Tańczyła z nienawiścią. Dla tancerki to cudowne. [RECENZJA]

Ostatni raz zatańczyli razem w 1997 roku. Byli wcieleniem tańca, mieli cały świat u swych stóp, przez trzydzieści lat w świecie tanga argentyńskiego nie liczył się nikt inny poza nimi. W tańcu bez wątpienia stanowili parę, bo to, co ich łączyło w tangu było na tyle silne, by nikt nie odważył się tego kwestionować. Miłość, pasja, namiętność? Wspólna pasja do tanga, do siebie nawzajem – nienawiść. Połączył ich taniec, a rozdzieliło życie i odmienne oczekiwania.


"Ostatnie tango" w reżyserii Germana Krala opowiada historię Maríi Nieves Regi (80) i Juana Carlosa Copsa (83) zilustrowaną przez tancerzy i choreografów z Buenos Aires, którzy tangiem odtwarzają najważniejsze momenty ich związku. Tanecznym scenom towarzyszą poruszające wywiady i zdjęcia archiwalne. Historia tanga argentyńskiego pozostaje jednak w tle, na pierwszy plan Kral wysnuwa uczucia łączące Marię i Juana, ich rozstania i powroty. Komuś mniej obeznanemu z historią tanga argentyńskiego może umknąć fakt, że jest to taneczna para, która wyniosła tango argentyńskie i milongę z kawiarni Buenos Aires na światowe sceny teatrów takich jak np. Broadway. Zasługi te z reguły przypisywane są przede wszystkim kompozytorowi Astorowi Piazzolli, często przy pominięciu choreografii i tancerzy. Warto poznać bliżej historię Marii Nieves Regi i Juana Carlosa Copsa, którzy w tangu osiągnęli już wszystko.


"Ostatnie tango" od filmów takich, jak np. "Tango" Carlosa Saury, a więc tym poświęconym tańcu, jako zjawisku kulturowym oraz jego sztuce, odróżnia sposób potraktowania choreografii, jako komentarza i uzupełnienia historii miłości i nienawiści. To, co pozostaje pomiędzy wierszami w wypowiedziach bohaterów, uzupełnia taniec. W końcu, czy tango może istnieć bez silnych emocji? Pasji, namiętności, miłości, gniewu? Czy to właśnie uczucia, które drążyły przede wszystkim Marię, a w mniejszym stopniu Juana przyniosły międzynarodowy rozgłos i uznanie? W "Ostatnim tangu", Kral skupia się przede wszystkim na Marii, kobiecie oddanej swej pasji i zakochanej w swym partnerze. Za uśmiechem i wyznaniem, że niczego nie żałuje (wybrzmiewa ono jak motto wielkich kobiet — artystek zaczynając od samej Edith Piaf), skryty jest żal kobiety, której w jesieni życia pozostało już tylko albo aż sława i tango, które pomimo wieku stale tańczy z werwą godną pozazdroszczenia. Poza zachwytem nad elegancją, finezją choreografii i barwnych scen, „Ostatnie tango” pozostawia po sobie smutek i dręczącą myśl, że gdyby jednak Maria inaczej wybrała, gdyby to życie inaczej się potoczyło, gdyby zdecydowała się pokochać kogoś innego, a przede wszystkim, gdyby zdecydowała się usamodzielnić wcześniej. No właśnie — gdyby. Jestem przekonana, że w tańcu byłaby tak samo fenomenalna, tak samo silna, a poza sceną, szczęśliwsza. "Ostatnie tango" to nie jest zwykły film o tańcu (czy jednak filmy o tangu mogą być zwykłe?), to film o trudnej miłości i decyzjach, które układają nam życie.

Poza przybliżeniem historii tak ważnej tanecznej pary, choreografiami usytuowanymi w ciekawych sceneriach (na moście, w stylizowanej kawiarence, w halach), polecam w tym filmie zwrócić uwagę także na jego ścieżkę dźwiękową autorstwa Luisa Bordy, gitarzysty i kompozytora, aktualnie jednego z większych twórców tanga nuevo. Nagrań dokonano specjalnie na potrzeby filmu przez orkiestrę specjalizującą się w tym gatunku, argentyńską Sexteto Mayor. Płyta zawiera również dwa oryginalne nagrania tang: z 1939 (“De Antańo”) oraz z 1941 (Yo Soy El Tango”). Prawdziwa gratka dla fanów tanga!

Agnieszka Lakner

"Ostatnie tango"
reż. German Kral
premiera polska: 17 lutego 2017
dystrybucja: Spectator