• Od początku
  • Czytam
  • Aleja Podróżników: z Władysławem Grodeckim po wielkich metropoliach


Aleja Podróżników: z Władysławem Grodeckim po wielkich metropoliach

W Krakowie pod koniec kwietnia 2017. roku, z inicjatywy Klubu Podróżników "Śródziemie" otwarta zostanie Aleja Podróżników, Odkrywców i Zdobywców. Wzdłuż ul. Lemma zostały zasadzone drzewa, które upamiętniać będą najważniejsze postaci polskiego świata podróżniczego. Wśród wyróżnionych osobowości znaleźli się Jerzy Kukuczka, Tony Halik, Arkady Fiedler, ale też współcześni bohaterowie - Martyna Wojciechowska, Marek Kamiński, Piotr Pustelnik. Wśród 36. nazwisk, które upamiętni Aleja, warto zwrócić uwagę na krakowskiego podróżnika Władysława Grodeckiego. Z nim tez udamy się w podróż po wielkich metropoliach.
SŁYNNE METROPOLIE EUROPY
Władysław Grodecki

Pod koniec 1981 r. po serii wycieczek po Azji (Egipt, Indie, Azja Środkowa, Korea, Irak, Syria, Jordania, Kuwejt) i Europie Zachodniej (Italia, Austria, Francja, Szwajcaria, Grecja, Jugosławia), zadecydowałem, że kolejnym krajem na mojej liście będzie Wielka Brytania. Cóż więc, wykupiłem w „Orbisie” za 174 USD wycieczkę do Londynu na początku grudnia 1982 r. Przez kilka dni studiowałem różne przewodniki, encyklopedie (nie było wówczas internetu!), sporządziłem wiele notatek i czekałem na wyjazd. I oto 13 grudnia 1981 r., wprowadzenie przez generała W. Jaruzelskiego „stanu wojennego” sprawiło, że po tygodniu można było odebrać równowartość tych 174 USD w złotówkach. O wyjeździe i to na Zachód można było więc tylko pomarzyć!

Wkrótce sytuacja zaczęła się zmieniać, bo przecież nic nie trwa wiecznie. Pierwsze jaskółki zmian to wyjazdy promowe do Finlandii, Szwecji, Dani i RFN w latach 1983 i 1984. Początkowo były to wycieczki z biletem w ”jedną stronę”! Na prom w Świnoujściu wsiadało np. 200 osób, a wracało po dwóch dniach 5. W jednym z takich do Travemunde sam uczestniczyłem. W kolejnych latach następowało złagodzenie przepisów paszportowych i celnych, a efektem tego były wycieczki organizowane przez Biura Podróży, głównie do Azji (ja w 1986 r. uczestniczyłem w wycieczce „Orbisu” do Wietnamu). Dalsza liberalizacja przepisów dawała możliwość wyjazdów grupowych, jak 10 lat wcześniej na Zachód Europy (w moim przypadku były to wyjazdy do Hiszpanii i Skandynawii). Kolejne lata były wyjątkowo bogate - to cała seria wypraw do Turcji, Europy Zachodniej, na Ukrainę, dookoła świata i na Daleki Wschód. Przez wiele lat jednak nie powtórzyła się okazja odwiedzenia Wielkiej Brytanii, choć przecież przemierzyłem już niemal cały świat. Na tę szansę czekałem aż 34 lata.

Na początku wiosny 2016 r. Cecylia, ciocia bestialsko zamordowanego 9 sierpnia 1991 r. w peruwiańskim Pariakoto bł. Zbyszka Strzałkowskiego, powiedziała mi, że Koło PTTK Pielgrzym przy parafii św. Stanisława Kostki na Dębnikach organizuje w lipcu pielgrzymkę do Szkocji i Anglii. Szybko zgłosiłem się, ale niestety w tym momencie byłem już 10 na liście rezerwowej. Szanse na wyjazd były więc „zerowe”. Zapisałem się więc na inną wycieczkę w tym samym terminie - Litwa-Łotwa-Estonia. I oto na kilka dni przed wyjazdem telefon od Wiesi - organizatorki - że ktoś w ostatniej chwili zrezygnował z wyjazdu i ja mogę się zabrać.

