Sami Yusuf: tradycja może uleczyć ekstremizm

Teledysk do singla "Mast qalandar" obejrzało już ponad 3 miliony widzów, magazyn Time nazwał go "największą gwiazdą Islamu", a Guardian "największą brytyjską gwiazdą na Środkowym Wschodzie". Sami Yusuf to wyprzedane koncerty na stadionach, sale wypełnione po brzegi, postać ikoniczna. Na najnowszej płycie "Barakah" sięga do korzeni muzyki islamskiej, bo - jak sam mówi - powrót do tradycji to jedyne antidotum na truciznę ekstremizmu. Nie tylko religijnego. "Rzeczy, które robi się w imieniu mojej wiary są absolutnie niszczące dla duszy..." - mówi w naszym wywiadzie - "Antidotum jest podążanie do wewnątrz, do duchowości. Do tradycji. Tam odkryjemy kim jesteśmy jako ludzie".

Kaśka Paluch: Co u ciebie?

Sami Yusuf: Odpoczywam! Nie wiem jak niektórzy artyści potrafią grać koncert za koncertem. Ja mam tak, że im większy gram koncert, tym więcej energii on ze mnie wysysa. Więc po występach, na przykład, na stadionach, muszę odpoczywać przynajmniej trzy dni. Teraz więc głównie odpoczywam, przygotowuję się do nadchodzącej trasy koncertowej.

Twój najnowszy album, „Barakah”, ma jasny, konkretny przekaz. Pamiętasz moment, w którym poczułeś, że musisz nagrać taką płytę i przystąpiłeś do pracy nad tym właśnie materiałem?

To tak naprawdę dojrzewało latami. Swój pierwszy album wydałem w 2003 roku. Wtedy zależało mi przede wszystkim na wyrażeniu siebie poprzez muzykę, w dużej mierze chodziło też o duchowość i oddanie. W moim przypadku, jako muzyka opierającego się na islamskiej tradycji, wyrazie miłości do Proroka Mahometa i Boga. Taka była moja pierwsza płyta. Jestem muzykiem, wykonawcą, więc od tamtego czasu pojawiło się u mnie wiele inspiracji, czasem zwątpienia w siebie. I to wszystko działo się do momentu wydania albumu „Whenever You Are” w 2010 roku. Przez te wszystkie lata skupiłem się w większej mierze na duchowej stronie muzyki, jej intelektualnej, metafizycznej i mistycznej stronie. Nie tylko mojej tradycji, ale także innych. Kocham wszystkie tradycje i religie świata. Kiedy połączyłem to z szaleństwem, które się dzieje dziś na świecie, zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, że jedynym antidotum na truciznę ekstremizmu jest powrót do korzeni. Ekstremizm, rozumiany nie tylko jako pojęcie religijne, ale także konsumpcyjne, materialistyczne, może być uleczony. Jeśli w ogóle mogę użyć takiego słowa. Antidotum jest podążanie do wewnątrz, do duchowości. Do tradycji. Tam odkryjemy kim jesteśmy jako ludzie.

„Barakah” ma pomóc to właśnie odkryć?

Nie będę cię okłamywał, że to wszystko nie miało związku z religijnym ekstremizmem. To, co się dzieje dziś dookoła nas, jest niebywałym obłędem. Kiedy o tym czytasz, czujesz się jak w horrorach. Rzeczy, które robi się w imieniu mojej wiary są absolutnie niszczące dla duszy… Chodzi mi o to – i w tym duchu nagrałem „Barakah” – że to, czego doświadczamy, jest w zasadzie kompletnym przeciwieństwem tradycji. W tym jest wszystko, czego nie ma w tradycji. I dowód na to znajdziemy w praktyce. Tu nie chodzi o człowieka, który wsadza ręce w piasek i krzyczy: „och, jestem tak wypełniony spokojem”. Pokój tradycji jest zapisany w muzyce, w architekturze czy w mistycyzmie Rumiego [Dżalal ad-Din ar-Rumi, najwybitniejszy poeta suficki - dop. KP]. I nie dotyczy to tylko Islamu, tak jest w każdej religii. Niezależnie od tego czy to Bach czy chorał gregoriański, zawsze znajdziesz tam piękno i wiarę. Jak powiedział Dalajlama, coś co przetrwało tak wiele lat i wniosło tak wiele dobrego, nie może zostać zapomniane. Nie powinno podlegać nowoczesnej arogancji, przeświadczeniu, że wszystko co z przeszłości nie zasługuje na szacunek.  

Mówimy o odkrywaniu tradycji na nowo. Jak wyglądał ten proces? Musiałeś korzystać z pomocy naukowców, na przykład etnomuzykologów?

Jednym z moich nauczycieli jest Seyyed Hossein Nasr, osiemdziesięcioletni profesor na uniwersytecie, autor około pięćdziesięciu książek o sufizmie, Islamie, Hinduizmie, metafizyce, porównaniu religii. Wykłada teraz studia o Islamie na uniwersytecie George Waschingtona i według mnie jest absolutnym geniuszem, na poziomie Dalajlamy, naprawdę. Miałem wielką przyjemność studiować u niego, więc przy pracy nad płytą korzystałem z jego pomocy. Ponadto z wiedzy takich naukowców jak dr Timothy Winter z Cambridge, który jest w istocie sufim, praktykującym jako Abdal Hakim Murad, to jego muzułmańskie imię, profesorów z Chicago, Harvardu. To nie są muzykolodzy, ale znają tradycję bardzo dobrze. Szczególnie sztukę. Muzykę także.

