Poboczami przez Indie. "Tuk Tuk Cinema" Robb Maciąg [RECENZJA]

Istnieje takie przekonanie, że o pewnych krajach, miejscach, sytuacjach, ludziach, należy mówić z należnym patosem i szacunkiem. Fakt - ciężko o wydarzeniach zmieniających bieg historii, naszpikowanych dramatami, łzami i cierpieniem opowiadać z nutą dowcipu. Ale czasem warto się zastanowić, co faktycznie jest dramatyczne, a czemu nadaliśmy dramatyzm z przyzwyczajenia. "Indie są dokładnie takie, jakie myślisz" - mówi nam Robb Maciąg i swoją książką "Tuk Tuk Cinema" udowadnia, że tak właśnie jest. Może wam się to nie spodobać, bo w oczach Robba, Indie to po prostu kraj o specyficznych zasadach egzystowania, a nie miejsce nad miarę uświęcone, bujające gdzieś w patetycznych obłokach.


Tak więc - książki Robba Maciąga, tak jak i jego prelekcje podróżnicze i sposób prowadzenia warsztatów dla dzieciaków - można lubić albo nie. Jeśli szukacie uduchowionego przewodnika po Indiach, który potwierdzi wasze wyobrażenie o niesprawiedliwości kastowej, ubóstwie i świętych rytuałach - raczej nie sięgajcie po opowieść Robba. Bo Robb ma trochę w nosie stereotypy. Na skuterze (miało być tuk tukiem ale nie wyszło - "sorry, sir"), Robert jedzie z nami wzdłuż Gangesu i opowiada o Indiach, jakie sam poznaje i jakie udało mu się poznać wcześniej. Bo projekt Tuk Tuk Cinema, czyli objazdowe kreskówkowe kino dla dzieci, nie było pierwszą wizytą Maciąga w tym kraju. Pewnie też dlatego właśnie cały ten szalony i kompletnie po...gięty pomysł się udał. Robert już Indie znał, wiedział, jak się po nich jeździ (pod prąd, po dziurach, w korkach, kompletnie wbrew logice i instynktowi przetrwania), wiedział czego się spodziewać (na pewno nie punktualności) i kto może go okraść lub oszukać (nikt). Z tą wiedza i jakimś zapasem cierpliwości (i tak za małym, jak na Indie) wyruszył w karkołomną podróż. Jak sam mówi - chciał zrobić coś dla innych, coś im dać, a nie tylko zabrać dla siebie. Idea piękna i szlachetna. Okupiona zmęczeniem, bluzgami, łzami zrezygnowania, ale też - a może przede wszystkim - wielkim uśmiechem i doświadczeniem na całe życie.

"Myślałem nad miejscem, gdzie dzieciaki są długo, jest ich w miarę dużo i nigdzie się nie spieszą. I nagle mnie olśniło. W domu dziecka, głupku! Takie to proste".

Robert nie udaje podróżnika-myśliciela, Wielkiego Znawcy Indii, Nauczyciela Białych Idiotów. Robert jest sobą. I będąc sobą, czyli Polakiem z idiotycznym idealistycznym planem przejechania Indii na skuterze, żeby zrobić dla dzieci kino, wyjechał w najgłupszą i najbardziej nierozsądną podróż. I pewnie dlatego - tak ciekawą i udaną. Chociaż wielokrotnie podkreślił, że nie jest hindusem i dlatego nie kąpie się ani nie pije wody ze Świętej Rzeki, bo turyści mają zbyt mało wiary, która by zabiła wszystkie nieczystości i nie wpłynęła na stan zdrowia pijącego, to jednak coś z tego hindusa ma. Uwierzył, że skuter przejedzie od Dehli do Kalkuty i chyba tylko na oparach tej wiary tę trasę na swoim pyrczącym, zbyt starym, zbyt zdezelowanym i zbyt zakurzonym pojeździe przejechał. Na szczęście, Robb w swojej książce - ani tym bardziej podczas swoich prelekcji - nie nadaje tej podróży znaczeń magicznych czy religijnych. Ot, wariat na skuterze, uśmiechnięty idealista. Tak samo jest ze wszystkim, o czym nam opowiada i czego dokonuje.