Od razu zgłosiłem rezygnację z wycieczki do krajów bałtyckich, a następnego dnia wpłaciłem na konto organizatorów 2600 zł. Błyskawicznie biuro podróży w Bielsku przyjęło moją rezygnację z imprezy na Litwę i obciążyło mnie 50% kosztami. Zdziwił mnie bardzo pośpiech Biura „Tęcza”, dawno już mieli komplet i rezerwę i mogli mi zwrócić wszystkie pieniądze (tak jak było w przypadku wyprawy do Szkocji - moje pieniądze w całości zwrócono osobie rezygnującej). Cóż, pecunia non olet („pieniądze nie śmierdzą"), a przecież deklarowałem wyjazd na tę samą trasę w najbliższym terminie i reklamę biura.

Czasu na przygotowanie było mało, byłem ostatnim na liście i jako ostatni dotarłem na miejsce odjazdu w poniedziałek 11 lipca gdy wszystkie miejsca poza jednym w ostatnim rzędzie były zajęte. Organizatorzy poinformowali mnie, że zbiórka uczestników jest o godz. 4.00, a tymczasem o tej porze już wszyscy siedzieli w autobusie. O minimalnym spóźnieniu (ok. 5 minut ) informowałem kogo należy. Miało to fatalny skutek, bo przy każdym zatrzymaniu autobusu wychodziliśmy na zewnątrz kilka minut później gdy pilot z grupą był już ok. 100 m. dalej. Ponadto była tam potworna ciasnota, brak miejsca na bagaż podręczny, smród itd. Oto warunki podróży przez 10 dni, a codziennie pokonywaliśmy od 600-1100 km. Na pocieszenie pozostał fakt, że miałem miejsce koło dr Józka Partyki zastępcy Dyrektora Ojcowskiego Parku Narodowego i poza dwoma przypadkami spaliśmy w jednym pokoju. Człowiek miły, mądry i tej samej „opcji” politycznej, choć trochę „zamknięty”, niezbyt rozmowny. Od stycznia 1982 r. kiedy to po raz pierwszy miałem postawić stopę na Wyspach Brytyjskich upłynęło sporo wody w Wiśle i w Tamizie. Mogłem zwątpić czy kiedykolwiek tam zawitam i oto we wtorek 2 lipca 2016 r. punktualnie o 14.00 prom z Dunkierki wystartował w kierunku Anglii. Na platformę nr 5 wjechał nasz autobus, a my z poziomu 7 i 8 najpierw oglądaliśmy rozległe zabudowania portowe Dunkierki, a po 2 godzinach - imponujące klify Denver.

A N G L I A
Dla mnie Wielka Brytania to kraj, który koniecznie trzeba odwiedzić. Jeśli historia świata zawsze mnie bardzo pasjonowała, to jeden z najważniejszych jej rozdziałów zapisali Anglicy. Przecież w 2. połowie XIX w i w 1. połowie XX stulecia w Imperium Brytyjskim nie zachodziło słońce. Anglicy po rewolucji technicznej na początku XIX w. byli w stanie opanować niemal cały świat. Ale opanować, a go utrzymać to dwie różne rzeczy. Po II wojnie światowej przegrali walkę o dominacje nad światem z USA. Jak kiedyś Imperium Rzymskie, później Imperium Dżyngis Chana, tak Wielka Brytania z przed stulecia stała się dla mnie historyczny fenomenem. Nic jednak nie trwa wiecznie. Wyprawa Anglia – Szkocja i studencka wyprawa przez pół Europy do Hiszpanii i Portugalii w lecie 2016 r. uświadomiła mi, że XXI wiek to wiek upadku Europy, to zmierzch Starego Kontynentu.

