"Matka": Kto jest ofiarą? [RECENZJA]

Estońskie małe miasteczko. A właściwie - uroczy dom w ślicznym ogrodzie na estońskiej prowincji. Elsa - kobieta w średnim wieku opiekuje się dorosłym synem w śpiączce. Mąż nie pomaga jej przy okaleczonym dziecku - woli oglądać telewizję i jeździć na polowania. Lauriego odwiedzają jego przyjaciele, uczniowie, dziewczyna... Życie Elsy kręci się wokół mycia bezwładnego ciała syna i podawania kawy gościom. Od pierwszych minut "Matki" nienawidzimy wszystkich, którzy nie doceniają heroicznego wysiłku kobiety.

 

Kadri Kõusaar bawi się z widzem, jak Agata Christi. Nie bez powodu polski dystrybutor filmu, Aurora Films, reklamuje dzieło właśnie porównaniem z wybitną autorką kryminałów. Chociaż "Matki" thrillerem bym nie nazwała, to jest to zdecydowanie kryminał utrzymany na najwyższym poziomie. Poprzeczka bezruchu, nudy i rozczarowania życiem postawiona jest w pewnym momencie tak wysoko, że niemal czujemy beznadzieję życia Elsy, a każdy jej "wyskok" ponad normę przyjmujmy z ulgą.

Dlaczego? Bo Elsa to typowa "matka Polka". A właściwie "matka Estonka". Oddana mężowi, sprzątaniu domu, ogródkowi, roli żony i matki oczywiście. Kobieta bez celu, bez koloru, przezroczysta w swojej obowiązkowości. Pewnie dlatego od pierwszych kadrów filmu, mamy ochotę Elsą potrząsnąć. A właściwie potrząsnąć otoczeniem. Kopnąć w ego męża i zmusić do pomocy przy niepełnosprawnym Laurim, wykrzyczeć licznym odwiedzającym, żeby pomogli kobiecinie przy bezwładnym ciele syna. Tak - Kõusaar od początku manipuluje naszymi emocjami jak zręczny marionetkarz. 

Cały dowcip "Matki" polega na tym, że postaci nie ulegają zmianie. Elsa przez cały film jest równie szara i beznamiętna. Lauri - nieprzytomny. Ojciec - nieobecny. Dyrektor szkoły - nerwowy i trochę obleśny. Postaci zmieniają się w naszych oczach w miarę, jak odkrywamy kolejne fakty z życia estońskiego miasteczka. Jak poznajemy intencje Lauriego i wydarzenia feralnej nocy, kiedy został postrzelony i zapadł w śpiączkę. W sielskim otoczeniu estońskiej wsi, w przyjemnej aurze letnich dni, widz "Matki" miota się od rozpaczy i znurzenia po euforię, wściekłość. 


"Matka" to nie tylko zgrabny kryminał o zaskakującym zakończeniu. To także szybki sprawdzian psychologiczny. Czy nie nazbyt łatwo oceniamy sytuację? Czy nie łatwiej nam jest wydać osąd na podstawie własnych przeżyć, doświadczeń i - często znikomej - wiedzy? Z drugiej strony, "Matka" to też ukazanie ludzkiego egoizmu. Odwiedzający Lauriego skupieni są na sobie i swoich problemach. Nieprzytomnego kalekę zarzucają swoimi smutkami, rozterkami, wylewają na niego własne żale, obwiniają go, wręcz stawiają mu wymagania. "Matka" to film o naszych pragnieniach, które wychodzą na jaw, gdy stajemy się bezsilni.

Iśka Marchwica

"MATKA" (org. "Ema") - więcej informacji
Estonia 2016,
premiera polska: 7 kwietnia 2017, dystrybucja: Aurora Films
Reżyseria: Kadri Kõusaar
Scenariusz: Leana Jalukse, Al Wallcat