Historii o Indiach w "Tuk Tuk Cinema" jest - jak mawia mój brat - "od zarypania". Właściwie, możemy się dowiedzieć z tej cienkiej książeczki więcej niż z wielotomowych mądrych tomiszczy. Nie dlatego, że Maciąg wie o Indiach wszystko - sam przyznaje, że ciągle ten kraj jest dla niego zagadką. Ale dlatego, że mówi o nich w sposób prosty. W każdym rozdziale, poświęconym kolejnemu etapowi podróży, znajdziemy coś ciekawego i ważnego. A to z mitologii, a to z zasad ruchu drogowego, a to z kulinariów, ze zwyczajów, trochę z polityki i wydarzeń współczesnych. A ponieważ Robb mówi do nas, jak do starych znajomych, te informacje zapadają w pamięć. Wczepieni więc w Maciąga, jedziemy z nim na skuterze przez Indie, obserwując i słuchając, poznając i wpadając w zdziwienie. I co najważniejsze - ucząc się akceptować mieszkańców Indii takimi, jakimi są. Chociaż czasem samemu Robbowi puszczają nerwy i nie raz w myślach puści soczystą wiązankę na okoliczności, papierologię i brak dyscypliny. Nasz przewodnik jest człowiekiem - który też się męczy, brudzi i ma ochotę na piwo - wśród ludzi, którzy bywają mili i wredni, ciekawscy i oschli. Jak to ludzie.

"Za tobą jadą kolejne skutery, samochody i cała reszta, więc twoje zdrowie wisi na włosku. Ale o tym się wtedy nie myśli. To przychodzi wieczorem, gdy człowiek przetrawi wszystko, co go tego dnia spotkało. A przetrawi na swój i tylko swój sposób. San doda wszystkiemu przymiotników i dzień będzie albo szalony, albo nienormalny, albo wesoły i pełen przygód, albo to wszystko będzie nienormalne, a ludzie głupi. To już zależeć będzie tylko od ciebie. Od tego, jak to przetrawisz. Indie są dokładnie takie, jakie myślisz, że są, a jeśli nie kochasz ludzi, to chyba nie powinieneś tu przyjeżdżać".

Warto też wspomnieć o pewnej emocjonalnej, czy nawet romantycznej stronie książki. Czytają "Tuk Tuk Cinema" mamy wrażenie pewnej bliskości z autorem. Sam Tomek Michniewicz przyznał, że "Maciąg skraca dystans". I to nie tylko ten między Polską a Indiami, ale między ludźmi. Między czytelnikiem i autorem, między sobą i dzieciakami, które zaprasza na kino. Robert nie boi się i nie wstydzi opisać swoich emocji, uczuć, jakie mu towarzyszą podczas projekcji polskich kreskówek w Indiach. Od rozgoryczenia i zrezygnowania, kiedy kina nie udaje się zorganizować, albo widzowie na nie nie reagują, po niezwykłą radość i wzruszenie, gdy publiczność z zachwytem i rozdziawionymi buziami ogląda przygody Bolka i Lolka. Robb stoi z boku, pije ćaj i obserwuje. I pozwala nam też poobserwować i zrozumieć, jak niewiele trzeba, żeby zrobić komuś radość, żeby przerwać rutynę codzienności, żeby dać coś dobrego.

Robb Maciąg z Bolkiem i Lolkiem oraz Reksiem przejechali przez całe Indie. Dali się porwać nurtowi ruchu ulicznego i Gangesowi. Mnie z kolei porwała naturalność, z jaką o swoich doświadczeniach Robb opowiada. Bo Maciąg nikogo nie udaje, nikomu nie chce imponować i nie zasłania się żadną maską. I autor i Indie są w "Tuk Tuk Cinema" naturalne i normalne. "Don't worry, mister".

Iśka Marchwica

Robert "Robb" Maciąg "Tuk Tuk Cinema. Czyli rzecz o Indiach, Gangesie, radości życia, wiecznie psującym się skuterze i Bolku i Lolku", Wydawnictwo Bezdroża, 9. września 2016
fot. Robb Maciąg - Facebook