W OKOLICY LONDYNU
Byłoby milej gdyby nie silny zimny wiatr. Jadąc i płynąc ciągle na zachód minęliśmy jedną strefę czasową i zyskaliśmy ponad godzinę. Dzięki temu udało nam się dość wcześnie dojechać do CANTENBURY. Autobus zaparkowano i pieszo w strugach deszczu doszliśmy do katedry. W mieście niezbyt interesujące domki parterowe, niektóre wybudowane po II wojnie światowej. Dużo z nich z kamienia, rzadziej z cegły i drzewa. Za 8 funtów weszliśmy do katedry (gdybyśmy przyszli trochę wcześniej była możliwość zwiedzania całego wnętrza katedry, gdybyśmy zjawili się kilkanaście minut później weszlibyśmy gratis).

Katedra w Canterbury to główna świątynia anglikańska, kościół prymasa. Ogromne rozmiary budzą zdumienie, ale architektura nie jest tak finezyjna jak gotyckich katedr północnej Francji. Na poziomie „0” znajdują się obszerne krypty, a na piętrze bogata nawa główna. Tego dnia była zajęta przez uczniów szkoły muzycznej. W obrębie kompleksu katedralnego jest kilka dziedzińców. Na uwagę zasługuje też gigantyczny platan. W Canterbury poza katedrą i krótkim spacerem po mieście oglądaliśmy też ruiny klasztoru św. Augustyna (na liście dziedzictwa UNESCO) oraz kościół katolicki, gdzie odprawiona była msza święta.

Kolejnego dnia odwiedziliśmy WINDSOR - OXFORD - STRATFORD. Na początku była wizyta, a nie zwiedzanie Windsoru. To rezydencja królów angielskich od 1110 r. W jego podziemiach znajdują się groby królów, a wraz Buckingham Palace w Londynie i pałacem Holyrood w Edynburgu, jest główną rezydencją monarchy. Tu królowie przyjmują prywatnych i oficjalnych gości. Zamek w Windsorze jest największym zamieszkałym zamkiem na świecie: 800 m długości mury, 19 baszt i ok. 45 000 m2. Wnętrza muzealne zawierają cenne obrazy, rysunki i wyroby rzemiosła artystycznego. Niestety dotarliśmy tylko do bramy głównej. W tę stronę przy dźwiękach orkiestry zmierzała warta honorowa, a po obu stronach ulicy obserwowały ją tłumy gapiów.

Kolejny punkt programu to OXFORD. W tym mieście w 1167 r. powstał najstarszy uniwersytet w krajach anglosaskich. Henryk II zakazał żakom z Anglii nauki na Sorbonie co przyczyniło się do powrotu na wyspę, osiedlenie się w Oxfordzie i powstania uniwersytetu. To najbardziej renomowana uczelnia Wielkiej Brytanii i jedna z najbardziej znanych na świecie (w 2006 r. trzecie miejsce w rankingu po Harwardzie i Cambridge). Jest tu 38 niezależnych kolegiów. Mury uczelni opuściło 44. laureatów nagrody Nobla, 12. świętych i... 1. papież, wiele głów państw (B. Clinton, Indira Gandhi, V. Orban, król Norwegii Harald V). A z uniwersytetem związane jest ok. 100 bibliotek. Bodleian Library to jedna z trzech najważniejszych w Wielkiej Brytanii. Budynki uniwersyteckie – muzeum archeologiczne (z bardzo cennymi zbiorami sztuki starożytnej) i biblioteka Bodleian zrobiły na mnie największe wrażanie.

STRATFORD – miasto Szekspira to ostatni punkt programu tego dnia. W pobliżu centrum znajduje się pomnik pisarza w otoczeniu pomników bohaterów głównych sztuk (Makbet, Otello). Dom pisarza niezbyt okazały, o fasadzie dość ubogiej znajduje się przy jednej z bocznych ulic w centrum miasta. Turyści przyjeżdżają tu głównie dla Szekspira, pielgrzymi z królewskiego Krakowa również.

