Pięknie jest marzyć. "Afronauci" Bartek Sabela [RECENZJA]

Z Zambii w kosmos. To brzmi niedorzecznie. Bo jak niby, z tego gorącego, piaszczystego kontynentu, z Lusaki walczącej z biedą, z kraju ledwo co zaistniałego na mapie politycznej... Ale w sumie... czemu nie? Zambijczycy piją wodę? Piją. Oddychają powietrzem? Oddychają. Widzą słońce? Widzą. Więc szanse na dotarcie na Księżyc mieli takie same, jak Amerykanie czy Rosjanie. Proste.



Bartek Sabela, świetny pisarz i człowiek pełen pasji i wiary w niemożliwe, powraca z nową książką. Po "Wszystkich ziarnach piasku" nazwisko Sabeli kojarzone było z Saharą Zachodnią i problemem odgraniczania tego kraju od Maroka. Do dziś zresztą Bartek z Hamzą Lakhalem sprawdzają, czy wydawnictwa prawidłowo opisują i prowadzą granice na mapach i w przewodnikach. Sabela jednak, jak to bywa z niespokojnymi duszami, na jednym temacie nie poprzestał. Po zgłębieniu zagadnienia i zwróceniu - jakże skutecznym! - uwagi na problem Sahary Zachodniej, skierował swoją energię na zupełnie inne tory. Mimo, że jego zainteresowania pozostały na kontynencie afrykańskim, tym razem dał się porwać kosmicznym marzeniom.

"Afronauci" to fenomenalny reportaż. Ale reportaż nie suchy, odległy, zdający relację i przedstawiający fakty. To reportaż z punktu widzenia podróżnika i człowieka, którego różne rzeczy po prostu fascynują. Bartek Sabela zabiera nas w podróż do dalekiej, gorącej i zatłoczonej Lusaki. Nie zgrywa się na wielkiego odkrywcę ani tym bardziej, białego przewodnika z wyższością spoglądającego na spoconą i ledwo łapiącą oddech wśród miejskich spalin grupę. Bartek sam jest umęczony i czasem nawet zły na hałas, ludzi, trudności w zdobywaniu informacji. Przede wszystkim jednak - nie przestaje patrzeć. A patrzy wnikliwie - przez pryzmat swojej wiedzy podróżniczej, ale i historycznej, przez pryzmat marzeń Mukuki Nkoloso i realiów, które wraz z upałem wciskają się do głowy. Bartek zabiera nas też w podróż do lat 60., kiedy Zambia dopiero powstawała, dopiero otrzymywała prawa i przywileje, dopiero wciągała na maszt swoją flagę i stawał się krajem uznanym politycznie. I do czasów, kiedy cała Afryka wyzwalała się spod władzy kolonizatorów - stopniowo, mozolnie, czasem w akompaniamencie chaosu. To podwójne spojrzenie pomaga nam zrozumieć Mukukę Nkoloso - bojownika o wolność, filozofa, naukowca, marzyciela - który podobnie, jak był świadkiem wyzwolenia swojego kraju, chciał być świadkiem pierwszego lotu w kosmos.

Historia rodziny pisana historią Rodezji - poznaj trylogię Alexandry Fuller

Sądzę, że nie było łatwo zbierać materiały o Mukuce Nkoloso w kraju gorącym i traktującym czas, jako pojęcie względne. Reportażysta musi w takich warunkach uzbroić się w cierpliwość i płynnie przechodzić od roli badacza do roli gawędziarza. Bartkowi udało się to wyśmienicie - nie tylko zebrał pokaźny materiał dowodowy (przesiadując całymi dniami w archiwach i wertując historię kraju) i przedstawił w "Afronautach" zagmatwaną historię Rodezji Północnej i późniejszej Zambii, ale też  z pełną powagą, zrozumieniem i szacunkiem przedstawił "program kosmiczny" doktora Nkoloso. Dlaczego powaga jest tu istotna? Bo, gdy do Zambii dotarli międzynarodowi dziennikarze, autorski trening kosmiczny, przygotowany przez Nkoloso, uznali za... niedorzeczny. Fragmenty można zobaczyć w tym materiale stworzonym dla Brytyjskiej telewizji:

Dziś doskonale wiemy, ile wysiłku czasu, pieniędzy, sprzętu, zastępu ludzi i wielu, wielu elementów potrzeba, żeby polecieć w kosmos. Mukuka Nkoloso miał beczkę po oleju, wiernych kadetów i swoją wiarę w to, że może startować w "kosmicznym wyścigu" na równi z USA i ZSRR. I chociaż początkowo czytelnik "Afronautów" łapie się za głowę i uśmiecha pod nosem na wyobrażenie tych "treningów", to z kolejnymi stronami, wartkimi opowieściami, opisami dzisiejszej Lusaki, historii Zambii z lat 60. i w końcu samego głównego bohatera, uśmiech znika. Zastępuje go... zazdrość. A może nawet podziw.

"Afronauci" Bartka Sabeli to genialna mieszanka - faktów historycznych ze zrozumieniem kultury. Autor zagłębiając się w historię kraju, o którego niepodległość walczył niedoszły astronauta, osiąga pewien poziom zrozumienia dla specyfiki myślenia, gorącej uczuciowości i zmieszania umiejętności z wierzeniami magicznymi Zambijczyków. To właśnie to zrozumienie, wnikliwe osobiste rozmowy z synem Mukuki Nkoloso oraz jego współpracownikami i znajomymi, pozwoliły Sabeli ze strzępków informacji uszyć zrozumiałą i piękną historię. Historię, która nie jest opisem dziwacznych działań z wojną w tle, ale niemalże baśniową przypowieścią o człowieku, który swoją wiarą i marzeniem podróży w kosmos umocnił wiarę w wyzwolenie i niepodległość ojczyzny. Czyż kraj, w którym prawie nie ma osób wykształconych, panuje nieustający skwar i wszystkiego brakuje ma prawo istnieć, stanowić o sobie i być silną ojczyzną dla swoich mieszkańców? Skoro niepodległość Zambii była możliwa, to czemu nie lot na Księżyc?

Iśka Marchwica

CIEKAWOSTKA: Premiera książki "Afronauci" zbiegła się z rocznicą lotu w kosmos Jurija Gagarina, który 12. kwietnia 1961 roku odbył w statku kosmicznym Wostok lot po orbicie satelitarnej Ziemi, dokonując jednokrotnego (niepełnego) jej okrążenia w ciągu 1 godziny 48 minut.

Bartek Sabela "Afronauci. Z Zambii na Księżyc", Wydawnictwo Czarne, 12. kwietnia 2017