Sylwia Mróz: Nie bójmy się koloru! [WYWIAD]

- Życie w Meksyku bywa tak trudne, że Meksykanie nie chcą na co dzień żyć w szarzyźnie. Urozmaicają sobie dzień świętami, wyrazistą muzyką, energicznym tańcem i kolorami - mówi Sylwia Mróz, dziennikarka i korespondentka Polskiego Radia, która od lat mieszka w Meksyku. I od lat ten Meksyk ją fascynuje, dostarcza radości, uczy otwartości. Właśnie wydała książkę "Pejzaż bez kolców", a nam zdradziła dlaczego, za co i jak Meksyk kocha.


Iśka Marchwica, Etnosystem.pl: Jesteś korespondentką radiową, mieszkasz w Meksyku, ale najciekawsze z twojej biografii wydaje mi się stwierdzenie “Mróz ma jedynie w nazwisku” (śmiech).
Sylwia Mróz, autorka książki “Pejzaż bez kolców”: (śmiech) To zdanie wymyśliła moja przyjaciółka. Ja napisałam dość sztywną biografię, ale koleżanki zaoferowały się, że pomogą mi w jej ubarwieniu. To zdanie też mi się ogromnie spodobało! Ja rzeczywiście bardzo nie lubię mrozu. Jako dziecko płakałam, że nie jestem, jak ten mróz za oknem. Nie przepadam za zimą, chociaż oczywiście doceniam te spokojne chwile, gdy siedzi się w ciepłym domu pod kocem i czyta książki. Jednak zdecydowanie wolę, gdy jest ciepło.

Skoro nie jesteś, jak ten mróz, to jaka jesteś? Umiałabyś się krótko opisać?
Chyba nie da się tak jednym zdaniem opisać samego siebie, bo osobowość to coś, co się ciągle zmienia.

A określa cię w jakiś sposób to, że jako Polka mieszkasz w Meksyku?
Zdecydowanie Polka w Meksyku to nie to samo, co Polka w Polsce. W Meksyku ludzie są dla mnie milsi, co jest dla mnie ważne, bo ja nie jestem osobą, która bardzo wierzy w siebie - to widać chociażby po książce, której bym nie napisała, gdyby Wydawnictwo Muza mi tego nie zaproponowało. Odkładałam to na później, na moment, gdy będę wiedzieć więcej i gdy moje refleksje staną się znacznie bardziej dojrzałe.

Meksyk uczy takiej pewności siebie?
Meksyk i Meksykanie zdecydowanie dali mi napęd na cztery koła, bo oni tacy są. Na przykład - Meksykanie zawsze twierdzą, że świetnie mówią po angielsku. Przy czym w toku tej rozmowy na “zaawansowanym poziomie” okazuje się, że jeden czy drugi potrafi powiedzieć tylko “tak”, “nie”, “nie wiem”, “poproszę” i “gdzie jest łazienka” (śmiech). Przebywanie wśród takich ludzi, którzy zawsze sobie dodają umiejętności, otwiera. Bo Polacy, czy w ogóle Europejczycy, są skromniejsi, bardziej zamknięci w sobie.


fot. archiwum Sylwii Mróz

Jak więc, jako Polka trafiłaś i odnalazłaś się w tym Meksyku?
Miałam szczęście, że trafiłam na swojej drodze na wartościowych ludzi, także takich, którzy z różnych przyczyn sprawili mi przykrość i odeszli. Dzięki temu się rozwijam i doceniam zmiany w swoim życiu. Uważam, że Meksyk to miły i dobry kraj dla ludzi…

Do którego przeprowadziłaś się za miłością…
Zaczęło się od prezentu, jaki sobie zrobiłam po zakończeniu studiów. Osiem lat temu pojechałam do Meksyku na wycieczkę. Już wtedy spodobał mi się kraj, ludzie, różne smaczki tamtego życia, o których piszę w książce. Ale to nie zadecydowało od razu o wyjeździe. W Polsce miałam kupić mieszkanie, biłam się z myślami w związku z kredytem. Ta myśl mnie miażdżyła, zauważyłam u siebie pierwsze siwe włosy i wtedy doszłam do wniosku, że ta decyzja nie jest chyba w zgodzie ze mną, skoro powoduje taki stres. I wtedy… wygrałam wycieczkę do Meksyku! Pojechałam, poznałam kogoś, zakochałam się. Przez jakiś czas utrzymywałam związek na odległość, ale ostatecznie zdecydowałam się na przeniesienie tam swojego życia.