Na tyle, na ile da się tradycyjną muzykę Wschodu poznać.

Zgadza się. Jedną z istotnych rzeczy dotyczących tradycyjnej islamskiej muzyki jest to, że w odróżnieniu od muzyki zachodniej, ta nie posiada żadnych zapisów nutowych. Dzięki czemu wiemy na przykład jak komponował Monteverdi. Mniej więcej, bo może tempo czy detale pozostały nieznane. Ale generalnie potrafimy to wykonać z tych nut. Natomiast tradycja przekazu muzyki wschodniej była ustna. Według mnie czyni ją to magiczną, mistyczną. To, że nie wiesz dokładnie jak wyglądała kiedy była tworzona. Została tylko esencja, przez lata prawdopodobnie modyfikowana. Z pewnością poezja pozostała taką jaka była. Kiedy śpiewamy wersety napisane przez, na przykład, sułtana Murada III, słowa na pewno pozostały nietknięte. Muzyka natomiast... mogę opowiedzieć ci co wiemy o niej, na podstawie badań z ostatnich stu lat, ale szczerze tak naprawdę nie wiemy jak wyglądała. Możemy tylko przypuszczać.

Śpiewanie muzyki Wschodu stawia przed człowiekiem spore wymagania. Mam wrażenie, że ona dosłownie zmienia ciało i umysł człowieka, bo takie są techniki jej wykonania.

Masz rację, ponieważ w tradycyjnym rozumieniu jesteś nie tylko wykonawcą tej muzyki, ty w rzeczywistości JESTEŚ muzyką. Musisz duchowo, mentalnie, psychologicznie, przygotować się. To podobne do medytacji, ale ja do tego dodałbym jeszcze jedno słowo, moim zdaniem szalenie istotne. To Adab, w Islamie klasycznym termin obejmujący normy moralne i wiedzę. Możemy to przetłumaczyć na słowo "etyka" lub "etykieta". Jest bardzo ważna, ponieważ kiedy się uczysz, wszystko, mowa ciała, wiedza, musi być właściwe. Musisz znać swoje miejsce. Na przestrzeni wieków tak przekazywano wiedzę. Był maestro i uczeń, który - albo która - wkrótce mógł czy mogła stać się mistrzem i mieć swojego ucznia. Adab jest, jak w klasycznej muzyce zachodniej, tym czym jest powstawanie muzyków orkiestry z krzeseł, kiedy wchodzi dyrygent. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że muzyka swoje korzenie ma w wierze, w przypadku profesjonalnej muzyki Zachodu – w Kościele. Cała przednowoczesna muzyka ma swoje korzenie w wierze, w tradycji. Także muzyka ludowa. Nosi w sobie sekret. Więc Adab powinno dotyczyć nie tylko tego jak zachowujesz się względem mistrza, ale też samej muzyki i Boga, kiedy wykonujesz święte utwory. Ta etyka jest nie tylko na zewnątrz mnie, w moim zachowaniu, ale też we mnie.

Odłóżcie broń, podnieście bębny, przestańcie krzyczeć ze złości i zacznijcie śpiewać o miłości - recenzja "Barakah" Samiego Yusufa na Etnosystem.pl

To samo dotyczy też odbiorcy tej muzyki. Ty bardzo wyraźnie zwracasz uwagę na to, by ludzie rozumieli o czym śpiewasz, pod klipami na YouTube są dokładne wyjaśnienia treści utworów.

Zgadza się, etyka dotyczy także słuchacza. I bardzo bym chciał, by ludzie do mojej muzyki podchodzili ze zrozumieniem. „Barakah” jest bestsellerem tu w Dubaju, dobrze sobie radzi poza granicami „Mast qaalandar” był numerem jeden na iTunes, w Wielkiej Brytanii. To wielki zaszczyt. Nie spodziewałem się, że płyta osiągnie sukces komercyjny, bo to nie jest płyta komercyjna, nie jestem Zaynem Malikiem z One Direction. To jest święta, tradycyjna muzyka. Ale myślę, że ludzie poszukują autentyczności, którą trochę utraciliśmy. Ludzkość tego nie przyznaje, ale cały czas szukamy autentyczności, a w świecie muzułmanów, młodzi ludzie szukają sposobu na dotarcie do swoich korzeni. Ale nie tylko muzułmanie, bo ta muzyka nie jest tylko dla muzułmanów. Jest dla wszystkich. Kiedy ja sam słyszę muzykę chrześcijańską, na przykład chorał gregoriański, słyszę jej wielkość, piękno. Więc to nie jest jedna tradycja, wszystkie tradycje pochodzą z tej samej esencji, prawdy. Tylko sposób ekspresji jest inny. Takie jest moje zdanie.  