Ponieważ głównym celem obecnej wystawy [wystawa "Słynne Metropolie" w DK Nowy Bieżanów w Krakowie - przyp. red] było zaprezentowanie najsłynniejszych metropolii Europy i zabytków Wielkiej Brytanii, stąd ograniczę się jedynie do wymienienia interesujących obiektów między Londynem, a Edynburgiem:
Najpierw zwiedzaliśmy Mur Hadriana, później Loch Lomond - The Trossachs National Park. To 4. Park Narodowy Wielkiej Brytanii. Ma powierzchnię 1865 km 2., zaś jezioro 71 km2 i jest największym zbiornikiem wody pitnej całej wyspy. Fort Wiliam - niewielkie miasteczko nad Zatoką Loch Linnhe , najdalej wysunięty punkt na północy naszej wyprawy. Stirling to ostatni punkt programu tego dnia. Miasto nad rzeką Forth ok. 50 tys. mieszkańców. Znajdujący się tu renesansowy zamek królów szkockich z końca XV w. był ulubioną rezydencją Stuartów. W 1543 r. był miejscem koronacji Marii Stuart, późniejszej królowej Szkocji. Niestety niefrasobliwość kilku osób, z „dyrekcji” , którzy spóźnili się na odjazd autobusu z pod wieży widokowej sprawiło, że oglądaliśmy zamek z zewnątrz. To stało się już niestety niezbyt dobrym obyczajem.

W niedzielę, 17. lipca 2016 r. dotarliśmy do YORKU miasta 200 tys., ale jego historia liczy ponad 2 000 lat. Aż do XIX w. było największym miastem północnej Anglii. Są tu ślady Wikingów i Rzymian. Tu w 211 r. zmarł cesarz Septymiusz Sever i Chlorus - ojciec Konstantyna Wielkiego w 306 r. Ciekawe, że cesarzem w tym mieście obwołany przez legiony został pierwszy chrześcijański cesarz Konstantyn Wielki w 306 r. W 866 r. York zdobyli Wikingowie, a niespełna sto lat później (954 r. ) wypędzono Eryka Krwawego Topora, a jego ziemie włączono do jednoczącej się Anglii. Jednak w ciągu dwóch godzin niewiele mogliśmy zobaczyć. Skupiliśmy się więc na zwiedzaniu najważniejszego zabytku miasta - katedry. Romańska świątynia przebudowywana kilkakrotnie została ukończona w 1472 r. Do jej budowy użyto wapieni z kamieniołomu w Tadeaster. Jest największą średniowieczną katedrą północnej Europy (160x76 m). Obok prezbiterium znajduje się obszerny ośmiokątny kapitularz, a od strony wschodniej największy, średniowieczny najstarszy witraż w Europie (1405-1408 r.). Świątynia posiada interesujące łuki podporowe. Od 1567 r należy do Anglikanów, więc jak wszystkie protestanckie świątynie, jej imponujące wnętrze jest bardzo skromne. Mimo, że nie ma tu tak pięknego wyrafinowanego detalu, jak w przypadku gotyckich katedr północnej Francji, jej rozmiary muszą szokować, a spędzone tam chwile były prawdziwą ucztą duchową!

Tego dnia czekała nas jeszcze wizyta w uniwersyteckim Cambridge. Odległe o 80 km od Londynu miasto nad rzeką Cam. Tu znajduje się jeden z najstarszych uniwersytetów w Europie i drugi w Anglii po Oxfordzie. Struktura bardzo podobna. Został założony w 1209 r. Późny przyjazd do Cambridge i konieczność dotarcia na nocleg odległy o ok. 200 km. sprawił, że ograniczyliśmy się jedynie do oglądania fasad głównie budynków uniwersyteckich. Kolegium Św. Trójcy, Św. Jana. Corpus Christi należą do najbardziej reprezentacyjnych. Jak w Oksfordzie i tu na ulicach było dużo młodzieży, co nie tylko w Wlk. Brytanii, ale w całej starzejącej się Europie jest niemałą osobliwością.

