Brytyjska nowa fala w Brazylii. "Kalifornia" [RECENZJA]

Całe życie Esteli, bohaterki „Kaliforni”, nastoletniej mieszkanki Sao Paolo, kręci się wokół muzyki. Bynajmniej jednak nie jest to muzyka brazylijska. Cocteau Twins, The Smiths, The Cure, David Bowie - te zespoły, nowa fala, new romantic, są dla Esteli ucieczką z miejsca, w którym dziewczyna zdaje się „dusić”. Czyta Kerouaca, piątkowe wieczory spędza oglądając teledyski, ma szerokie horyzonty i ewidentnie różni się od swoich zafiksowanych na punkcie chłopaków i pierwszego razu przyjaciółek. Kalifornia, w której mieszka jej wujek - dziennikarz magazynów muzycznych - to jej marzenie, utopia, cel. Tylko to pomaga jej jakoś znosić rzeczywistość, w której przyszło jej żyć.

Sprawy komplikują się kiedy wujek Carlos wraca do Brazylii, z której ma już nie wyjechać i marzenia o wspólnym podróżowaniu wybrzeżem Stanów Zjednoczonych legną w gruzach. Teraz bohaterka musi spróbować ten wielki świat, którym żyła i śniła do tej pory, zmieścić w ciasnej rzeczywistości licealistów z Sao Paolo. Muzyka zaczyna pełnić rolę wentyla i portalu do innych światów. Nie bez powodu soundtrackiem są tu właśnie psychodeliczne nuty, kojarzące się z oparami gryzącego dymu i zmienionego stanu świadomości.

Reżyserka filmu, Marina Person, umiejscawia jego akcję w latach 80., na które przypadała młodość jej samej. „Napisałam ten scenariusz, bo chciałam wspomnieć swoją młodość” - mówiła reżyserka przed premierą filmu - „Przeżyliśmy okres wolności, po którym nastąpiła dwudziestoletnia dyktatura. W tym czasie mieliśmy swoje pierwsze doświadczenia seksualne, a właśnie odkryto AIDS. Patrzę na to wszystko oczami Esteli” - dodała. Czuć więc w obrazie zrozumienie mające źródło w autopsji, w biografii twórczyni. 

W drodze. Stany Zjednoczone śladami bitników. 

„Życie w Sao Paolo jest płytkie” - mówi jeden z bohaterów filmu. Tę płytkość odczuwamy na każdej płaszczyźnie, na przykład banału problemów z jakimi (z perspektywy dorosłego widza) zmagają się dzieciaki z liceum. Ale w muzyce słychać wolność i głębię.  Muzyka amerykańska i brytyjska lat 80., ale też brazylijski rock tamtego czasu, zdaje się być miejscem, w którym spotykają się umysły pragnące więcej, sięgające dalej.

„Kalifornię” można więc traktować jako film o dorastającej społeczności Brazylii lat 80., która - jak się okazuje - niewiele różniła się od klimatu jaki mieliśmy w tym samym czasie w Polsce. Można też popatrzeć na „Kalifornię” jak na grę symboli. Soundtrack zdecydowanie skłania do tej drugiej opcji.

Kaśka Paluch

„Kalifornia”, premiera 21 kwietnia 2017, reż Marina Person, dys. Spectator