Taka decyzja nie mogła być łatwa.
Nie była, chociaż słyszałam plotki o tym, jak to ja się niczym nie przejmuję, rzucam pracę i beztrosko jadę do Meksyku. Ja byłam przerażona, miałam problemy z zębami, bo - jak się potem okazało - z powodu tych zmian zgrzytałam przez sen. Pracując w Polskim Radiu zostałam korespondentką. To stało się moim nowym wyzwaniem i zdobyłam bezcenne doświadczenie. Potem dostałam propozycję od wydawnictwa Muza, by napisać książkę o Meksyku, co było niezwykłym wyróżnieniem.

Z jednej strony decyzja niełatwa, z drugiej - coś musiało cię w Meksyku zauroczyć.
Wydaje mi się, że tak jak ludzie się naturalnie przyciągają, to mogą na nas działać podobnie i miejsca. Coś takiego od początku miałam z Meksykiem. Przyjechałam tam i coś zaklikało, jak z człowiekiem. Widzisz i rozumiesz. Nie musicie się znać długo, już po kilku chwilach czujesz, że możesz rozmawiać z tą osobą długie godziny. Od pierwszej podróży wiele zjawisk i rzeczy mnie zaciekawiło. Pierwsze wyjazdy były bardzo krótkie, przelotne i miałam wrażenie, że dotknęłam jakiegoś tematu, ale w ogóle go nie poznałam. Cały czas coś mnie nagliło - terminy, bilety. Czułam, że potrzebuję tam spokojnego czasu, takiej świadomości, że “jestem”. Chciałam poczuć, jak to będzie żyć w Meksyku nie na chwilę, ale jako sąsiadka.

Teraz mieszkasz pod Mexico City, w otoczeniu natury, ale wcześniej żyłaś bardziej w centrum całego tego… chaosu.
Tak, mieszkałam w samym mieście i to było trudne. To jest około 25-milionowa aglomeracja, bardzo zróżnicowana, dość chaotyczna. Nawet mówi się “Ale Meksyk!”, na określenie jakiegoś bałaganu. Meksyk kojarzy się głównie pejoratywnie - i po to też powstała moja książka, żeby to spojrzenie zmienić.

Co chciałabyś więc przede wszystkim o Meksyku powiedzieć, żeby te wizje z filmów, wizje Meksyku brudnego opanowanego przez kartele narkotykowe, zamienić na wizje pozytywne.
Przede wszystkim - nie ma jednego Meksyku. Meksyk w filmach pokazywany jest różnie, co ma związek z tym, że jest bardzo zróżnicowany. To jest kraj trzeciego świata, o ogromnym rozwarstwieniu społecznym. Jest ogromna bieda, raczkująca klasa średnia i bogactwo. W Meksyku mieszka drugi najbogatszy człowiek świata - Carlos Slim - który od tej biedy odgradza się murem zakończonym drutem kolczastym. Chciałabym też zwrócić uwagę, że bardzo ważne podczas wycieczki do Meksyku jest nastawienie. To nie jest tak, że pierwszego dnia wpadniemy w ręce kartelu narkotykowego - oczywiście w stolicy kraju są dzielnice, do których lepiej się nie zapuszczać, ale Meksyk to nie tylko przestępczość. Cała Ameryka Łacińska ma z tym problem, ale wydaje mi się że Salwador i Honduras pod tym względem są dużo gorsze, niż Meksyk.

Jakie jest Miasto Meksyk?
Ogromne, zróżnicowane, ma mnóstwo ciekawych miejsc, o których piszę w książce. Starałam się jednak uniknąć tonu “przewodnika”, bo uważam, że każdy powinien poszukać tu miejsca dla siebie. To nie jest wygodne miasto do życia - większość mieszkańców żyje w obrębie swojej dzielnicy, gdzie mają pracę, dom, bank, szkołę, park, siłownię… Po Meksyku ciężko jest się poruszać. Czasem z domu do jakiegoś miejsca w stolicy dojeżdżam dwie, dwie i pół godziny. Miasto Meksyk jest też mało zielonym miastem, ma mało parków i przestrzeni rekreacyjnych.