LONDYN
Do centrum Londynu dotarliśmy po blisko godzinie jazdy autobusem i metrem. Gdy wyszliśmy na zewnątrz zobaczyliśmy ogromną bryłę największego w Europie budynku Parlamentu i słynny Big Ben. By je lepiej zobaczyć przeszliśmy na drugi brzeg Tamizy. Po kiepskim wykładzie p. Wojtka i sesji zdjęciowej wróciliśmy pod Big Ben, a następnie podeszliśmy pod Westminster Aby – najważniejszą świątynie Londynu, gdzie zostali pochowani prawie wszyscy królowie Anglii. Być może 20 funtów za bilet wejściowy, a może długa kolejka do wejścia sprawiła, że szybkim krokiem ominęliśmy i ten zabytek. Cóż kilka godzin, zamiast kilka dni na zwiedzanie Londynu wystarczyło jedynie na szybki spacer po mieście i oglądanie fasad najważniejszych zabytków. By zobaczyć Pałac Królowej trzeba było przejść przez Park św. Jana. Gdy inni mogli spokojnie spacerować po parku, ja musiałem szukać... toalet. Później dobiegłem pod Pałac Królowej oblegany przez tłumy turystów, zrobiłem kilka zdjęć i nieco zdenerwowany zacząłem się rozglądać za grupą. W międzyczasie byłem świadkiem przemarszu orkiestry pod Pałac Królowej.

Później już z grupą udaliśmy się na plac gdzie odbywały się kiedyś defilady. Jedno skrzydło otwarte jest na park, inne to fasada Pałacu Generalicji, a jeszcze inne z bramą, w której młody człowiek siedział na koniu, pełniąc wartę. W bliskim sąsiedztwie znajduje się Pałac Premiera i Pomnik kobiet 1939-1945, a w odległości ok. 200 m. - Plac Trafalgar z ogromnym pomnikiem Nelsona. Na tym placu znajduje się Muzeum Narodowe - cenna galeria malarstwa europejskiego, którego zwiedzanie było ostatnim punktem programu. Później był obiad w restauracji chińskiej, przejazd metrem do stacji Upminster. Autobus już czekał, nikt się nie spóźnił, nie było korków na trasie, kontrola dokumentów przebiegała bardzo sprawnie, a jednak znowu spóźniliśmy się na prom. Trzeba było czekać na rozpalonej słońcem betonowej płycie ok. 90 minut. Bez wątpienia to była zasługa pana pilota. Zawsze był zadowolony, pewny siebie, zawsze było dobrze. To było żenujące.

Sprawa pilota wymaga odrębnego omówienia. By zneutralizować powszechne oburzenie ksiądz Maciej zaproponował odprawienie mszy świętej. Wkrótce po jej zakończeniu wjechaliśmy na prom, a do Dunkierki dotarliśmy o godz. 23.15. Tym razem w „programie” był hotel robotniczy. W malutkim pokoju dwuosobowym bez łazienki, dwie szczupłe osoby mogły się jakoś zmieścić, ale w podobnym trzy starsze panie? Siedzący przy wejściu robotnicy z Portugalii kręcili głowami ze zdziwienia jaki luksusowy hotel sobie wybraliśmy. Dla pełnego obrazu dodam, że i śniadanie było na podobnym poziomie, czyli tzw. „kontynentalne” - bułeczka, serek, masełko i miodzik. Pięcioletnie dziecko może zaspokoiło by głód, ale nie dorośli ludzie w podróży.

W drodze powrotnej zwiedzaliśmy jeszcze Brukselę i katedrę w Kolonii. Wyprawa przez Niemcy, Belgię, Francję , Anglię i Szkocję, to tylko część moich wędrówek po Europie Zachodniej latem 2016 r. Zafascynowany Orientem coraz rzadziej w ostatnich latach odwiedzałem kraje Europy Zachodniej i Południowej. Ciekawa i bardzo tania oferta wycieczki STUDENTTRAVEL z Lublina do Portugalii zachęciła mnie do odświeżenia w pamięci uroków południowej Francji, słonecznej Andaluzji i południowej Portugalii. Wyjazd ze studentami z Lublina i innych miast Polski wspominam bardzo miło. Wspólnie odwiedziliśmy Amsterdam, Paryż, Madryt, Lagos, Lizbonę, Sewillę, Barcelonę, Niceę i kawałek Italii. 

