kulki.

O co chodzi z tą nauką w telefonie? O zabawę i krótkie odcinki. SuperMemo działa, jak gra “Memory”, w której trzeba było zapamiętywać gdzie leżą podobne obrazki. Tak samo działa SuperMemo - powtarzamy krótkie informacje tak często, aż w końcu same wchodzą do głowy. Lekcje są krótkie i klarowne, przeplatane zabawami i ćwiczeniami, grupowane tematami i krótkimi zagadnieniami (np. nazwy miast). Przy kolejnej lekcji myślisz, że niewiele się nauczyłeś? Sprawdź sam siebie. Zdziwisz się, ile pamiętasz i jak głosy lektorów, czytające kolejne zwroty, utkwiły ci w pamięci a dzięki temu - potrafisz je niemal bezbłędnie powtórzyć. I to kolejny plus SuperMemo. Powtarzanie za kasetą czy czytanie na głos w pociągu mogłoby być… niełatwe. Z aplikacją mogę sobie pozwolić na zamkniętą buzię i słuchanie lektora. Odtwarzam dane słówko tak często, aż zapamiętam w głowie. A wrócić do niego mogę w bardziej spokojnym momencie - w hotelowym pokoju, na plaży…

SuperMemo to też, a może przede wszystkim, system powtórek, które każą odświeżać pamięć i nie pozwalają na zapominanie lekcji sprzed kilku tygodni. Siedzisz nad pewnym zagadnieniem kilka minut, podczas ćwiczeń robisz kilka błędów - za kilka dni aplikacja przypomni ci, żebyś sprawdził, czy wiesz już jak poprawnie napisać “dziękuję” po hiszpańsku. Dalej nie wiesz? Nie musisz sam o tym pamiętać - aplikacja zadba o to, żebyś się nauczył.

I tak z kolejnymi etapami podróży, kolejnymi dniami dojazdu i powrotu z pracy, stopniowo nabywasz wiedzę. Zupełnie przez przypadek. Kilka minut z kolorową banalnie prostą aplikacją daje po prostu satysfakcję. I zaręczam - nie wymaga nadmiernego skupienia, stresu i ściąg. Czegoś nie pamiętasz? Spokojnie, powtórzysz. Jeszcze nie raz i nie pięćdziesiąt. Nudzisz się w pociągu? Włączasz aplikację i słuchasz słówek. A jeśli jednak nie masz czasu i oczy się zamykają - wyłączasz aplikację. Nikt ci nie wstawi jedynki do dziennika, nie tracisz pieniędzy, nie tracisz lekcji. Po prostu wrócisz do kolejnych kart za jakiś czas. A może dziś masz ochotę pouczyć się dłużej i więcej? Nie ma problemu - po prostu klikasz w kolejne karty i poznajesz kolejne informacje. Boisz się, że przyswoiłeś dziś za dużo? Spokojna głowa - algorytm aplikacji ustawi powtórki regularnie na kolejne dni. Nic ci nie umknie!

Teraz pytanie na koniec. Dlaczego masz mi uwierzyć? Bo jestem niecierpliwa i wszędzie mnie pełno. A SuperMemo spełnia moje marzenia od kilku miesięcy. To co - spróbujesz? :)

Iśka Marchwica