Nanga Parbat padła. I marzenia też padły. [RECENZJA]

Kiedy zimą tego roku Nanga Parbat "padła", położyły się też marzenia wielu wspinaczy, z których każdy marzył o tym, żeby być tym pierwszym. Pierwszym, zimą, na największej górze świata. Bo, jak czytamy w "Nanga Parbat. Śnieg, kłamstwa i góra do wyzwolenia", są wyższe góry, ale Nanga Parbat jest największa. Jeden z uczestników wyprawy Nanga Dream mówi tam, że poczuł się jakby ktoś zatańczył z dziewczyną, która mu się podoba. "Rozczarowanko", podsumowuje. Dominik Szczepański i Piotr Tomza, reporterzy usadowieni po obu stronach góry, piszą o tych "rozczarowankach", o marzeniach, o górze, sporcie, ludziach, o wszystkim tym czym jest dziś himalaizm.

Wydawnictwo podzielone jest na dwie części. Piotr Tomza siedzi z ekipą Nanga Dream po stronie Rupal. Szczepański - po stronie Diamir, gdzie spotyka cztery zespoły: Adama Bieleckiego i Jacka Czecha, Simone Moro i Tamary Lunger oraz Alexa Txikona, Daniela Nardi, Muhammada Alego oraz Tomasza Mackiewicza i Elisabeth Revol. Wszyscy znamy historię tego "wyścigu" o zimową Nangę z mediów - akcja działa się na początku tego roku, "Nanga Parbat" jest więc doniesieniem, niejako, z pierwszej ręki. A na pewno jeśli chodzi o dokładniejszy opis tego, co działo się wewnątrz zespołów i jeszcze głębiej - w duszach samych wspinaczy.

To materiał na świetny reportaż, ale gdzieś w tym wszystkim zabrakło mi dynamiki. Opisy zmagań himalaistów, niezależnie od tego, kto je spisuje - sami bohaterowie czy ich obserwatorzy - koniec końców polegają z grubsza na tym samym. Czytamy nieustannie o tym, że zimno, że trzeba sikać do butelki, że życie toczy się wokół mesy, jedzenia, zwracania jedzenia, sprawdzania prognóz pogody, aklimatyzacji. Znamy to już. Dlatego świetnym pomysłem wydawało się przedstawienie życia wspinaczkowego z innej perspektywy, przez optykę samych zainteresowanych. By ten opis wzbogacić o ich życiowe tło, historię, motywację, idee. I w zasadzie to się udaje, chociaż, na przykład w części poświęconej Nanga Dream, po czasie trochę męczy nadmiar dialogów w zasadzie o niczym, za to przeładowanych wspinaczkowym slangiem. Jakby cała historia, prezentacja - skądinąd szalenie ciekawej - idei działania ekipy oraz życiorysów każdego jej członka, bo każdy z nich to indywidualista, wyczerpała się za szybko, a coś trzeba było jeszcze dopisać.

Inaczej jest w części Szczepańskiego, najpewniej dlatego, że reporter spotyka się tam z legendarnymi wspinaczami, którzy niejednego wywiadu już udzielili, o swoich doświadczeniach potrafią opowiadać, a i sam reporter wie co robi. Czuć w tej części porozumienie, kondensację myśli, książka w zasadzie od tej strony nabiera właściwej, brakującej energii, która każe przerzucać kolejne kartki.

Wydaje się, że choć książka porusza niezwykle istotne dla tego, czym dziś himalaizm - jako sport, ideologia czy filozofia - jest, to zaledwie muska temat, zadaje pytania. Nie znajdujemy tu odpowiedzi. Nawet w wypowiedziach wspinaczy, w których zawsze jest jakieś "ale". Tomek Mackiewicz wypaliwszy hasz żegna się ze wspinaczką "raz na zawsze", ale po kilku dniach wraca pod Nangę, by jeszcze raz próbować ją zdobyć. Simone Moro na dobre żegna się z ośmiotysięcznikami, ale wróci na Everest zimą bez tlenu. Zupełnie jakby każdy z nich sam usilnie szukał odpowiedzi na pytanie o to, czym jest wspinanie - dla świata, dla mediów, dla nich samych. Ciekawe czy nadal za wcześnie, by próbować stawiać odpowiedzi. Czy po prostu tych odpowiedzi nie ma.

Kaśka Paluch


"Nanga Parbat. Śnieg, kłamstwa i góra do wyzwolenia", Dominik Szczepański, Piotr Tomza, Agora 2016