ZMIERZCH EUROPY
Dużo rozmawiałem z uczestnikami wycieczki do Portugalii i pielgrzymki do Anglii. Słuchałem co mówią, szczególnie tych co siedzieli w tylnej części autobusu, a więc mniej zadowolonych.

Wielokrotnie prowadziłem pielgrzymki do Italii na spotkanie z Ojcem Świętym Janem Pawłem II i niemal zawsze byli to świetni ludzie, zdyscyplinowani, uprzejmi, grzeczni, skromni, niekonfliktowi. Tak było i tym razem. Z Kołem PTTK „Pielgrzym” wędrowałem po raz pierwszy i w gronie pięćdziesięciu uczestników poznałem wielu ciekawych, uczynnych, głęboko wierzących katolików i szczerze kochających swoją Ojczyznę Polskę! To znakomity, zgrany zespół od lat wędrujący po Polsce i Europie. Ta forma modlitwy, duszpasterstwo turystyczne jest coraz bardziej popularna. Zwiedzanie świątyń, i pałaców, cudów architektury, cudów natury, nauki, historii, poznawanie kultury i obyczajów różnych narodów to także jest modlitwa. Obcowanie z przyrodą, msze święte w plenerze to szczególne doświadczenie tej pielgrzymki.

O mankamentach pielgrzymki pisałem na początku. Z pewnością zreformowania wymaga sposób przydzielania miejsc. Wiele do życzenia na naszej wyprawie pozostawała realizacja programu, sposób rozliczenia i kwalifikacje pilota. Ten człowiek nie bardzo był świadomy, że uczestnikami byli w wielu przypadkach ludzie o wielkiej wiedzy i kulturze. Jego zachowanie, brak odpowiedniej wiedzy, niefrasobliwość, samozadowolenie nawet w sytuacjach przykrych wpadek musiała żenować.
Najważniejsze było to, że wyprawa zakończyła się szczęśliwie, że wszystkim dopisywało zdrowie i dobry humor.

Upłynęło trochę czasu od powrotu z pielgrzymki Szkocja-Anglia i studenckiej wyprawy do Hiszpanii i Portugalii - emocje opadły. Pora na krótkie podsumowanie, na osobiste refleksje. Choć obie imprezy miały inny charakter, typowa studencka wycieczka wypoczynkowa i typowa pielgrzymka. Jak kiedyś powiedział ks. prof. dr Andrzej Zwoliński, "Tylko pielgrzym ma ściśle określony cel swojej wędrówki, tylko pielgrzym wie dokładnie gdzie i po co idzie". Co ciekawe korzenie współczesnej turystyki tkwią w średniowiecznym pielgrzymowaniu. Obie nasze wyprawy uświadomiły nam ponad wszelką wątpliwość dwie rzeczy. Chrześcijańskie korzenie Europy i zmierzch tych tradycyjnych wartości, które stanowiły o odmienności naszego kontynentu - historii, kultury, religii i tradycji.

Każdy turysta ze Wschodu i innych kontynentów łatwo zauważa, że na ulicach miast europejskich jest coraz więcej ludności multiukulturowej, a mniej młodzieży i dzieci rodowitych Niemców, Anglików, Włochów. Francuskie, hiszpańskie, austriackie czy skandynawskie drogi i autostrady w wielu przypadkach nie robią takiego wrażenia jak te w Europie Środkowej czy na Bliskim Wschodzie. Łatwo też można zauważyć, że w Europie mniej się buduje, że Europejczycy mniej pracują, a więcej odpoczywają...
 
Władysław Grodecki, www.grodecki.eufrutki.net