Ja w twojej muzyce odnajduję spokój. I mam wrażenie, że ten spokój mogę z niej wynieść, żeby się nim podzielić ze światem „realnym”.

Dziękuję, jestem zaszczycony.

I zaskoczony? Czy takich reakcji się spodziewałeś?

Jestem zawsze bardzo zaszczycony słuchając takich komentarzy. Wiesz, ja jestem tradycjonalistą. Nie takim newage’owym gościem, który trzyma się za ręce śpiewając kumbaya. (Śmiech)  I wierzę w cywilizacje. Kiedy rozmawiamy o globalizacji, dominacji Zachodu, widzę, we wszystkich cywilizacjach  - nie tylko jednej – piękno. Kocham różnice, bo uważam, że te różnice między nami tworzą nas pięknymi. Więc kiedy słyszę to, co mówisz, to znaczy dla mnie bardzo wiele, bo wtedy wiem, że jedno z moich założeń osiągnąłem. Że moja muzyka może stanowić pomost nad różnicami. Zbliżyć do siebie ludzi intelektualnie i duchowo. Mamy social media, Facebooka i Twittera, ale już ze sobą tak naprawdę nie rozmawiamy. Zamykamy się w bańkach, ograniczając grono znajomych do tych, z którymi się zgadzamy. Więc jeśli muzyka mogła by nas do siebie zbliżyć, było by cudownie. Świadomość, że przynajmniej jedna osoba to tak odczuwa, jest dla mnie honorem.

I nie tylko do ludzi. Trochę chodzę po górach i kiedy jestem w nich sama i słucham muzyki, to zawsze jest to muzyka arabska. Jakoś mam wrażenie, że słuchanie tam – z całym szacunkiem dla niej – Britney Spears, jest nieodpowiednie. Ale kiedy jestem na tych paru tysiącach metrów nad poziomem morza i do słuchawek płynie mi, przykładowo, twoja muzyka, odnoszę wrażenie, że wszystko jest na swoim miejscu. Jakby ta muzyka pochodziła z natury, doskonale się z nią uzupełniając i zgadzając.

Nie mógłbym się z tobą bardziej zgodzić. W rzeczywistości, kiedy studiujesz mistycyzm, poezję Rumiego czy Hafiza, znajdziesz mnóstwo alegorycznych odniesień do natury. I do konsekwencji używania jej. Współczesny człowiek niszczy naturę. W tradycji zaś natura była święta. W każdej, dla rdzennych Amerykanów natura była świętością, urzeczywistnieniem boskości. Odnajdujemy w tradycyjnej architekturze, muzyce, wzorach, ubiorach właśnie tę naturę. Nie wiem czy to ma dla ciebie sens, ale w tej architekturze i sztuce, możesz usłyszeć i zobaczyć przyrodę. Zieleń, śpiew ptaków.

A ty lubisz kontakt z naturą?

Kocham. Uwielbiam chodzenie po lesie, z żoną, nad jeziora. Czuję się bardzo blisko świętości, kiedy jestem otoczony naturą. Uwielbiam wędrówki po górach. Jeden ze swoich teledysków nagrywałem w górach. Cała ekipa zamarzała. A ja nic nie czułem. Było mi ciepło. Nie wiem dlaczego. Czułem się bardzo spokojny. Nie wiem… jak bardzo jesteś zaznajomiona z tematem mistycyzmu?

Trochę.

Wierzy się, że – podając przykładowo z punktu widzenia Abrahama – że Adam nie potrzebował książki ani proroka. Ponieważ Adam czytał w naturze. To ona jest książką. Patrzył w Księżyc i widział Boga. Patrzył na górę – i widział tam Boga. Prawdę. Wszędzie, gdzie spojrzał, natura przypominała mu o świętości. O tym jest moja płyta „The Centre”. Czas mijał, ludzie o tym zapominali i zaczęli potrzebować proroków, tłumaczy. A ci różnili się od siebie, bo każdy ma inną mentalność i potrzeby. Ale w rzeczywistości, jakkolwiek ich nazwiesz, awatarem jak w Buddyzmie, prorokiem jak w Islamie czy Synem Bożym, każdy z nich próbował zbliżyć ludzi do tego, co czuł Adam. Moim zdaniem bycie w bliskości z naturą jest więc niezmiernie istotne. Nie wiem czy ja albo ty dożyjemy czasu, w którym człowiek wszystko zniszczy. Mam nadzieję, że to się nigdy nie stanie.

W takim razie obiecuję, że kiedy przyjedziesz do Polski, pójdziemy w góry. Ciekawa jestem co tam zobaczysz.

Było by cudownie! Znasz utwór „Awake”?

Tak.

Napisał go polski kompozytor, który w XVII wieku przeszedł na Islam i otrzymał wtedy imię Ali Ufki Bey. Powiesz mi jak wymówić jego polskie nazwisko?  Przez parę minut uczymy się wymowy nazwiska Wojciech Bobowski.

OK, to jak pójdziemy w te góry, to się też polskiego pouczymy.

Dobra, jesteśmy umówieni. Do zobaczenia!