Hm… nie zachęcasz (śmiech). Może jednak wskażesz choć jedno miejsce, które może zauroczyć?
Naprawdę nie… (śmiech). My się łatwo sugerujemy i przyjmujemy zdanie innych. A ja uważam, że naprawdę warto inwestować w siebie, poznawać, samemu decydować jak i w którą stronę ma skręcać nasze życie. Samemu wpływać na bieg wydarzeń. Gdy po raz pierwszy przyjechałam do Meksyku, to miałam zaplanowaną wcześniej trasę, miejsca, które chciałam zobaczyć, które dla mnie były istotne. Oczywiście, uważam, że zawsze warto odwiedzić miejsca “typowo turystyczne” - rynek, katedrę, muzeum, zamek… A potem poukładać puzzle po swojemu. W Meksyku jest tak wiele do zobaczenia i w zależności, jak do niego podejdziemy, taki on będzie. Można zrealizować wyjazd życia, jeśli tylko pójdziemy za głosem własnego serca i rozumu.

A jest coś charakterystycznego, coś meksykańsko-meksykańskiego? Czy takie typowe są na przykład opisywane przez ciebie “Pejzażu…” procesje religijne albo kolorowe stroje?
Znowu będę musiała powiedzieć, że nie ma takiej jednej rzeczy. Miasto Meksyk jest podobne do Warszawy - to są miasta, które stopniowo się rozrastają, dlatego charakter zabudowy nie jest jednolity. Poza tym - stolice państw zwykle rozwijają się trochę inaczej niż pozostałe miasta, a Meksyk był kiedyś centrum kultury Azteków, położonym na wyspie. Może to właśnie stanowi o jego wyjątkowości - dawniej położony był na wodzie, kanały wodne docierały do samego centrum. Dziś się o tym trochę zapomina, dlatego warto odwiedzić dzielnicę pływających ogrodów Xochimilco, a potem przyjrzeć się miejskiej zabudowie. Charakterystyczne jest to, że budynki meksykańskie zapadają się w ziemi - właśnie dlatego, że budowane są na osuszonym jeziorze.

fot. Sylwia Mróz
fot. Sylwia Mróz

Czy w Meksyku widać historię, tę historię pre-kolonialną, wręcz starożytną?
Jeśli chodzi o miasta samych Azteków, to śladów po nich pozostało niewiele. Dawniej stolica Meksyku, Tenochtitlan, była potęgą. Trzymała w ryzach ogromne terytoria aż po Gwatemalę. Zostało ono niestety kompletnie zniszczone w czasach konkwisty. Do dziś zaś zachowały się miasta innych cywilizacji - Majów, Olmeków, Tolteków.

Twoja książka nie jest książką podróżniczą, ale raczej przewodnikiem. Zbiorem ciekawostek, informacji, takim pomocnikiem przy poznawaniu Meksyku.
Pisarka i moja koleżanka Małgorzata Rejmer nazwała ją "przewodnikiem duchowym" i to celne określenie. Do informacji czysto historycznych czy przewodnikowych dodaję wątki osobiste, spostrzeżenia. Myślę, że ta forma doskonale odzwierciedla i pasuje do tego patchworkowego kraju. Nie chciałam zagłębiać się w kwestie przestępczości i karteli narkotykowych - to jak najbardziej element tamtej rzeczywistości, jednak powstało na ten temat wiele książek i zdecydowałam się napisać o czymś innym. Chciałam skupić się na życiu, kulturze i ludziach. Zależało mi na podejściu edukacyjnym i popularnonaukowym, by po przeczytaniu tej książki czytelnik faktycznie coś wiedział o Meksyku. Żeby umiał skojarzyć Fridę z konkretnym stylem i żeby wiedział, jak wygląda rękodzieło meksykańskie. Bogactwo tego kraju jest nieprzebrane, a informacje na ten temat są dość rozproszone i nie zawsze docierają do polskiego czytelnika.

