Kolejne granice przekroczone. Simone Moro "Misja helikopter" [RECENZJA]

"Misja helikopter" to wyjątkowa pozycja na półce z książkami wysokogórskimi. Moro znów dokonuje rzeczy niemożliwych, jest pionierem, wyznacza nowe ścieżki. Ale tym razem nie robi tego czekanem i rakami tylko w powietrzu, turbiną i płozami helikoptera. Jeden z najwybitniejszych wspinaczy w historii, a na pewno naszych czasów, postanowił zostać pilotem wysokogórskim.

Jego nowa książka to zapis, a właściwie sprawozdanie, ze zmagań z jakimi Moro zmierzył się by zostać pilotem ukochanych śmigłowców. Poznajemy początki jego miłości do tych maszyn i pierwsze spotkania z helikopterami w górach wysokich, gdzie te ratowały mu życie. A później długą drogę do zdobycia licencji na latanie. I różnice między amerykańskimi procedurami dla przyszłych pilotów i włoskimi "antyprocedurami". Simone Moro nie szczędzi gorzkich słów zarówno włoskim instytucjom lotnictwa jak i ludziom, którzy nie chcieli uwierzyć w możliwość realizacji jego planu. Zdanie "to ci się nigdy nie uda" zdyskwalifikowało jego przyjaciela jako potencjalnego członka nowej drużyny lotniczej Moro. Autor jawi nam się więc jako człowiek zdeterminowany, nastawiony na cel, potrafiący niezwykle dokładnie kontrolować balans między swoimi emocjami i psychicznymi zdolnościami, ale cholernie pamiętliwy i - jak otwarta księga - walący prawdę prosto między oczy.

Założenie drużyny śmigłowcowej w Nepalu, gdzie helikopter I-VIEW miał ratować wspinaczy i mieszkańców regionu, wznosząc się na niewyobrażalne dla większości maszyn i pilotów wysokości nawet 8000 metrów nad poziomem morza, to pomysł świeży. Dlatego też książka w największej mierze opisuje drogę do celu, a mniej same akcje, które - z dramaturgicznego punktu widzenia - byłyby na pewno ciekawsze. Oczywiście jest szansa, że więcej o heroicznych wyczynach pilotów I-VIEW przeczytamy później, ale póki co, dostajemy swego rodzaju instrukcję latania na dużych wysokościach. Opisy techniczne, informacje o koniecznych egzaminach i godzinach do wylatania plus coś jeszcze. Simone Moro jest sportowcem przez duże "s", przekonanym, że dobry pilot-ratownik wysokogórski musi nie tylko doskonale panować nad maszyną, ale być też szczupłym (na dużej wysokości każdy kilogram ma znaczenie), wysportowanym, wydolnym i odpornym zawodnikiem. W sumie nic dziwnego jeśli wyobrazimy sobie na przykład konieczność latania i ratowania na tzw. long-line (linie podwieszonej pod śmigłowcem).

A zatem "Misja helikopter" to literatura o lotach wysokich, ale niezbyt wysokich lotów. Język jest prosty, konkretny, Moro nie bawi się w Ernesta Hemingwaya prozy wysokogórskiej, jest sobą. Ma to swoje plusy, bo otrzymujemy książkę konkretnie opisującą temat, niemal rozprawkę na dane zagadnienie, będącą przełomową przez samo to, czego dotyczy. Simone Moro pisze w końcu o czymś, czego nikt przed nim nie dokonał. Jeśli tyle czytelnikowi wystarczy, nie ma problemu. Mnie pozostaje marzenie o znakomitym ghostwriterze dla Simone - gdyby połączyli swoje siły, byłaby perełka.

Kaśka Paluch




Simone Moro "Misja helikopter", Wydawnictwo Agora, luty 2017
fot. archiwum Simone Moro