Właściwie, to powielane są te same.
Dokładnie. Często mówi się o kulcie Świętej Śmierci, podczas gdy w Meksyku ta święta nie jest najważniejsza. Jest mnóstwo kultów czy tradycji, które mają więcej wyznawców i praktyków, ale pewnie nie są aż tak sensacyjne i medialne.

Informacje, które pojawiły się w książce częściowo musiałaś zdobywać. Sądzę, że bogata historia Meksyku nie jest jakoś wybitnie obecna w życiu codziennym.
Tak, nie ma raczej takiej sytuacji, że Meksykanie siedzą przy obiedzie i rozmawiają o historii Olmeków, wplatając w to wątki kulturoznawcze i podpierając się najnowszymi badaniami socjologicznymi… Żeby poznać i zrozumieć historię Meksyku musiałam przeczytać mnóstwo książek, część wciąż czeka na dokończenie, a i tak nie do końca jeszcze wszystko rozumiem i wiem. Ale to była fascynująca i mobilizująca praca. Jedyny rozdział, który napisałam z marszu, to był rozdział o kuchni. Oczywiście (śmiech). O jedzeniu rozmawiają wszyscy, jedzenie jest obecne w codziennym życiu i wokół niego wszystko się kręci.

Trudno uwierzyć, że potomkowie największych cywilizacji nie mają jakiejś… potrzeby dążenia do poznania swoich korzeni.
Przygotowując się do pisania książki słuchałam starego reportażu z BBC z lat 80. XX wieku, w którym wypowiadał się dość leciwy profesor. On sam przyznał, że w jego szkolnych książkach do historii, sądzę że z lat 30. może nawet 20. XX wieku, historia Meksyku zaczynała się od najazdu Hiszpanów. Ta tendencja widoczna jest do dziś - niektórzy Meksykanie nie potrafią opisać, nawet ogólnie, historii swojego kraju. Meksykanie dziś już uczą się o Aztekach i Majach, ale ta wiedza wciąż przekazywana jest w bardzo uproszczony sposób. Na terenie dzisiejszego Meksyku żyli Zapotekowie, Taraskowie, Olmekowie, o których piszę w książce i których chciałabym przywrócić. Przyjeżdżają do mnie czasem znajomi, którzy koniecznie chcą zobaczyć Piramidę Słońca i Księżyca w Teotihuacán, żeby zobaczyć trochę “azteckiej historii”. Bardzo są zdziwieni, kiedy mówię im, że w Teotihuacán nie mieszkali Aztekowie, tylko mieszkańcy cywilizacji Teotihuacán. Nie wiadomo skąd ten lud pochodził, ale tak się ich określa, choć sama nazwa pochodzi z języka azteckiego, nahuatl. Do naszych czasów nie przetrwała niestety stolica Azteków, którą Hiszpanie zrównali z ziemią. Oczywiście - zdobycze archeologii pomagają w odtworzeniu historii azteckiego imperium.

Konkwista przede wszystkim żerowała na bogactwie tych cywilizacji, pod płaszczykiem chrystianizacji i “cywilizacji dzikusów”.
Niestety tak, a wiemy, co Hiszpanie zastali w Ameryce Łacińskiej - bogactwo, złoto i drogocenne kamienie. Kolonie dorabiały się na kopalniach. Byłam w jednej takiej kopalni - warunki pracy były koszmarne, wręcz niewolnicze. I to poczucie niższości, to niewolnictwo i wyzysk pozostały w świadomości Meksykanów do dziś. Pomimo zakazu niewolnictwa i złego traktowania, minęło wiele dziesięcioleci, a nawet setek lat, nim rdzennych Meksykanów zaczęto traktować jak ludzi. Do dziś Indianie są deprecjonowani. Samo “indio” oznacza “gorszy”, “wieśniacki”. Meksyk, jak cała Ameryka Łacińska, a na pewno kraje post-kolonialne, żyje w cieniu białego człowieka. Biały podświadomie uważany jest za mądrzejszego, lepiej wykształconego, ważniejszego, ładniejszego, bogatszego. Meksyk wciąż czeka na odkrycie i myślę, że zmiany społeczne zajmą długie lata.

Nie wydaje ci się, że Meksyk nie przeżył jakiegoś… renesansu? Jakiegoś przejścia z “dawnego” do “nowego”?
Zdecydowanie. Samą Rewolucję Meksykańską ciężko opisać, a tym bardziej zrozumieć kto z kim walczył. Sposób rozwiązywania konfliktów poprzez krwawą walkę istnieje tu tak, jak istniał setki lat temu. W Meksyku dalej dzieją się historie, jak z dramatów Szekspira! Mój ukochany piosenkarz, Guty Cárdenas zginął w 1932 roku w wyniku strzelaniny, do której doszło w barze w stolicy Meksyku.

Meksyk, podobnie jak inne kraje trzeciego świata, nie przeżył rewolucji edukacyjnej, kulturowej, na którą Europa miała po prostu fundusze.
Rewolucja edukacyjna w Meksyku rozpoczęła się po wielkiej rewolucji w Meksyku. To jest 1910 rok! To jest przeszło sto lat temu! Trudno porównywać styl życia i problemy społeczne Meksyku do Europy, która rozwija się i kładzie nacisk na kulturę i rozwój od setek lat. Meksyk dalej cierpi z powodu braku funduszy na ten cel - to widać po stanie edukacji. Najlepiej wykształceni są ci, których było stać na edukację prywatną.

fot. Sylwia Mróz
fot. Sylwia Mróz

Stąd ta charakterystyczna religijność?
Sugestywna religijność Meksykanów bierze się z zakorzenionej potrzeby, społecznej pamięci czczenia bogów, rytuałów, które były kiedyś codziennością. Meksykanie uwielbiają otaczać się świętymi, ale ich wiara nie jest dogmatyczna - ma charakter emocjonalny, zmysłowy i świadczy o potrzebie bliskości. Wielką sensację wzbudza meksykańska wiara w znachorów. Podczas, gdy w Polsce jeszcze przed II wojną światową też wierzyło się w znachorów i Wierszalin nie został wymyślony przez Włodzimierza Pawluczuka, tylko istniał naprawdę.

Świętowanie - to coś, co mnie w krajach Ameryki Łacińskiej fascynuje. Miałaś szansę przyjrzeć się świętom religijnym lub innym?
Szansę? Meksyk cały czas świętuje! Meksykanie dużo pracują i chcą pracować, ale jak już się napracują to uwielbiają potańczyć, potańczyć i się pobawić. Świąt jest więc bardzo dużo, właściwie codziennie w jakimś miejscu w Meksyku jest święto. A ponieważ każde miasto, dzielnica ma świętego patrona, to świętują dzień tego patrona i jeszcze jakiegoś innego, a potem mają lokalne uroczystości... i tak świętują cały czas (śmiech). Kojarzymy na pewno procesje, na przykład na Wielkanoc, choć bardziej teatralne i bogate wydały mi się procesje w hiszpańskiej Sewilli. Meksykanie mają tę tradycję, ale inne okazje są dla nich równie ważne. Meksykanie świętują też bardzo różnie - w zależności od regionu, typu, pory roku…

Czy to świętowanie oddaje jakoś charakter Meksykanów?
Na pewno. Widać to chociażby w okresie Bożego Narodzenia. W Meksyku są oczywiście tradycyjne dania i elementy celebracji, ale jeśli ktoś się spóźni, albo jakiejś potrawy zabraknie, to nikt się tym nie przejmuje. Ważniejsza jest wspólnota i przeżywanie niż cała ta otoczka. Tego też uczę się od Meksykanów - żeby na spotkanie z rodziną, przyjaciółmi przyjść w dobrym humorze, wyspanym i wypoczętym, a nie podenerwowanym i wycieńczonym przygotowaniami.

Mam wrażenie, że te ołtarze domowe są idealnym odzwierciedleniem codzienności Meksykanów. Codzienności, której trudy wynagradza kolor i zabawa.
Stąd pewnie bierze się ta wyrazistość - Meksyk jest kolorowy i kiczowaty. I się tego nie wstydzi. Meksykanie mają w domach świecące Maryjki i wykorzystują do zdobienia swoich ołtarzyków najbardziej kolorowe dekoracje. Wracam tu też do kwestii historii pre-kolumbijskiej Meksyku. Chrześcijaństwo, podobnie jak w innych krajach na całym świecie, zostało nałożone na dawną obrzędowość i tradycje. Jak np. meksykańscy zaklinacze deszczu - graniceros - mają swoich odpowiedników w słowiańskiej mitologii. Tylko nie zawsze o tym wiemy, czy pamiętamy. Meksyk jest pod tym względem fascynujący, bo na naszych oczach mieszają się tradycje świata indiańskiego z europejskim. Ja mam tę mieszankę na co dzień, bo mieszkam na terenach, związanych z kultem boga deszczu Tlaloca. Co ciekawe - Tlaloc w momencie pojawienia się chrześcijaństwa został “zastąpiony” przez św. Michała. Dlatego wszystkie okoliczne miejscowości mają przydomek “de San Miguel”. To ciekawe, kiedy przyjrzymy się różnym świętym w Meksyku, zauważymy, że przenikają się z dawnymi bogami. Oczywiście - prosty wierny się nad tym nie zastanawia, on przyjmuje to takim, jakim jest. I tak jak jego przodkowie, składa św. Michałowi w darach tortille, kwiaty, kosze z darami i czci go tak, jak zapewne kiedyś czciło się Tlaloca.

Fascynujące jest to, jak ludowość i codzienne życie wpasowuje się w religijność, albo odwrotnie.
Na ludowości opiera się cała wiara. Żaden biskup nie reaguje na te “pogańskie” zachowania bo każdy wie, że na prostym wiernym opiera się cały Kościół. Meksyk na przykład nie pości, co ma związek z historią tego kraju. Ryby były dawniej znacznie droższe i trudniejsze do przewiezienia, w związku z czym w drodze wyjątku zniesiono zakaz spożywania mięsa w piątki.

Myślisz, że podobnie jest z tą kiczowatą barwnością Meksyku?
Sądzę, że tak. Że życie w Meksyku bywa tak trudne, że Meksykanie nie chcą na co dzień żyć w szarzyźnie. Urozmaicają sobie dzień świętami, wyrazistą muzyką, energicznym tańcem i kolorami. Meksykanie są inni od nas. Lubią kolory, dźwięki i zabawę. I tego możemy się od nich nauczyć - m.in. jak się nie bać koloru.

Książka “Pejzaż bez kolców. Meksyk słońcem malowany” Sylwii Mróz ukazała się nakładem Wydawnictwa Muza S.A. 12 października 2016.



Rozmawiała: Iśka Marchwica

wywiad przeprowadzony w Krakowie, 19. października 2016

zdjęcia wykorzystane w tekście pochodzą z archiwum Sylwii Mróz - kopiowanie bez zgody autorki i redakcji ZABRONIONE!

Szanowna Użytkowniczko, Szanowny Użytkowniku, zanim klikniesz „Przejdź do serwisu” lub zamkniesz to okno, prosimy o przeczytanie tej informacji. Prosimy w niej o Twoją dobrowolną zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz przekazujemy informacje o tzw. cookies i o przetwarzaniu przez nas Twoich danych osobowych. Klikając „Przejdź do serwisu” lub zamykając okno, zgadzasz się na poniższe. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres. Zgoda Jeśli chcesz zgodzić się na przetwarzanie przez Etnosystem.pl Twoich danych osobowych, które udostępniasz w historii przeglądania stron i aplikacji internetowych oraz danych lokalizacyjnych generowanych przez Twoje urządzenie, w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i w aplikacjach w celu ustalenia Twoich potencjalnych zainteresowań dla dostosowania reklamy i oferty) w tym na umieszczanie znaczników internetowych (cookies itp.) na Twoich urządzeniach i odczytywanie takich znaczników, kliknij przycisk „Przejdź do serwisu” lub zamknij to okno. Jeśli nie chcesz wyrazić zgody kliknij „Zamknij”. Wyrażenie zgody jest dobrowolne. Powyższa zgoda dotyczy przetwarzania Twoich danych osobowych do śledzenia statystyk Google Analytics czy wyświetlania Ci dedykowanych reklam.
Więcej informacji Przejdź do serwisu Zamknij